• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19.07.1972r.] No przecież dosięgnę! | Richard & Lorien

[19.07.1972r.] No przecież dosięgnę! | Richard & Lorien
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
30.04.2024, 14:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 23:45 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Lorien Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem

19 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn | Kamienica Mulciberów


Po ostatnich wydarzeniach, wiedział że Robert będzie chciał żonę mieć bardziej przy sobie. Mieć nad nią lepszą kontrolę, niż ostatnio. Za bardzo jej wtedy zaufał, że pozwolił na samowolkę. A może co innego poszło nie tak, że musieli zawędrować w jej poszukiwania aż do Francji? Richard był świadom, że mimo pozostawienia jej w rodzinnej, podupadającej posiadłości w Szkocji, wróci ona tutaj. Ale brat nie ustalił z nim, kiedy to nastąpi.

Tradycją tego lata stało się pojawianie członków rodziny na zasadzie ”niespodzianki”. Tak opustoszała posiadłość, przez ostatnie lata, zamieszkana jedynie przez Roberta i jego żonę, stała się na powrót ”pełną chatą”, przypominającą tę jak bliźniacy z siostrami byli jeszcze dziećmi. Skrzaty musiały kolejne pomieszczenia przygotowywać na zamieszkanie przybywających lokatorów. Tych wolnych pokoi, powoli zaczynało być coraz mniej. Nie tknięta nadal pozostawała sypialnia jego rodziców. Czy któryś z nich, zdecyduje się kiedykolwiek ją przejąć?

Richard tej nocy nie spał dobrze. Bezsenność zaczęła być dokuczliwa i jakieś hałasy dochodzące z jednego piętra. Czy może to one, obudziły go, że nie mógł już później zasnąć? Dla bezpieczeństwa wyjrzał na korytarz, zajrzał przez klatkę schodową, trzymając różdżkę w dłoni. W nawyku miał, żeby się bronić, gdyby okazało się, że ktoś dokonał włamania. Ale kiedy usłyszał znajomy głos kobiet, odpuścił. Może to też nieco go uspokoiło?

Resztę nocy i tak nie zasnął. Wypalił trochę papierosów. Poćwiczył fizycznie w pokoju. Zabijał jakoś ten czas.

Nad samym ranem, dość wcześnie znalazł się na korytarzu prowadzącym między innymi do biblioteki. W kapciach, ciemnych spodniach od piżamy i rozpiętej od tego koszuli. Było tak wcześnie, że był przed ogarnięciem się, ogoleniem i umyciem. Zmierzał może do kuchni. Aby zgarnąć coś do picia. Nie byłby sobą, gdyby nie miał ze sobą różdżki. Jego piżama musiała mieć także odpowiednie kieszenie na przechowywanie jej, choćby w spodniach.

Mijając drzwi, zawrócił, jakby miał wrażenie, że kogoś tam dostrzegł. Nie zdziwiłby się, zastając tak wcześnie Roberta, ale to nie był on. Kobieta. Zajrzał do środka i już uśmiechnął się kącikiem ust. Skrzyżował nawet ręce na klatce piersiowej. Swym spojrzeniem piwnych oczu obserwował szwagierkę, jak usilnie próbowała coś sięgnąć z dość wysokiej półki. Książkę? Stojąc na stołku jakimś, udając wyższą przez swoje szpilki. Stał w milczeniu. Kontrolował? Czemu nie użyła magii? Zapomniała różdżki z pokoju? ”Szybko doszła do siebie, że już kombinuje…” – pomyślał.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#2
01.05.2024, 21:21  ✶  
Powrót do Londynu był niczym kubeł zimnej wody dla kobiety, która stopniowo godziła się ze swoją samotnością i przyzwyczajała do ciszy szkockiej posiadłości.
Zwłaszcza, że wróciła do miejsca, które Matka sama jedna wiedziała chyba tylko dlaczego zaczęło przypominać międzynarodowy Grande Hotel. Ludzie, których widziała raz czy dwa razy w życiu, rodzina męża, zajmowali pokoje, wprowadzali niepotrzebny chaos, psuli ich rutynę.
Kiedy już wygnała nad ranem Sophie z powrotem do pokoju, żeby dziewczyna choć troszkę odpoczęła, nie było mowy o próbie zmrużenia oczu. Zbyt wiele myśli kołatało się po jej głowie, zbyt wiele czarnych chmur i dziur w pamięci, których nie mogła w żaden sposób załatać. Dlatego zajęła się pracą.
Nie mogła w nieskończoność odwlekać powrotu w znajome korytarze Ministerstwa.

Problem z biblioteką był jednak taki, że regały były duże, a Lorien mała. Drabina natomiast skrzypiała niemiłosiernie przy każdym przesunięciu. Czy mogła poprosić o pomoc skrzatkę, która krzątała się już po kamienicy przygotowując dom do kolejnego poranka? Czy mogła, jak na prawdziwą czarownicę przystało, wyciągnąć różdżkę i ściągnąć wysłużony tom przy użyciu banalnego zaklęcia? A może mogła po prostu zaczekać chwilę dłużej na potencjalną ofiarę (czyt. innego z domowników), którzy będą mieli nieszczęście przechodzić obok i groźbą lub prośbą zagonić ich do pomocy? Odpowiedź na każde z pytań brzmiała – oczywiście, że tak.
Ale Lorien nie byłaby sobą, gdyby zrobiła którąkolwiek z tych rzeczy, przy okazji przyznając, że bycie zaledwie o głowę wyższą od skrzata domowego ma też swoje wady.

Richard zastał ją balansującą na wyjątkowo niestabilnym stołku przy jednym z regałów. W szpilkach, które nosiła nawet po domu, w długiej koszuli nocnej, która wskazywała, że jakiś zamiar przespania nocy był – ale najwyraźniej nie wyszło. Lorien z trudem, stojąc na palcach jednej nogi (przy czym kolanem drugiej profilaktycznie wspierała się o jedną z półek), jedynie mogła pogłaskać palcami grzbiet książki którą potrzebowała w trybie „już, teraz, natychmiast!”. Widok o tyle komiczny, że zacięcie i pełne skupienie świadczyły o tym, że kobieta ani myślała przegrać w tej zgoła nieuczciwej walce z regałem. Nawet jeśli ten miał po swojej stronie grawitację.

Nie zauważyła, że od kilku chwil nie jest sama w pokoju, wyciągając rękę na tyle na ile była w stanie po jeden z tomów… starego prawa handlowego.
Jeśli rozejrzał się po bibliotece mógł zauważyć, że kilka ksiąg o podobnej tematyce, leżało porzuconych na biurku, które kobieta ściągnęła do kamienicy tuż po ślubie, anektując dla siebie zakątek pomieszczenia. Razem zresztą z pustym kieliszkiem brudnym od czerwonego wina i jej różdżką.
- Dlaczego w tym domu wszystko… musi… być… tak… wysoko…- Mamrotała wściekle pod nosem z każdym kolejnym słowem wyciągając się jeszcze bardziej.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
02.05.2024, 12:12  ✶  

Kamienica zapełniała się samymi ich dzieciakami, niżeli jedną małą kobietą, należącą do jego brata. Kwestia czasu, aż ich potomstwo dostanie albo wynajmie mieszkania i zacznie usamodzielniać się, żyć na własnych rachunek. Zrobi się wtedy, lżej. Młodsze, potrzebowało widocznie jeszcze ojcowskiego wsparcia i pokazania, jak mają sobie radzić, co zrobić, gdzie iść, jak żyć.

Czy obecność Lorien mu przeszkadzała? Można by rzec, że tak. Już wtedy, jak tylko Robert ją poślubił dla zysku majątkowego. Młodsza, bogata, jeszcze odpowiednie stanowisko zajmowała w Ministerstwie. Niby urobił ją dla siebie, to jednak wymknęła mu się spod kontroli. Cała przeprawa w szukaniu jej a potem samo pilnowanie. Pod jego skrzydłami opieki także się znalazła. Gdyby przez nią, straciłby brata, podzieliłaby ten sam los. Nie byłoby mu jej szkoda.

W tej chwili, stojąc ze skrzyżowanymi rękoma, uważnie ją obserwował. Próbującą dosięgnąć książki, której bardziej tylko grzbiet głaskała. Jakby liczyła na to, że sama przez jej dotyk, wysunie się z tej półki. Te księgi były równo ustawione na wysokiej półce. Możliwe, że gdyby Richard stanął na tym stołku, bez problemu by zdjął upatrzony przez Lorien egzemplarz. Nic jednak nie uczynił.

Wzorkiem z jej górnych czynów, zszedł niżej, jakby badał postawię w jakiej stała. Długa koszula była w tym momencie – niebezpieczna. Mogła nogami się w nią zaplątać. Stała w dodatku w spilkach? Pokręcił głową i przeniósł wzrok na otoczenie biblioteki. Na biurko, gdzie już leżało kilka starych książek, czy podręczników. A także jej różdżka. Kobieta zaczęła gadać do siebie, albo do regałów. Coraz bardziej się wychylając.

- Dlaczego, nie użyjesz magii?
Odpowiedział jej pytaniem. Poważnie. Zdradzając swoją obecność. A że miał ten sam głos co brat, odgadłaby, który to stał za jej plecami, paręnaście kroków dalej?
- Zaraz spadniesz, Lorien. Zejdź.
Rzucił jej uwagę. Widząc, że stołek niebezpiecznie się porusza. Mógłby nie odzywać się. Mógłby wyjść z pomieszczenia i udawać, że niczego nie widział. Gdyby upadła, winę poniosłaby ona sama. Zrobiłaby sobie krzywdę na własne życzenie. Z drugiej strony, była żoną jego brata. Wystarczy im chyba tych wypadków w kamienicy. Jeszcze nie wypłacą się w odszkodowaniach. Jak nie schody, to teraz jakiś nieszczęsny stołek i wysokie regały w bibliotece, na które marudzi szwagierka. Niepotrzebne ponieśliby też wydatki na uzdrowiciela i leczenie w Mungu.

Richard opuścił ręce. Jakby przygotowywał się na to, co mogłoby się zaraz stać. Skoro już się odezwał, nie może teraz odejść i udawać, że nic nie widział. Nie ostrzegał. Nie zareagował. Może obejdzie się bez wypadku i kobieta posłucha go i łaskawie zejdzie na stabilny grunt wiekowego parkietu biblioteki, którego klapki jeszcze nie postanowiły odchodzić od powierzchni?

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#4
18.05.2024, 11:16  ✶  
Ostatecznie udało jej się zacisnąć paznokcie na grzbiecie książki. Szarpnęła raz - wolumin lekko się poruszył, ale przy okazji czarownica zachwiała się minimalnie.
- Powoli… I ostrożnie.
Czy pozycja na stołku była jakkolwiek bezpieczna? Absolutnie nie. Ale tak długo jak była w pełni skupiona - nie było żadnego problemu. Ten pojawił się dopiero, gdy Lorien usłyszała znajomy głos.
Pisnęła, bardzo brutalnie ściągnięta do rzeczywistości. Dźwięk przypominał bardziej ptasi skrzek niż cokolwiek co mogło wyjść z ludzkiego gardła - przeraźliwie wysoki i świdrujący w uszach. Na szczęście krótkotrwały, więc Richard nie cierpiał dłużej niż pół sekundy.

Złapała oddech.
Zerknęła nawet przez ramię, ale w półmroku i przez swoje własne ciemne włosy, które opadły jej na twarz, dostrzegła tylko zarys sylwetki męża. Nawet nie odpowiedziała na pytanie o magię.
Ona była tutaj; różdżka - zupełnie w innym miejscu. Chyba potrafił samodzielnie wydedukować, że w momencie gdy właziła na górę uznała, że wcale nie potrzebowała korzystać z magii. A kiedy już przyszło jej na myśl, że może jednak wrócić po różdżkę - było już trochę za późno.
Zaraz spadniesz.
- Nie spadnę.- Odparła uparcie, siłując się z książką jeszcze bardziej. Teraz to już na pewno nie mogła odpuścić. Szarpnęła ponownie. Tym razem mocniej.
Zejdź.
I znów napotkał się na wręcz dziecinny bunt.
- Dam. - szarpnięcie.- Sobie.- I kolejne.- Radę.- I jeszcze jedno.- Och.
Przy ostatnim książka rzeczywiście postanowiła ustąpić. Lorien obserwowała z rosnącym przerażeniem w oczach jak ta się wysuwa spomiędzy innych, przeważona własnym ciężarem. Lorien gibnęła się na stołku i zrobiła najgorszą rzecz, którą mogą - przeniosła dłoń dotychczas zaciśniętą na regale, na opasłe tomiszcze, zupełnie jakby miało jej teraz zapewnić większą stabilność.
Spoiler: nie zapewniło.

Pyk.
Ciężki prawniczy tom wyskoczył gładko z regału, ciągnąc w dół czarownicę, która nie była za żadne skarby w stanie go utrzymać.
Szybka kalkulacja - przemiana nie wchodziła w grę, co najwyżej uszkodziłaby się jeszcze bardziej - ptasi kark łamał się szybciej niż ludzki; zawołanie męża na pomoc - kompletnie wykluczone. Choćby miała się zabić, jej duma była ważniejsza. Sama tam wlazła, sama zlezie - nawet jeśli podróż miała być krótka. Nie mając innych opcji, zacisnęła tylko powieki, zagryzła zęby i docisnęła do piersi książkę, o którą tak walczyła. Mogła tylko liczyć, że upadek nie będzie szczególnie bolesny.

Oh well. Żegnaj okrutny świecie.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
18.05.2024, 22:23  ✶  

Odkąd obie kobiety pojawiły się w tej kamienicy, robiły chyba wszystko co możliwe, aby zwracać na siebie uwagę. Gdy ich nie było, był święty spokój. Dlaczego Robert tak szybko ją tutaj sprowadził? Nie wnikał.

Tylko właśnie teraz, kobieta chyba sama planowała własną śmierć. Prawie jak Grace. Co z tego, że prawda mogła być inna. Lorien może zrobi to samo? Problem w tym, że nie mógł na to pozwolić. Gdyby Lorien coś się stało, umarło na tej podłodze, on sam może być pierwszym podejrzanym w oczach brata. Robert nie planował być drugi raz wdowcem. Póki jego obecna żona miała jeszcze tam ileś lat życia i pieniądze, niech koczuje wśród żywych. Zatem Richard nie mógł zignorować jej bezmyślności.

Obserwował uważnie. Zwrócił jej uwagę, aby zeszła. Nie posłuchała. Był uprzejmy, troskliwy. Czy jej rozum i logiczne myślenie, było tej samej skali, co jej wzrost? Wywrócił oczami, słuchając jej sapania, że da radę, że ona sama. Jak z dzieckiem. Ile razy to słyszał za swojego życia od swoich dzieci? Bohaterowie się nagle znaleźli.

Stołek niebezpiecznie się zakołysał ponownie. Richard skupił uwagę na Lorien, która koniec końców samodzielnie wyciągnęła wielką księgę czegoś tam. Wręcz trzymała ją jak swój upragniony zdobyty skarb, przytulając do siebie. Ale, to była w sumie jej droga do piekła. Gdyby nie on, zderzenie z podłogą miałaby nieuniknione.

Szybki refleks, reakcja i ruch, pozwolił Richardowi znaleźć się dość blisko, aby pochwycić kobietę w swoje ramiona. Aby upadła na jego ręce, a nie na wiekowy już parkiet biblioteki. Mogłaby uszkodzić tutejszą podłogę jeszcze bardziej, niż jest obecnie.

Gdyby Lorien otworzyła swoje oczy, miałaby przed sobą znajomą osobę. Spoglądająca badawczo na jej oblicze twarz, znajomych rysów. Te same znane jej brązowe oczy, włosy, poważne spojrzenie. Niby jej mąż. Ale jednak nie on.

- Mówiłem, że spadniesz.
I ten sam głos.

Richard powtórzył się. Chcąc jej przypomnieć, co mówił wcześniej. Choć jego oczy mogły też wyrażać sobą słowa "a nie mówiłem?" Trzymał karła w swoich ramionach. Przytulającego zdobytą sukcesem książkę. Ona może nie dostrzegła niestabilności mebla, z którego zleciała. Wierciła się na nim jak owsika w szpilkach. Ale Richard, stojąc z boku, widział doskonale, że coś jest nie tak.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#6
19.05.2024, 22:57  ✶  
Wręcz zawstydzająco długo zajęło czarownicy odkrycie, że wcale nie zaliczyła randez-vous z podłogą. To czy uratowało to bardziej ją czy stary parkiet - to już podlegało nieco innej dyskusji.
Zamiast tego znalazła się w znajomych ramionach, w dodatku wciąż trzymając w rękach swoją zdobycz. Absolutna wygrana jeśli ktoś miał ją spytać.
- Tak naprawdę tylko cię sprawdzałam.- Odparła bez zająknięcia na słowa czarodzieja. Miałaby mu przyznać rację? Niedoczekanie. Kłamała jak z nut, z tym okropnym wszystkowiedzącym uśmieszkiem, którego chyba uczyli każdego prawnika na którymś z etapów jego kariery. Oczywiście. Lorien w tym momencie była gotowa zaklinać się na własne życie, że to wszystko było tylko testem czy mąż ją złapie. Tak naprawdę miała całą sytuację pod kontrolą, mogła zejść “normalnie” jeśli tylko by chciała - a nie chciała, bo jak inaczej mogłaby się upewnić, że Robertowi na niej zależy?
Z drugiej strony czy gdzieś tam, bardzo głęboko zakopana w podświadomości młoda Crouchówna właśnie skakała z radości i chichotała, kręcąc włosy na paluszku, bo właśnie została uratowana jak jakaś księżniczka z wieży? Może odrobinkę...

Uchyliła jedno ślepie, ale znów - przez półmrok i ogólne zmęczenie, widziała wszystko bez jakiś większych szczegółów. Wystarczająco jednak, żeby zlokalizować i ułożyć dłoń na mężowskim policzku. Uśmieszek zmienił się w mniej cwaniacki, może minimalnie kokieteryjny. Wyczuła pod palcami jedno- czy dwudniowy zarost. Szczyt czułości na jaką była w stanie się w stanie wspiąć pani Mulciber.
- Przecież nie pozwoliłbyś mi spa…- zamilkła w połowie zdania.
Chwila moment. Coś jej tu bardzo nie pasowało.
Zarost.
Otworzyła natychmiast oczy, skupiając się na swoim “rycerzu na białym rumaku” nieco bardziej. Zamrugała parokrotnie. Nawet jeśli wpatrywała się teraz w te doskonale sobie znane brązowe oczy - to nie były oczy jej męża. I szlag właśnie trafił bajkę z pięknym happy endem.
Jeśli wzrok mógłby zabić - Richard leżałby martwy na podłodze, a ona wraz z nim, bo wciąż nie zrobiła nic, żeby się z objęć szwagra wydostać.
Ale cofnęła rękę jak oparzona, zaciskając ją z powrotem na książce. Wyraźnie debatowała nad trzaśnięciem swojego wybawiciela tomiszczem przez łeb. Albo przez ramię. To wymagałoby mniejszego wysiłku, ale zwiększało niestety szansę, że zostałaby natychmiast upuszczona.
Poczuła, że jej policzki robią się ciepłe - fantastycznie. Tylko jej rumieńca wstydu i złości tu brakowało.
- Odstaw mnie Richardzie!- Burknęła wyraźnie niezadowolona. Naprawdę tylko tego jej teraz brakowało.- Ale… powoli.- Dodała. Ot tak na wszelki wypadek.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
21.05.2024, 00:18  ✶  

Sprawdzała go? Uniósł brew ku górze, kiedy usłyszał taką odpowiedź. Rozegrała dziecinną scenę narażając się samą na upadek. Czy ona względem wzrostu, zatrzymała się też w rozwoju w wieku nastolatki?

- Nie bądź lekkomyślna.
Odparł, jakoś nie bardzo przejmując się jej sytuacją, że mogła sobie coś zrobić, gdyby nie zareagował. Jednak Richard wykazał się refleksem i okazaniem szwagierskiej ochrony, żeby ratować ją przed tragicznym upadkiem. Wystarczająco mieli już problemów, dodatkowych nie potrzebowali, gdyby faktycznie coś jej się stało i nie pozbierała się z podłogi. Nie był wobec temu obojętny, biorąc pod uwagę wiekowość tego domu i mebli. Już nie jeden wypadek przecież miał tutaj miejsce. Przynajmniej tak słyszał?

Trzymał Lorien w swoich ramionach, nie mając pojęcia co w jej małym mózgu się święci i radośnie popiskuje. Kobieta uchyliła powiekę, ale nie otworzyła w pełni swych oczu. Zmęczenie? Strach? Cokolwiek jej teraz dolegało, zmarszczył lekko brwi. Wtem zauważył jak podnosi rękę i dotyka dłonią jego policzka. Zarost miał co prawda jednodniowy. Brat przecież nie pozwoliłby mu chodzić z zarostem kilkudniowym. Lorien mogła poczuć, że jego policzek nie był gładki, a trochę jak delikatny papier ścierny? Jakoś tak. Urwała nawet swoje słowa, jakie wypowiedziała, kiedy badała jego twarz. Już wiedział że rozpoznała.

- Nie pozwoliłbym.
Dokończył za nią ale jako swoja odpowiedź. I kiedy otworzyła szerzej oczy, patrzył na nią z lekkim uśmiechem, ale poważnym spojrzeniem. Być może nie tak, jakby patrzył na nią Robert. A może odrobinę? Może i nie był jej ”rycerzem na białym rumaku”. Prędzej ”wybawcą śmierci na czarnym rumaku”.

Gdyby umiała zabijać wzrokiem, zapewne by nie wahał się jej teraz puścić, aby obiła sobie dupę o posadzkę biblioteki. Szybko z kolei zabrała rękę. I ten rozkaz. Aż uniósł brew ku górze. Już miał to zrobić gwałtownie ale szybko dodała istotną uwagę. Powoli.

- Jak. Sobie. Życzysz.
Odparł z lekkim cwanym uśmiechem. Odszedł pierw od miejsca nieudaneg  wypadku i powoli, postawił ją na nogach blisko fotela. Gdyby się źle z jakiegoś powodu poczuła, mogłaby usiąść. Nie postawił ją blisko biurka, gdyż tam spoczywała jej różdżka i jeszcze przyszłoby jej do głowy, trzaskać na niego zaklęciami.

Obejrzał się jeszcze kontrolnie w stronę drzwi, czy czasem kogoś hałas upadającego stołka nie przywołał do biblioteki, ale chyba nikt się tym nie zainteresował. Przynajmniej na razie.

- Jesteś cała?
Zapytał, kontrolnie, przenosząc neutralne spojrzenie na jej osobę. Badawczo sprawdzając, czy chociaż pion jest wstanie utrzymać, czy jednak skorzystała z pobliskiego fotela. Czy zachwianie się nie sprawiło jej jakiegoś bólu, kontuzji, zawrotów głowy, cokolwiek. Była w szpilkach, mogła też zwichnąć sobie kostkę. ”Jak kobiety mogą chodzić w butach z wystającymi gwoździami…” – pomyślał, choć ilekroć je widział w takim obuwiu, nigdy nie zrozumiał ich mody. Poza tym, że próbowały być wyższe.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#8
22.05.2024, 09:43  ✶  
Szczerze mówiąc oczekiwała, że zostanie odstawiona w tym samym miejscu pod regałem. A jednak Richard postanowił urządzić sobie spacer po bibliotece. Już przy pierwszym kroku złapała go za ramię; tak profilaktycznie, przezornie, co by na pewno nie spaść.
Jak na kogoś kto spędził w życiu statystycznie nieporównywalnie więcej czasu pod ptasią postacią (w porównaniu do zwykłych czarodziejów i mugoli), Lorien wyjątkowo nie przepadała za byciem podnoszoną czy niesioną gdziekolwiek.
Dlatego może brzmiała trochę zbyt ostrzej niż zakładała. Trochę też do niej powoli zaczęło docierać, że mogła sobie zrobić krzywdę i może niekoniecznie miała wszystko pod kontrolą. Na ten temat postanowiła jednak milczeć.
Spojrzała w stronę drzwi jeszcze zanim pokonali krótką odległość między regałem, a fotelem. Wizja bycia nakrytą na… no właśnie, na czym? Wolała nawet nie myśleć jak to mogło wyglądać z zewnątrz, więc nie poświęciła tej myśli więcej uwagi. Na szczęście nie mieli żadnego towarzystwa.
Natomiast, kiedy pierwszy moment zawstydzenia przeminął, rozpogodziła się i sama Lorien.

Odstawiona na ziemię, nie skorzystała z faktu, że może usiąść, pozwolić sobie na moment odpoczynku. W pionie trzymała ją adrenalina, litry kawy i czysta, babska przekora.
- Tak.- Odpowiedziała na pytanie szwagra, otrzepując i wygładzając szatę. Po ciągnącej się niemal w nieskończoność chwili milczenia, w końcu zdobyła się również na krótkie - Dziękuję.
Nie doprecyzowała za co, bo akurat to zdawało się być oczywiste. Mógł w ogóle nie zainterweniować i pozwolić jej się obić. Poza tym to “nie pozwoliłbym”, nieważne czym podyktowane, wciąż było… wyjątkowo miłe.
Sama Lorien trzymała się nieźle jak na kogoś kto bardzo powoli wychodził ze swojego depresyjnego epizodu. Klimat Londynu jej służył. Znajome miejsce, ludzie, atmosfera. Nawet jeśli nie ze wszystkim (wszystkimi?) było jej po drodze i do wielu zmian trzeba było się przyzwyczaić praktycznie z dnia na dzień.

W każdym innym przypadku pozwoliłaby, żeby zapadła między nimi cisza. Komfortowa, pozwalająca każdemu wrócić do swoich zadań. Ale wyjątkowo dobrze złożyło się, że to właśnie ten Mulciber pojawił się w bibliotece, kiedy sama Lorien była zajęta przeglądaniem i poprawianiem dokumentacji firmy pasierbicy.
- Dlaczego nie śpisz?- Zapytała, ostatecznie i tak kierując kroki w stronę biurka. Odłożyła ciężki tom na stertę papierów.- Obudziła cię nasza bimbrownicza principessa?
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
22.05.2024, 15:44  ✶  

Odkąd przebywała w Szkocji a Robert nie miał możliwości jej odwiedzać, sprawdzać jak się trzyma, funkcjonuje, Richard go zastępował. I choć nie przepadali oboje za sobą, umiał jednak z kobietą odpowiednio wytrzymać. Przypilnować, aby sobie czasem czegoś nie zrobiła. Tak i tutaj, uratował ją od nieprzyjemnego upadku. Postawił zgodnie z życzeniem na podłodze, ale bliżej fotela. Jakby miał obchodzić się z nią jak z porcelaną. Kobiety były przecież delikatne. I Richard nie przepadał za nią, to jednak musiał akceptować jej obecność w rodzinie.

Potwierdziła mu, że jest cała i innej krzywdy sobie nie zrobiła, skinął głową, przyjmując do wiadomości jej odpowiedź. Ruszył w kierunku przewróconego stołka. Na jej podziękowanie, nie odpowiedział nic. Jedynie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć "nie ma za co”, kiedy na nią spojrzał. Skupił uwagę na meblu, po którego schylił się aby podnieść. Postawił tam, gdzie stał i sprawdził stabilność, czy nie połamał się. Obiema rękoma po prostu nacisnął na siedzisko. Nie siadał na niego.

- Tak. Słyszałem w nocy hałasy. Od tego momentu nie mogłem już zasnąć.
Odpowiedział na jej pytanie, wracając do niej, obchodząc biurko i zaczął przeglądać zawartość szuflad, w poszukiwaniu papierosów. W każdym takim pomieszczeniu zawsze gdzieś zostawiali jakąś paczkę.
- A Ty? Śmierci szukałaś?
Pociągnął temat, może niezbyt miło, ale zaczepnie nawiązując do tego wdrapywania się po regale aby książę zdjąć z półki.
Trzecia szuflada z biurka miała jedną napoczętą już paczkę papierosów. Wyjął jednego z opakowania i zapałki. Odpalił sobie papierosa. Zapałkę zgaszoną, wrzucił do popielniczki.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#10
22.05.2024, 21:49  ✶  
Już dawno Lorien nauczyła się, że nie musi lubić kogoś, żeby z nim sprawnie kooperować. Czasami po prostu wystarczyło takiego kogoś... przeczekać. Jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało w przypadku tej czarownicy.
Nie lubiła szlamiastego Ministra Magii – nie zabrała swoich zabawek z piaskownicy tylko robiła swoje – przeczekała go.
Nie lubiła połowy swoich współpracowników – a jednak wymieniała z nimi uprzejmości na korytarzu, brała udział w rozprawach, a potem dokładała się do prezentów pożegnalnych, gdy odkrywali, że prawo nie jest ich powołaniem i odchodzili w nieznane.
Szwagra też uznała, że przeczeka, dalej wierząc, że pewnego dnia „bardzo ważne sprawy” ściągną go z powrotem do Skandynawii i będzie mogła na nowo cieszyć się świętym spokojem.

Uniosła kąciki ust, bez słowa oglądając jak sprawdza stan stołka. Nie śpieszyła się z dalszą rozmową, tak na wszelki wypadek, gdyby to zadanie wymagające pełnej, niepodzielnej uwagi czarodzieja. Od stołka do biurka odprowadziła go wzrokiem.
Ale fakt - parsknęła cicho na kąśliwą uwagę.
Wbrew pozorom potrafiła docenić dobrą zaczepkę. Dlatego skręciła się lekko, żeby móc spojrzeć na zagracony blat biurka i poklepała książkę po skórzanej okładce jakby była starym modelem miotły, którą próbowała opchnąć pierwszemu lepszemu frajerowi (Panie, stara Longbottomowa tylko raz w tygodniu na Pokątną nią latała!)
Trochę kurzu wzbiło się w powietrze, ale dzięki temu tytuł stał się łatwiejszy do odczytania. Brytyjskie Prawo Handlowe.
- Gorzej. Precedensów podatkowych.- Powiedziała tonem godnym wykończonego prawnika, który widział o jeden przepis prawny za dużo w swoim życiu. Kiedy stanął po drugiej stronie biurka, odwróciła się. Machnęła lekko ręką, pokazując na kilka zapisanych formularzy. Jeśli znał bratanicę na tyle mógł się zorientować, że to jej pismo. Tak czy inaczej nie były to charakterystyczne gryzmoły Lorien.- Tak podejrzewałam, że obudziła pół domu. Szkoda, że nie wpadłeś do nas na herbatkę. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy.- A może to i lepiej? Pojawienie się Richarda mogłoby doprowadzić rozhisteryzowaną i przerażoną Sophie do jeszcze większego ataku paniki.

Przechyliła lekko głowę. Lorien, gdy chciała potrafiła być wyjątkowo ekspresyjna – nieważne czy było to krzywienie się, gdy ktoś pieprzył głupoty podczas rozpraw czy tak jak teraz, gdy miała do sprzedania ploteczki.
„No dalej, zapytaj co mi powiedziała.”- mówiła jej mina, gdy wsparła łokcie o blat stołu, splatając palce i wspierając o nie podbródek.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (3875), Richard Mulciber (3621)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa