• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles

21 sierpnia 1972 - Look at me with my fancy new job! | Peregrinus i Charles
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#1
27.08.2024, 22:11  ✶  
Poniedziałek, 21 sierpnia 1972
Posiadłość Dolohovów, Aleja Horyzontalna

Nowy dzień przynosił nowe wyzwania. Charles przez ostatnie trzy tygodnie miał w życiu aż nadto nowości: zaczynał od zupełnie nowego pomysłu na biznes, który niemal skończył się jego śmiercią, gdy skrajne emocje podsycił efekt samotniczek, zdobył nową sławę przez wywiad i prawie-rozbieraną sesję do popularnej gazetki, popadł w nowy konflikt z rodziną, został zmuszony do wyprowadzenia się do nowego mieszkania, które znalazł dzięki nowemu koledze, a do tego zaczynał nową pracę! I choć nie minął nawet pełny miesiąc, to czas, jaki upłynął od Lammas, wydawał się o wiele dłuższy. Teraz życiu należało przywrócić to samo nudne tempo, które nie obfitowało w zbyt wiele wydarzeń. Najlepiej zaczynało się od poniedziałku i tak też Charles robił.

Asystent uzdrowiciela - to nie była zła praca jak dla kogoś, kto szukał zatrudnienia na szybko, a do wyboru miał jeszcze pomoc w ciastkarni, roznoszenie ulotek z drogerii lub całkowite upodlenie poprzez podawanie mugolakom herbaty w kawiarni śniadaniowej. Ze wszystkich miejsc, w których zostawił życiorys i kontakt, odezwało się niewiele i winił za to nie tylko swoje czystokrwiste, dumne nazwisko, które z pewnością onieśmielało mniejszych sprzedawczyków i drobnych rzemieślników, ale również niedawny wstydliwy występ na łamach Czarownicy. Nie każdy chciał być kojarzony z penisoświeczkami i Charlie potrafił to zrozumieć. Pani Dolohov nie odmówiła jednak pomocy w związku z kontrowersją, a zaproponowała mu spotkanie! I choć Charlie wiedział, że to jego rodzina musiała podeprzeć jego kandydaturę, a więc musiał jeszcze raz podziękować za to ojcu i wujowi, to on samodzielnie przekonał uzdrowicielkę do zaufania mu w sprawie jego umiejętności i predyspozycji do wykonania pracy. Nie zamierzał jej zawieść, choćby miał harować od rana do nocy, i jeszcze później przez całą noc, aż do świtu.

Długie godziny pracy nie musiały być jedynym wyzwaniem, jakie czekało nowego asystenta pani doktor. Jej mąż, Vakel, był dość znaną personą, jak się okazywało. Swojego rodzaju celebryta nie znaczył dla młodego, nieobeznanego w Londynie Mulcibera wiele, ale z czasem, gdy zagłębiał się w zawiłości sławy tej persony, zaczynał rozumieć, że nie jest to tylko pismak taki jak choćby Bagshot, a o wiele tłustsza lunaballa. Charles doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli nie będzie panu Vakelowi wchodził w drogę. Dlaczego miałby? Musiał przecież i tak skupić się na ziołach, maściach, kadzidłach, listach pacjentów, listach od pacjentów i do pacjentów... i całej reszcie rzeczy, których będzie od niego wymagała pani doktor. Stanie na wysokości zadania! Gdzieś w środku czuł niemiłe ukłucia zazdrości i żalu na myśl, że jego brat jest pełnoprawnym uzdrowicielem, gdy jemu przypadła jedynie asysta. Mimo to, musiał zagryźć zęby i brać to, co dawał mu los. I z asysty mogło wyrosnąć coś wielkiego.

Ostrożnie nacisnął klamkę i pchnął drzwi posiadłości państwa Dolohov, czy też drzwi Praw Czasu, lecz te ani drgnęły. Spróbował jeszcze raz, jak gdyby obawiał się, że to zamek nie chciał z nim współpracować, lecz szybko doszedł do wniosku, że sprawa wyglądała inaczej - wejście zamknięto na klucz. Lokal mógł nie być jeszcze otwarty, ale Charles nie znał innego wejścia do kamienicy. Mulciber spojrzał na swój kieszonkowy zegarek, a ten wskazywał pięć minut do ósmej rano. Był za wcześnie, ale czy nie było to w dobrym smaku pojawiać się przed czasem, nawet te kilka minut? Poprawił włosy, które zdążył rozwiać wiatr, sprawdził, czy marynarka dobrze leży na białej koszuli, przestąpił z nogi na nogę, podciągnął spodnie i tak przygotowany: zapukał.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#2
29.08.2024, 13:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2024, 13:07 przez Peregrinus Trelawney.)  
Drzwi kamienicy nie bywały poza ścisłymi godzinami pracy Dolohovów otwarte, od kiedy do Praw Czasu wdarł się pewnego dnia Thoran Yaxley. Przypadkowych wariatów nie brakowało, jak miał wówczas okazję się boleśnie przekonać nieszczęsny pracownik tego znakomitego przybytku. Za tymi zamkniętymi drzwiami — zabezpieczonymi bynajmniej nie zwykłym kluczem, a zaklęciami — w głębi poczekalni, za ciężkimi kotarami, siedział przy swoim biurku Peregrinus Trelanwey. Kompletnie nieświadomy, że ten, kto stanął u wrót kamienicy tego ranka, może napsuć mu dalece więcej krwi niż byle rabuś, który zaskoczył go w zeszłym miesiącu.
Tego dnia dla odmiany wyczekiwał psikusa od losu. Pomiędzy czarną kawą a siwym dymem jego papierosa kręciło się Koło Fortuny: jeszcze niezdecydowane, co z niego wypadnie, ale już szepczące o wietrze zmian. Nie poruszyło to wróżbity: w swojej naiwności wspaniałomyślnie Peregrin założył, że zmiany postanowione przez Fortunę należy zaakceptować. To się zmieni: aforystyczne mądrości schodzą na bok, gdy do biura obok wprowadza się producent fallusów.
Na razie wróżbita cieszył się ostatnimi tego dnia chwilami nudy kieratu. Białe palce z rozmysłem przerzucały pożółkłe karty księgi, kreśliły notatki, od czasu do czasu nurkowały do ustawionej na biurku miseczki po ćwiartkę śliwki, którymi Peregrin raczył się w ramach porannej przekąski. Poranek był piękny, słoneczny i cichy — dokładnie taki, jakie poranki winny bywać.
Dopóki ktoś nie szarpnął za klamkę.
Trelawney uniósł głowę znad roboty, jego wargi zacisnęły się w wąską linię, ręka ujmująca pióro zawisła nad stronicą. Nie podobało mu się, gdy mu przeszkadzano.
Odłożył pióro, otworzył terminarz. Nie, nikt nie był umówiony w ciągu najbliższych trzech godzin.
Kto tam?
Sięgnął po tarota, przełożył raz, położył przed sobą kartę z samej góry. Do ich drzwi pukał Paź Buław. Wypełniony po brzegi entuzjazmem młodzieniec, zerkający w dal, za horyzont, ku nowym wyzwaniom, ociekający wiarą w siebie. Otwarte drzwi, oryginalne talenta i indywidualność. Energia. Wszystko to, czym czarno-biały, wiecznie naburmuszony i zmęczony Peregrinus nie był i czego nie lubił spotykać na swojej drodze. I jeszcze ta złowróżbna pała, którą dzierżył w dłoniach.
Mina wróżbity skwaśniała jeszcze mocniej. Nie ma nic gorszego ponad młodego, lekkomyślnego mężczyznę pełnego inicjatywy i zapału.
Trelawney wstał z ociąganiem ze swojego fotela i przeszedł do sieni.
Drzwi Praw Czasu otwarły się przed Charlesem, a wraz z nim do wnętrza wpadły promienie słońca. Peregrinus zmierzył twarz przybyłego wzrokiem. Oczywiście, że go rozpoznał. Wciąż miał świeżo w pamięci skandaliczny artykuł, który musiał przeglądać, gdy przeraził się go Vakel. Trelawney musiał wykopać tamtego dnia umowy i aneksy, po czym dumał pół dnia nad nimi oraz dziełem Bagshota w poszukiwaniu kruczka prawnego, który pozwoliłby Dolohovowi zerwać relacje z Czarownicą. Na wszelki wypadek.
— Pan Mulciber. — Próżno było szukać w jego tonie entuzjazmu.
W głowie czarodzieja już rodziła się formułka, w której zgrabnie przekaże Charlesowi, że nie jest on mile widziany w tych progach, lecz jeszcze nim usta złożyły się w kolejne słowa, wzrok wybiegł ku przyszłości młodego rzemieślnika.

percepcja na wykaz intencji
Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana


Przyszłość niestety nie odsłoniła tym razem przed nim zbyt wiele ze swoich kart.
— Co pana sprowadza?


źródło?
objawiono mi to we śnie
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#3
31.08.2024, 15:33  ✶  
Charlie bynajmniej nie był rabusiem, a może nawet wręcz przeciwnie - zamierzał więcej dać od siebie aniżeli zabrać z domu Bulhakovów. Nie dało się jednak ukryć, że był swoistym paziem buław w życiu tak Peregrinusa, jak i innych mieszkańców domu, zamierzającym rzucić się w wir ich żyć i przynieść wiele nowego wraz ze swoją niepochamowaną wiarą w lepsze jutro. Kiedy patrzył w tył, na konflikt z rodziną, na kłótnie z ojcem, nieporozumienia ze wszystkimi, którzy byli dla niego ważni... przyszłość mogła malować się w tylko lepszych kolorach i nie potrzebował wróża, by mu to uświadomić. Annaleigh dawała mu możliwości, których zmarnować nie chciał, czy się to Peregrinusowi podobało, czy nie.

Przed drzwiami musiał czekać dłużej, niż miał nadzieję i zaczynał już nawet tracić wiarę w to, że te kiedykolwiek wpuszczą go do środka. Odźwierny, czy kimkolwiek był chłopak z uroczymi loczkami i spojrzeniem, które mogło zabić, przywitał go jednak, choć bez przesadnej radości w głosie. Charles nie odwdzięczył się tym samym.

- Dzień dobry! - Zawołał, rześki jak poranek, którego promienie rozświetliły ciemną sień Praw Czasu. Po tym, jak nieznajomy użył jego nazwiska, spodziewał się, że jest oczekiwany, ale gdy padło pytanie o jego zamiary, nieco się zawahał. - Ja... jestem umówiony z panią doktor. - Wyjaśnił, skłoniwszy nieco głowę, nieumiejętnie oddając honory pani domu, nawet gdy nie była obecna. Entuzjazm go nie opuszczał. - Dzisiaj zaczynam pracę dla pani doktor. Charlie. - Przedstawił się. - Proszę mówić mi Charlie.

Wyciągnął dłoń w stronę odźwiernego, tak szczerze i niewinnie, jak pisklę, które dopiero wyfrunęło z gniazda i z radością poznaje nowy, wspaniały świat. Jego oczy błyszczały nadzieją i oczekiwaniem. Nie przyjmował odmowy, nie nastawiał się na nic złego. To miał być dobry dzień.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#4
31.08.2024, 16:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.08.2024, 16:50 przez Peregrinus Trelawney.)  
Nieudane spojrzenie w przyszłość samo w sobie rozdrażniło Peregrinusa, którego popisową sztuczką było widzenie i wiedzenie. Chciał zobaczyć, co sprowadza Mulcibera, prześledzić jego następne kroki. Przygotować się na wszystko, co planował.
Nic. Nie zobaczył nic.
Gdyby usłyszał na domiar tego wszystkiego, że nazywany jest odźwiernym, zagotowałby się we własnej skórze i wyszedł z siebie. Jego poczucie własnej wartości bywało kruchutkie.
Chciałby móc zatrzasnąć te drzwi przed nosem Charlesa. Nie potrzebował problemów; marzył o tym, żeby w Prawach Czasu było obrzydliwie nudno i spokojnie, co burzyła już sama obecność Annaleigh. Nie było tu miejsca na kolejne kłody rzucane pod nogi.
Ale się powściągnął. Słowa Charlie’ego rozciągnęły jego wargi w sztucznie uprzejmym uśmiechu, który nie sięgnął nieruchomych oczu. Mężczyzna uścisnął jego rękę, aby dopełnić wymaganych grzeczności.
— Peregrinus Trelawney, pracuję z mistrzem Dolohovem. Pani Dolohovej nie ma jeszcze w biurze. — Mówił nieco sztywno, choć wspinał się na wyżyny swoich możliwości, jeśli idzie o utrzymanie sympatycznej fasady. — Proszę. — Wpuścił Charlesa do środka.
Drzwi zamknęły się za chłopakiem, okrywając obu czarodziejów łagodnym półmrokiem. Mulciberowe słoneczko trafiło w szpony kamienicy, której ściany ociekały toksyczną atmosferą, tak skrupulatnie zakrywaną przed obcymi.
— Możesz poczekać na panią w Prawach Czasu, Charlie. — Peregrin odsłonił przed nim poczekalnię w ciemnym drewnie i gwieździstych wzorach. Przez szparę w drzwiach gabinetu samego mistrza uciekało do niej przytłumione tykanie zegarów, na gości czekała sofa pod ścianą lub krzesło przed biurkiem Trelawneya.
Dzięki wczesnej porze pana domu nie było jeszcze na dole, co oszczędziło mu zapewne wstępnego szoku. Peregrinus, który poznał cel, dla jakiego zjawił się tu Charles, również szczęśliwy nie był. Co też Annaleigh znów wymyśliła? Czy to wszystko perfidna próba zagrania Vakelowi na nosie? Cóż bowiem innego mogła mieć na myśli, sprowadzając do jego domu osobę, którą ostatnio wszyscy kojarzyli z obyczajową sensacją.
Wróżbita zrozumiał w lot, że to może być jego jedyna szansa, żeby wysondować, o co chodzi z nowym pracownikiem Annaleigh, nim dorwie się do niego oboje Dolohovów.
— Filiżankę kawy na ten czas? — Wszedł za swoje biurko i ukrył Pazia, przekładając kartę rewersem do wierzchu. — Pani doktor z pewnością wkrótce zejdzie. Wspaniała kobieta. Masz wielkie szczęście, dysponując szansą na pracę z nią. — Słodkie słowa sączyły się z jego ust, pozostawiając w ustach gorzki, ciężki do przełknięcia posmak.


źródło?
objawiono mi to we śnie
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#5
05.09.2024, 20:54  ✶  
To miał być dobry dzień i Peregrinus nie miał dość samozaparcia, by go zepsuć. To znaczy, gdyby naprawdę się postarał, może mógłby wbić Charlesowi nóż w plecy, ale Charles nie spodziewał się takich zagrań po nowym znajomym. Mieli przecież być współpracownikami na usługach Dolohovów. I chociaż karty milczały, to Charles był jak otwarta książka. A może nie? A może udawał, by wywrzeć inne wrażenie? Tego nikt miał się nie dowiedzieć.

- Och, z mistrzem Dolohovem! - Charlie zdziwił się uprzejmie. Zapisał sobie w głowie, by tak wyrażać się o panu domu: mistrz. Niezależnie od tego, jak niedorzecznie to brzmiało! - Wiele o nim słyszałem, lecz jeszcze nie miałem przyjemności.

Przeszedł przez próg, skinąwszy głową w podzięce. Półmrok był przyjemny, odgradzał ich od żaru, który wkrótce miał polać się z nieba. Anglia miała być deszczowa, lecz Charles dostrzegł, że lato było przesadnie wręcz ciepłe! Nawykły do gór północnej Szwecji, nie znosił dobrze takich klimatów.

- Nie będzie problemem, jeśli poczekam na panią Dolohovową - przejął tę rozkoszną, prześmieszną i zupełnie niedorzeczną manierę w wymawianiu nazwiska - tutaj? Nie miałem okazji wcześniej poznać dobrze kamienicy... - Zdradził i dla podkreślenia swojej ciekawości, rozejrzał się po poczekalni, po ścianach, po suficie i gwieździstych ozdobach. Nie był to styl, do jakiego nawykł. - Spotkałem się tylko z panią doktor, w jej gabinecie. Bardzo dziękuję, kawa byłaby doskonała! Nie zdążyłem wypić rano, w domu. - Podzielił się, a samo nazwanie mieszkania Rolpha domem zabrzmiało jak fałsz. Żerował na dobroci dopiero co poznanych ludzi i nawet zaczął się zastanawiać, co będzie musiał dać w zamian. Annaleigh będzie wymagała ciężkiej pracy, którą zamierzał jej dać. Ale Rolph? Co zyskiwał? - Nie mogę uwierzyć w moje szczęście, to prawda! Pani doktor jest rzeczywiście wspaniałą osobą.

Zajął miejsce przy biurku Peregrinusa. Wydawało się o wiele bardziej odpowiednie niż kanapa przeznaczona dla gości. Klientów. Pacjentów. Czy Vakel również traktował swój zawód jako pomoc, czy jako coś innego? Charles nie miał pojęcia, ale mógł się dowiedzieć.

- A ty czym się zajmujesz, Peregrinusie? - Zagadnął uprzejmie. - Jesteś wróżem? Mój wuj jest wróżem. - Przypomniał, jakby to miało jakieś znaczenie. - Alexander. Być może razem z mistrzem go znacie. - Paplał bez krzty ciemności w sercu.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#6
08.09.2024, 20:18  ✶  
Peregrinusowi nie zależało na wbijaniu noża w plecy temu w gruncie rzeczy nieznajomemu chłopakowi. Osobiście miał jego świecopenisy w… nie, nie w dupie: w nosie. Nie pierwszy to i nie ostatni skandalista. Cóż badacza skupionego na swojej dziedzinie interesują jakieś zboczone świeczuszki? Badacz mógł być ślepy na ploteczki i nowinki, ale asystent celebryty? Nie do końca i to był ten problematyczny element. Mimo że Trelawney nie poznał jeszcze opinii Vakela na temat goszczenia Mulcibera pod swoim dachem, nie trzeba było jasnowidza, aby ją wydedukować po jego wcześniejszej reakcji na sam artykuł.
— Może będzie okazja, żeby go poznać — mruknął wymijająco Peregrinus, życząc sobie w duchu, aby pod żadnym pozorem do takiego spotkania nie doszło. Dla dobra ich trojga: Dolohova, Charlesa i jego samego. Tylko zresztą z racji na nieobecność przełożonego Peregrin na pytanie o to, czy posiedzenie w Prawach Czasu nie będzie problemem, odpowiedzieć mu mógł: — Absolutnie nie.
Wróżbita wiedziony fatalistycznym przeczuciem, być może nieuzasadnionym, już teraz był zmęczony obecnością nowego bywalca kamienicy; jakby przez dar jasnowidzenia spadły na jego barki wszystkie przyszłe utrapienia. A może Peregrin po prostu tak już miał, że całe życie był wszystkim zmęczony i wszystkiego miał dość, a to tylko kolejna z wielu niedogodności.
Nie przeszkodziło mu to w machnięciu różdżką ku dzbankowi z kawą, którą zaparzył dla siebie niedawno. Naczynie przechyliło się, napełniając filiżankę, która podryfowała przez poczekalnię i osiadła miękko na blacie przed Charlesem. Peregrinus zasiadł w tym czasie w swoim fotelu i kopcił papierosa, oceniając wzrokiem gościa. Choć wróżbita zdawał się niedbały — oparty swobodnie łokciem na jednym z podłokietników, z ustami rozciągniętymi w wystudiowanym, tajemniczym uśmiechu jasnowidza mającym sprawiać wrażenie, jakby posiadł wszystkie sekrety wszechświata — to jego bystre, zimne oczy starały się przejrzeć chłopaka na wylot.
— Pani doktor ma wielkie serce — kontynuował niewzruszenie wątek, choć w głowie rezonował mu jego własny głuchy śmiech. Dawno nie powiedział niczego równie absurdalnego. — I wielką odwagę. Bądź co bądź, sama jest poniekąd osobą publiczną przez obecność u boku męża. Rozpuszczano już o niej plotki w przeszłości, powiązanie z kolejnym skandalem może nie wyjść na dobre jej reputacji. — Pokręcił głową z takim zatroskaniem, jakby naprawdę leżał mu na sercu dobrostan Dolohovej. — A jednak wyciąga pomocną dłoń mimo groźby tego, że dobiorą się do niej dziennikarskie sępy. Poznałeś trochę dziennikarzy, co, Charlie?
Spróbował zagrać na jego wyrzutach sumienia. Sprawdzić, czy wesolutki chłopiec naprawdę jest tak milutki i wrażliwy, na jakiego wygląda. Czy się przejmie, czy też przyszedł tutaj, mając na względzie jedynie własne korzyści.
Peregrinus skrzywił się lekko na wspomnienie jego wuja.
— Alexander Mulciber? Wpadliśmy na siebie. Próbował ukraść moją tożsamość. — Nie zdawał się tym nadmiernie przejęty, choć pewien niesmak był zauważalny. — Pomagam mistrzowi prowadzić badania, zbierać materiały do książek, testować teorie. Asystuję przy tym, czym on się akurat zajmuje. Oraz, bardziej przyziemnie, dbam o sprawy organizacyjne. — Postukał palcem w opasły terminarz.


źródło?
objawiono mi to we śnie
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#7
11.09.2024, 20:41  ✶  
Charlie był miłym, ułożonym chłopcem, którego nie sposób było podejrzewać o udział w aferze penisoświeczkowej, póki oczywiście osobiście nie zobaczyło się, jak lepi, a później sprzedaje te erotyczne gadżety na rodzinnym jarmarku. To, co się wydarzyło, było jednak jedną wielką pomyłką, w którą młody Mulciber nie zamierzał brnąć, jeszcze nie teraz.

- Jest bardzo znany, prawda? - Dopytał, nie będąc pewnym. Nie interesował się brytyjskimi osobistościami. - Widywałem jego nazwisko w gazetach. To będzie zaszczyt. - Uśmiechnął się, odrobinę nieszczerze przekazując swoje odczucia. Czy go pozna, czy nie, nie miało większego znaczenia. Miał się przecież skupić na jego żonie.

Zająwszy miejsce przy biurku Peregrinusa, Charlie nie przestawał rozglądać się po lokalu. Był dziwaczny, ale miał w sobie pewną magię, która kusiła Charliego. Gdyby dostał wróżbę w takim miejscu, uwierzyłby w nią szybciej, niż w jakiekolwiek karty porozrzucane na klifie w Dolinie Godryka.

- Czy... nie będzie problemem, jeśli poproszę o mleko i cukier? - Tym razem uśmiech był szczery, bo proszący. Czarna kawa nie była w stanie prześliznąć się przez Charlesowe gardło. Potrzebował przynajmniej tyle samo mleka i ze trzy kostki cukru! Mimo to, złapał filiżankę, by bezpiecznie sprowadzić ją na blat. - Nie nawykłem do picia czarnej kawy. Wielkie serce, to chyba przydomek każdego z uzdrowicieli. - Skomentował to, co mówił Peregrinus o Annaleigh. Wydawała mu się dość ostra i niewybaczająca, ale może odniósł takie wrażenie przez fakt, że oceniała go przez pryzmat bycia jej pracownikiem? W stosunku do pacjentów musiała być inna!

Nawiązanie do skandalów Anny nie spodobało mu się jednak ani trochę. Zacisnął lekko usta, spodziewając się, że młody mężczyzna nawiązuje do jego własnej afery i tego, jak ta może wpłynąć na reputację Dolohovów. Nie wytrzymał przenikliwego spojrzenia Peregrinusa i opuścił wzrok, a jego dobry nastrój stopniowo ulatywał.

- ...poznałem dziennikarzy. Możesz mi nie wierzyć, ale ten wywiad, który pojawił się w Czarownicy... mogłeś o nim słyszeć? … ten wywiad, to było mniejsze zło. - Wytłumaczył powoli, potykając się o słowa, utkwiwszy wzrok w czarnej kawie. Nie chciał zwalać winy na Isaaca, ale pamiętał słowa ojca. Nie mógł brać wszystkiego na siebie, gdy został wrobiony w krycie rodzinie tyłków. - Nie pozwolę, żeby ktoś mówił coś tak krzywdzącego o pani doktor. I o panu Vakelu, i o tobie. - Postanowił, marszcząc brwi w determinacji. Skoro nie był w stanie obronić rodziny, obroni przynajmniej pracodawców! - I co masz na myśli mówiąc, że wuj chciał ukraść twoją tożsamość? Podawał się... za ciebie? - Podpytał, gdy temat go zaintrygował. Wuj nie chciałby przecież ukraść twarzy Peregrinusa? Był dużo przystojniejszy! - Czyli pomagasz panu Vakelowi tak, jak ja mam pomóc pani doktor. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, Peregrinusie.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#8
25.09.2024, 13:02  ✶  
— Znany — przytaknął. — W Hogwarcie uczą numerologii z jego książki. — A to był dopiero początek listy osiągnięć Dolohova, którą Peregrin znał na pamięć. Nie zawracał sobie jednak głowy wykładaniem jej w tamtym momencie.
Podobnie jak nie skomentował prośby o dodatki do kawy, które po prostu pojawiły się wkrótce w ślad za kubkiem — mleko w małym dzbanku i cukiernica. Trelawney nie słynął z ciągot do small-talku, więc za odpowiedź musiało wystarczyć Charlesowi oszczędne skinięcie głową. W temacie kawy wróżbita stał skądinąd po drugiej stronie barykady: kawy mleczne i słodkie były ostatecznością. Już nie wspominając, że czarną przygotowywało się o połowę krócej.
Wielkie serce Annaleigh Dolohov było dla Peregrina oczywiście niczym więcej jak kpiną. W ostatnich miesiącach kobieta utorowała sobie drogę do ścisłej czołówki osób, o których miał jak najgorsze zdanie i najchętniej nigdy więcej nie oglądałby jej na oczy. Na nieszczęście wszystkich bywalców Praw Czasu, nie było to możliwe, a teraz dodatkowo skomplikowało się przybyciem osób z zewnątrz, Mulciberem i Scyllą, przed którymi będą nieustannie musieli udawać, że wszystko jest tu w porządku.
Reakcje Charlesa, o ile szczere, były natomiast… pocieszne. Obserwując gorliwość, z jaką ten zaklinał się, że nie pozwoli dziennikarzom tknąć Dolohovów, wróżbita nie mógł powstrzymać krótkiego wybuchu śmiechu. Aż zakrztusił się delikatnie dymem, a rozbawienie załagodziło rysy twarzy, do tej pory zastygłej w obojętnym, niedosięgnionym wyrazie.
— Obawiam się, że nie masz władzy nad tym, co ludzie będą mówić. — Wgniótł niedopałek w popielniczkę. — Czytałem to, w całości. Pociągnie się za tobą chwilę, ale o ile zrezygnujesz ze sprzedawania tego, ludzie zapomną. Bo nie będziesz już tego sprzedawał, prawda? W wywiadzie nie padło to wprost. — Rozświetlone chwilowym, serdecznym rozbawieniem oczy na powrót stały się bystre i chłodne.
Było to całkiem ujmujące, że Charles chciał ich chronić, lecz wieści rozchodziły się szybko. Niedługo będzie wiedzą powszechną, że Mulciber pracuje u boku Dolohovej. Peregrinus wciąż pamiętał, jak Vakel zareagował na to, że jego nazwisko mogłoby być drukowane w tej samej gazecie co wzmianki o kontrowersyjnych świeczkach. Trudno oczekiwać, że ucieszy go obecność ich twórcy w jego kamienicy.
— Podejrzewam, że więcej się dowiesz, pytając o to samego wuja. Podał się za asystenta Dolohova. W ramach żartu, chciałbym wierzyć. — I chciałby móc się przekonać do zredukowania Alexandra do zwykłego idioty, jak zdaje się, myślał o nim Vakel, lecz nie potrafił. Z pewnością natomiast był to osobnik nieco… nietypowy. I być może przystojniejszy, nie jemu to oceniać. — Mniej więcej — odpowiedział bez przekonania na sugestię, że będą pełnić podobne role. Peregrinus nie był przecież jakimś byle czeladnikiem. Wątpił, aby Annaleigh obdarzyła Charlesa taką niezależnością i odpowiedzialnością, jaką wróżbita miał u jej męża, ale nie zależało mu szczególnie na tym, aby się spierać i prześcigać w kompetencjach. — Co dokładnie będziesz robił?
Nie zgasił wprost nadziei chłopaka na przyjaźń, ale w tę również mocno powątpiewał. Nie żeby Peregrinus był wybitnie antypatyczny w obyciu, bo nie był, aby unikać robienia sobie niepotrzebnych wrogów. Nie garnął się jednak do ludzi i rzadko angażował w rozwijanie towarzyskich relacji.


źródło?
objawiono mi to we śnie
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#9
10.10.2024, 15:21  ✶  
Charles uniósł wysoko brwi, gdy Peregrinus nakreślił to, jak bardzo znany jest Vakel. Nazwiska znane z okładek książek były czymś innym, niż nazwiska pojawiające się w Czarownicy i Charlie nawet przez chwilę pomyślał, że mógłby to być kolejny krok również dla niego. Ale czy w Hogwarcie można byłoby nauczać tworzenia fallicznych świeczek? Mimo tak niskiego mniemania, jakie o Hogwarcie miał Mulciber, nie sądził, by szkoła upadła tak nisko. Poza tym, pisanie książek wiązało się z koniecznością rzeczywistego ich napisania, a na co Charles nie miał czasu, a następnie wydania, na co nie miał pieniędzy. To nie był mądry kolejny krok.

Wydanie podręcznika do nauki w szkole magii było jednak dużym osiągnięciem.

- Nie wiedziałem, że ma takie osiągnięcia. - Przyznał przed Peregrinusem, a jego spojrzenie na wróża zmieniło się odrobinę. - To musi być wspaniała możliwość do nauki, pracować z kimś takim. - Zauważył, sięgając zaraz po mleko i cukier, które dodał do swojej kawy w nieskromnych ilościach. Charles nie szczędził sobie przyjemności i jego napój szybko zaczął przypominać słodkie mleko z odrobiną kawy niż cokolwiek innego. - Mam nadzieję, że równie dużo będę mógł nauczyć się pod skrzydłami pani Annaleigh.

Śmiech Peregrinusa nieco zbił go z tropu, ale był przyjemny dla ucha, nawet jeśli Charles domyślał się, że pojawił się z nie do końca miłych powodów. Charles wykrzywił nieco usta, ale zaraz zamaskował brzydki grymas łykiem kawy. Co więcej, pytanie, które padło, było dość bezpośrednie, a Charles nie miał bezpośrednich odpowiedzi.

- Chcę skupić się na pracy dla pani doktor. - Zapewnił, nie zaprzeczając, ani też nie potwierdzając. - Nie przyniosę jej wstydu. A mój wuj - szybko uczepił się tematu, który był nieco łatwiejszy. - Może nie był to żart, a swego rodzaju życzenie? - Poddał wątpliwości, przenosząc wzrok na Peregrinusa. - Skoro pan Vakel jest taki godny podziwu. A ja, cóż, myślę, że będę asystentem pani doktor. Na ile mi pozwoli, zapewne jeszcze się okaże. - Przyznał pogodnie. - Nie mam doświadczenia w uzdrowicielstwie, bo szkoliłem się na bycie stróżem prawa. Ale dużo wiem o zielarstwie, do tego umiem robić świeczki i kadzidła, jak już wiesz. - Wyliczał swoje talenty. - Poza tym... będzie pewnie jeszcze kwestia bardziej administracyjna. Papiery, terminarze, spotkania. Zrobię wszystko, czego pani Annaleigh będzie ode mnie potrzebowała. Czym ty się zajmujesz, Peregrinusie? Jesteś tu sam z panem Dolohovem?
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#10
12.10.2024, 16:34  ✶  
— Nie bawisz tu długo, prawda? — Nie było to najbłyskotliwsze spostrzeżenie, ale tylko w ten sposób potrafił skomentować to, że Charlie nie znał ani Dolohova, ani jego osiągnąć. Niesamowite, ile niemających pojęcia o bożym świecie, zagranicznych Mulciberów przywiało w ostatnim czasie do Londynu.
Nim nawiązał współpracę z Vakelem, Peregrinus chwytał się w swojej karierze przeróżnych mentorów. Były to relacje raczej przelotne, na jeden projekt, może dwa, okazjonalne współprace. Korzystając z oferowanej mu przez młodość i rodzinę wolności, skakał z kwiatka na kwiatek, u niczyjego boku nie zagrzał na długo miejsca. Nabył dzięki temu pewną wszechstronność w swojej dziedzinie.
Vakel był pierwszym, z którym pracował tak długo.
— Tak, mistrz Dolohov jest dobrym pracodawcą.
Pomijając to, że innej odpowiedzi na to pytanie udzielić nie mógł, to naprawdę tak myślał. Praca w Prawach Czasu była świetną okazją, pasującą idealnie do wymuszonego na nim stylu życia. Otrzymywał stosunkowo dużo wolności w porównaniu do tego, co mogłoby go czekać chociażby w ściśle hierarchicznym Departamencie Tajemnic, który tak mu się marzył. Robił to, co lubił, i chodziło nie tylko o te badania, które prowadził do projektów Dolohova. Na własne małe zainteresowania również starczało mu czasu. Sytuacja zawodowa była więc niemalże idealna.
Bezpośredniość ze strony Trelawneya miała zaś dopiero nadejść. Po wymijającej odpowiedzi Mulcibera stracił cierpliwość do tej zabawy w kotka i myszkę, choć nie dał po sobie owej irytacji poznać.
— Charles, sugeruję, że nie będziesz ich sprzedawał tak długo, jak tu pracujesz. Dla dobra wszystkich, które, jak sam zadeklarowałeś, leży ci na sercu. Jestem pewien, że swoją romantyczną formułę zdołasz zamknąć w innym kształcie. — Pozostawał uprzejmy, lecz była w tych słowach stanowczość. Nie mógł mu niczego zakazać, brak mu było takiej władzy, lecz chciał, aby to wybrzmiało. Ta strona kamienicy nie będzie zachwycona, jeśli zdecyduje się kontynuować swój mały proceder.
Gdy usłyszał Charlesową teorię, wszystko w nim jakby zwiędło i początkowo nie wiedział, co powinien na to odpowiedzieć. Czy i ten Mulciber postanowił sobie z niego stroić żarty? Czy to było rodzinne?
— Wątpliwe. Odnoszę wrażenie, że Alexander Mulciber w innym miejscu upatruje autorytetów — stwierdził w końcu, mając nadzieję, że to utnie ten niedorzczny temat. — Zapewne zatem okażesz się pani Dolohov przydatny.
Zwykły pomagier, niby nic groźnego. Annaleigh mogła sobie na chłopca na posyłki wybrać dowolnego gówniarza ze smykałką, jakich pełno, ale zdecydowała się na tego konkretnego gorącego ziemniaka, który miał potencjał wokół nich zamieszać. Peregrinus żywił nadzieję, że jedyną osobą, na której się to odbije, będzie ona sama.
— Byliśmy sami — przytaknął. — Od niedawna terminuje tu również nowa uczennica mistrza.
Byli sami. Tyle lat byli tu sami, a w ciągu kilku krótkich miesięcy Prawa Czasu wypełniły się kolejnymi osobami, które zaczęły mącić stare rytuały. Wypełniać przestrzenie, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla niego. Kraść jego wyłączność na Vakela, którą długi czas dzielił jedynie z Annaleigh.


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (2881), Peregrinus Trelawney (3257)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa