Rodolphus i Atreus postanowili walczyć z Nekromantą. Nicholas pozostawał na swoim miejscu, aby obserwować przebieg zdarzeń. Zaklęcia śmigały w każdą stronę. Dostrzegł jednak skupienie Nekromanty w swoim kierunku, gdzie najwyraźniej trumna mogła być jego cennym trofeum, który musi zdobyć. Nie dane jednak było mu do niego dotrzeć.
Ten gniew, kiedy ktoś psuje Ci całą pracę, w jaką poświęciło się sporo czasu. Ten czas, odkąd dusza zmarłej odeszła. Chęć sprowadzenia jej powrotem. Czy jest sens teraz o to walczyć?
Zaklęcie tarczy, jakie Nicholas wyczarował, nie utrzymało się dłużej. Wystarczyło mu na tyle, aby zorientować się w sytuacji, co Nekromanta najbardziej będzie chciał chronić. Przeszkodzili mu, nic dziwnego, że w milczeniu chciałby się ich pozbyć. Chłodne spojrzenie niebieskich oczu Nicholasa lustrowało każdy ruch Nieznajomego. Nie bał się go. Ale też nie mógł stać bezczynnie, widząc, że towarzysze nie do końca sobie z nim radzą.
- Co ja mam z tobą zrobić?Zwrócił się do trupa kobiety, obchodząc trumnę z drugiej strony, niczym krążąca w czerni śmierć oceniająca jej sytuację. Badał. Gdyby został zaatakowany, posłużyłby się ciałem trupa, lub wiekiem trumny w ochronie własnej.
- Naruszono Twoje ciało... Czy Twoja dusza jest spokojna?
Mówił do niej, celując w nią ze swojej różdżki.
- Ile osób straciło życie, a Ty swojego nie odzyskałaś? Czy wiesz, gdzie popełniłeś błąd?
Wzrok powagi, chłodu i dominacji skierował na Nekromantę.
- Zwykle wystarczy jedna ofiara. Odpowiednia. Czy może Twój cel jest inny?
Podjął z nim rozmowę. Sprawdzając, czy w ten sposób zwróci na siebie uwagę, przekona go do rozmowy niżeli do dalszej walki. Poznania jego zamiarów. Danie też czas towarzyszom na kolejny ruch. Rozproszy go. Zdezorientuje, czy powinien chronić siebie czy tej, która była dla niego ważna.
Nie wykazywał sobą żadnych emocji. Nicholas spoglądał na niego z zimnem, obojętnością, neutralnością. Nie przejmował się nawet tym, czy jego towarzyszom mogła dziać się krzywda. Jak bardzo by oberwali od zaklęć. Nie interesował się losem uwięzionych w kręgu nieprzytomnych aurorów. Uwagę całą skupił na jednym czarnoksiężniku. Trudno stwierdzić, czy chwytał go w swoją pułapkę. Pamiętał o granicy, jakiej nie mógł przekroczyć, gdyż byli tutaj z polecenia Ministerstwa. Mieli w grupie aurora.