adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
12 sierpnia 1972
wieczór
wieczór
Muzyka
Sierpień od lat był miesiącem, który mieszał ze sobą lato i jesień. Gdzieś w sierpniu zacierała się granica między ciepłem a zimnem. Promienie słońca, które zwykle zwiastowały ochłodzenie, tym razem przyniosły dreszcze. Czyżby to były pierwsze powiewy jesieni? Być może - kobiety zaczynały się skrywać pod płaszczami, a kuse letnie sukienki zostały zastąpione spodniami. Nic więc dziwnego, że ludzie powoli przechodzili do zamkniętych kawiarni. Kawiarni - czy pubów?
Miejsce, w którym oboje się znaleźli, było klubokawiarnią. O ironio - ni to klubem, ni to kawiarnią. Miejscem, gdzie łączą się dwa światy. Jedna osoba na kogoś czekała, pewnie z wytęsknieniem (a przynajmniej tak to wyglądało), podczas gdy druga... po prostu przyszła. Czy to była próba zabicia popularności, którą nie tak dawno temu przysporzył mu Prorok i Czarownica? Czy może wręcz przeciwnie - chęć świętowania?
Niezależnie od odpowiedzi - Rodolphus, który czekał na kogoś, wypatrzył młodego Mulcibera. Wiedział doskonale, że to on. Widział jego podobiznę, kojarzył nazwisko (bardziej, niż by chciał). Widział zdjęcia. Jego "randka" się nie pojawiała. Czyżby to była próba upokorzenia młodego Lestrange'a za to, co ostatnio się stało? Być może. Ale czyż Rodolphus nie starałby się jakoś zapobiec plotkom? Jeszcze bardziej.
Pił herbatę. Naprzeciwko siebie miał kieliszek czerwonego wina. Przez chwilę zastanawiał się, czy to, co chciał zrobić, było słuszne, ale zrezygnował z pierwotnego zamiaru. Podszedł do baru, odprowadzany dudniącą acz dziwnie cichą muzyką, i kiwną na kelnera.
- Dwa shoty ognistej- nic więcej, nic mniej. Jednocześnie jego wzrok uparcie szukał wzroku Charlesa - osoby, którą rozpoznał, którą kojarzył i - o zgrozo - powinien nienawidzić. - Jeden dla znajomego.
- Na nasz koszt, panie Lestrange - to nie tak, że Rodolphus często korzystał z tego przywileju. W sumie to nie korzystał nigdy. Więc gdy przestali stawiać mu herbatę za darmo, to barmanowi zaświeciły się oczy. Chciwie.
- Charles, prawda? - zagadnął, przesuwając kieliszek w stronę mężczyzny. Wiedział, że to on, ale tak było najłatwiej zacząć konwersację.