03.10.2024, 21:40 ✶
Roselyn nie skomentowała już tego. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że będą potrzebowali masy alkoholu. Głównie dlatego, że wbrew pozorom zdawała sobie sprawę z tego, w jak wielkie gówno wdepnęła, ale też miała wrażenie, że brat nie mówi jej wszystkiego. Nie mogła go jednak winić, w końcu każdy miał przed innymi swoje własne tajemnice. Ona także, chociaż jakaś jej część twierdziła, że ona mogła mieć tajemnice, a on: nie. Czy będzie gotowa zdradzić mu cały przebieg tego nieszczęsnego przyjęcia? Nie miała pojęcia. Może jej się coś wyrwie po pijaku, ale... Wolałaby jednak nie przyznawać się do tego, że gdy widzi coś, co w jej mniemaniu jest cenne, to nie może się powstrzymać przed tym, by po to sięgnąć.
Całą drogę do jego mieszkania milczała. Milczała, bo była obrażona jak sto pięćdziesiąt. Milczała bo była zła, że ją tak potraktował, mimo że miał do tego pełne prawo i pewnie zareagował lepiej, niż zareaguje ich ojciec. Ale nie mogła nie skomentować faktu, że Ambroise ze wszystkich dostępnych mieszkań, przy całej swojej pensji z Munga, wybrał akurat to, które znajdowało się na ostatnim piętrze.
- Ja pierdolę, dostać się tu do ciebie... - Roselyn była słabo zbudowana. Znajdowała się wręcz na granicy niedowagi, a jakikolwiek większy wysiłek fizyczny był dla niej niemalże zabójczy. Co piętro musiała więc zwalniać, a gdy byli już na samej górze, była czerwona jak burak. Chyba nawet się spociła, bo ściągnęła sweter i ścisnęła go w dłoni. Dyszała ciężko, mrużąc oczy. - Czemu... Kurwa... Ostatnie... Piętro?
Dodałaby pewnie coś w stylu "nie stać cię na coś lepszego? Pożyczyć ci pieniądze? A może poprosić ojca, mówiąc że sobie nie radzisz", ale była na to zbyt kurewsko zmęczona. Miała nawet problem, by trafić kluczem do zamka.
Nie była tu wcześniej - gdy dostała klucze, to nie skorzystała z zaproszenia, więc nic tutaj nie przestawiała, bo po prostu jej nie było. Teraz jednak, ignorując brud, który był wszechobecny, podeszła do łóżka i walnęła się na nie z cichym "uff".
- Wszystko - odpowiedziała, przeczesując palcami mokre od potu włosy. Przekręciła się na plecy i wsparła na łokciach, by móc usadowić się tak, żeby obserwować brata. Bezpardonowo wyciągnęła w jego stronę rękę. Nie zamierzała się jednak kłócić o alkohol, a tym bardziej nie planowała pić prosto z butelki. - Zacznijmy może od... Nie wiem. Masz tu jakieś szklanki? Czy ty tu sypiasz, Roise? I czy sprzątasz? To chyba ważniejsze pytanie. Wiesz, że w razie czego rodzice użyczyliby skrzatów, żeby się pozbyć chociażby tych pajęczyn, nie?
Zapytała, marszcząc brwi. Dopiero teraz zaczęła dostrzegać brzydotę tego miejsca. Aż dziwne, że cokolwiek na Pokątnej tak mogło wyglądać, ale z drugiej strony wiedziała, że zapuszczenie mieszkania mogło je doprowadzić do ruiny. To chyba nie było jego mieszkanie, pisał że wynajmował... Landlord nie czepiał się, że był tu taki syf?
- Okej. I? - zapytała, wstając. Przeszła do kuchni, zabierając mu przy okazji flaszkę. Nie czuła się tu jak u siebie, ale zaczęła myszkować w poszukiwaniu jakichkolwiek naczyń. - Do brzegu, Ambroise. Wiem, że masz z nimi na pieńku, to się czuje. Pytanie tylko: dlaczego?