30.09.2024, 20:27 ✶
Cóż, po oberwaniu zaczarowanym pyłkiem z d e c y d o w a n i e nie zamierzał już próbować załatwiać tej sytuacji na własną rękę. Zwłaszcza, że do jego uszu właśnie doszła informacja, że towarzyszący mu mężczyzna miał jednak jako-takie pojęcia na temat własnego stanu i najwyraźniej wpadł także na pomysł, jak to wszystko przywrócić do normalnego stanu rzeczy. Rychło w czas.
Oby tylko niczego nie spalił, pomyślał ze zgrozą Cameron, gdy zdołał w końcu zapanować nad bólem przenikającym jego ciało. Mimowolnie przeszło mu przez myśl, że Samuel mógłby spróbować dosłownie wysadzić w powietrze te wszystkie roślinki. Byłoby to bardzo efektywnym rozwiązaniem, ale czy rynek Lovegoodów by przy tym nie ucierpiał? Oczami wyobraźni Lupin już widział, jak magiczny ładunek wnika w głąb pnączy, aby wysadzić je od środka: bez względu na to, czy jej części znajdowały się na świeżym powietrzu, czy też wniknęły w fasady, fundamenty czy nawet chodnik.
Nie było jednak czasu na kłócenie się. Już i tak dał z siebie zrobić idiotę, próbując pomóc na własną rękę. Następnym razem powinien wziąć ze sobą jakieś wsparcie. Może nie w postaci Florence Bulstrode, ale kogoś innego zaznajomionego ze specyfiką pracy w jej zespole badawczym? Taaak, to mogłoby mu bardzo pomóc w codziennych obowiązków. W każdym razie: Cameronowi koniec końców udało się zlokalizować różdżkę Samuela i wręczyć ją starszemu czarodziejowi.
— Mam nadzieję, że wiesz, co robisz — przyznał z nutką nieufności w głosie, jakby właśnie wręczał komuś wysoce niestabilny eliksir, który w każdej chwili mógł wybuchnąć.
Oby tylko niczego nie spalił, pomyślał ze zgrozą Cameron, gdy zdołał w końcu zapanować nad bólem przenikającym jego ciało. Mimowolnie przeszło mu przez myśl, że Samuel mógłby spróbować dosłownie wysadzić w powietrze te wszystkie roślinki. Byłoby to bardzo efektywnym rozwiązaniem, ale czy rynek Lovegoodów by przy tym nie ucierpiał? Oczami wyobraźni Lupin już widział, jak magiczny ładunek wnika w głąb pnączy, aby wysadzić je od środka: bez względu na to, czy jej części znajdowały się na świeżym powietrzu, czy też wniknęły w fasady, fundamenty czy nawet chodnik.
Nie było jednak czasu na kłócenie się. Już i tak dał z siebie zrobić idiotę, próbując pomóc na własną rękę. Następnym razem powinien wziąć ze sobą jakieś wsparcie. Może nie w postaci Florence Bulstrode, ale kogoś innego zaznajomionego ze specyfiką pracy w jej zespole badawczym? Taaak, to mogłoby mu bardzo pomóc w codziennych obowiązków. W każdym razie: Cameronowi koniec końców udało się zlokalizować różdżkę Samuela i wręczyć ją starszemu czarodziejowi.
— Mam nadzieję, że wiesz, co robisz — przyznał z nutką nieufności w głosie, jakby właśnie wręczał komuś wysoce niestabilny eliksir, który w każdej chwili mógł wybuchnąć.