Geraldine nie rzucała słów na wiatr. Nigdy. Kiedy wspominała o tym, że potrafi wpakować się w kłopoty była z nim zupełnie szczera, nie powinno go to dziwić, szczególnie, że podczas tej rozmowy była już lekko wstawiona. Wtedy raczej rzadko kiedy potrafiła ukryć prawdę. Można z niej było czytać niczym z otwartej księgi, dlatego raczej wolała nie pić zbyt wiele przy osobach, których nie znała zbyt dobrze. Cóż, Ambroise mógł się więc jedynie upewnić w tym, że Yaxleyówna faktycznie nie do końca była jedną z typowych, czystokrwistych młodych dam. Zresztą pewnie już to zauważył, mało kto z arystokracji zapuszczał się nocą na Nokturn, a ona zachowywała się tu trochę, jak u siebie. Zdecydowanie nie była to pierwsza jej wizyta w tym miejscu.
- Żaden kryptonim, mam tu truchło błotoryja, pewnie jeszcze ciepłe. - Znowu nie zamierzała utajać przed nim prawdy, nie powinno się na te stworzenie polować w zimie, jednak to robiła, bo najwyraźniej ktoś bardzo mocno potrzebował tego martwego zwierzęcia. Zresztą nie było to specjalnie ważne, bo klient za chwilę miał skończyć podobnie do bestii, którą miała w swoim pakunku.
- Nie jest to do końca legalne. - Dopowiedziała, bo mógł tego nie wiedzieć. - Nie powinno się na nie teraz polować. - Kłusowniczka, mógł dopisać do listy opisujących ją słów. Oczywiście nie powiedziała tego w głos, bo nie znosiła się nazywać w ten sposób. Nigdy nie była szczególnie dumna akurat z tej części swojej pracy, ale ktoś musiał to robić, trafiło na nią. Na szczęście mało kto wiedział o tym, że pracuje też w ten sposób, nie do końca legalnie. Na pewno by się nią zainteresowali obrońcy życia magicznych stworzeń.
- Jak widać nie do końca wygodne. - Gdyby bardziej interesowała się swoimi klientami nie mieliby problemu z tym aby zidentyfikować tego mężczyznę. Był to jednak pierwszy przypadek, kiedy coś poszło nie tak, gdy powinęła się jej noga. Jak dotąd takie podejście się sprawdzało, zresztą nie zamierzała go też zmieniać przez tą jedną sytuację. Jak miała zajmować się nielegalnym handlem to tylko i wyłącznie w ten sposób. Zbyt wiele miała do stracenia. Rzadko kiedy w ogóle spotykała się z osobami, z którymi nawiązywała relacje biznesowe. Wolała zostawiać towar w losowych miejscach, podrzucać go niczym dziecko, którego nikt nie chce. Bezpieczeństwo i anonimowość, w tych nielegalnych przypadkach były dla niej najważniejsze. Ambroise był pierwszą osobą z kręgu arystokracji, która dowiedziała się o tej stronie jej działalności. Trudno, jakoś to przeżyje. Nie sądziła, żeby i on pojawił się tutaj przypadkiem, jeśli nie będzie się mieszał w jej biznesy, to ona nie będzie interesowała się tymi jego.
Zdawała sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Gdyby leżący na łóżku mężczyzna miał jakieś szanse na przeżycie to Greengrass stałby już przy jego łóżku i robił jakieś medyczne sztuczki, zamiast tego ciągle znajdował się nad nią. Wiedziała co to oznacza, za chwilę będą mieli tu drugiego trupa.
Podniosła się na nogi, nieco zdenerwowana kiedy zadał jej kolejne pytanie. Skrzyżowała sobie ręce na piersiach, najprawdopodobniej w pozycji obronnej. - Nie kurwa, nie, nigdy jeszcze nikogo nie zabiłam. - Powiedziała nieco uniesionym tonem. Najwyraźniej czuła się odpowiedzialna za to, że mężczyzna nie przeżył. - To mój pierwszy raz. - Można było wyczuć gorycz w jej słowach. Nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, no ale co się stało to się nie odstanie.
Mieli kilka opcji, mogli podrzucić go do jakiejś alejki, ale wtedy na pewno ktoś znalazłby go rano. Nie była to chyba najlepsza opcja. - Właściwie, jak to się stało, że tu z nim przyszedłeś? - Powinna zapytać o to wcześniej, póki co przecież nie podzielił się z nią tą informacją, a wydawała się jej być dość istotna.
- Możemy o transmutować w zwierzę i gdzieś przenieść, jest jednak lekki problem, ziemia jest zmarznięta, ciężko będzie wykopać dół, najlepiej, abyśmy udali się głęboko w las, żeby zwierzęta i ludzie go nie wyczuli. - Wpatrywała się w rannego, w sumie prawie martwego o którym rozmawiali. Jej spojrzenie było chłodne, zobojętniała gdy zaczęli rozmawiać o tym, co z nim zrobią. Ciekawe, czy ma rodzinę, czy ktoś będzie go szukał. Przeszło jej przez myśl.