- To chyba zależy od tego, co chcesz ukrywać. - Ten uśmiech, ten smirk nie schodził mu właściwie z gęby przez tę rozmowę. To było naprawdę przyjemne, tak cholernie przyjemnie. Ożywcze. I pewnie będzie sobie pluł w brodę, że jednak przyszedł, że zerwał ze swoimi standardami, by nie zadawać się z kimkolwiek znajomym. Żeby się odciąć. Był na to za słaby. O wiele za słaby. I teraz wiedział też, że będzie o wiele za słaby, żeby sie tutaj już nie pojawić. I zacznie kochać to miejsce, a kiedy pojawi się w progu to już będzie się uśmiechać. Bo przecież to właśnie TA knajpka. Nie żadna inna, tylko TA. Klubokawiarnia Nory. Gdzie nie spojrzysz tam widać było jej dłoń, a ściany brzęczały od jej perlistego śmiechu. Ludzie wydawać się tu będą przystępniejsi i bardziej skłonni do rozmów. Tak, już wiedział, że tak będzie. Wystarczyło tylko kilka chwil spędzonych pod czarem tej niezwykłej istoty.
- Ja bym się spodziewał. Powiem ci więcej: spodziewałem się, że spotkam się już zamężną, z gromadką dzieci i w... no, kawiarnię już masz godną Landrynki, więc teraz jeszcze biały domek z czerwonym daszkiem i pomalowanym świeżo płotkiem. - Podzielił się z nią tą wizją, jaką miał na jej temat. Teraz ta wizja się zmieniła. Jeśli jednak obawiała się tego, że teraz weźmie ją za, no nie wiem, łatwą i flirtującą ze wszystkimi jak popadnie dziunię to się myliła. Nawet do głowy mu to nie wpadło. Zresztą flirt jeszcze nikogo nie zabił... chyba? Jak na zawołanie zaś, kiedy wspomniała o mruczeniu, to zamruczał gardłowo, jak rasowy kocur, z zadowolonym uśmiechem na ustach. - Starczy ci, bo się przyzwyczaisz. - Jeśli szukasz w tym wszystkim prawdy bądź pozy, droga Norko, to były dwa rozwiązania - albo Sauriel był tak świetnym aktorem albo po prostu: był sobą. Oczywiście tutaj wchodziło wiele zmiennych. Na przykład to, że ten Kocur był strasznie chimeryczny. Jak to koty. Dzisiaj przyszedł tutaj z dobrym nastrojem, który tylko poprawiłaś. Jutro może być zupełnie inaczej. Co pozostawało zaś niezmienne to twój wpływ. Sauriel czuł pod skórą, że jeśli doszukiwałby się we wszystkich chęci czynienia krzywdy, to w tobie próżno jej było szukać.
- Uuuu, Zakazane Owoce, grzeszki w raju z listkami na tyłkach i te tematy? - Zrobił wink wink, trochę uhahany z tego, co usłyszał. No, TAKIEGO tekstu to się z jej strony nie spodziewał! Dał się tutaj zaskoczyć, ale w tym pozytywnym znaczeniu. - Dobra, dobra, bo religia dzieli ludzi i zaraz nas tu wodą święconą poleją.
Zadziwiająco często słyszał, że "ma rację". I to przy rzeczach, przy których wcale nie chciał tego słyszeć. Dziwić się potem, że ludzie mieli go za nosiciela nieszczęść? Nie było jakoś ludzi, którzy byliby wobec niego neutralni. Byli ci, którzy nawet go lubili i lwia część tych, która go nie znosiła. Kropka. Tutaj też nie chciał słyszeć, że się bardzo nie pomylił. Wolał, żeby Nora była szczęśliwa. Ale chyba w dzisiejszych czasach ciężko było o szczęście, co? Nawet jak się je miało to za łatwo było je stracić.
Cisnął mu się na usta żarcik, że co mu szkodzi - może być cały jej. Bo w końcu: jak faceci mówią na gwałt? seks niespodzianka! Ale sobie darował, nie chcąc jej urazić swoim rynsztokowym poczuciem humoru.
- Nie widzę w tym żadnej straty dla mnie. - Przeciągnął po niej spojrzeniem potwierdzającym, że naprawdę tak uważa. Bo jaka tu by była strata? Piękna kobieta, kobieta sukcesu w dodatku, biorąca faceta w obroty? Ha! Marzenie wielu! Nora była naprawdę śmiałą niewiastą. Kompletnie zatarło się to w jego pamięci o niej.
- Nie zależy. Ale skoro nie umiem się od poklasku odgonić, to niech już sobie będzie. Przynajmniej mogę się pośmiać z tego, co nowego ludzie nawymyślali. - Nie bardzo zaliczał się do ludzi zdolnych do chowania się w całkowitym cieniu. Za głośno tupał nogą, kiedy coś mu się nie podobało i zbyt wyraziście akcentował swoje zdanie na różne tematy. I tak to jakoś leciało. - Hehe, w domu masz gadającego kota, to zaprosiłaś do kawiarni drugiego. Swoją drogą - sprytne. - Złapał przesuniętą po blacie szklankę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.