09.08.2024, 23:39 ✶
—15/07/1972—
Pracownia wytwórców, Szpital św. Munga
Cameron Lupin & Basilius Prewett
Doszkalanie się do zawodu uzdrowiciela w Szpitalu św. Munga nie należało do procesów łatwych i przystępnych. A już przede wszystkim dla kogoś pokroju Camerona. Brakowało mu ogłady i chociaż ostatnie miesiące, jak i widmo kolejnych ataków terrorystycznych w wykonaniu Śmierciożerców, odcisnęło na nim swoje piętno, tak dalej można było w nim zobaczyć tę aurę młodzieńczej spontaniczności. Może to właśnie dlatego tak trudno byłoby mu dogadać się z Florence Bulstrode, która zarządzała jego grupą studentów?
Wiedział, że jego wycieczka w środku sezonu letniego nie przejdzie bez echa. I chociaż spędził z Heather kilka niezapomnianych chwil na kilkudniowym rejsie okrętem Crouchów, tak powrót do rzeczywistości wydawał mu się tym trudniejszy, że cały czas był myślami ze swoją dziewczyną, kiedy to oboje byli otoczeni nadzwyczajną ilością atrakcji dla czarodziejów. A teraz... Teraz latał po oddziałach kliniki jak psidwak z zapaleniem pęcherza. Jednym słowem: został zagoniony do roboty. Inwentaryzacje magazynowe, pomoc w przyjmowaniu pacjentów na oddział, transfer dokumentów medycznych do archiwum - to wszystko było na jego głowie.
Teraz nadszedł czas na tę najprzyjemniejszą część roboty: pracę z eliksirami. Jeśli tu nie wyjdzie, to równie dobrze mogę po prostu wrócić do apteki rodziców, pomyślał z przekąsem, siekając kolejne składniki. Wydarzenia z Beltane znacznie uszczupliły szpitalne zapasy i chociaż dostawy wróciły do normy, a szafki i magazyny na nowo się zapełniały, tak co poniektórzy wytwórcy coraz częściej wyrabiali nadgodziny, dbając o to, aby szafki z podręcznymi miksturami były zaopatrzone i medyków niczego nie brakowało. Eliksiry wiggenowe, eliksiry zasklepiające rany, podstawowe przeciwbólówki i mikstury wyciszające... Czasem mogło się wydawać, że były to obecnie towary pierwszej potrzeby.
— K-kto by nie chciał się zaopatrzyć we własną kolekcję eliksirów leczących, czyż nie? — zagaił, zsuwając posiekane zioła do moździerza.
Zerknął w stronę Basiliusa Prewetta, który pracował... nad czymś... przy stanowisku obok. Czasem żałował, że to nie pod jego opiekę trafił. Wprawdzie od Bulstrode sporo się uczył, tak często odnosił wrażenie, że Bazyli był dużo spokojniejszy w obejściu i co najmniej dwa razy bardziej ludzki od ''Królowej Chłodu'' z oddziału urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Eh, jak bardzo inny byłby to staż, gdyby Lupin trafił na faceta w roli swojego mentora? Może nawet nie jąkałby się tak bardzo w trakcie wykładów, kiedy Bulstrode nagle brała go do odpowiedzi?
— C-co właściwie z tego s-stworzysz? — dopytał, przekrzywiając głowę na widok porozdzielanych składników, próbując zgadnąć, co też medyk planował przygotować. Eliksir? Maść?
Wiedział, że jego wycieczka w środku sezonu letniego nie przejdzie bez echa. I chociaż spędził z Heather kilka niezapomnianych chwil na kilkudniowym rejsie okrętem Crouchów, tak powrót do rzeczywistości wydawał mu się tym trudniejszy, że cały czas był myślami ze swoją dziewczyną, kiedy to oboje byli otoczeni nadzwyczajną ilością atrakcji dla czarodziejów. A teraz... Teraz latał po oddziałach kliniki jak psidwak z zapaleniem pęcherza. Jednym słowem: został zagoniony do roboty. Inwentaryzacje magazynowe, pomoc w przyjmowaniu pacjentów na oddział, transfer dokumentów medycznych do archiwum - to wszystko było na jego głowie.
Teraz nadszedł czas na tę najprzyjemniejszą część roboty: pracę z eliksirami. Jeśli tu nie wyjdzie, to równie dobrze mogę po prostu wrócić do apteki rodziców, pomyślał z przekąsem, siekając kolejne składniki. Wydarzenia z Beltane znacznie uszczupliły szpitalne zapasy i chociaż dostawy wróciły do normy, a szafki i magazyny na nowo się zapełniały, tak co poniektórzy wytwórcy coraz częściej wyrabiali nadgodziny, dbając o to, aby szafki z podręcznymi miksturami były zaopatrzone i medyków niczego nie brakowało. Eliksiry wiggenowe, eliksiry zasklepiające rany, podstawowe przeciwbólówki i mikstury wyciszające... Czasem mogło się wydawać, że były to obecnie towary pierwszej potrzeby.
— K-kto by nie chciał się zaopatrzyć we własną kolekcję eliksirów leczących, czyż nie? — zagaił, zsuwając posiekane zioła do moździerza.
Zerknął w stronę Basiliusa Prewetta, który pracował... nad czymś... przy stanowisku obok. Czasem żałował, że to nie pod jego opiekę trafił. Wprawdzie od Bulstrode sporo się uczył, tak często odnosił wrażenie, że Bazyli był dużo spokojniejszy w obejściu i co najmniej dwa razy bardziej ludzki od ''Królowej Chłodu'' z oddziału urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Eh, jak bardzo inny byłby to staż, gdyby Lupin trafił na faceta w roli swojego mentora? Może nawet nie jąkałby się tak bardzo w trakcie wykładów, kiedy Bulstrode nagle brała go do odpowiedzi?
— C-co właściwie z tego s-stworzysz? — dopytał, przekrzywiając głowę na widok porozdzielanych składników, próbując zgadnąć, co też medyk planował przygotować. Eliksir? Maść?