05.06.2024, 10:14 ✶
Z pewnym zamyśleniem sięgnęła po łupinę kukurydzy w kolorze słomy i zgięła ją w palcach. Może w odruchu, może wiedziona wspomnieniem dawnego Lammas, gdy włożono jej w ręce te łupiny i kazano robić lalki – robiła to nawet, aż do tego momentu, kiedy poderwała się i pobiegła za Laurentem i Atreusem, wcale nie po to, by dołączyć go ich gonitwy, a zebrać z ziemi przewróconego kuzyna. A może chcąc zyskać nieco na czasie, zanim odpowie na pytanie Basiliusa.
Wszystko w porządku, byłoby kłamstwem, a Florence jakby na przekór Prewettowskiej naturze kłamała rzadko. Nie chciała go okłamywać: zawsze ją drażniło, gdy bracia, ojciec, kuzyni, zapewniali, że jest dobrze, a ona widziała przecież i oczyma siostry oraz córki, i tym trzecim okiem, że to nieprawda.
– Nie chodzi o mnie – powiedziała w końcu, a jej dłonie machinalnie poruszały się, tkając nieco krzywą laleczkę ze słomianych łupin. – Martwię o Atreusa i Laurenta. Obaj mają wiele problemów, a ten pierwszy niezbyt chce o nich mówić. Patrick też trafił do Limbo i… – zawahała się.
Jest zaangażowany w konflikt z Voldemortem nie tylko w Biurze Aurorów.
To była myśl, której nigdy nie będzie mogła wypowiedzieć na głos.
– To aurorzy, tak samo jak Orion. Wszyscy dobrze wiemy, co dzieje się w kraju, ale do Beltane chyba nie pojmowałam tego w pełni. – Do Munga trafiali ranni, czytało się o napaściach, ale Florence funkcjonowała głównie w środowisku czystej krwi. Nikt z naprawdę jej bliskich osób nie ucierpiał aż do Święta Ognia. A teraz jej bracia i przyjaciel znaleźli się w samym oku cyklonu, Atreusa i Patricka wypełniał chłód zaświatów, a ona złożyła od dawna zbierane elementy puzzli i wyłoniła się z nich obraz pokazujący, że Ministerstwo nie mogło poradzić sobie z problemem, jej bratnia dusza zaś narażała się na dwóch frontach. – I nie wierzę już, że Ministerstwo zaradzi na ten problem. Zwolennicy Voldemorta to głównie rody czystej krwi. A w Ministerstwie Magii i wszystkich najważniejszych instytucjach czarodziejskiego świata roi się od czystokrwistych – westchnęła, a potem odłożyła laleczkę na stół i cofnęła plecy, na moment zapadając się w fotelu, chociaż zwykle odruchowo siadała na baczność, przyjmując w każdych okolicznościach taką postawę, jakby właśnie popijała herbatkę z królową angielską. Jej spojrzenie powędrowało w ślad za wzrokiem Basiliusa, ku wieczornej mgle i igrających w niej promieniach zachodzącego słońca.
– Ale nie mówmy może o przykrych sprawach. O Nottcie też nie, wolałam jedynie uprzedzić, bo gdybyś na przykład zaprosił nas oboje na urodziny, mogłabym zrobić coś gwałtownego. Kambodża? Jedziesz na wakacje? Popieram, ale dlaczego akurat tam?
Gdzie w ogóle leżał ten kraj? W Azji oczywiście, ale Florence do głowy przyszła najpierw Afryka. Bardziej oczywistymi celami turystyki zdawały się jej Włochy albo Francja.
Wszystko w porządku, byłoby kłamstwem, a Florence jakby na przekór Prewettowskiej naturze kłamała rzadko. Nie chciała go okłamywać: zawsze ją drażniło, gdy bracia, ojciec, kuzyni, zapewniali, że jest dobrze, a ona widziała przecież i oczyma siostry oraz córki, i tym trzecim okiem, że to nieprawda.
– Nie chodzi o mnie – powiedziała w końcu, a jej dłonie machinalnie poruszały się, tkając nieco krzywą laleczkę ze słomianych łupin. – Martwię o Atreusa i Laurenta. Obaj mają wiele problemów, a ten pierwszy niezbyt chce o nich mówić. Patrick też trafił do Limbo i… – zawahała się.
Jest zaangażowany w konflikt z Voldemortem nie tylko w Biurze Aurorów.
To była myśl, której nigdy nie będzie mogła wypowiedzieć na głos.
– To aurorzy, tak samo jak Orion. Wszyscy dobrze wiemy, co dzieje się w kraju, ale do Beltane chyba nie pojmowałam tego w pełni. – Do Munga trafiali ranni, czytało się o napaściach, ale Florence funkcjonowała głównie w środowisku czystej krwi. Nikt z naprawdę jej bliskich osób nie ucierpiał aż do Święta Ognia. A teraz jej bracia i przyjaciel znaleźli się w samym oku cyklonu, Atreusa i Patricka wypełniał chłód zaświatów, a ona złożyła od dawna zbierane elementy puzzli i wyłoniła się z nich obraz pokazujący, że Ministerstwo nie mogło poradzić sobie z problemem, jej bratnia dusza zaś narażała się na dwóch frontach. – I nie wierzę już, że Ministerstwo zaradzi na ten problem. Zwolennicy Voldemorta to głównie rody czystej krwi. A w Ministerstwie Magii i wszystkich najważniejszych instytucjach czarodziejskiego świata roi się od czystokrwistych – westchnęła, a potem odłożyła laleczkę na stół i cofnęła plecy, na moment zapadając się w fotelu, chociaż zwykle odruchowo siadała na baczność, przyjmując w każdych okolicznościach taką postawę, jakby właśnie popijała herbatkę z królową angielską. Jej spojrzenie powędrowało w ślad za wzrokiem Basiliusa, ku wieczornej mgle i igrających w niej promieniach zachodzącego słońca.
– Ale nie mówmy może o przykrych sprawach. O Nottcie też nie, wolałam jedynie uprzedzić, bo gdybyś na przykład zaprosił nas oboje na urodziny, mogłabym zrobić coś gwałtownego. Kambodża? Jedziesz na wakacje? Popieram, ale dlaczego akurat tam?
Gdzie w ogóle leżał ten kraj? W Azji oczywiście, ale Florence do głowy przyszła najpierw Afryka. Bardziej oczywistymi celami turystyki zdawały się jej Włochy albo Francja.