adnotacja moderatora
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Basilius naprawdę rozumiał, że życie niektórych wcale nie kończyło się po północy. Rozumiał też, że byli w Londynie tacy szczęśliwcy, dla których wschód słońca oznaczał porę spania, a nie czas wstawania do pracy. Przecież i jemu samemu zdarzało się siedzieć do późna, gdy wiedział, że następnego dnia miał wolne.
Nie rozumiał jednak, jak można było stać w środku nocy pod czyimś oknem i wydzierać się na temat akweduktów.
Obudziły go kobiece wrzaski. Szybko zerwał się z łóżka w pierwszej chwili zestresowany, że ktoś chciał czegoś od niego. A konkretniej to, że ktoś kogo ostatnio udało mu się ograć w kasynie chciał z powrotem swoich pieniędzy.
– No wyłaź ty historyku od siedmiu boleści! Ja ci kurwa pokaże prawdziwe rzymskie akwedukty!
Odetchnął z ulgą. Czyli jednak nie chodziło o niego. Gorzej tylko, że z doświadczenia wiedział, że pijani miłośnicy historii, byli niekiedy bardziej uciążliwi, niż pijani bywalcy, którzy stracili za dużo pieniędzy. Powoli usiadł ponownie na łóżku, mając nadzieję, że krzykliwa kobieta zaraz sobie pójdzie, a on będzie mógł wrócić do przerwanego snu. Prawdę mówiąc chyba nie był jeszcze na tyle rozbudzony, by rozumieć co się dokładnie działo.
– No wyłaź już! Chce ci patrzeć w twarz, gdy ci wyjaśnię czemu nie masz racji!
Rozległo się szczekanie psa. Cerber, najprawdopodobniej jeszcze bardziej niewyspany i zaskoczony, niż jego właściciele, uznał że chyba warto jakoś zareagować.
Basilius zerknął na wiszący na ścianie zegar. Była trzecia w nocy. Zdecydowanie za wcześnie na takie rozrywki, zwłaszcza że dzisiaj miał wolne i nie planował wstawać przed świtem. A może to nie był ich problem? Może gdzieś w pobliżu mieszkał inny fan Cesarstwa Rzymskiego, z którym krzykliwa nieznajoma chciała się kłócić na temat akweduktów.
– No wyłaź Prewett! Wiem, że tam jesteś! Es stultior asino!
Ta…
– Icarusie ktoś chyba do ciebie – rzucił głośno, otwierając drzwi swojego pokoju, zakładając że jego brat też już został obudzony o ile w ogóle spał, a nie siedział na dole w salonie ze szklanką czegoś mocniejszego w dłoni. Jednocześnie próbował ułożyć palcami na oślep rozczochrane fale, którymi były teraz jego włosy.
Trzecia w nocy… Czy naprawdę rzymskie akwedukty nie mogły poczekać chociaż do świtu?