• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[9.08 wieczór | Posiadłość A.J. Shafiq'a] Riders of the storm

[9.08 wieczór | Posiadłość A.J. Shafiq'a] Riders of the storm
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
16.05.2024, 09:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:47 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—09/08/1972—
Anglia, Little Hangleton
Charlotte Kelly, Jonathan Selwyn, Morpheus Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: W2dhQAP.png]

Dla mnie, mój miły dru­hu, cią­gleś mło­dy,
Tak samo pięk­ny, jak gdym two­je oczy
Uj­rzał raz pierw­szy. Trzech już zim za­wo­dy
Wy­gna­ły z la­sów blask trzech lat uro­czy.
Wraz z bie­giem cza­su, wi­dzia­łem trzy wio­sny,
Jak się zmie­nia­ły w żół­tość trzech je­sie­ni.
W ża­rach lip­co­wych spło­nął maj ra­do­sny,
Ty, ongi świe­ży, wciąż peł­ny-ś zie­le­ni.
A jed­nak pięk­ność ci­cho na­przod su­nie,
Jak ta wska­zów­ka na ze­ga­rze. Zda się,
Że w nie­wzru­szo­nej cią­gle sto­isz łu­nie,
Lecz ach! me oko myli się!... O cza­sie,
Co masz się zja­wić, słu­chaj: za­nim w go­ści
Przy­sze­dłeś do nas, umarł maj pięk­no­ści.



Znali to miejsce, tę letnią rezydencję, która od lat pełniła funkcję domu jednego z czwórki. Znali starszą część posiadłości, piętrową, zbudowaną na planie kwadratu z małym atrium po środku, wyłożonym kaflami w czarno białą szachownicę, z oryginalną fontanną zdobioną w złocistą kulę pożeraną przez wielkiego smoka Urobosa. Znali kolekcję smoków na piętrze, brak gustu w wykończeniu sypialni dla nih zarezerwowanych oraz opustoszałą salę balową, ulubione miejsce zmarłej przed laty Edith Shafiq. Znali i ogród, zaadaptowany do ekscentrycznych przyjęć, przestronny, ale płytki zbiornik wody otoczony kolumnadą osłaniającą marmurowe tarasy, arkady prowadzące do utrzymanych w starożytnym posmaku przestrzeni wspólnych, jak i pokoi dla gości tych dalszych, tych zwyczajnych, których Anthony nie traktował jak część swojej rodziny. To znaczy, och słodka semantyko, jak część swojej prawdziwej rodziny, nie tej wyznaczanej poszarpaną linią krwi. Jego rodzina bowiem siedziała teraz pod baldachimem fioletowych kwiatów, w przestrzeni rozświetlonej setką zawieszonych jasnych lampionów, które zdobiły odleglość od jednego ramienia pawilonu do drugiego. Jego rodzina zdecydowanie nie miała na nazwisko Shafiq.

To była tradycja, która zrobiła się jeszcze w Hogwarcie. Trzech panów miało swoje urodziny w okresie letnim i zamiast organizować trzy imprezy (i borykać się z niezadowolonymi krewniakami, którzy byliby wykluczeni z tego procederu) robili jedno przyjęcie na samo zakończenie. Czerwcowy Morpheus, lipcowy Anthony i w końcu sierpniowy Jonathan, jak trzech rycerzy w lśniących zbrojach (nawet jeśli zamiast metalu nosili na sobie wygodne yukaty z egipskiej bawełny z wyszytymi na plecach pawiem, tygrysem i smokiem) stający na straży letniego kwartału teraz musieli zmierzyć się z rozmachem środkowego z nich, spoglądając na olbrzymi tort zdobny w 129 świeczek, które w widowiskowy sposób oświetlały ich twarze ognistą łuną lepiej niż umieszczone napowietrzne oświetlenie. W tle pobrzękiwała harfa w towarzystwie kilku smyczków, zaklęte instrumenta dawały przyjemną dźwiękową tapetę, niewspółmierną do zmagań, z jakim przyjdzie im się zmierzyć. Sto dwadzieścia dziewięć...

– Nie wolno Ci pomagać – stalowe oczy na moment powędrowały do siedzącej na przeciwko nich Charlotte, która szczęśliwie miała zimową imprezę urodzinową Jeźdźców zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla siebie. Anthony stał podpierając się pod boki i oddychał coraz głębiej, zastanawiając się ile powietrza zdoła zebrać w swoich osłabionych płucach. Nie były one już aż tak słabe, z oczywistych względów czuł przypływ sił witalnych od trwających od czerwca katorżniczych ćwiczeń zarządzonych przez kambodżańskiego gościa. No i ograniczenie alkoholu też niewątpliwie pomogło.

– Każdy ma życzenie? Jesteście gotowi? Musimy zrobić to w tym samym momencie, bo inaczej to nie zadziała.
– Tak, tak mugole mogli się śmiać gdy pozostawili niedogaszoną świeczkę, mogli poklepywać się po ramionach i myśleć, że to nie ma znaczenia. Nie mieli pojęcia jak wielkie znaczenie ów gest miał, choć może to i dobrze, zbyt wiele łez byłoby wylanych, a włosów z głowy porwanych, gdyby mieli świadomość. To nieświadomość była definicją szczęścia. Sprawa była poważna.

– Somnia weź ogarnij te swoje loki, bo nie wytrzymam swądu spalonych włosów, Jonathan idź od drugiej strony masz to skrzydło i w razie czego dogasisz tą partię – wskazał zastępcy odpowiednie miejsce, do podjęcia próby utrzymania w garści swojego szczęścia przez kolejny rok. – No już, nie ma co czekać, bo nie znajdziemy kawałka bez wosku. Na moje trzy. Raz, dwa... – najgłębszy wdech i...

– Trzy.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#2
16.05.2024, 09:53  ✶  
Charlotte rozsiadła się niedbale na krześle, łokieć podpierając o podłokietnik, a policzek o dłoń, przyglądając panom z pewnym rozbawieniem. Narzuciła tę yukatę od Tony'ego na krótką, żółto – złotą sukienkę – głównie po to, by zrobić mu przyjemność, Anthony był sentymentalny i lubił takie drobiazgi, a ona, która jak twierdziła, nie była sentymentalna ani trochę, ulegała im czy to z sympatii, czy dlatego, że usta miała przecież zawsze pełne małych kłamstw i może w tym braku sentymentalizmu też trochę oszukiwała.
Przyniosła im oczywiście prezenty. Nie było to nic wielkiego – ciężko znaleźć dobry prezent dla kogoś, kto sam może kupić sobie wszystko, zwłaszcza że była wprawdzie zamożna (dzieci podrosły, najstarsze utrzymywało się samo, a płaca w Departamencie Tajemnic oznaczała niezłą pensję), ale nawet nie w jednej trzeciej tak jak oni czy ona sama w czasach młodości, gdy jeszcze oficjalnie mogła używać nazwiska Crouchów. Jonathan dostał własny portret, zamówiony u pewnej malarki, z podpisem, że daje mu to, co on kocha najbardziej, Morpheus kadzidła, które przysłała Charlie koleżanka z czasów spędzonych w Stanach – prosto z Nowego Orleanu, gdzie ostały się ślady starej magii Ameryki, a Anthony… mugolską powieść.
Był to swego rodzaju żart i Charlotte oczywiście nie miała pojęcia, co to za książka. Kupiła Jeźdźców Smoków z Pern, bo na okładce był smok.
– Dlaczego miałabym wam pomagać, Tony? To wasza robota. Wy się męczcie, a ja będę tutaj siedzieć i robić to, do czego zostałam stworzona, czyli pięknie wyglądać – odparła, a leniwy uśmiech przemknął po jej wargach.
Raz czy dwa, w przeszłości, zazdrościła im trochę tego, tej bliskości urodzin, bycia dziećmi lata. Później przestała. Charlotte, chociaż pozornie złocista, i tak pewna siebie, że pasowałby do niej znak lwa, była córką zimny, i jej serce najłatwiej skuwał lód, a poza tym – czy też raczej przede wszystkim – lubiła być przecież główną bohaterką wydarzenia, nie miała więc nic przeciwko obchodzeniu tych swoich urodzin całkiem osobno.
To była okazja z jednej strony radosna, bo świętowali ich urodziny i znów byli tu razem, po tylu latach, po tym, jak los ciskał ich często w różne strony świata. Trochę smutna, bo liczba świeczek na torcie przypominała o nieubłagalnym upływie czasu, o tym, że nie byli już młodzi i że nie mieli przed sobą wcale całego czasu świata, że za późno już na niektóre decyzje i na niektóre zmiany.
Tego smutku i goryczy Charlotte nie zamierzała jednak dać po sobie poznać. Utopi je w winie lub w szampanie, w ciepłej wodzie podziemnego basenu, i zapomni o nich przynajmniej na parę godzin.
– Ruszcie się, panowie, chcę wreszcie spróbować tego tortu – pogoniła ich kapryśnie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#3
16.05.2024, 11:17  ✶  
Można było by pomyśleć, że Jonathan będąc sobą nie będzie szczegolny chętny do dzielenia tego specjalnego dnia z resztą przyjaciół, ale po pierwsze byli to Oni, a dla nich to nawet ogolilby się na łyso, a po drugie urodziny i tak były jedną z tych uroczystości, które lepiej było świętować z kimś i wyczekiwać na obchodzenie tej ich własnej tradycji, zamiast męczyć się z przygotowaniami jednocześnie, walcząc z tym, by nie myśleć ile się już miało lat. Jakoś tak po czterdziestce te liczby stawały się coraz bardziej abstrakcyjne, nie ważne ile razy by nie mówił, że im jest starszy, tym wygląda lepiej, co potwierdzał jedynie portret od Charlotte.
– On ci będzie nawet w grobie te loki układał. A to przecież nasz skarb narodowy! – rzucił rozbawiony do Morpheusa posłusznie zmieniając swoje miejsce energicznym krokiem, tak by bohatersko gasić skrzydło tortu. Nawet nie zamierzał podchodzić do całej sprawy inaczej, niż na poważnie.  – Tort wygląda świetnie Tony. Wyjątkowo nawet nie zastrzegł, że i tak nie prezentował się tak dobrze, jak tamten tort weselny, bo przyjaźń przyjaźnią, ale miał wrażenie, że po dwudziestu trzech latach słuchania tego, tamci mogliby mieć już nieco dosyć. Ten jeden raz więc im odpuści.
– Lottie, nasze dziecko drogie, naprawdę – powiedział odrywając na chwilę wzrok od świeczek, by z teatralnym westchnięcie spojrzeć na przyjaciółkę. – Nie poganiaj starszych od siebie, gdy dmuchają świeczki. To nie wypada. – Tak wiedział, że to Charlotte była starsza, ale oni dzisiaj mieli urodziny, więc i tak mógł tak mówić.
No dobrze życzenie. Miał wiele życzeń, jedno bardzo praktyczne, chociaż raczej zbyt rozczeniowe, bo wątpił, czy moc świeczek byłaby na tyle silna, aby rozsadzić głowy wszystkim śmierciożercom w Wielkiej Brytanii. Postanowił więc postawić na coś innego, co na dobrą sprawę również było wyzwaniem. By po prostu mogli spotykać się tu ze sobą co roku, aż do bardzo bardzo późnej starości.
Raz, dwa i trzy...
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
17.05.2024, 19:00  ✶  

— My dmuchamy, ale ty kroisz, Lottie, skoro masz taki cięty jęzor — wytknął na nią swój, jakby mieli po dwanaście lat.

Bardzo lubił wspólne urodziny oraz fakt, że tort był słodki. Oczywiście, cierpiał później od zwiększonej dawki insuliny, ale raz nie zawsze, dwa nie wciąż. Dobrze było poczuć się normalnie w kwestii jedzenia, bez specjalnych ciastek, pięter bez cukru, które smakowały jak piasek z tłuszczem. Nie narzekał, miło mu było, że ktoś pamiętał, że nie odstawał, siedząc o suchym pysku, wciąż, to było przyjemne.

Kiedy pierwszy raz Antoniusz przemienił jego kukułkę w pawia, Morpheus orzekł, że on zaraz pawia puści, z dużą dozą niezadowolenia. Paw i kukułka znaczyły drastycznie różne rzeczy w jego świecie, świecie symboli i podskórnych znaczeń. Przyzwyczaił się po czasie, w końcu akceptując i progresywnie adorując przepiękną transformację prostej formy w dużo bardziej dekoracyjną.

— Któregoś dnia ogolę się na łyso, zapuszczę brodę do pasa i wtedy będziesz płakał — stwierdził, posłusznie odgarniając jednak dwa niesforne loczki, które wymsknęły mu się z fryzury, niechlujnie jak na niego, zaczesanej w tył, jak robił to od trzydziestu lat. Zanim pojawił się w Little Hangleton na obchodach Trój-Urodzin, zjadł obiad w Warowni, aby nie zemdleć na przyjęciu, po tym, jak razem z bratanicą niszczyli czarnomagiczny artrfakt z wyspy, która znika.

Nadal miał wrażenie ciemności na skraju widzenia i zimna skalnej jamy, a przede wszystkim strach pozostawił w nim ślad, absurdalnie narastając z każdą godziną od opuszczenia podziemi. Kiedy od lat odrzucasz strach w momencie akcji, aby przetrwać, ten uczy się znajdować swoją ofiarę później. Na szczęście z nimi był całkowicie bezpieczny.

Raz... Dwa... Trzy

Aby miłość wystarczyła, aby nas wszystkich uratować.

Zbyt wiele historii, jakie znał, kończyło się tragicznie nawet wtedy, gdy miłość stanowiła ich trzon, zaczynając od swojej własnej, gdy zmarszczki jeszcze nie pokarały jego twarzy. Dlatego Charlotte musiała odciąć się od rodzinnego majątku, Jonathan stracił pracę, a Antoniusz pierwszą miłość. Przeklęty rocznik. Tylko Charlotte była dość uparta, aby uciec od klątwy na tyle daleko, aby doścignęła ją dopiero po dziesięciu latach.

— Starsi i jeszcze przystojniejsi.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
19.05.2024, 12:00  ✶  
Można było powiedzieć, że ćwiczenia na coś jednak się przydawały, bo słabe płuca które jeszcze w ubiegłym roku ledwie ledwie ogarnęły jego część tortu, teraz po niemal kwartale ciężkiej pracy, jakoś łatwiej, jakoś lżej to wszystko wychodziło. Oddech smoka, to było przyjemne uczucie patrzeć jak ciało skokowo robi postępy.

Pod ognistym tabunem znajdował się oryginalny rysunek przedstawiający głowy czterech rumaków. Malunek był prawdziwym dziełem sztuki, końskie łby poprzetykane świeczkami namalowane jadalnymi farbkami przez jakiegoś artystę w stylu Alfonsa Muchy, były złowrogimi rumakami niosącymi światu zagładę. Anthony uwielbiał bawić się symboliką (co z resztą widać było po ich szlafrokach, prezencie dla całej czwórki przy okazji czterdziestych urodzin), a jak ich było czterech to aż się prosiło obracać wszystkimi znaczeniami zaszytymi właśnie w czwórce. Czterech jeźdźców z siedmiu niestety trąb nie umknęło jego uwadze. Tradycja zaczęła się na niedoszłym ślubie Charlie i Jonthana, gdy cała grupa dostała sygnety z adekwatnymi atrybutami. Dla obserwatora z zewnątrz waga lśniąca na pierścieniu Anthony'ego znaczyła nic, ale on wiedział, oni wiedzieli.

Tort był olbrzymi, aby pomieścić obraz. Machnięciem cisowej różdżki usunął zgaszone świeczki ciesząc się na nadchodzącą pomyślność. Nienawidził swoich urodzin, ale kochał całym sercem te dwie doroczne imprezy, które były sprowokowane datami pojawienia się na świecie. Dla Shafiq'a były to ich prywatne święta celebrujące wybór który posiadali, wybór przyjaźni ponad dzielące ich różnice. Na urodziny nie mieli większego wpływu, ale na to kogo mieli najbliżej siebie już tak.

– Słowo się rzekło, Charlie chwytaj za nóż, będę polewał. Moi drodzy, Champagne Vintage z Krug z dwudziestego dziewiątego. Specjalnie na dziś, tylko dla Was. – Anthony pan czysta krew, snob i dyplomata srodze pogardzał magicznymi trunkami, uważając że magia przeszkadza naturalnym procesom fermentacji, a zabawne w zamierzeniu efekty, rozpraszają i odwracają uwagę od smaku, który winien być najważniejszym czynnikiem decydującym o tym, czy w ogóle należało tracić czas na picie czegokolwiek. Normalnie nie afiszował się aż tak bardzo z miłością do mugolskich trunków, do swoich małych poszukiwań tych nie tylko najlepszych winnic, ale najlepszych roczników. I dlatego też polewał im najlepszego Kruga czyli tego z dwudziestego ósmego, którego etykieta została perfekcyjnie sfabrykowana. Drobne kłamstewko, na otarcie łez własnej starości, pielęgnowania mitu o własnej wyjątkowości.

– W ogóle, czy wszyscy już wiedzą, że mam nowego sąsiada? Co prawda, zamierza trwale się oszpecić brodą do pasa, ale nie mogę się doczekać jego czterometrowej Ateny witającej gości po wejściu do środka. Nie wiedziałem, że tego pragnąłem, a teraz wiem, że chciałem to zobaczyć od zawsze. Cały czas nie mogę się zdecydować czy urządzić parapetówkę w stylu greckim czy jednak lepszy byłby przez wzgląd na charakter zamku średniowieczny turniej z polowaniem na białego jelenia w okolicznych lasach. – szare oczy zalśniły srebrzyście, gdy wszystkim rozdał już kieliszki i powrócił na swoje miejsce. – Ale to po powrocie z Kambodży, może w okolicach października Somnia? Musimy dopasować kalendarze, dzisiaj głosujemy na wiek, który będziemy rekonstruować.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#6
19.05.2024, 15:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 15:58 przez Charlotte Kelly.)  
– Johnny, czyś ty upadł na głowę? – spytała Charlotte, unosząc lekko jasne, starannie wyregulowane brwi. – Czy ja kiedykolwiek przejmowałam się tym, co wypada?
Bo oczywiście, nie chodziło o poganianie starszych. Ani myślała wspominać o tym drobnym fakcie, że to ona jako pierwsza przekraczała barierę kolejnego roku. To było coś, z czego mogła być dumna w Hogwarcie, ale już po trzydziestce nie przynosiło choćby grama satysfakcji. Upływ czasu, nawet jeżeli dzięki cudownym specyfikom Potterów i dobrym genom nie pozostawiał bardzo wielu śladów na ciele i twarzy, był bolesny dla kogoś tak próżnego jak Charlotte.
Chyba pod względem tego przywiązania uwagi do własnego wyglądu, umiłowania do pięknych rzeczy i odrobiny próżności cała ich czwórka dobrała się jak w korcu maku. Mogli albo się zaprzyjaźnić, albo zacząć drzeć koty.
Przesuwała spojrzeniem między nimi, gdy tłoczyli się wokół wielkiego tortu, na dłużej zatrzymując wzrok na Morpheusie i Anthonym. Jonathan ledwo co twierdził, że z tym drugim absolutnie coś nie tak, ale Charlotte nie mogła dopatrzeć się żadnych odznak przygnębienia większego niż to, jakie towarzyszyło komuś, kto uświadamiał sobie (po raz kolejny), że młodszy już nie będzie. A pochlebiała sobie, że prawdopodobnie miałaby spore szanse wychwycić oznaki tego, że dzieje się coś niedobrego. Znała ich w końcu dobrze, a i lubiła myśleć, że jest osobą całkiem spostrzegawczą. Jeśli szło o Morpheusa: tu sprawa była bardziej skomplikowana, ale on zaledwie kilka miesięcy temu stracił brata, i zdawało się, że zamęt, który zapanował w kraju po Beltane dawał się mu we znaki najbardziej z całej czwórki.
Charlotte pozwoliła sobie na przeciągłe westchnienie. Rodzina naprawdę go zepsuła: a mógłby być takim pragmatycznym mężczyzną.
– Bardzo chętnie, podzielę ten tort sprawiedliwie – obiecała, uśmiechając się do niego uroczo i nie pozostawiając ani grama wątpliwości wobec tego, kto dostanie największy kawałek i że nie będzie to żaden z dzisiejszych solenizantów. – Nigdy nie zrozumiem, co ciągnie was do Little Hangleton. To okropna miejscowość, pełna wariatów… och, zaraz, może właśnie o to chodzi – powiedziała, podnosząc się z miejsca i sięgając po nóż, po czym sprawnie ukroiła sobie bardzo, bardzo duży kawałek. Oni dostali mniejsze, choć bardziej był to po prostu drobny wybieg, by wyszło na jej: tort był w końcu tak wielki, że nie było szans, aby ktokolwiek nie mógł zjeść go tyle, ile dusza zapragnie. – Wszystkiego najlepszego, chłopcy, życzę wam, oby na waszej drodze stawały kobiety i mężczyźni prawie tak piękni jak ja. Wasze zdrowie – oświadczyła, podając im ich talerzyki, a potem sięgnęła po trunek. Drogie wina i szampany były czymś, czego brakowało jej przez te kilka lat w Stanach Zjednoczonych i doceniała wyrafinowany smak wybranego przez Shafiqa szampana. Czy wierzyła, że był to rocznik 29? Nie zastanawiała się nad tym. Każde z nich miewało usta pełne kłamstw, ale Anthony lubił drobną symbolikę.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#7
20.05.2024, 11:21  ✶  
– A spróbuj tylko – zagroził Morpheusowi, bo jednak pewne rzeczy były niewybaczalne nawet przy tak długoletniej przyjaźni. Zgolenie loków przez przyjaciela byłoby jedną z nich. Ah jak on zazdrościł mu tych loków. Jonathan był pewny, że sam wyglądałby w nich niezwykle urokliwie, ale niestety Matka Natura miała na niego inne plany. Zamilkł na chwilę i przyjrzał się Longbottomowi dokładniej. – To znaczy brodę możesz spróbować zapuścić. Zobaczyłbym to.
Na uwagę Charlotte jedynie przewrócił oczami najbardziej teatralnie, jak tylko potrafił, bo czasem takie gesty mówiły więcej, niż jakiekolwiek złośliwości. Zwłaszcza, kiedy na dobrą sprawę przyjaciółka miała rację. No i co by nie mówić dostali całkiem ładne życzenia od niej. Roześmiał się i krótko objął ją ramieniem, jednocześnie zerkając na Anthony'ego. Wyglądał dobrze i radośnie i to go trochę niepokoiło. W końcu miał w pamięci ich pewne spotkanie sprzed kilku tygodni. Nie zamierzał jednak w żaden sposób tego komentować.
– 1929. Nigdy nie będzie lepszego rocznika – stwierdził pogodnie w jednym ręku mając kieliszek, a w drugim talerz z tortem. Nie tak dobrym, jak ten na ich weselu, ale też przepyszny.
– Ja bym chyba poszedł w średniowiecze – stwierdził. – Ale odpuścił tego białego jelenia, to chyba byłby jednak zbędny dramatyzm. Zamiast tego zainscenizowałbym prawdziwy jarmark... Albo nie, ucztę rycerską. Niby wszystko spokojnie, przyjemnie, zaraz ukoronujemy Morphy'ego na nowego pana tych ziem, a tu nagle BAM. Z zamku wyłania się bestia! I krzyczy, że nie odda swojego domu tak łatwo! I wtedy ktoś rzuci Morpheusowi miecz, trochę powalczą, ale oczywiście ją pokona! I wtedy będzie czas na fajerwerki! Czerowne jak jej krew! I niech się ułożą w jakiś fajny herb, Morpheusu, wymyśl sobie jakiś.
Tak. Widział to. Jeszcze jeśli by się dobrze ubrało Morpheusa i znalazło kogoś kto przebralby się za bestie... Nie. Nie przebrał. Chyba lepiej będzie zatrudnić kogoś kto ukształtuje iluzję jakiejś chimery, a potem, gdy Longbottom zada "ostateczny cios" sprawi, że potwór zniknie w czerwonej mgle. I wtedy dopiero przyjdzie pora na fajerwerki. Upił łyka szampana bardzo z siebie dumny.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
23.05.2024, 21:44  ✶  

Po raz pierwszy od kilku dni poczuł jak jego ramiona rozluźniają się. Nie był na żadnej ukrytej wyspie i nie próbował nadziać samego siebie na magiczny nóż. Wizja była koszmarem, ułudą, a jego Komnata nadal lśniła pięknym blaskiem tysięcy przepowiedni. Na jego dłoni nie było blizny po bolesnym rozcięciu, bo ono nigdy się nie wydarzyło. Koszmary poprzedniej nocy, które go nawiedzały, odkształcają rzeczywistość, dobiły jego samopoczucie. Dobrze było mieć Pottera pod ręką, aby usunął najgorsze objawy niedyspozycji. Przejdź przez lustro. Zaczął się wzdrygać na ich widok.

— Pozostając na chwilę przy tej Atenie w hallu i twoim pięknie, Charlie, co sądzisz o użyczeniu jej swojego profilu? — zapytał, siadając wygodnie na jednej z miękkich otoman, przygotowanych w celu celebracji i przyjęcia na wpół leżąco. Żeby zjeść jednak zasiadł prosto, zakładając nogę na nogę. Już nie nosił czerni, ale lniane, luźne spodnie miały kolor wypłowiałego beżu, idealne na mugolskie jachty. Wbił widelczyk w ciasto, nie przejmując się tym, że dokonuje desakracji pięknego dzieła sztuki cukierniczej.

Oczywiście, że smak był takim samym dziełem sztuki, jak kolor, ciasto nasączone szampanem, frużelina ze smoczego owoca dająca kwasku i chrupiącej tekstury przez pestki, skomplikowane aromaty zmieszane z ciężką śmietaną i... Och, cukier.

— Ależ pyszne — wydał z siebie nie przyzwoicie Morpheus, prawie wywracając oczy do środka czaszki w inscenizacji dramatycznej tego, jakie to było wspaniałe. Spłukał słodycz winem, którego cierpki aromat tylko pomógł w cudowności tej ekscesywnej radości dla kubków smakowych. Będzie tego żałował, ale to był problemy jutrzejszego Morpheusa. — W przyszłym roku wybierz młode wino, żebyśmy zapomnieli o naszej metryce.

Słuchał opowieści Jonathana i Anthony'ego na temat przyjęcia powitalnego dla sąsiadów oraz przyjaciół i znajomych czyli połowy magicznej społeczności, biorąc pod uwagę kogo wypada zaprosić oraz bardzo szerokie grono znajomych Longbottoma. Oczy mu się zaświeciły na te propozycje, chociaż musiał oczywiście trochę zgasić ich zapał, dla dobra swojej kieszeni.

— Szkoda, że nie mam damy... Albo dama serca, aby użyczyli mi wstążki na tę okazję. Lottie nie będę męczyć, ale was może... I tak nikt nie zauważy różnicy, tacy ładni jesteście.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
28.05.2024, 20:12  ✶  
Westchnął ciężko na tyradę Jonathana, który go pouczał tak jak ojcu by się mówiło, jak dzieci ma robić. Obaj byli bezdzietni (a przynajmniej Anthony na pewno, bo co Selwyn wyprawiał we Francji, to nikt nie zamierzał go z tego rozliczać), ale co jak co Shafiq wiedział co to znaczy Dobre Przyjęcie.
– Pod tą prostą nazwą polowania, kryją się właśnie te aktywności, które wymieniasz. Polowanie to tylko pretekst. Tak na prawdę chodzi o ucztę, taniec, mały turniej rycerski i grupę kuglarzy, choć o dobrych cyrkowców w dzisiejszych czasach bardzo trudno. – łyżeczka stuknęła nieco nieelegancko o porcelanowy talerzyk, ale kolejne słowa musiały paść i choć w żaden sposób Anthony nie unosił się mówiąc to, znać było po tonie podwyższonym o pół herza, że jeden temat musiał wybitnie nadepnąć mu na odcisk. – I na pewno nie będzie żadnego smoka do zabicia, choćby iluzorycznego. Ani wiwerny! Zgodzę się co najwyżej na matikorę – rzucił pierwsze co mu przyszło na myśl, nieświadom zupełnie, że przypieczętował właśnie los całej zabawy.

– Młode wino... Nie wszyscy gustują w coraz młodszych rocznikach Morpheusie, nie chcę Was obrażać, jako jedyny specjalista od gron. Już wystarczy mi, że pół wesela Blacków musiałem tłumaczyć pannie Switchtone, dlaczego amerykańskie wina nigdy nie osiągną poziomu europejskich. Namawiała mnie na zakup winnicy w Chile, ale jak jej próbowałem nakreślić problemy natury astrokartograficznej, to się poddała. Chociaż tyle – wrócił do jedzenia swojej części tortu. Jak na część z głową Głodu, ciasto było nader syte.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#10
29.05.2024, 14:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 14:36 przez Charlotte Kelly.)  
Charlotte niby to przewróciła oczami, dokładnie tak samo jak chwilę później Selwyn, ale na moment też objęła Jonathana, bo przecież i ona wiedziała, i oni wiedzieli, że gdyby nie chciała być tutaj z nimi, nie zmusiłaby jej do tego żadna siła na niebie i ziemi. Uporem Charlotte można by kruszyć skały.
- To wcale nie był najlepszy rocznik - oświadczyła jednak kapryśnie, jakby musiała, po prostu musiała popsuć nastrój. - Mieliśmy na roku miękkie buły.
Martę Warren na przykład. Charlotte nie wspomniała o tym nie z delikatności, która nie pozwalała przywoływać śmierci młodej dziewczyny, a dlatego, że Morpheus ją znalazł i nie chciała mu przypominać o takich rzeczach w dniu urodzin. Dla przyjaciół od czasu do czasu zdobywała się na odrobinę taktu. Oczywiście niezbyt często, żeby się przypadkiem nie przyzwyczaili.
- To my jesteśmy najlepszym z tego rocznika. A. I z wszystkich innych - uzupełniła jeszcze, z tą samą pewnością siebie, jaką demonstrowała jako dwudziestolatka. A może z większą nawet?[/b]
Widelczyk zanurzył się w torcie i Charlotte przez chwilę - gdy oni snuli swoje opowieści o rycerzach, wiwernach i tak dalej, ech, chłopcy, wszyscy tacy sami - zajęła się jedzeniem oraz popijaniem wina. Tak naprawdę po słodycze sięgała niewiele częściej niż Morpheus, musiała w końcu dbać o linię, a jednocześnie rzadko chciało się jej to ćwiczyć, więc aby pozostać najpiękniejszą, a za taką się uważała, musiała zachować pewien umiar. Były jednak dni, w które pozwalała sobie na więcej niż zwykle i to był właśnie jeden z nich.
- Jonathan chyba zapomina, że to nie przedstawienie, a prawdziwe życie i zaraz stworzy plany na kolejny występ u Selwynów - westchnęła w końcu. - Ale jeżeli urządzicie średniowieczne przyjęcie, nie myślcie, że zgodzę się wystąpić jako ktokolwiek poza królową. Nawet jeżeli to Morphy ma być głównym bohaterem wieczoru. Czy jednak to nie powinna być kraina snów, a nie czasy panów i dam, skoro to on miałby nią władać? - zapytała, unosząc naczynie w kolejnym toaście. – I pamiętaj, wino jest jak my. Im starsze, tym lepsze. Wszystkiego dobrego, letni chłopcy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3746), Charlotte Kelly (3079), Jonathan Selwyn (2955), Morpheus Longbottom (2133)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa