Pod tym względem zdawali się od siebie różnić - jemu brakowało takich właśnie rzeczy w swoim dotychczasowym życiu. Nie chodziło jednak o poszukiwanie rozrywek - kwestie nadnaturalne traktował nad wyraz poważnie. W tym momencie taki sam charakter miała odbywana przez nich rozmowa.
— To intrygujące, wydajesz się być osobą, z którą mógłbym rozmawiać na temat magicznych stworzeń i istot. Jednak brakuje praktycznych doświadczeń z ich większością. Wiedza teoretyczna jest ważna, jednak prawdziwie cenna jest praktyka. Nie zwykłem zaciągać kogokolwiek siłą na tego rodzaju seans. — Po latach, mając możliwość lepszego poznania tego czarodzieja, teraz dostrzegał szansę na zaistnienie między nimi nici przyjaźni - tak działały wspólne zainteresowania, stwarzając tym samym pole do ciekawych dyskusji. Jednak to nie wszystko - o każdą znajomość trzeba było dbać, a do tego trzeba było chęci i czasu.
W dłuższej perspektywie czasu naprawdę można było współczuć temu mężczyźnie, który tak został ukształtowany przez swoje otoczenie. Patrząc na swoich rodziców to oni starali się go chronić i wspierać go, ale nie pozwolił im na zamknięcie go w opiekuńczej bańce. Nie był gotowy powierzyć komukolwiek kontroli nad swoim życiem, tak aby możliwość jego przeżycia została mu praktycznie odebrana przez podporządkowanie go chorobie.
— Nie wybieramy sobie chwili narodzin... jest wiele wyborów, które możemy podjąć samodzielnie. To mogą być zbyt śmiałe słowa z ust kogoś, kto zarazem wierzy w przeznaczenie kierujące naszym życiem. Tylko nielicznym może być dane osiągnąć naprawdę wielkie rzeczy na rzecz ogółu świata czarodziejów i to jest brzemię, którego nikt świadomie nie wziąłby na swoje barki. — Leon postrzegał siebie jako mężczyznę wierzącego w przeznaczenie kierujące ich życiem, jednocześnie miał tę świadomość, że większość z ludzi była zaledwie maleńkimi trybikami w mechanizmach rządzących tym światem i dopiero przy wystąpieniu pewnych okoliczności nieliczni z nich mogliby stać się prawdziwymi i ogromnymi trybami. Nie każdy się do tego nadawał. Pewne wybory były w zasięgu ich rąk. Tak jak on wybrał swoją ścieżkę.
— Nie jesteś pierwszą osobą, która porusza ten temat. Nie mam ci tego za złe. Nie mylisz się w osądzie co do mnie. Nie brak mi wewnętrznej siły. To droga, którą obrałem świadomie przez wszystkie... dary, to właściwe słowo. Może mi otworzyć drogę do rozpoczęcia pracy w Departamencie Tajemnic. Tak poza tym, to plan na dalszą przyszłość. — Wyznał swojemu towarzyszowi. Po pewnym czasie można było do tego przywyknąć. Znacznie trudniej było przejść do porządku dziennego nad wygłaszanymi pod swoim adresem kpinami, jeśli wyznał komuś swoje plany dotyczące swojej kariery zawodowej. W chwili obecnej jakakolwiek inna praca wydawała mu się marnowaniem swojego potencjału. Obranie takiej ścieżki kariery nie zamykało mu innych możliwości. Zamierzał odgraniczać swoją pracę od życia prywatnego.
— Może... chcesz poznać swoją przyszłość? — Zdobył się na to, aby zapytać. Spoczywające w czeluściach jego torby karty tarota mogły ujawnić wiele tajemnic. Laurent mógł jednak chcieć odmówić. Zamierzał uszanować jego odmowę.