• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (II)

[10.08.72] Windermere. Bestie, które miały chronić (II)
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#21
16.06.2024, 17:46  ✶  
Z racji tego, że jeszcze chwilę temu bylem nieprzytomny, to nie bardzo wiedziałem, co się wokół dzieje. Geraldine pozbyła się krat, które mnie więziły, więc mogłem poszukać Daisy, ale nigdzie jej nie widziałem. Przez chwilę wpatrywałem się w Foxa. Przez tę chwilę, w której płynęliśmy przez jezioro, był w porządku gościem, ale rozum mi podpowiadał, że nie mogłem go w to mieszać. Aktualnie był bezpieczny. Żył. Uwięziony i nieprzytomny, ale oddychający i za kratami... Potem o nim powiem odpowiednim osobom i go stąd wyciągną. Może też mu wymarzą z głowy te mrzonki o magii? Tak byłoby dla niego bezpieczniej.
Po chwili ustaliłem, że towarzysz Geraldine próbował uwolnić trytona. Nie byłem pewien, czy to był dobry pomysł. Może teraz był spokojny, ale na wolności mogło mu odwalić... Jak Daisy. Coś tu się działo złego, więc trzeba było to rozwiązać, odnaleźć Daisy i uwolnić resztę.
- Gdzie. Gdzie. Adria. - zapytałem trytona uwięzionego za kratami, podpływając nieco bliżej tych krat. Skoro było mu tak pilnie do przekazywania informacji, to może mógł nam pomóc w rozwiązaniu problemu. - Gdzie. Trucizna - dodałem jeszcze, bo to może nie było równoznaczne. Gorzej, jeśli przez tę truciznę narobię więcej złego niż dobrego...
Niezależnie od tego, czy mi odpowiedział, czy też nie, odwróciłem się w kierunku Geraldine i zadałem jej nieme pytanie, co teraz?. Co robimy? Wyjść z tego miejsca było kilka. Namierzyłem co najmniej cztery, przez które mogliśmy przepłynąć. Najbardziej zachęcała ta dziura oświetlona roślinami, ale takie miejsca niekoniecznie były najlepszymi z wyboru. Zawsze za tym czaiło się jakieś zło. Zbyt niepozorne by mogło być pomocne. Może właśnie tam była Adria?
Cóż, niezależnie od decyzji potrzebowałem czegoś do obrony, więc sprawdziłem, czy mi trytony nie zabrały różdżki. Zamierzałem wziąć ją do dłoni, żeby mieć szybszą reakcję, w razie gdyby coś.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
16.06.2024, 18:09  ✶  

Geraldine również nie do końca rozumiała to, co właściwie działo się w Windermere. Miała przyjechać tu odetchnąć, w miłym towarzystwie, może towarzystwo nadal było miłe, jednak o spokojnym oddychaniu było coraz ciężej mówić, szczególnie pod wodą.

Gdy Esmé otworzył szerzej oczy dotarło do niej, że wreszcie zrozumiał, o czym mówiła. Rozmowy pod wodą nie należały do najprostszych, szczególnie, kiedy miało się na twarzy bańkę, która miała umożliwić oddychanie, przy okazji przeszkadzała jednak w przekazywaniu swoich myśli. Trochę żałowała, że nigdy nie wpadła na to, aby nauczyć się fal, bo chyba osoby, które to potrafiły mogły bez słów informować o tym, co myślą. Cóż, jak widać jej wybory życiowe nigdy nie przynosiły niczego dobrego.

Nie sądziła, że przyjdzie jej w takim miejscu zapoznać Esmé ze swoim wampirzym bratem, cóż jego osoba mogła być dosyć kontrowersyjna w niektórych kręgach, bo przecież nie był do końca żywy. Rowle na pewno zauważy, że coś jest z nim nie tak, skoro bez mniejszego problemu mógł się poruszać w wodzie, to znaczy pod wodą oddychać, a raczej nie oddychać. Nie potrzebował tlenu, bo nie żył, przynajmniej nie tak do końca. Później będzie się martwiła tym, jak mu to wyjaśni. Nie zamierzała zbyt szybko opowiadać mu o swoich rodzinnych tajemnicach, jak widać nie zawsze wszystko szło po jej myśli, jednak nie był to odpowiedni moment. No i nie bardzo miała jak teraz wytłumaczyć mu tego wszystkiego.

Yaxley udało się uwolnić brata z celi, jedna z nielicznych rzeczy, która jej się dzisiaj udała. Miała wrażenie, że jej umiejętności nigdy nie zawodziły, kiedy w grę chodziło bezpieczeństwo jej brata. Może to jakaś siła podświadomości? Którą miały starsze siostry, nie miała pojęcia, jak inaczej można było to właściwie wytłumaczyć.

Widziała, że tryton, który był uwięziony w jednej z cel mówił coś do Esmé. Przeniosła spojrzenie na brata, jakby chciała go zapytać, co o tym wszystkim myśli. Co mieli teraz robić, może powinni go uwolnić, może to stworzenie wiedziało, gdzie mogą znaleźć jakieś rozwiązanie.

Widziała, że mają kilka dróg do wyboru, nie do końca chyba jednak chciała podejmować decyzję, brać na siebie odpowiedzialność za to, gdzie popłyną.

Czuła, że jest tu więcej stworzeń, jej zmysły ją o tym informowały. Astaroth pewnie też to wiedział, póki co jednak nie znajdowały się odpowiednio blisko. Mieli czas, żeby zastanowić się nad tym, co zrobić.

Nie zamierzała jednak zwlekać zbyt długo. Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało oswobodzić tego nieszczęsnego trytona, który najwyraźniej był w tym wszystkim ich sojusznikiem. Może on będzie wiedział w którą stronę powinni płynąć.


Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!


kształtowanie sił, która uwolni naszego trytonka
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#23
19.06.2024, 19:11  ✶  

Naprędce stworzona maska do oddychania pod wodą miała wiele niedociągnięć. Zupełnie zrozumiała sprawa. Nawet jakby miał czas, to wytworzony przedmiot pewnie pozostawiałby wiele do życzenia, jako że był pierwszym takiego rodzaju projektem rzemieślnika. Spełniała jednak najważniejszą funkcję, w tamtym momencie krytyczną - umożliwiała filtrowanie powietrza z wody. Teraz pomysły na usprawnienia pchały się do głowy same. Maska wyglądała nieco jak drewniany kaganiec zakrywający usta i nos. Szczelnie i... no właśnie, niewidocznie. Uniemożliwiało to chociażby to, co robiła Gerry - przekazywanie słów za pomocą samego ruchu warg. Rowle wiedział już, że w kolejnym projekcie skorzystałby ze szkła, by twarz była wciąż widoczna, a "filtr" umiejscowiłby nie naprzeciwko ust, a poniżej ich - skierowany do dołu, a nie naprzeciw. W ten sposób usta byłyby widoczne. Właściwie... on mógł też mówić, ale dźwięk był zagłuszany przez maskę, a później rozbijał się w wodzie na tyle, że nie było sensu nawet próbować mówić.

Domaganie się uwolnienia przez trytona nie napawało Esmé pewnością siebie, bo istota wydawała się być zaślepiona emocjami. W kontaktach z takimi osobnikami, jakkolwiek nie było to ciekawe, to pozostawało to bardzo niebezpieczne. Szczególnie, gdy mowa o magicznych stworzeniach. Wystarczył odpowiedni bodziec, by sojusznik stał się oponentem. Ale kaletnik nie potrzebował dodatkowej pewności siebie - tej własnej miał wystarczająco, by nie zawahać się przy uwalnianiu i rzucaniu zaklęcia.

Jednak los zdecydował inaczej. Zaklęcie... nie powiodło się? Transmutacja rzadko, bardzo rzadko go zawodziła, ale prawdę mówiąc - pierwszy raz korzystał z niej pod wodą, w takich warunkach. Naturalnie rzemieślnik z uporem maniaka próbowałby udowodnić losowi, że jego decyzje chuja nic nie znaczą, a to on decyduje co pozostaje rzeczywistością, a co nie, lecz... Esmé traktował Los jak człowieka. Jak swojego wroga, który nie chce go zabić, ale chcę go dręczyć. Chcę mu udowadniać, że ten jest śmieciem, że jest nic nie warty. I że powinien się podporządkować. Rowle zaś robił wiele, by pokazać, że mimo usilnych starań, Los nie decyduje o nim. Czasami sprowadzało się to do durnych zachowań - do traktowania Losu za bardzo jak człowieka. Teraz, widząc jak zaklęcie zawiodło, a tryton wciąż tkwił za kratami mimo starań Czarodzieja... ten wzruszył ramionami, jakby po prostu się pogodził z tym wynikiem. Tryton jednak nie zostanie uwolniony. Los, według Esmé, czasami liczył na to, że ten będzie się stawiał, rzucał i w ten sposób chciał go manipulować, ale w tym schizofrenicznym światopoglądzie Rowle wiedział, kiedy zachować się inaczej, niżeli zazwyczaj. Wszystko po to, by być... niezależnym. Niemożliwym do kontroli.

Specyficzny brat Geraldine zaczął próby rozmowy z trytonem. Wciąż zagadkowym pozostawało jakim cudem nic mu nie jest pod wodą, bez tlenu i dlaczego właściwie jest jak... ryba w wodzie. Chyba nawet Laurent bez przemiany nie był tak odporny na niezwyczajne ludziom środowisko podwodne. Kaletnik odsunął się na bok, chowając różdżkę do swej "kabury", bo jak się okazywało - pod wodą lepiej radził sobie korzystając z wszystkiego, oprócz magii. Nawet sztylet, którego pierwszy raz używał wedle przewidzianych zastosowań, okazywał się nadzwyczaj skuteczny. Pytania Yaxleya... były rozsądne, ale... co ich to obchodziło? Jasne, nadzwyczaj intrygującym było zamieszać się w te nieznane sprawy i gdyby tylko Esmé narażał tym samego siebie, to bez milisekundy zastanowienia rzuciłby się w pogoń za tamtą trytonką tylko po to, by zobaczyć gdzie go doprowadzi. By móc.... namieszać. W swoim życiu. O to mu chodziło najbardziej - by przełamywać marazm. Teraz jednak, mając ze sobą nie tylko Gerry ale już raz schwytanego jej brata, to niezbyt w głowie było mu igranie z politycznymi przepychankami wśród trytonów. Nie jego piaskownica i nie jego zabawki.

No dobrze, ale co teraz? Będą go wypytywać, a jak dowiedzą się wszystkiego to co? Ruszą na tą całą Adrię? Albo spróbują od razu rozwiązać problem trucizny? Czy jednak po zebraniu informacji zaraz wyruszą na powierzchnie? Jako że komunikacja od Esmé praktycznie nie była w stanie wyjść, to też oczekiwał na komunikację do niego. Jak dobry żołnierz - oczekiwał rozkazów, a teraz pełnił coś na wzór warty, uważnie przyglądając się wszystkim wejściom do pomieszczenia, w którym się znajdowali, by w razie czego zdążyć zareagować. Jakkolwiek miałaby wyglądać ta reakcja.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#24
23.06.2024, 22:31  ✶  
Zaklęcie Geraldine zniszczyło kilka krat w celi trytona i pozwoliło mu na wydostanie się z więzienia. Ten od razu wykorzystał powstały przesmyk. Zawisł naprzeciwko Esme. Przyglądał się wszystkim przez parę sekund, najwyraźniej na tyle słabo znając język ludzi, że nie potrafił sklecić im żadnych słów podziękowania.
- Powstrzymać. Adria. Wiem. Ja. Wy. Gdzie – wyrzucił z siebie serię pojedynczych wyrazów.
Kiedy mówił, Astaroth bez problemu odnalazł swoją różdżkę. Podczas porwania najwidoczniej nikt nie zadał sobie trudu, by go spróbować przeszukać i mu ją zarekwirować.
Tryton tymczasem ruszył ku jednemu z otworów. Początkowo zrobił to powoli, jakby sprawdzał, czy Esme, Geraldine i jej brat w ogóle ruszą za nim, potem gdy odkrył, że to robią płynął szybciej i pewniej.
Przejście okazało się niezbyt wygodne, dość chropowate, bardzo topornie wyżłobione. Musieli się rękoma odpychać od ostrzejszych fragmentów ścian. W dodatku było marnie oświetlone, więc przez sporą część wędrówki byli pochłonięci niemal całkowitą ciemnością. A za drogowskaz wskazywały im machnięcia trytoniego ogona ich przewodnika.
W pewnym momencie, było to akurat obok fluorescencyjnej rośliny – więc Geraldine miała trochę marnego, bo marnego, ale jednak światła – dostrzegła, że równolegle przepływał jakiś tryton w towarzystwie foki. Tryton był dość potężnych rozmiarów – sporo większy od ich przewodnika – i wyglądał na niezadowolonego.
Właściwie to nie płynęli ciągle tym samym tunelem, ale też parę razy skręcili – raz przepłynęli nawet przez jakieś ciemne, duże pomieszczenie. Esme wydawało się, że dostrzegł czające się na jego dnie okrągłe oczy. Cokolwiek tam siedziało, wypatrzyło ich w tych ciemnościach.
Astaroth i Geraldine czuli, że zbliżają się do trytonów. Ich przewodnik, prowadził ich bezbłędnie w tamtą stronę. Najwidoczniej świetnie orientował się w układzie tuneli i tym, gdzie prowadziły.
Wreszcie ciemności zaczęły się rozjaśniać zielenią. Przez małe otwory dostrzegli, że znajdują się nad jakąś niewielką salką. Jak na to, co widzieli do tej pory, była bardzo… umeblowana? Widzieli kamienne półki i przyczepione do nich jakieś rodzaje jeziornych ziół, kamieni i grzybów. Na ziemi leżał stosik małż. Widzieli duży kocioł, pod którym płonął magiczny ogień. W środku kotła coś się chyba gotowało? Ciężko właściwie opisać, czy rzeczywiście gotowało – byli w końcu w wodzie, w dodatku wbrew prawom fizyki, nic nie wypływało z kotła, choć w jego środku bulgotała zgniłozielona ciecz.
Ale najważniejszym co dostrzegli, była trytonka. W odróżnieniu od tej, którą widzieli wcześniej była piękna. Miała twarz mocno przypominającą ludzkie rysy twarzy a macki wokół jej głowy zostały ozdobione muszlami i trawą. Poruszała palcem, a dzięki tym ruchom zawartość kotła mieszała się.
- Adria – wyszeptał towarzyszący im tryton.
Zmysły Astarotha i Geraldine biły na alarm. Niby była tu sama, ale wcale nie była sama?

@Geraldine Yaxley @Astaroth Yaxley @Esmé Rowle

Czas na odpis do 25.06, godz. 21.00

/już niedługo zostaniecie połączeni z drugą grupą
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#25
25.06.2024, 20:03  ✶  
Choć nie musiałem już oddychać, to jakoś czułem się nieswojo pod tą wodą. Nic się nie działo. Fajna sprawa, że nie musiałem panikować, że nie musiałem martwić się o powietrze, bo to dodawało sporej swobody w działaniu, ale wciąż miałem przebłyski z listopada, kiedy to faktycznie tonąłem i myślałem, wręcz byłem pewien, że będzie już po mnie. Doświadczenia tamtego dnia były niezmazywalne, szczególnie że wtedy po raz pierwszy usłyszałem śpiew Laurenta, który to też utkwił mi w głowie i nie chciał z niej wyjść do dziś.
Ale, cóż, nie mogłem się rozczulać nad sobą, bo Adria, bo trucizna i ten tryton... Niby wydawał się być nieszkodliwy. Nawet podziękował mi za coś, czego osobiście bym nie zrobił, ale tym samym zyskał u mnie uznanie. W ten drobny sposób, ale zawsze coś. Ruszyliśmy za nim, więc nic nie mówiłem, a też przebywanie pod wodą raczej uniemożliwiało narzekanie. Myślałem o tej całej Adrii, truciźnie i o tym, żeby nie rozciąć sobie skóry o skały, bo jak płynęliśmy tymi tunelami, to było cholernie ciemno, ciasno, ogólnie miejscami mało komfortowo, wygodniej jeszcze mniej. Cały czas mi zmysły biły na alarm. Dużo obcych, za dużo i to jeszcze na ich terenie, ich naturalnym terenie, naszym totalnie nie.
Kiedy w końcu znaleźliśmy się w tym przyjemniejszym - przynajmniej na pierwszy rzut oka -pomieszczeniu, ujrzałem tam naprawdę śliczną trytonkę. Może nawet chętnie bym się z nią zaprzyjaźnił, ale że nasz przyjaciel tryton szepnął, że to Adria, to kalkulacja w tym przypadku była dla mnie prosta. Może znowu nie AŻ TAK prosta, ale postanowiłem działać metodą prób i błędów, a z pewnością również nie zwlekać, bo jeśli chodziło o istoty mieszkające w wodzie, to zamierzałem raczej uciszać je, nim otworzą usta. Zasada naprawdę potężnego ograniczonego zaufania. Ten tu tryton to z nami przystawał tylko i wyłącznie dlatego że Ger i jej towarzysz jakoś mu ufali.
Machnąłem różdżką usilnie trzymaną w prawym ręku, żeby wpłynąć na umysł Adrii i uśpić ją w głęboki sen. Śpiąca nie będzie taka straszna, no nie? Bo co mogłoby pójść nie tak...?

Rzut na zauroczenie w celu uśpienia Adrii
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 15
Akcja nieudana
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#26
25.06.2024, 20:08  ✶  

Nie było czasu na zadawanie pytań. Udało jej się uwolnić trytona, który wiedział dokąd ma płynąć. Najwyraźniej stworzenie założyło, że będą mu towarzyszyć. Szybko spojrzała na mężczyzn, którzy byli tutaj z nią. Skoro już znajdowali się pod wodą, skoro już zainteresowali się jego losem, to cóż, warto było znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. Chyba podjęli decyzję w momencie, w którym próbowali go uwolnić. Sama nie wiedziała po co właściwie chciała za nim płynąć, może po to, aby dowiedzieć się, co właściwie działo się w Windermere. Yaxley lubiła wiedzieć, tak po prostu, szkoda by było, aby zagadka pozostała niewyjaśniona. Zresztą tryton chyba ich potrzebował, zaufał im, chciał pokazać, co się tutaj dzieje. Nie, żeby jakoś specjalnie chciała się wtrącać w ich niesnaski, bo trytony powinny to wyjaśnić między sobą, z drugiej jednak strony skoro któraś część towarzystwa chciała atakować ludzi, może warto było ich od tego powstrzymać. Inaczej pewnie i tak by zaangażowała się później w ten konflikt, przecież była łowcą potworów.

Tryton rzucił pojedyncze słowa, które mogły sugerować, gdzie i po co idą. Mieli powstrzymać Adrię, chyba? Wiedział, gdzie powinni iść, żeby znaleźć odpowiedzi, to było najważniejsze, dzięki niemu nie musieli błądzić po podwodnych korytarzach. Yaxleyówna trzymała w dłoni różdżkę, wolałaby sztylet, ale on najprawdopodobniej znajdował się w dłoniach Esmé, który zresztą całkiem nieźle z niego korzystał, nie zamierzała więc mu go zabierać, niech mu służy. Ona jakoś poradzi sobie bez niego.

Przejście wyżłobione przez trytony nie do końca było przystosowane do ludzi, a na pewno nie do takich rozmiaru Geraldine i jej brata. Dosyć trudno jej było płynąć przez te jaskinie, co ją irytowało, nie przywykła do opieszałości, a musiała uważać na to, żeby się nie zranić, szczególnie, że i tak miała rozszarpany bark przez zęby trytonki.

Ogonek trytona służył im za drogowskaz, wolała go nie zgubić, bo mogło to spowodować zagubienie się w tych podwodnych korytarzach, a nie miała pojęcia, na ile wystarczy jej jeszcze powietrza. W tej chwili nieco zazdrościła bratu, że nie musiał się martwić tak przyziemnymi sprawami, jak chociażby oddychanie. Wampiryzm jednak nie był taki straszny jak go malują, miał swoje plusy.

Dostrzegła kątem oka, że nie byli jednymi płynącymi, mignął jej kolejny tryton i foka, czy to faktycznie była foka? Była już nieco bardziej przewrażliwiona na tym punkcie i podejrzewała, że może to być selkie. Może Laurent? W końcu i druga część ich towarzyszy znalazła się pod wodą. Nie miała jednak czasu, aby jakoś specjalnie się tym zainteresować, bo zniknęli z jej pola widzenia równie szybko, co się na nim pojawili.

Jej zmysły podpowiadały jej, że zbliżają się do miejsca, w którym trytonów będzie więcej, czuła, całym ciałem, że niedługo stworzenia się pojawią. Miała nadzieję, że będzie to ta część towarzystwa nieco przychylniej nastawiona ludziom, w końcu ledwie poradzili sobie z jedną małą trytonką, większa ilość mogła ich rozszarpać.

Znaleźli się w końcu w miejscu docelowym, a przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało. Pomieszczenie było rozświetlone, rośliny obrastały to miejsce, dzięki czemu nie było tutaj ciemno. Salka wydawała się być umeblowana, na ich trytoński sposób, może właśnie tak wyglądały ich pomieszczenia mieszkalne? Nigdy wcześniej nie zwiedzała domu trytonów, więc były to tylko i wyłącznie domysły. Jej uwagę przykuł kocioł, pod którym płonął magiczny ogień, była ciekawa, w jaki sposób to działa, nie do końca zdawała sobie sprawę z jakiej magii korzystają te stworzenia, jednak musiały jakąś władać, skoro płomienie paliły się pod wodą.

Przeniosła spojrzenie na trytonkę, która znajdowała się w pomieszczeniu, była piękna, o ile można tak było w ogóle powiedzieć o hybrydzie człowieka z wodnym potworem. Niby znajdowała się w tym pomieszczeniu sama, ale Geraldine czuła, że nie jest. Może jej poddani czekali na ich błąd, gotowi zaatakować w każdej chwili.

- W czym możemy wam pomóc? - Próbowała się odezwać, ale kto właściwie wiedział, czy w tej wodzie uda jej się odezwać.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#27
26.06.2024, 03:51  ✶  

Może jego zaklęcie zawiodło - jak zresztą można było się tego spodziewać, ale za to Geraldine się powiodło. Za to jemu całkiem nieźle szło posługiwanie się sztyletem. Jakby zamienili się... nie, nie zamienili się, bo panicz Rowle był słaby i w walkę bronią, i w rzucanie zaklęć. Czasami dało się go pomylić z mugolem mieszkającym pośród magicznego społeczeństwa. Tak czy inaczej, tryton został uwolniony i zaraz zbliżył się do kaletnika, który... podniósł sztylet nieco wyżej, gotowy go użyć. To że chciał go uwolnić nie oznaczało, że mu ufał. Uśmiechnął się jedynie delikatnie, pod maską tlenową, na ten instynktowny ruch. Wola życia.

Potwór niezgrabnie przekazał coś, co dało się zinterpretować jako wiedzę gdzie znajduje się Adria i jakiś plan. Najpewniej pozbycia się jej i tym samym - uwolnienia więźniów. Rowle spojrzał na swoich towarzyszy. Trójka nieprzygotowanych Czarodziejów z czego dwójka to nieuzbrojeni łowcy, a trzeci to rzemieślnik. I tryton. Też nieuzbrojony. Oni kontra Adria i jej, zapewne, straż. Szanse... nikłe, o ile nie dostaną się do Adrii zanim jakikolwiek rozkaz zostanie wydany. Ponownie uśmiechnął się pod maską, zdając sobie właśnie sprawę, że... zajebiście dobrze bawił się w tym Windermere. Za rok też przyjedzie. Aż absurdalnym wydawało się, że na co dzień zmagał się z nudą i marazmem. Aktualnie nie mógł narzekać na brak bodźców. Wydarzenia, emocje, zagrożenie. Właściwie wciąż nie wiedział czy przeżyje ten wypad, a właśnie wszystkie myśli w głowie kierowały go ku Adrii. Czemu? Oh, to banalne. Bo to ciekawe. I tyle.

Tryton ruszył przodem, czekając na resztę i Esmé gotowy był wyruszyć pierwszy, lecz nie musiał. Jak się okazywało - każdy podjął taką samą decyzję z zapewne zupełnie różnych powodów. W milczeniu i zgodzie ruszyli za potworem ku, możliwe, własnej śmierci. Kaletnik nie był jednak szalony, jak mu to zarzucano czasami. A może nie był aż tak szalony, by zupełnie oddać swe życie w ręce Losu. Nie, przecież on z nim zawsze walczył. Lubił ryzyko, bo miał z czym wygrać. Zatem postanowił się uzbroić.

Przepływali przez topornie wydrążone tunele posiadały ostre krawędzie ścian, a całe przejście było węższe niż zazwyczaj, skoro musieli się teraz przeciskać. To oznaczało, że materiał był dosyć twardy, a Rowle poczuł na własnej skórze, że może być również zaostrzony. Ironicznie - znów zawierzał się Losowi, by z nim walczyć. Ponownie w dłoni pojawiła się różdżka, a kaletnik zatrzymał się na chwilę, by spleść zaklęcie - znów transmutacja. Tym razem zadanie było trudniejsze, bo przedmiot musiał być większy i wykorzystywał jedynie ułamek dostępnego materiału. Ze ściany wydrążonego tunelu Esmé chciał stworzyć trójząb. Niby zwykłe zmienienie formy materiału, ale wciąż było to kształtowanie skomplikowanego kształtu, toteż pamiętał, że ma w tym mało wprawy. Zmiana formy materiału w jego zakładzie prawie zawsze wywoływana była rzemiosłem, a nie magią.

Jeżeli trójząb by zawiódł, to zawsze miał przy sobie sztylet. A jeżeli miał trójząb... to mógł oddać sztylet Geraldine. Wolał nie kazać jej testować jego stworzonego naprędce trójzębu, chociaż teoretycznie dawał on większe szanse w walce, a przede wszystkim - zasięg. Broń, ponad wszystko, była po prostu jego tworem. Jego magicznym tworem. Magia była niepewna, magii nie mógł zaufać. Co innego, gdyby stworzył ten oręż własnymi rękami.

Jak się szybko okazało - jego broń mogła i tak być niewystarczająca. Ciemne pomieszczenie, które Esmé wydawało się być przepełnione niepokojącą aurą nie było puste, tak jak im się wydawało. Na dnie coś się czaiło. Coś wielkiego. Czarodziej zacisnął dłoń na broni, czując jak jego ciało delikatnie sztywnieje, a oczy chcą spojrzeć w dół. W głąb. Nie pozwolił sobie, bez nawet chęci wypowiedzenia słowa przepłynął dalej, aż znaleźli się w znacznie przyjaźniejszym miejscu. Najpewniej pozornie, lecz teraz dzięki fluorescencyjnej roślinności mógł chociaż widzieć co go rozerwie. Jeżeli zdąży to zarejestrować oczywiście.

Tryton nagle się zatrzymał i patrzył w dół. Esmé podążył za jego spojrzenie swoim własnym i dostrzegł... kobietę? Jedynie na ułamek sekundy jego umysł został zmylony, bo zaraz dostrzegł, że była to trytonka. Nadzwyczaj ludzka, o obiektywnie pięknej twarzy, nawet jeżeli nie wpasowywała się w gusta. Zwyczajnie, estetycznie, przyjemna w odbiorze. Ich wodny towarzysz zaraz uświadomił każdego, że właśnie obserwują Adrię. Adrię w jej przytulnym mieszkanku, tak oderwanym od rzeczywistości w tym podwodnym świecie. Bardzo mało rzeczy miało logiczne wyjaśnienie w Windermere - przynajmniej na ten moment dla samego Esmé. Może inni rozumieli więcej, ale on? Niewiele ponad nic. I był z tego faktu zadowolony, bo wciąż - były to dla niego wakacje. Wypad na urlop. Nic więcej. Wszystko to? Tutaj? Atrakcje. Nic ponad. Jedynie emocje i uczucia były ważne.

Brat Gerry nagle zaczął splatać zaklęcie, czym ocucił Esmé z chwilowego zapatrzenia się w trytonkę. Nie dlatego, że mu się podobała, ale tylko dlatego, że wyglądała tak... fascynująco. Dziwnie, specyficznie, niezwykle. Ani jak tryton, ani jak człowiek. Jak... hybryda? Czy takie mogły istnieć? I ironicznie chcieć walczyć z ludźmi? Tak czy inaczej - walka Adrii z ludźmi była na swój sposób ironiczna, bo sama, w porównaniu do innych trytonów, wyglądała bardzo ludzko. Najbardziej ludzki tryton chce wojny z ludźmi. Nawet uśmiechnął się na tę myśl.

Geraldine nagle się odezwała. Nie spodziewał się ani nagłego zaklęcia, ani odzywania się. Skoro już zdradzali swoją pozycję i to, że tutaj są... to należało się przygotować. Nie wiedział co planuje reszta, on raczej spodziewał się, że ją zaatakują, ale plan był raczej inny. Ustawił się jedynie tak, by w razie czego móc cokolwiek zdziałać swoim trójzębem czy sztyletem, najlepiej w obronie własnej lub jego ludzkich towarzyszy.



Dla odmiany rzut na transmutację. Próba stworzenia trójzębu z kawałka ściany tunelu.
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#28
27.06.2024, 02:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 02:13 przez Norvel Twonk.)  
Zasadniczy problemem, z którym się właśnie borykali polegał na tym, że ciągle znajdowali się właściwie w… „ścianie”? W jednym z tych węższych korytarzy między utkanymi przez siły natury i trytonie palce pomieszczeniami. To małe otwory przez które spoglądali sprawiały, że częściowo mieli dobre miejsce na to, by się zastanowić nad tym, co chcieli zrobić i pozostać niezauważonymi. Ale częściowo pozostawały kompletnie nieporęczne i Esme, z wytransmutowanym przez siebie trójzębem, zdawał sobie sprawę z tego lepiej niż cała reszta. Wyraźnie musiał się namęczyć, by go dzierżyć i jednocześnie nie skrobać grotami o wapienne ściany.
Towarzyszący im tryton zacisnął połączone błonami palce na jednym z mniejszych otworów. Przypatrywał się Adrii w skupieniu, ale gdyby tylko mieli szansę dostrzec emocje malujące się na jego twarzy, dostrzegliby… strach. Całe mnóstwo strachu.
Trytonka tymczasem kontynuowała leniwe mieszanie w kociołku. Wreszcie coś zwróciło jej uwagę, tylko czy to na pewno byli oni? Czy chodziło o odzywającą się Geraldine? A może nieudane zaklęcie Astarotha zostało w jakiś sposób zauważone? Czyżby to ten nieszczęsny trójząb? Tego nie wiedzieli, ale przyglądając się zachowaniu Adrii dostrzegli zmiany.
Przestała zajmować się warzoną miksturą. Przepłynęła do przeciwległej ściany pomieszczenia. Rozcapierzyła palce, dotykając wapienia. Macki wokół jej głowy zafalowały wściekle. Ewidentnie właśnie coś zaczęło się dziać.
Geraldine i Astaroth wyczuli narastające poruszenie wśród skrytych gdzieś w tym miejscu innych trytonów. Zaczęły się poruszać niespokojnie. Zmysły łowców biły na alarm. A potem całą trójką wyczuli coś dziwnego, jakby wezbrane fale zaczęły uderzać w siedlisko. Tylko skąd te fale?
Adria zaczęła krążyć po pomieszczeniu. Przeczesywała spojrzeniem ściany, jakby czegoś szukała. Wreszcie jej wzrok spoczął na Esme. Wyciągnęła w jego stronę rękę. Ten gest może i wyglądałby śmiesznie, gdyby nie to, co stało się zaledwie sekundę później. Rowle poczuł nagle silne przyciąganie, tak silne że własnym ciałem wybił spory otwór w ścianie i znalazł się centralnie w ramionach Adrii. Pod wpływem przyciągania jego trójząb pękł jak zabawka. Ale to nie było najgorsze, co go właśnie spotkało. Najgorsze miało dopiero nadejść: trytonka zerwała mu z głowy hełm.

@Esmé Rowle @Astaroth Yaxley @Geraldine Yaxley

Czas na odpis do 29.06, godz. 21.00

rzuty kośćmi
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#29
29.06.2024, 11:04  ✶  
Tata nie byłby z nas dumny - przeszło mi przez myśl, obserwując zaistniałą sytuację. Albo nie byłem wystarczająco dokładny, albo Adria była odporna na takie zabawy z ogłuszaniem... Okazywała się być potężniejsza od nas wszystkich razem wziętych, mimo że na dobrą sprawę nawet nie zdążyliśmy jej jeszcze drasnąć. Z kolei, udało nam się ją niesamowicie rozzłościć. A szkoda, bo ten trójząb stworzony przez kolegę, wydawał się być imponujący. Szkoda, że opadał złamany na pół. Pozostawała nam różdżka jako oręż i własna kreatywność, co z kolei przy naszej łowieckiej mentalności, a już szczególnie przy moim i Geraldine szczęściu... Ciekawe, czy mieliśmy już zarezerwowane miejsca w rodzinnym grobowcu?
Cóż, nie było co rozmyślać nad własnym życiem, szczególnie że go nie miałem. Plusy były takie, że jak przeżyję, to będę mógł o tym wszystkim opowiedzieć Daisy do napisania niesamowitego artykułu, a jak zginę, to będzie mogła pisać wspomnienia po bohaterze. Miałem nadzieję, że w obu przypadkach jej kariera rozkwitnie.
Znowu dyskretnie machnąłem różdżką. Nie wyszło mi ogłuszenie Adrii, to będziemy mniej przyjemni. Szczególnie że wzięła naszego człowieka i zerwała mu maskę. To z kolei samo przez się nakazało mi stosowanie radykalnych rozwiązań, a nie zabawy w kota i myszkę. Obstawiałem, że Esme był normalnym czarodziejem i nie miał skrzeli w zanadrzu, ani tym bardziej własnej śmierci i wampiryzmu za kołnierzem. Trzeba było go ratować. Już! Teraz!
Plan był taki, że zamierzałem teleportować się za Adrię i wgryź jej się w szyję, skrzela czy co tam miała, gdzie normalny człowiek miał szyję. Zamierzałem zrobić jedno - rozrywać, a jak miała normalną krew, to może nawet się nie opluć, tylko nieco upoić...? Ciekawe, czy jakiś szlam mógł zaszkodzić wampirowi...? Przeklęte ryby! Jak to przetrwam, to poproszę puchar rybaka roku.

Nie byłam pewna, czy rzucać, więc rzucam - na translokację w ramach teleportacji za plecami Adrii
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#30
30.06.2024, 03:01  ✶  

Bywały pomysły lepsze i bywały pomysły gorsze. Stworzenie trójzębu w wąskim korytarzu należało do tych gorszych, a sytuacyjnie mógłby awansować do przeciętnego - gdyby Rowle miał tego korytarza bronić i nie pozwolić komuś się przecisnąć. Ale przeciskać musiał się sam Esmé, co zdecydowanie nie było najprostsze. Cóż, będzie mądrzejszy na przyszłość. Miejmy nadzieję.

Wpatrzony w Adrię tryton miał prawo się bać, bo w końcu to przez nią znalazł się w więzieniu. To ona też planowała przewrót, a zważywszy na sytuację - najpewniej już go dokonała, bo inaczej nie kuchciłaby sobie tak spokojnie we własnym, przytulnym mieszkanku. Kaletnik, mimo wszystko, nie potrafił dzielić tego strachu, bo zwyczajnie trytonki nie znał, a z jedną już przecież sobie poradził, co dodawało mu fałszywej pewności siebie. Fałszywej, bo wciąż wiedział, że śmierć mogła czyhać na niego zaraz za rogiem.

A może nawet za wapienną ścianą.

Adria w końcu została czymś zaalarmowana, lecz wyglądało to tak, jakby nie ich czwórka zwróciła jej uwagę, a coś lub ktoś innego. Rzemieślnik przyglądał się sytuacji ze zwyczajnym zaciekawieniem, aż w końcu w siedlisko trytonów zaczęły uderzać jakieś fale. Tylko... co to za fale? Ktoś ich atakował? Wyglądało na to, że tak albo... był to swego rodzaju system alarmu? Albo wykrywania? Znów masa pytań, na które Rowle próbował znaleźć odpowiedź korzystając, jak zwykle, ze swojej wyobraźni i logiki. W głównej mierze wyobraźni.

Trytonka o nadzwyczaj ludzkiej twarzy zaczęła kogoś szukać, skanować swym wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowała, ale przecież ciężko było ich dostrzec z wewnątrz... a może to fale jej w tym pomogły? Esmé otworzył oczy szerzej, unosząc wysoko brwi, gdy trytonia ręka została wystawiona w jego kierunku. Nie zdążył jednak nawet pomyśleć o tym, co może się wydarzyć lub co oznacza ten gest. Nie musiał - poczuł to wszystko na własnej skórze, gdy nagle jego ciało zostało przyciągnięte niczym wielkim magnesem. Przebił wapienną ścianę, co nie należało do najprzyjemniejszych przeżyć i jeszcze nie wiedział na ile to adrenalina, a na ile rzeczywiście nic mu bardzo nie jest. Nic, co by bezpośrednio utrudniało mu życie w tym momencie. Zdecydowanie ułatwionego życia nie miał, bo jego arcydzieło w postaci trójzębu pękło niczym zabaweczka. Rozczarowujące. Rozczarowujące, że w ogóle pokładał jakiekolwiek zaufanie w ten twór. Gdy otworzył oczy ponownie, to już miał ją przed sobą. Blisko, za blisko, bo w ramionach Adrii. Jakże... romantycznie.

- Z bliska jeszcze pięk-... - nie byłby sobą, gdyby chociaż nie spróbował odezwać się i zdziałać cokolwiek swoimi słowami. Może ugrać chwilę czasu, może sprowokować Adrię do rozmowy. Nie miał czasu dokończyć, bo zaraz z jego głowy została zerwana maska tlenowa. - ...-niejsza. - dokończył, chociaż tlen teraz był już nadzwyczaj cennym zasobem. Uśmiechnął się nawet lekko do niej, bo wreszcie jego usta nie były zasłonięte. Ciepłe uczucie dziwnego stresu rozpłynęło się po jego ciele. Byli za głęboko, aby zdążył się wynurzyć, a wyczarowanie bańki takiej, jak wyczarowała Geraldine mogło znajdować się poza jego zasięgiem. Teraz szczególnie - jako że znajdował się w ramionach trytonki, która mogła go w każdej chwili zamordować.

Świadomość nadciągającej śmierci potrafiła wywoływać u ludzi różne reakcje - jednych paraliżowało, drudzy w szale rzucali jak się jak ranne zwierzę zagonione w róg, a jeszcze inni nie potrafili w to uwierzyć. Esmé należał do tej ostatniej grupy - nie potrafił uwierzyć, że pewnie przyjdzie mu umrzeć tutaj, pod wodą, mieszając się w sprawy trytonów podczas jego wspólnego wypadu nad Windermere z Geraldine. Jakże... nietypowa śmierć dla człowieka jego rodzaju. Wydawało mu się to, na swój sposób, absurdalne. Tak bardzo, że aż go bawiło. A może to ta świadomość wymieszana ze stresem i strachem sprawiała, że chciało mu się śmiać. I naprawdę musiał się powstrzymywać, by zwyczajnie nie wybuchnąć śmiechem, pozbawiając się tym samym resztek zachowanego oddechu. Oddechu, który wciąż był wstrzymany.

Najpierw musiał się uwolnić. Maska może była zerwana, ale nie zniszczona, więc wciąż mógł ją odzyskać, lecz wszystko po kolei. To, że gotów był tutaj umrzeć nie oznaczało, że zamierzał się poddać. Ponownie zostanie to powtórzone - walka z Losem była jego sensem życia.

Co zamierzał? Odepchnąć się. Zaprzeć się nogami nawet na ciele trytonki, by odepchnąć się od niej z całych sił, rękoma pomagając sobie z rozluźnieniem jej uścisku. Tylko tyle mógł zrobić z tej pozycji i tylko w ten sposób pewnie potrafił wygenerować wystarczająco siły w swoim wątłym ciele, by rozluźnić jej chwyt.


Kolejny raz Esmé odgania się od trytonki (ma chłopina branie). Rzut na AF by wyrwać się z jej objęć.
Rzut O 1d100 - 57
Sukces!

Rzut O 1d100 - 29
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (2411), Esmé Rowle (9181), Geraldine Greengrass-Yaxley (5212), Laurent Prewett (1852), Norvel Twonk (5469), Perseus Black (1491), Victoria Lestrange (1711)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa