Dobry był ten drineczek, taki całkiem przyjemny, a jak koił zszargane nerwy i urażoną dumę?! Poezja! Atreus czuł jak mu się przyjemne ciepło rozlewa po wnętrzu, jak uspokaja skołatane serce i zmywa okropne uczucie posiadania sierści. Jak to animagowie robili - absolutnie nie rozumiał, bo zmiana kształtu wydawała mu się bardzo specyficznym i równie nieprzyjemnym uczuciem. Jakby ktoś opornie wpychał go w foremkę, do której za nic nie powinien się zmieścić. Może z czasem stawało się to i łatwiejsze i bardziej przyjemne, ale ten pierwszy raz?
Upił kolejny łyk, ustawiając się przy jednym ze stolików i rozglądając po tańczących na parkiecie parach. Ładnie tak sobie wirowali, szczególnie ta ubrana w jasną, zupełnie wymykającą się tematyce wesela sukienkę Millie. Bulstrode napił się jeszcze, zastanawiając czy Moody zawsze wyglądała tak ładnie? Było coś takiego w jej ruchach, co przyciągało do siebie i nie pozwalało odwrócić od niej spojrzenia.
Odstawił szkło na stolik, poprawił krawat i ruszył przed siebie, prosto w kierunku Moody i towarzyszącego jej Rosiera. Z jakiegoś powodu, Atreus poczuł drobne, ledwo zauważalne ukłucie zazdrości, kiedy spojrzenie prześlizgiwało się po dłoniach Chrisa, prowadzących po parkiecie jego partnerkę. Ale zignorował to. Zdusił to uczucie w zarodku i zatrzymał się przy nich, przerywając ich rozmowę i taniec.
- Odbijany? - zapytał, wpatrzony w złote oczy Millie. Przypominały dwa roziskrzone słońca, albo krople żywicy, przesiąknięte ciepłymi promieniami, które padały na nie z nieba. W życiu chyba wcześniej nie zwrócił na to aż takiej uwagi, ale teraz? - Czy zrobisz mi tę przyjemność i zatańczysz ze mną? Wyglądasz dzisiaj wręcz zjawiskowo - i z jakiegoś powodu te słowa brzmiały w jego wykonaniu jak najświętsza prawda. Nawet na moment nie spojrzał też na Rosiera, bo ani trochę go w tym momencie nie interesował - liczyła się tylko ona. Nie przeszkadzało mu to jednak niby to niechcący, ale jakże wymownie, wepchnąć swój bark przed Christophera - tak dla łatwiejszego usunięcia go z obrazka.