03.08.2024, 16:47 ✶
Wykopaliska w Walii rozpoczęły się na dobre wiosną tego roku – po tym, jak teren przejęto od mugoli, którzy natknęli się na ruiny, a potem zaczęli wpadać w czarodziejskie pułapki i obrywać klątwami. Po kilku miesięcy udało się odsłonić większość ruin wioski, zasypanej pod ziemią dobre kilkaset lat temu, i skrywającej tajemnice mieszkającej tutaj czarodziejskiej społeczności, najwyraźniej odciętej od reszty magicznego świata.
Po kilku miesiącach tych prac Cathal wiedział też, że tutejsze sekrety są dużo większe niż ktokolwiek – w tym on – się spodziewał. Intrygowało go to. Wprawiało niemalże w podekscytowanie, a Shafiq nie był człowiekiem łatwo ulegającemu emocjom, wręcz przeciwnie, miewał skłonności raczej do znudzenia, może po części przez swoją chorobę. I właśnie o wiosce rozmyślał, stojąc na jednym z wzgórz, które ją otaczały. Za jego plecami, w dolinie, za zrujnowanym murem znajdowały się resztki zabudowań. Na innym wzgórzu, na granicy lasu, rozłożono obozowisko pracowników. A z drugiej strony wzniesienia ciągnęły się wrzosowiska, o tej porze roku jeszcze nie rozkwitające.
Przez wrzosowiska ciągnęły się zabezpieczenia, mające zagwarantować, że żaden mugol ani czarodziej nie wejdzie ot tak do wioski, niczego nie zniszczy i przy okazji sam się nie zabije.
Gdzieś na wrzosowiskach znajdowało się i sześć filarów, otaczających wioskę.
Cathal przymknął oczy i wydmuchał kłąb dymu. Kawa i papierosy, te dwa nałogi pomagały mu zapanować nad umysłem, nie zawsze posłusznym. Myśli płynęły leniwie, przetwarzając obrazy z wioski i odruchowo porównując je z treściami starych ksiąg, z tym wszystkim, co zobaczył podczas prac w innych krajach, z dźwiękiem słów wypowiadanych przez innych archeologów, z którymi rozmawiał w przeszłości i niedawno.
Shafiq prawie zapomniał (prawie – bo zapomnieć nie mógł, ale po prostu wciągnięty we wspomnienia o tym teraz nie myślał, na chwilę tracąc poczucie teraźniejszości), że czekał na Figga. I że Aletha pewnie się zdenerwuje, że ściągnął tutaj innego klątwołamacza, ale naprawdę nie zamierzał niepotrzebnie ryzykować. Bywał człowiekiem porywczym, na pewno jednak nie nieostrożnym.
Po kilku miesiącach tych prac Cathal wiedział też, że tutejsze sekrety są dużo większe niż ktokolwiek – w tym on – się spodziewał. Intrygowało go to. Wprawiało niemalże w podekscytowanie, a Shafiq nie był człowiekiem łatwo ulegającemu emocjom, wręcz przeciwnie, miewał skłonności raczej do znudzenia, może po części przez swoją chorobę. I właśnie o wiosce rozmyślał, stojąc na jednym z wzgórz, które ją otaczały. Za jego plecami, w dolinie, za zrujnowanym murem znajdowały się resztki zabudowań. Na innym wzgórzu, na granicy lasu, rozłożono obozowisko pracowników. A z drugiej strony wzniesienia ciągnęły się wrzosowiska, o tej porze roku jeszcze nie rozkwitające.
Przez wrzosowiska ciągnęły się zabezpieczenia, mające zagwarantować, że żaden mugol ani czarodziej nie wejdzie ot tak do wioski, niczego nie zniszczy i przy okazji sam się nie zabije.
Gdzieś na wrzosowiskach znajdowało się i sześć filarów, otaczających wioskę.
Cathal przymknął oczy i wydmuchał kłąb dymu. Kawa i papierosy, te dwa nałogi pomagały mu zapanować nad umysłem, nie zawsze posłusznym. Myśli płynęły leniwie, przetwarzając obrazy z wioski i odruchowo porównując je z treściami starych ksiąg, z tym wszystkim, co zobaczył podczas prac w innych krajach, z dźwiękiem słów wypowiadanych przez innych archeologów, z którymi rozmawiał w przeszłości i niedawno.
Shafiq prawie zapomniał (prawie – bo zapomnieć nie mógł, ale po prostu wciągnięty we wspomnienia o tym teraz nie myślał, na chwilę tracąc poczucie teraźniejszości), że czekał na Figga. I że Aletha pewnie się zdenerwuje, że ściągnął tutaj innego klątwołamacza, ale naprawdę nie zamierzał niepotrzebnie ryzykować. Bywał człowiekiem porywczym, na pewno jednak nie nieostrożnym.