• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.08.72] Raz pod ziemią, raz na ziemi

[12.08.72] Raz pod ziemią, raz na ziemi
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#11
29.07.2024, 21:33  ✶  
No kurwa mać.
Ze złych wiadomości – upadł.
Z dobrych wiadomości – ziemia była dziwnie miękka, więc chociaż upadł dość boleśnie, a potem przeturlał się jeszcze kawałek od miejsca upadku to o dziwo przeżył i chyba nie umierał.
Z ust Prewetta wydobył się cichy jęk bólu, gdy dotarło do niego, że przeżył upadek, ale teraz trzeba było się zmierzyć z jego konsekwencjami. Serce biło jak szalone, przed oczami na chwilę szyderczo mu pociemniało, a jednocześnie słońce raziło go w oczy jakby wrednie krzyczało No wstawaj! Taki piękny dzień! Słońce było strasznym dupkiem.
Odczekał chwilę i bardzo powoli spróbował usiąść. No dobrze. Bolało od potłuczenia, ale dał radę. Dwie nogi? Dalej były. Mógł nimi ruszać? Mógł. Stopy? We właściwym kierunku. Mógł nimi ruszać. Mógł... Kurwa jednak nie mógł. To znaczy mogł, ale ból w prawej kostce dość jasno dawał mu do zrozumienia, że chyba nie powinien tego robić. Wziął głęboki oddech i spróbował sprawdzić co z rękami, zwłaszcza, że strasznie bolał go lewy bark. Zerknął na niego. Hm... Barki chyba nie powinny wyglądać tak podejrzanie wypadnieto. Zaklął pod nosem i z powrotem opadł na ziemię, licząc na to, że albo coś go dobije, bo on już i tak miał dosyć, albo że przez ten ruch bark ponownie wskoczy na miejsce. Nie wskoczył. Za to coś strzyknęło mu w lewym kolanie. Poruszył nim delikatnie. Nie, to chyba nie było od upadku, a jedynie oznaka zbliżającej się trzydziestki.
Przymknął na chwilę oczy. Musiał chyba zahaczyć o jakiś kamień, bo miał też wrażenie, że na czole właśnie rośnie mu siniak.
Słońce natomiast dalej nie chciało się wyłączyć i dać mu umierać, za co Basilius miał pewną ochotę je zamordować. A może to tylko ból sprawiał, że był właśnie szalenie wściekły na wszystko. Szalenie wściekły na tę miotłę. Szalenie wściekły na siebie samego. Szalenie wściekły na Windermere, bo gdyby nic go nie wciągnęło pod ziemię to by tutaj dzisiaj nie przychodził i szalenie wściekły na samą Florence, że wyniosła tę cholerna miotłę. To zresztą postanowił powiedzieć na głos, gdy tylko usłyszał znajome kroki zmierzające w jego stronę.
– Umarłabyś gdybyś nie dala tej miotle leżeć w spokoju? – burknął, ponownie otwierając oczy, dając Słońcu kolejną szansę, aby przestało mu w nie świecić. Nie przestało.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#12
30.07.2024, 14:51  ✶  
Florence dobiegła do Basiliusa, zadyszana, bo jej forma fizyczna pozostawała w gruncie rzeczy na poziomie zbliżonym do tej kuzyna, a nie miała nawet choroby na usprawiedliwienie. Pantofle, na szczęście płaskie, grzęzły w błocie, które sama stworzyła, miękka trawa, nagle wybujała ponad miarę w kręgu, muskała kostki i łydki. Bulstrode przesunęła wzrokiem po kuzynie, oddychając z ulgą, gdy przekonała się, że żył - ale aż za dobrze wiedziała, że to nie oznacza braku żadnych obrażeń wewnętrznych.
Była jednak pewna, że cokolwiek mu dolega, magia wystarczy, aby go ogarnąć.
- Mogłeś na nią nie wsiadać - odparła jednak, mimo całego zmartwienia, przyklękając u jego boku. Już samo to, że to zrobiła, świadczyło o ogromie jej kuzynowskiej miłości, ponieważ brudziła sobie przy okazji spódnicę ziemią. Znów uniosła różdżkę, szepcąc zaklęcie, szukając wewnętrznych krwawień czy obić - na szczęście chyba jedynym, co go spotkało, był ten wybity lub wywichnięty bark oraz guz na czole. - Doprawdy, jeden mój kuzyn kończy w Mungu pobity, drugi daje się wciągnąć pod ziemię i spada z miotły, brat bije najpierw Notta publicznie, a potem znów bije się na weselu o jakąś Moody z młodym Rosierem, boję się, co teraz wymyśli Orion - powiedziała. Raczej chyba z pewnym zmęczeniem niż prawdziwą irytacją: miała wrażenie, że nieszczęścia ostatnio chodziły nie parami, a całym stadem i tą swoją chmarą opadały jej rodzinę. Dlaczego oni wszyscy wciąż szukali kłopotów?
Trawa, która ich otaczała, wyczarowana zaklęciem, znów zaczęła się zmniejszać, błoto powoli się zestawała, ale brud i tak pozostał na ich ubraniach.
– Obawiam się, Basiliusie, że będziesz potrzebował dodatkowego dnia wolnego. Czy mam to nastawić teraz, czy teleportować cię i podać najpierw eliksir przeciwbólowy? – spytała. Pomoc medyczna była na miejscu, ale gdy wybiegła za nim, swoją nieodłączną niemalże torbę ze specyfikami pozostawiła w salonie. Mogła nastawić wybity bark, ale to miało okropnie boleć, a potem i tak przyjdzie jej przecież zaserwować mu jakąś miksturę.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#13
31.07.2024, 00:53  ✶  
– Skąd miałem wiedzieć, że poleci? – odburknął, zastanawiając się, czy po prostu nie lepiej będzie poprosić Florence by dala mu święty spokój, tak by mógł leżeć w tej wysokiej trawie i narzekać na swoje życie. Może powinien jeszcze coś dodać, ale wywołana pierwszą falą bólu złość powoli zaczynała opadać, więc po prostu leżał grzecznie i dał się jej zbadać. – Chyba... Chyba mam coś z barkiem. Kostka boli, ale mogę nią ruszać, więc chyba tylko jest stłuczo... Atreus pobił się o Moody? Którą? – Ból może nie zniknął, ale Basilius nagle być zdecydowanie bardziej skoncentrowany na weselu, na którym go nie było, niż na tym, że właśnie zleciał z miotły.
Nawet nie próbował ukryć tego, jak bardzo się skrzywił, gdy usłyszał o kolejnym dniu wolnego i tego, że skrzywił się na tę informację, a nie przez bark. Jakoś ten sierpniowy urlop wskazywał jasno, że każdy kolejny dzień wolnego fundował mu kolejne kłopoty.
Naprawdę powinien pan odpocząć.
No przecież próbował!
– Świetnie. Dodatkowy dzień na kolejną katastrofę. Jak myślisz? Przetnę sobie jutro tętnicę kartką papieru, czy może po prostu zasłabnie na schodach i z nich zlecę? – spytał z przekąsem, bo to nie było normalne, by na urlopie, na którym miał wypoczywać raz po raz coś mu się przytrafiało. Pewnie wróci bardziej zmęczony, niż przyszedł i jeszcze będzie się musiał tłumaczyć swojemu uzdrowicielowi, że wcale nie sabotażował aktywnie jego zaleceń. Bardzo powoli, ponownie podniósł się do pozycji siedzącej chwytając się zdrową ręką za drugie ramię. Bardzo liczył, że bark jednak samoistnie wskoczy na swoje miejsce pod wpływem ruchu, ale niestety na to się nie zanosiło.
Kusiło go, aby zgrywać silniejszego, niż był i powiedzieć, by nastawiła mu bark tutaj, ale jednak aż taki głupi nie był. Bark bolał, ale ból był przynajmniej jednostajny. Natomiast nastawienie barku? Tu zostanie zaatakowany przez kolejną falę i chyba wolał robić to w bezpieczniejszych warunkach.
– Może... Może spróbujmy się najpierw teleportować. Nie chcę by ktoś... Nas zobaczył i spróbował nam pomóc. Widzisz gdzieś może moją różdżkę? – powiedział przez zaciśnięte zęby, bo ruch spowodował, że bark zabolał jeszcze mocniej. Spojrzał na Florence i wziął głęboki oddech. Naprawdę nie chciał jej tego robić. Gdy był dzieckiem może nieco go irytowała, potem, gdy był trochę starszy, strasznie ją podziwiał, a teraz była mu jedną z bliższych osób w tej całej szalonej rodzinie, ufał jej, wiedział, że ona ufała jemu i naprawdę bardzo nie chciał tego zaufania tracić. Tak samo, jak naprawdę nie chciał wpadać pod ziemię w Windermere i nie chciał teraz spadać z miotły. I zdecydowanie nie chciał martwić Florence, że w ciągu kilku dni znowu sobie coś robił. Już i tak miała innych, którzy dodawali jej bólu głowy. On miał być tym odpowiedzialnym kuzynem.
– Przepraszam – powiedział jakoś ciszej, wbijając spojrzenie w chorą rękę, nie do końca wiedząc za co konkretnie właśnie ją przepraszał. Chyba po prostu za całokształt. – Pamiętam co ci obiecałem w lipcu i nie próbuję celowo tego łamać.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#14
31.07.2024, 12:49  ✶  
- Bark wybity. Kostka stłuczona. Guz na czole. Brak wstrząśnienia mózgu. Stłuczony łokieć - wyliczyła Florence w odpowiedzi na słowa Basiliusa, nie ciągnąc kłótni względem tego, kto mógł bardziej uważać: byli oboje tak uparci, że gdyby zaczęli, mógłby zastać ich tutaj zmrok, a Prewett potrzebował pilnej pomocy medycznej. - To naprawdę istotne? - spytała, już swoim zwykłym tonem. Gdy upewniła się, że z obrażeniami kuzyna poradzi sobie w ciągu paru minut, a po paru godzinach będzie jak nowy, niepokój zaczął powoli opadać, i zarówno głos, jak i wyraz twarzy znów stały się takie, jak zwykle. - Nie jestem pewna. Nie znam Moody'ch poza Alastorem i Harper Moody. Ciemnowłosa, niska.
Tylko tyle zdołała zaobserwować, spoglądając na tajemniczą dziewczynę w brzoskwiniowym, gdy wybuchła bójka. Nie znałaby jej nazwiska, gdyby Atreus później go nie wymienił - cały we łzach, uskarżając się, że to wszystko sprawka amortencji, ale Florence skupiona na oględzinach obrażeń Basiliusa, jakoś zapomniała o tym szczególe wspomnieć.
- Nawet tak nie żartuj, Basiliusie - napomniała go. Wiedziała, że to żart, że pewnie chciał rozładować atmosferę, że próbował śmiać się sam z siebie: to nie tak, że Florence w ogóle nie miała poczucia humoru, bo miała, specyficzne po prostu i w tej chwili, gdy leżał tutaj, z bólu bledszy niż zwykle, ubrudzony, ze stłuczonym czołem, nie umiała poczuć choćby odrobiny rozbawienia na dowcipy o kolejnych obrażeniach. – Accio różdżka Basiliusa.
Uniosła dłoń, rzucając zaklęcie: różdżka, leżąca kilka metrów dalej, którą pewnie wypuścił upadając, podfrunęła do jej ręki. A potem wyraz Florence złagodniał. Nie chciała jego przeprosin, nie chciała, żeby czuł się winny. Chciałaby, żeby był bezpieczny.
– Zdaję sobie z tego sprawę, Basiliusie. Nie jesteś już w wieku, w którym odmraża się uszy wyłącznie na złość mamie – odparła jednak, tonem tym samym co wcześniej, nawet jeżeli spojrzenie miała teraz znacznie bardziej łagodne. Rozejrzała się jeszcze, upewniając, że żaden mugol nie dostrzegł, jak mężczyzna spada z nieba, i że nikt nie zobaczy teraz, jak rozpłyną się w powietrzu. – Resztę dnia spędzisz siedząc w fotelu na tarasie. Doceń, że nie odsyłam cię do łóżka – zakomenderowała i dotknęła jego zdrowej ręki. Zacisnęła palce mocno na nadgarstku, zanim teleportowała ich oboje przed dom.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#15
31.07.2024, 19:45  ✶  
Basilius z uwagą wysłuchał diagnozy kuzynki i skinął głową. Mogło być gorzej. Zdecydowanie mogło być gorzej. Można, by było nawet powiedzieć, że w tym całym pechu miał mimo wszystko jakieś szczęście.
Zmarszczył brwi. Tak, to o kogo pobił się Atreus było istotne, zwłaszcza, gdy opis czarownicy pasował mu do jednej osoby. Atreus pobił się z jakimś Rosierem o Millie? I ani jedno, ani drugie nic mu nie powiedziało? Matka też nie pisała mu o jakimś skandalu rodzinnym na weselu, więc pewnie nie był to jakiś bliski jemu Rosier, bo inaczej nie wątpił, że kobieta chętnie wyraziłaby swoje zdanie na temat krewnych swojego zmarłego męża, atakujących jej krewnych. Czyli co? Atreusowi mogła się podobać Millie? Nie, że się szczególnie mu dziwił, ale Basilius nie do końca wiedział co miał myśleć na ten temat.
Prawdę mówiąc, Basilius nie był do końca pewny, czy właśnie żartował, czy po prostu próbował wyrzucić z siebie frustrację spowodowaną ostatnimi wydarzeniami. To znaczy, zdecydowanie nie chciał nic sobie robić, ale może jak ten zły los trafi go już całkowicie i zafunduje mu tydzień w szpitalu, to te złośliwości życia wreszcie się od niego odczepia raz na dobre, uznając, że wystarczająco mu już dokopały? Może jeśli na przykład zleci z kolejnej miotły w nastepny piątek trzynastego, uniknie spotkania z Brenną? Albo gorzej, skończy i w gipsie i z Brenną, która pewnie z jakiegoś powodu też będzie w gipsie.
Może jednak nie był to dobry moment na takie rozważania, kiedy siedziało się na trawie, brudnym od ziemi z wybitym barkiem i rozczochranymi włosami, które przynajmniej nieco maskowały rosnącego na czole siniaka. Poza tym zaczynało mu się robić słabo i nie do końca był pewny, czy to przez ból, czy może jednak jego organizm przypominał mu o tym, że na tym urlopie za bardzo nie odpoczął.
Widząc jak jej spojrzenie łagodnie, wysilił się na uśmiech. Wbrew temu co mówiło wielu uzdrowicieli, Florence miała serce i doskonale o tym wiedział. Dlatego właśnie bardzo nie chciał doprowadzić ją do zawału.
– Wiesz... W sumie to pojechałem do Windermere tylko dlatego, że matka naciskała, abym przyjechał na urlop do niej – zażartował, chociaż... No... Tak było. Uśmiechnął się, słysząc jej zalecenia. W sumie to reszta dnia w fotelu na tarasie brzmiała bardzo miło. – Oczywiście pani doktor. Bardzo doceniam.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3010), Florence Bulstrode (2373)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa