• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[listopad 1953] Dead Girls Club

[listopad 1953] Dead Girls Club
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#1
03.04.2024, 04:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 23:46 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Lorien Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem

To była trochę niepisana zasada, że damskiej łazienki na pierwszym piętrze się unikało i do tej pory Rosie dzielnie wypełniała tę powinność. Kibel omijała szerokim duchem, a kiedy musiała koło niego przejść to przyśpieszała kroku, ściskając nieco mocniej podręczniki w objęciach, jakby miało jej to pomóc w zignorowaniu wszystkiego, co czaiło się za drzwiami tego upiornego pomieszczenia. Wszyscy zawsze zapewniali ją, że ta łazienka to się absolutnie niczym specjalnym w sumie nie wyróżnia, ale McKinnon miała to do siebie, że w towarzystwie duchów czuła się zwyczajnie niezręcznie i to w absurdalny wręcz sposób. Jej skromnym zdaniem, nienaturalnym było to, żeby włóczyły się wciąż po świecie żywych, bo ich miejsce było przecież w limbo, prawda? A skoro były w stanie się z niego wyrwać, to co jeśli w jakiś sposób przyciągałyby je do siebie? Miała taką swoją małą teorię, że w ich towarzystwie jej przekleństwo mogło uaktywniać się częściej, a to z kolei prowadziło do częstych sytuacji, gdzie zjawy zwyczajnie ignorowała.

A teraz?

Teraz stała przed łazienką na pierwszym piętrze i przebierała nogami. Zdążyła już wejść do niej dwa razy, albo raczej otworzyć drzwi, zrobić krok i zakręcić się niepewnie tylko po to, żeby zaraz wyjść z pomieszczenia, bo może jednak nie musiała aż tak bardzo. Może da radę doczłapać się piętro wyżej, albo niżej, ale jak tak o tym myślała, to pewnie już z trzy razy zdążyłaby zrobić sobie tę wycieczkę gdzieś dalej, zamiast stać tutaj i rozmyślać nad tym, czy nawiedzający te łazienkę duch był w środku, czy może jednak nie (bo w sumie to nie sprawdziła, ale nie przeszkadzało jej to w baniu się).

Przestąpiła jeszcze raz z nogi na nogę, nie mogąc nie myśleć o tym, jak bardzo by się ktoś z niej w tym momencie mógł naśmiewać, gdyby ją tutaj zobaczył. Ale przecież nie ona pierwsza, nie ona ostatnia, która zwyczajnie nie miała ochoty zadawać się z jakąś tam Rozjęczaną Martą. Oh, jak by jej się teraz przydała tutaj Diana - ona nie oceniała. Albo przynajmniej nic nie było w stanie jej zdziwić po tym, jak na pierwszym roku utknęła tyłkiem w jej kociołku i nie mogła z niego wyjść ani sama, ani z jej pomocą. Ale panna Burke zajęta była pewna w tym momencie maślanymi oczami, które robił do niej jeden taki Macmillan.

A potem stała się najstraszniejsza rzecz pod słońcem i Ambrosia usłyszała kroki i nogi to teraz się już prawie pod nią ugięły, kiedy obejrzała się i zobaczyła ślizgońskie szaty na jakiejś szatynce, która szła korytarzem. Ale potem w jej głowie zaświtała wręcz fenomenalna myśl, bo może i Dianki nie było w pobliżu, ale widocznie Matka się w ten sposób nad nią litowała. Odchrząknęła głośno i niedyskretnie.
- Ej... - zagadała, na moment ściągając usta w niezdecydowaniu. - Ej, poszłabyś ze mną do łazienki? - uśmiechnęła się do dziewczyny, używając do tego swojego najładniejszego, najbardziej czarującego uśmiechu, jednocześnie wskazując na znajdujące się przed nią drzwi.


she was a gentle
sort of horror
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#2
04.04.2024, 21:53  ✶  
Pewnie minęłaby dziewczynę odstawiającą swój mały taniec, nie zwracając na nią nawet uwagi. Otóż panna Lorien miała poważniejsze problemy na głowie - jej oceny z eliksirów leciały na łeb na szyję, do tego stopnia, że wyjec od ojca był tylko kwestią czasu. Planowała wykuć te cholerne formułki i instrukcje na pamięć, więc szukała jakiejś pustej sali. Z dala od innych.
- Eliksir pieprzowy. Róg dwurożca. Mandgragora i… i.. cholera. Niecierpek. Dobra. Nie cierpię to ja tego dziado…
Jej mamrotanie przerwał kompletnie jej nieznany głos.

Lorka zatrzymała się w pół kroku, z początku nie bardzo rozumiejąc pytania.
Usłyszała je - jasno i wyraźnie. Po prostu kilka trybików nie zatrybiło, kropki w jej mózgu się z początku nie połączyły. Ale to akurat zwaliła na przegrzanie od nauki eliksirów. Zadarła głowę znad pergaminu, dostrzegając na twarzy dziewczyny jeden z najładniejszych uśmiechów jakie widziała w życiu.
- Um…- Odparła jakże elokwentnie.
Spojrzała na łazienkę. Potem na Krukonkę. I znów na łazienkę. Trochę jakby spodziewała się, że wypadnie z niej co najmniej stado żądnych krwi pufków.
Przecież zwykła wizyta w łazience jeszcze nikogo, nigdy nie zabiła, prawda? Okej, może to było wyjątkowo złe porównanie w tym przypadku, biorąc pod uwagę wszystkie (a już zwłaszcza te co ciekawsze i najbardziej nieprawdopodobne) plotki o zamieszkującej toaletę na pierwszym piętrze zjawie, no ale… w zamku pełnym duchów i poltergeistów, każdy zakamarek był nawiedzony. Czasem strach było otworzyć własny kufer i bawić się z rana w zgaduj zgadulę, czy przypadkiem nie wypadnie z niego krwawy Baron.

Ostatecznie zadziałała zwykła, stara jak świat, babska solidarność.
Czy znała się na wypędzaniu uciążliwych łazienkowych duchów? Nie.
Czy była gotowa stać się w tym mistrzem w najbliższe kilka minut? A jakże.
- Pewnie.- Stwierdziła, wzruszając lekko ramionami.
Zrzuciła z ramienia ciężką torbę, pozwalając by opadła z głośnym, łoskotem książek i pergaminów na podłogę. Słyszała historie o tym, że z nawiedzonej łazienki wychodziło się często przemoczonym od stóp po czubek głowy i wolała nie ryzykować zniszczenia prac domowych czy podręczników. Bez większego sentymentu pchnęła stopą torbę pod ścianę, co by się o nią jakiś zamotany pierwszoroczny nie potknął.
Jak prawdziwy (ledwo odrośnięty od ziemi) bodyguard panna Crouch przeszła przez próg, unosząc lekko swoją różdżkę.
- Hej ho! - Zawołała wręcz zaczepnie.- Ej, Maggie?- Nie. Ona się jakoś inaczej nazywała.- Ma… Marge? Marta? Jesteś tu?
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#3
15.04.2024, 23:27  ✶  
Blondynka posiadała chyba odrobinę mniej empatii niż Lorien, bo była absolutnie przekonana, że sama minęłaby bez mrugnięcia okiem podobną jej pannę, najpewniej przy tym udając, że jest absolutnie głucha, albo ktoś rzucił na nią tego typu klątwę. Prawdę też powiedziawszy, trochę spodziewała się że ślizgonka zrobi dokładnie to samo - zatopiona we własnym świecie, albo zwyczajnie złośliwa, minie ją i pójdzie sobie dalej sama, a McKinnon będzie musiała zmierzyć się z Martą własnoręcznie.

Kiedy brunetka uniosła wzrok znad trzymanego pergaminu, który do tej pory pochłaniał większość jej uwagi, Rosie nie mogła nie zwrócić uwagi na wyrazisty, nienaturalny wręcz kolor oczu, których spojrzenie przemykało od drzwi łazienki do niej, jakby wietrzyła gdzieś w tej całej prośbie podstęp.

Przestąpiła z nogi na nogę kolejny raz, bardziej już z niepewności niż zwykłej potrzeby, kiedy tak ślizgonka rozważała za i przeciw. W końcu jednak zgodziła się, a buzia krukonki z miejsca pojaśniała od rozszerzającego się uśmiechu i ulgi. Odetchnęła nawet z ulgą, kiedy Crouch wystartowała do drzwi pierwsza, torując drogę i unosząc różdżkę do góry, bo prawdę powiedziawszy, McKinnon wcale nie chciała udawać, że samo wsparcie moralne jej w tej sytuacji odpowiadało.

Blondynka przez moment stała w progu, czujnie obserwując najpierw plecy swojej obrończyni, a potem przeczesując całe wnętrze łazienki, jakby dopatrując się w tym spokoju jakiegoś większego podstępu. Chyba oczekiwała, że Marta nic całymi dniami nie robi, tylko poniewierała się znudzona w tej swojej łazience.

Ale zamiast zawodzenia zapłakanego ducha, odpowiedziała im cisza. Wnętrze wyglądała jak każda inna łazienka, którą można było znaleźć w szkole, dlatego Lorien co najwyżej usłyszała, jak za jej plecami McKinnon gna do najbliższej kabiny.

Cisza była wręcz nieznośna i przedłużająca się niebotycznie, przynajmniej dla tkwiącej za drzwiczkami blondynki, bo w tym momencie było jej zwyczajnie głupio, że zaciągnęła tutaj ślizgonkę i teraz co najwyżej mogły na siebie popatrzeć.

McKinnon pociągnęła za spłuczkę i otworzyła drzwi kabiny z nieco zażenowaną miną, ale spojrzenie wciąż było podejrzliwe i na Crouch zatrzymało się dopiero w momencie, kiedy obskoczyło na nowo całe pomieszczenie. Zawiasy za nią skrzypneły żałośnie, dziewczyna zrobiła parę kroków, znajdując się przy umywalce i odkręcając wodę.
- Dziękuję - bąknęła w kierunku ślizgonki, patrząc na nią nieśmiało, ale zaraz zmarszczyła brwi, kiedy coś zabulgotało. Rozejrzała się, szukając źródła dźwięku, ale zaraz ucichł. - Myślałam, że będzie tutaj Marta. Bardzo nie chciałam jej spotkać... - Od strony rzędu kabin dobiegł je przerywany, acz całkiem głośny dźwięk bulgoczącej wody, który zdawał się tylko przybierać na intensywności. Rosie zaczęła nieco szybciej myć ręce, zaraz zakręcając kurek, ale zanim któraś z dziewczyn zdążyła zrobić krok, woda w jednej z kabin wybuchła.

Niczym z gejzeru, wzbiła się ku górze, ochlapując sufit, ściany, przelewając się do sąsiednich kabin i falą przetaczając się po reszcie łazienki, do tego robiąc przy tym jakąś obrzydliwą mżawkę. Towarzysząca Lorien krukonka zwyczajnie zaklęła pod nosem, jakąś łaciną prosto z Nokturnu, a jednocześnie nastąpił wybuch wtórny, nawet jeśli nie tak efektowny jak wcześniej i razem ze strumieniem, ku górze wzbiła się także Jęcząca Marta, chichocząc wręcz histerycznie. Najwyraźniej podróże po rurach odpływowych należały do jednych z jej ulubionych rozrywek.


she was a gentle
sort of horror
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#4
15.05.2024, 19:24  ✶  
Czy Lorien powinna przestać prokrastynować i wziąć się do nauki? Prawdopodobnie. Ale wszystko wydawało się teraz ciekawsze od "pergaminu grozy" jak to określała notatki z eliksirów. Prawdopodobnie, gdyby blondynka zaproponowała jej ekscytującą wyprawę poświęconą wyrywaniu chwastów w szklarni albo poświecenie popołudnia na szycie ubranek dla mugolskich sierotek – też by się pewnie zgodziła.
Cokolwiek dało szansę na rzucenie pracy domowej ze znienawidzonego przedmiotu stawało się dla panny Crouch priorytetem samo w sobie. Nawet taka wycieczka do nawiedzonej szkolnej toalety.
Łazienka zdawała się być kompletnie pusta. Okej, czyli szanowny duch miał też inne zajęcia niż zadręczanie dziewczyn, których jedynym grzechem było to, że wciąż jeszcze żyły. Rozejrzała się, raz w lewo, raz w prawo. Nawet się przechyliła, żeby zobaczyć czy w którejś ze szpar między kabiną nie widać przeźroczystych nóg w szkolnych podkolanówkach.
- Droga czysta pani Minister.- Rzuciła półszeptem, udając głos aurora z trzydziestoletnim stażem i machając przy tym zachęcająco ręką. Nie planowała co prawda dziewczyny odprowadzać i pilnować pod samymi drzwiami kabiny– i tak raczej nie zdołałaby jakkolwiek pomóc, gdyby duch postanowił ją utopić w toalecie. Czy dało się kogoś w ogóle w ten sposób zabić? Na pewno. I w sumie czy jeśli któraś z nich by teraz dokonała żywota (umierając z przerażenia na przykład) to musiałyby tu siedzieć z Martą?
Myśli Lorien poszybowały w swoją własną stronę, kiedy próbowała oszacować ile wieków potrzebowałaby, żeby komuś wybaczyć, że ją zamordował, zwłaszcza gdyby musiała z tym ktosiem dzielić jedną łazienkę. Tysiąc lat brzmiało sensownie.

To musiało być słabe uczucie. Umrzeć w szkole. I musieć w niej siedzieć przez… kiedy ta uczennica w ogóle zginęła? Zmarszczyła lekko nos, próbując sobie przypomnieć cokolwiek z historii.
Była laska – potem jej nie było. Puff. I wywalili kogoś. Ciekawe czy zamknęli go też w Azkabanie.
Jakbyś kogoś zabiła, nie musiałabyś się przejmować tymi eliksirami…- Podszepnął cichy chochlik w głowie, ale nie dała natrętnym myślom wygrać. Nie dzisiaj, ha! Stała tak sobie oparta plecami o umywalkę, nie bardzo wiedząc co ze sobą w tym czasie począć. Łazienka jak każda inna w zamku.
Uśmiechnęła się odruchowo, gdy Ambrosie wyszła z kabiny.
- Żaden problem.- Stwierdziła tylko na podziękowanie.- Może się już wyprowadziła? Jakbym była na jej miejscu i już musiała nawiedzać łazienkę – wybrałabym tą prefektów. Albo jakąś w której bywają nasi chłopcy z drużyny.- Dodała scenicznym szeptem.
Wszystko po to, żeby zaraz potem dać się zaskoczyć trzaśnięciem rury.
Jak na stróża Lorien pisnęła zaskakująco wysoko i przeraźliwie, gdy tylko wybuchła jedna z kabin. Dźwięk, który uciekł z jej gardła przypominał bardziej skrzek pisklęcia wyrzuconego zbyt wcześnie z gniazda niż cokolwiek bardziej ludzkiego. Nie przeszkodziło jej to jednak szybko otrząsnąć się z szoku.

Kilka rzeczy podziało się w jednym momencie – przede wszystkim przyciągnęła do siebie Ambrosię za łokieć, drugą ręką rzucając zaklęcie tarczy. Krople wody wprost z rozwalonych, zamkowych rur rozbiły się o ich niewidzialną parasolkę, sprawiając, że ta cała scena stała się jeszcze bardziej irracjonalna.
- Oy!- Zawołała butnie jak przystało na panienkę z bardzo dobrego rodu.- Fantasma stupido! – Wyburczała bardziej do siebie niż w eter.
Duch zachichotał jeszcze bardziej histerycznie tym razem zatrzymując się w locie przed dziewczynami. Lorien obrzuciła Martę uważnym spojrzeniem, zatrzymując się spojrzeniem na brudnym po koniec świata mundurku, krzywo ułożonym kołnierzyku i tych okropnych okularach. Przez sekundkę, dosłownie jedną sekundę przemknęło jej przez myśl „jakbym umarła w takim stanie chyba zabiłabym się po raz drugi.” Mały ślizgoński chochlik w Lorkowej głowie był dziś w wyjątkowo dobrej formie.
- Nie szukamy kłopotów.- Powiedziała zamiast tego, unosząc lekko obie ręce w obronnym geście. Nawet jeśli w jednej wciąż trzymała różdżkę.- Już sobie idziemy!
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#5
10.06.2024, 22:50  ✶  
Szkoda, że była tak absurdalnie kiepska w eliksiry i zielarstwo, to może pomogłaby starszej koleżance z ciążącej na niej obowiązkiem odrobienia pracy domowej czy przyswojenia zawartości zwoju. W końcu co dwie głowy to nie jedna, ale niestety - McKinnon rozróżniała rośliny przede wszystkim na zasadzie popularnych i rzadko widywanych w kwiaciarniach. Co zaś się tyczyło eliksirów... umiała czytać i wykonywać instrukcje, ale serca w tym nie było za grosz i jak jej ktoś zabrał wskazówki na temat tego co robić krok po kroku, to się kompletnie gubiła.

Pani Minister uśmiechnęła się nieco zakłopotana taką tytulaturą, może odrobine zarumieniła, ale ten żart chyba na moment przywrócił jej też odrobinę rezonu bo z teatralną łaskawością kiwnęła swojej nowej personalnej pani auror głową, a potem pomknęła do jednej z kabin.

Podobno przy odrobinie nieszczęścia, można było się utopić nawet i w łyżeczce wody, ale Ambrosia nigdy nie posiadała specjalnych chęci do tego, by te słowa sprawdzać, szczególnie na własnej osobie. Nawet jeśli ogólnie wody się nie bała, to w tym momencie w pewien sposób napawała ją niepokojem, bo przecież słyszała że Marta była zdolna krążyć po rurach jak jakiś wąż i jeździła nimi do jeziora i z powrotem. W jakim celu? Tego już absolutnie nie wiedziała, ale znowu - dowiadywać się tego absolutnie nie chciała. Jeśli tylko mogła, chciała trzymać się od każdego zamkowego ducha jak najdalej.

Nie czuła też co do Marty większego współczucia co do tego, jak umarła. Zabita w łazience - jakby nie była taką beksą, to pewnie dalej prowadziłaby szczęśliwe życie, przepełnione życiodajną ciepłotą i z krwią krążącą po ciele. Może właśnie przez to zginęła? Bo ryczała dokładnie tak, jak zdarzało jej się teraz, od czego żałosne pojękiwanie ciągnęło się po korytarzach, tak jakby nie mogła się ograniczyć do własnego kibla.

- Słyszałam, jak któregoś razu któryś prefekt się żalił, że go napastowała w kąpieli - zatrzęsła się, wzdrygając na samą tylko myśl. Ale na wzmiankę o tej przy szatni drużynowej uśmiechnęła się tylko głupiutko. Ona nie nawiedzałaby żadnej łazienki - po śmierci chciała być, no... martwa. I to nawet nie chodziło o swobodne i spokojne przejście do limbo, nie. Chciała zwyczajnie przestać myśleć i nie martwić się tym, co czeka ją po śmierci.

McKinnon posiadała zero wyrzutów sumienia co do tego, że kiedy spadł na nie deszcz kiblowej wody, a Marta pojawiła się w zasięgu ich wzroku, zwyczajnie schowała się za starszą koleżanką w trybie natychmiastowym. I jakby tego było mało, zakryła dłońmi oczy. Bo czego oczy nie widziały to czy to w ogóle istniało? Ale Marta zachichotała znowu, widocznie mając dzisiaj wręcz szampański humor. A może w taki wprawiało ją przetykanie zamkowych rur.
- Idziemy? Jakaż szkoda! Same powinnyście spróbować zjazdu do samego jeziora! To jedyna zabawa, jaką można mieć w tym zamku - pożaliła się nieco na koniec, dryfując spokojnie dookoła dziewcząt.


she was a gentle
sort of horror
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#6
03.07.2024, 22:27  ✶  
Oczywiście, że dała Ambrosi się za sobą schować. Co więcej - rozłożyła dziarsko ręce, licząc, że długie rękawy czarnej szaty, w którą była ubrana, choć troszkę zasłonią krukonkę.
A w następnej sztuczce sprawię, że panna McKinnon zniknie. Rozpłynie się w powietrzu z dala od creepy ducha.
Z zewnątrz musiało to wyglądać co najmniej absurdalnie. Lorien ze swoją posturą niedożywionego skrzata domowego, próbowała ukryć blondynkę przed całym złem (zjawą) tego świata (łazienki), ale jak to mówią - mali ludzie mają bliżej do limbo czy jakoś tak. Poza tym tupet panny Crouch był rzeczą powszechnie znaną w murach Hogwartu. Podobnie zresztą jak jej niewyparzony język, który bardzo starała się teraz trzymać na wodzy. Przygryzła go do tego stopnia, że poczuła metaliczny posmak w ustach.
Na Merlina, czy ty nie masz nic innego do roboty? Weź zleź na to dno jeziora i siedź tam. Nikt nie będzie tęsknił.

Obserwowała Martę, bezwiednie przesuwając się drobnymi kroczkami w stronę, w którą duch się poruszał - tak aby zawsze być pomiędzy nią, a Ambrosią. Toczyły przy tym bardzo niesprawiedliwy pojedynek na wzrok, bo jedna z nich - suprise suprise - nie potrzebowała mrugania do życia. Szybko przeszła do negocjacji.
- Słuchaj… Daj nam odejść, a spiknę cię z… - Szlag. Myśl Crouch, myśl.- … z Baronem. Słowo honoru. Podzwonicie sobie kajdanami w rurach czy coś… Wygląda mi na gościa, któremu brakuje zjazdów do jeziora.- Próbowała sprzedać pomysł, równocześnie grając na czas.
Wiedziała, że w tej chwili stoją z Ambrosią plecami do drzwi, więc nie zrobiła kolejnego kroku w bok. Pewnie jakby teraz się rzuciły do ucieczki, miałyby sporą szansę wydostać się stąd w jednym, względnie suchym kawałku. Tylko, że… podłoga była cała mokra, ryzyko wyrżnięcia się i rozbicia nosa - duże; a Lorien żywiła głęboką nienawiść do jakiejkolwiek aktywności fizycznej - niestety, ucieczka w obawie o własne życie wpadała do tego samego worka co poranny jogging.
Trzeba to było szybko opracować jakiś inny plan.
Zagrać “dobrą przyjaciółkę martwej lamuski z (pewnie) Pucholandu”. Pogadać, poojojać nad jej losem. Albo liczyć, że laska się obrazi i pójdzie dręczyć inne dzieciaki.

Więc panna Crouch, w przypływie ogromnego ślizgońskiego geniuszu, palnęła pierwsze co przyszło jej do głowy.
- Marta… Jak to jest być duchem? Dobrze? Niedobrze?- Cofnęła delikatnie jedną dłoń do tyłu, nieco po omacku odnajdując opuszkami palców wciąż kulącą się blondynkę. Machnęła delikatnie palcami jakby jednocześnie dawała jej znać, żeby zacząć się powolutku wycofywać z łazienki, a z drugiej strony zachęcała do złapania się za rękę. Jakby to cokolwiek miało pomóc, ale może tego właśnie biedna Ambrosia teraz potrzebowała. Duchowego, o ironio, wsparcia.
W drugiej dłoni wciąż trzymała różdżkę, chociaż opuściła ją trochę. Ze wszystkich sił starała się nie sprawiać wrażenia zagrożenia dla Martwy. To mogłoby ją tylko niepotrzebnie rozjuszyć.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#7
02.01.2025, 14:21  ✶  
Oh, jakże ona chciała zniknąć w tym momencie - taka sztuczka byłaby najlepszą, jaką Lorien mogłaby jej w tym momencie zaserwować, ale niestety, były tylko marnymi uczennicami Hogwartu, a nawet najpotężniejsi czarodzieje mogli mieć problemy ze znikaniem innych osób. No chyba, że była mowa o teleportacji, to nawet nie było takie trudnie, ale szkolenie w tym temacie miały niestety dopiero przed sobą.

McKinnon nigdy nie była przesadnie wysoka czy dożywiona, ale przy Crouchównie wyglądała niemalże komicznie, klucząc za kruchą ślizgonką niczym patyczak, udający przed drapieżnikiem że jest tylko gałązką targaną na wietrze. Całe szczęście, ciemnowłosa uczennica miała tupetu i pewności sobie za ich dwie i jej nowa koleżanka chyba wyczuwała ten stan rzeczy, ze oto znalazła swojego jedynego, prawdziwego wybawiciela. Tym bardziej, że ani razu nie spojrzała na nią tak, jak zrobiliby to inni - czyli jak na wariatkę.

Przyglądała się Marcie ze spłoszoną zaciekłością, zastępując wiernie Lorien w pojedynku na wzrok, kiedy ta musiała akurat mrugnąć i wyglądając przy tym zza jej ramienia, raz jednego, raz drugiego, w zależności od tego które było trochę dalej od Marty w danym momencie.
- Z Baronem? - aż sama się zdziwiła, bo tego się nie spodziewała. Ale przełknęła wzmiankę o tym, że przecież on jest taki okropnie stary, a Marta mimo że duch, to wciąż była też dziewczyną. Tylko dziewczyną. I to taką, która już nie mogła się zmienić i dorosnąć. Ale sama zainteresowana nie miała takich skrupułów jak trzymanie języka za zębami.

- Z BARONEM?! - rzuciła z oburzeniem Marta i jakimś okropnym cudem jej głos brzmiał o wiele bardziej irytująco, niż gdy mówiła normalnie. - Przecież on jest taki okropnie stary! Jak możesz tak w ogóle myśleć. Wszyscy są dla mnie tacy okropni i ty teraz też. Nie wiem czego się spodziewałam! A z lochów NIE DA SIĘ DOBRZE ZJECHAĆ DO JEZIORA! - duch zawył i zawirował dookoła własnej osi, chyba odrobinę niezdecydowany co powinien w tym momencie ze sobą zrobić. Spuścić się w kiblu, a może wysadzić jedną z umywalek? A może wszystkie jak leci? Rosie wcale nie chciała zostać w tym akcie całkowicie przemoczona, ale co do pewnej rzeczy zgadzała się z Lorien całkowicie - bieganie było dla frajerek, nawet jeśli chodziło o własne życie.

- Dobrze? CZY NIEDOBRZE? - widmowe ręce uniosły się ku górze, a krukonka wzdrygnęła się czując dotyk ślizgonki, ale załapała aluzję. Cofnęła się, dłonią ułożoną na ramieniu Lorien asekurując ją i dając jej znać, żeby cofnęła się ostrożnie w ślad za nią. - NAJGORZEEEEJ! - zakomunikowała ostatecznie Marta, zanim wpadła w umywalki. Klamka drzwi zagrzechotała, kiedy Ambrosia wpadła na nią z rozpędu, nagle już trochę bardziej chętna do pośpiesznych ruchów. Cóż, może jednak była frajerką, ale kolejno wybuchające krany jakoś ją zachęciły, by złapać Crouch za nadgarstek i pociągnąć pośpiesznie za sobą za próg.


she was a gentle
sort of horror
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#8
27.06.2025, 17:34  ✶  
No jasne, że z Baronem. Co ona, niewyraźnie mówiła?
Przecież nie proponowałaby Prawie-bezgłowego-sir-Nickiem-De-Mimiming-pinginga czy jak tam wołali na tego swojego ducha Gryfoni. Wyglądał na jakiegoś szlachcica bez knuta przy dup.. szy. W dodatku nie mógłby stracić głowy dla swojej panienki. Mnich był.. No mnichem. Takim chyba nie przystoi nawet po śmierci. Szara Dama? Mmmm, no jakoś to jej się nieszczególnie widziało. Ludzie mogliby dziwnie patrzeć. A Baron? Co że stary i nieszczególnie urodziwy i miał szalenie głupią perukę? Kogo to po śmierci obchodziło? Przynajmniej Baron! To nie pierwszy lepszy duszek, kto wie czy nie miał jakichś udziałów w ziemiach Hogwartu albo chociaż Zakazanego Lasu?
Mogłaby być Martą Baronessą!

Przez ułamek sekundy na twarzy Lorien pojawił się ten charakterystyczny, niemal rozmarzony błysk, jakby sama się nie zastanawiała czy się nie wziąć i nie utopić. Pani Lorien Crouch-yyyy. Nie miała pojęcia jak Baron miał na nazwisko. Na pewno jakieś szlacheckie. Jakie ona znała dobre nazwiska? Mulciber. Nie. Miały być dobre. Chociaż...
Baronessa Lorien Crouch-Mulciber żona Barona Donalda Mulcibera. Aż sobie westchnęła. To brzmiało dumnie.

Drgnęła wyrwana ze swoich marzeń na jawie, kiedy Marta wyraziła swoje szalone oburzenie jej genialnym pomysłem. Bezczelna niewdzięcznica!
Lorien skrzywiła się odrobinkę, gdy Marta weszła na coraz wyższe obroty i z każdym kolejnym słowem skrzeczała bardziej niż wyrwany z gniazda pisklę. W między czasie wycofywały się powolutku z tej dziwacznej pułapki.
NAJGORZEEEEEEJ.
I wtedy ostatecznie, na ostatniej prostej rzuciła się za McKinnówną do ucieczki. Wypadły z łazienki, a Lorien w przypływie geniuszu zatrzasnęła za sobą z hukiem drzwi. Idealnie w chwili zmasowanego ataku ducha. Zaklęła, kiedy przez szparę przy podłodze na korytarz wypłynęła ciurkiem woda, mocząc im buty.
- No wariatka. Kompletna wariatka. Nie dziwię się, że ją utopili w tym kiblu.- Przewróciła ostentacyjnie oczami, zupełnie jakby sama nie spowodowała tego wybuchu oburzenia. Co złego to nie Lorcia. Zastanowiła się nad czymś sekundę. W ogóle to jak ta smarkula umarła? Nie wiedziała. Ale w sumie, chyba jej to jakoś szczególnie nie obeszło. Dzień w którym nieżycie szkolnych trupów będzie ciekawszym od jej własnego będzie najsmutniejszym dniem w całym roku szkolnym.- Ja nie wiem po kiego grzyba ją tu trzymają.- Przeskoczyła zwinnie przez kałużę. Narzuciła na ramię porzuconą wcześniej torbę, ciesząc się, że chociaż ona nie ucierpiała w tej powodzi.
- A tak w ogóle, to jestem Lorien. Lorien Crouch.- Uśmiechnęła się serdecznie do blondynki.- Chcesz przejść się ze mną do biblioteki? Możemy poczytać jak zegzorcyzmować to głupie jękadło.- Równie dobrze mogła olać naukę na eliksiry i zająć się czymś równie pożytecznym. Komu kiedykolwiek w życiu się przydały do czegoś eliksiry? Na pewno nie tej bezcielesnej paskudzie.
Dopiero teraz do niej dotarło co się wydarzyło. Cały absurd  dziwnej sytuacji i to, że raczej przez najbliższych kilka dni korytarz znów będzie zamknięty. Zaśmiała się ciepło, ani myśląc dać się teraz nowej koleżance wyrwać. Jeszcze by jej gdzieś uciekła. Dlatego właśnie radośnie ujęła ją pod ramię. Zniżyła głos do scenicznego szeptu. - Albo możemy poszukać Irytka i powiedzieć mu, że ma randkę z Martusią! Nie wiem które ucieszy się bardziej!

Nie czekając w sumie na decyzję Ambrosii pociągnęła ją za sobą w stronę schodów. Z pewnością czekało je szalenie udane popołudnie.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (1926), Lorien Mulciber (1944)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa