• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[07.08.72] Bóg napisał krótki wstęp, ludzi szanuj k***y tęp

[07.08.72] Bóg napisał krótki wstęp, ludzi szanuj k***y tęp
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
12.09.2024, 22:00  ✶  

Potrzebne było mu to wesele u Blacków, jak druga dziura w dupie. No może nie dosłownie, ale wyszedłby na tym zdecydowanie lepiej, gdyby go tam nie było, a najlepiej całego tego wydarzenia. Bo Alexander był jak ten karakan, mógł go napierdalać pięściami, a on i tak wyjdzie choćby zza framugi i spierdoli mu humor samą obecnością. Co najważniejsze był tak samo ohydy i paskudny w usposobieniu jak ten inspekt i tak samo niepożądany na weselu jak karaluch w spiżarni.

Po tym co odstawił na uroczystości, powinien zostać permanentnie nakreślony jako persona non grata w każdym czystokrwistym domu. A gdyby tylko miał taką moc sprawczą jak nestorzy starych rodów, przynajmniej od doby ten rumuński pies stałby się celem excommunicatio wszystkich Lestrangów. Na jego szczęście takiej mocy Louvain nie miał, a co najgorsze nestorzy nie mówili wspólnym głosem w tej sprawie.

Nigdy nie ciążyła mu łatka "nierozerwalnych bliźniaków" z Lorettą, tak jak teraz. Nad jego domem non stop kręciły koła kolejne sowy, które przynosiły kolejne listy z zapytaniami o co chodzi z tymi plotkami. Czy to prawda, że Loretta wyszła za mąż w sekrecie? Nagle z dnia na dzień stał się jej sumieniem, bo najwyraźniej siostrzyczka zapomniała o swoim. Gdyby nie to, że przez prawie całe życie, faktycznie byli zgranym duetem, miałby ten incydent gdzieś i po prostu przyglądałby się jak sępy krążą nad padliną z jej godności. Odpowiadał na te listy wyłącznie dla dobra ich wspólnego nazwiska, póki jeszcze takie ich łączyło, ale niech mu Matka będzie świadkiem; niech popłynie razem z rynsztokiem, dokładnie tam gdzie jej miejsce.

Właśnie wracał Horyzontalną z krótkiej wizyty u Annaleigh, by zapozorować że ma wszystko pod kontrolą i działa jak tylko może, żeby uspokoić te wizerunkowe bagienko, kiedy zaraz miał usłyszał dość interesującą rozmowę. Przystanął na moment przy budce z kawą, żeby zapalić i przeczytać dzisiejszego Proroka, cokolwiek tylko żeby zagłuszyć nienawistne myśli we własnej głowie. Ledwie zdążył zamieszać cukier w filiżance i przewrócić pierwszą stronę dziennika, a grupa wiekowych czarodziejów tuż obok niego, wzburzyła się od intensywności własnej dyskusji. Zaciekawił się, bo burdy na ulicy to zawsze coś interesującego, szczególnie kiedy każdy kolejny z zamieszanych miał bardziej siwą brodę od poprzedniego.

Uśmiechnął się ironicznie, kiedy zrozumiał sedno żwawej dyskusji, bo wydało mu się to nawet interesujące. - No pewnie, że to szlama. Strzel mu w pysk! - zawołał w ich kierunku, bo czemu by nie dolać benzyny do tego ogniska? Nie sądził, że jego podżegająca wstawka zostanie tak szybko i tak dosłownie odebrana, bo już kilka sekund później, jeden do drugiego wyskoczył łapiąc za kołnierz. Szarpnięcie, odepchnięcie, a potem kolejny coś burknął i przepychanka przeniosła się na środek ulicy. Mało tego, bo do dyskusji została mimowolnie wchłonięta niewinna, młoda czarownica, przez co Louvain musiał, aż zagryźć rękaw by nie wybuchnąć śmiechem. Szybko jednak rozpoznał w niej pracownicę Praw Czasu, Scyllę. Dlatego instynktownie poderwał się do zbiorowiska.

- Dziadku, jak będziesz taki rześki, to ci rentę zabiorą... - syknął nabierając już ostrzegawczych tonów. Od razu chwycił za łokieć starczego pana, który bez pardonu zaczął się naprzykrzać znajomej Greyback.

nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#2
14.09.2024, 02:05  ✶  
Ulica Horyzontalna zdawała się dziś bardziej zatłoczona niż zwykle. Wyszła z Praw Czasu tylko na moment, bo zwyczajnie skończył się cukier - nikt z obecnych w gabinecie nie mógł się posiąść ze zdziwienia, że w miejscu pełnym jasnowidzów nikt nie przewidział takiego obrotu spraw, ale przecież nie zajmowali się tam sprawami przyziemnymi. No dobrze, czasem spoglądali w kulę tylko i wyłącznie po to, żeby lepiej obgadywać ludzi, ale to nadal bardziej ekscytujące niż zawartość szafek w kuchni.
Z charakterystycznym dla siebie zagubionym spojrzeniem sunęła wąskim brukiem, starannie trzymając w dłoniach torebkę z cukrem. Przytulała ją do siebie jak matka dziecko, próbując dotrzeć do gabinetu najszybciej jak tylko się da. Zza rogu dobiegły podniesione głosy, które początkowo przypominały jej szum wiatrów przynoszących ostrzeżenie. Kiedy jednak dźwięki nabrały kształtów, dostrzegła grupkę staruszków kłócących się przy jednym z pomniejszych straganów z kawą. Pomimo ich sędziwego wieku, złość kipiała z nich jak świeżo przyrządzony eliksir.
Scylla zatrzymała się na moment, jakby zahipnotyzowana widokiem tej nietypowej sceny. Widziała przyszłość, ale rzadko kiedy potrafiła przewidzieć takie codzienne wydarzenia. W jej głowie rozbrzmiał chór głosów, szepczących o zbliżającej się konfrontacji, iskrach i ogniu, który rozgorzeje nad ich głowami.
Sypały się nieprzyjemne epitety; z gąszczu podniesionych głosów i wyzwisk, na które patrzyła ze skrzywioną miną i zmarszczonym czołem, bo jazgot doprowadzał ją do fizycznego dyskomfortu, wyłowiła coś o nieczystej krwi, a potem nazwisko obecnej Ministry Magii. Myśl o szlamach - tych niegodnych dotykania magii - zawsze budziła w niej lęk i niepokój. Gdyby tylko mogli zniknąć, świat byłby bardziej harmonijny, a ona uniknęłaby wiele bólu dorastając. Nigdy żaden mugolak nie wyciągnął do niej pomocnej dłoni, zawsze robili to pełnoprawni czarodzieje. Już nawet nie rozchodziło się o czystość krwi, a środowisko, z którego mugolskie dzieciaki się wywodziły. Prymitywne, zacofane, bez poszanowania nie tylko dla cudzych kultur, ale też dla siebie nawzajem. To byli ludzie zrodzeni z chaosu i zacietrzewienia. Brudna krew tylko potwierdzała, że ich dusza jest zgubiona.
Niestety, zanim zdążyła odejść, spór eskalował. Nie chciała dolewać oliwy do ognia, bo miała w planach wrócić jak najszybciej do Praw Czasu, ale na własne nieszczęście została wezwana do tablicy.
Jakiś dziadek na nią wpadł, przez co cukier wypadł jej z rąk i rozsypał się na bruku. To nie był dobry omen; Scylla patrzyła na białe drobinki pokrywające jej buty i naprawdę walczyła ze sobą, żeby tego nie eskalować. Niemniej zmarnowane pieniądze oraz czas, a także postawienie jej pod ścianą przez zwolennika tych... brudasów, wyprowadziło ją z równowagi, którą utrzymywała całe życie tylko i wyłącznie na słowo honoru oraz dobre chęci. Kiedy zapytał ją, czy też uważa Jenkins za szlamę, było to ekwiwalentem zarzucenia czerwonej płachty na byka.
- Owszem, tak właśnie sądzę! - Podniosła głos, po czym kopnęła czubkiem buta w rozsypaną górkę cukru tak, by z impetem poleciał dziadkowi prosto w oczy. - Wszystko się przez was sypie, wszystko! Nawet ten przeklęty cukier! - Rozemocjonowała się, nie próbując ukryć łez, które stanęły jej w oczach. Scylla nie była smutna, była bardzo przestraszona. Wydarzyło się zbyt wiele na raz i nie umiała złapać za wodze emocji.
Znajomy głos przywołał ją nieco na ziemię. Słysząc komentarz Louvaina, spojrzała na niego błagalnie wręcz, jakby naprawdę chciała, żeby przemeblował temu szlamolubnemu dziadkowi do orzechów gębę, a potem zabrał ją z dala od miejsca zdarzenia. Marzyła o tym, by nie musieć mieć z takim rodzajem ludzi już nigdy więcej do czynienia.


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
24.09.2024, 21:58  ✶  

Sam mógłby podpisać się pod każdym zdaniem Scylli, które krążyło jej w myślach i to obiema rękami naraz. Z tym, że on nigdy nie musiał obawiać się szykan ze strony mugolaków, a wręcz przeciwnie. Z każdym kolejnym latem i z każdą kolejną skończoną klasą, starał się tylko jak mógł być zmorą i postrachem dla kolejnych roczników tych parszywców. Pokraczna hańba w ludzkiej skorupie na dorobku kulturowym magicznej społeczności. Nie miał najmniejszych skrupułów, by znęcać się w poniżających zagrywkach nad pierwszakami, samemu będąc bliżej zakończenia nauki. Ci starsi, zwłaszcza gryfoni czasem stawiali opór i właściwie z rzadka pozwalali się złamać, niezbyt skorzy do obdarowania Louvaina swoim płaczem i prośbami o zaprzestania złośliwości.

Niemniej jednak szkolne lata wspominał pod tym względem z łezką nostalgii w kąciku oczu. Wtedy czarodziej jakoś mniej musiał obawiać się konsekwencjami, a wybryki ze szkolnych korytarzy częściej uchodziły na sucho, niż w dorosłym życiu. Szczególnie w obecnych czasach, a już zwłaszcza po tegorocznym Baltane należało uważać w czyjej obecności mówiło się najszczerszą, ale niewygodną dla wrażliwych uszu prawdę na temat mugolackiej lubieżności.

Dlatego Lou kiedy już wyczuł okazję do swojego ulubionego typu konfliktu, czyli na tle ideologicznym, zamierzał wejść w to po całości. Nie żeby miał jakieś specjalną potrzebę szlachetnych zachowań wobec panienki Greybeck, nawet jeśli nie była mu znowu tak obca, po prostu poczuł zew afery. Jaranie się Vakelstwem to straszny obciach, więc nawet w swojej wibracji uroczej i powściągliwej panienki, była dla niego w pewnym stopniu odpychająca. No i umówmy się, straszny z niej dziwoląg, ale to już nie od wczoraj. Jeśli sięgnąłby pamięcią, to pewnie z tego tytułu w Hogwarcie, też zaczepiał ją. No i raczej w niemiłym tonie.

No ale kiedy to było i kto by to rozpamiętywał? No na pewno nie Louvain. Nie teraz kiedy jego uszom dobiegła całkiem przyjemna melodia z jej ust. Nie posądzałby ją o tak bardzo rozsądne postulaty, ale ku jego zaskoczeniu było to bardzo zgodne z tym co osobiście myślał. Dlatego jak na rasowego oportunistę przystało, zwęszył okazję nosem. Osaczona i zaszczuta, z aż nadto widocznym przejęciem na twarzy. Nie umknął mu ani gest kopnięcia kostki cukru w stronę dziada, ani błagalne spojrzenie które na nim zawiesiła. Z jej mowy ciała można było wyczytać sporo, zdecydowanie wystarczająco żeby pobawić się w śmierciożerczego rycerzyka.

Najpierw zgrabnym ruchem odgrodził staruszkowi drogę od Scylli, zasłaniając ją własną posturą, niczym bodyguard którym nigdy nie był i nigdy nie zamierzał, ale cóż. Okazja czyni Naśladowcę. Odepchnął go oburącz, mocno. Na tyle mocno, że zapomniał, że to wciąż pieprzony dziadyga, słabszy i bardziej chwiejny. Dlatego kiedy zobaczył jak "pan obrońca szlamowatych" zaraz ma stracić równowagę, chwycił go za te jego siwą i długą brodę, zapobiegając bolesnemu upadkowi. Jeszcze tego by brakowało, by przypadkowo roztrzaskał sobie ten zatruty łeb, a winą obarczyliby Louvaina. Pięknie zaskrzypiał z bólu, co mimowolnie wywołało złowrogi uśmieszek na twarzy Lestranga.

- Ajajaj, tyle lat, a rozumu brak... - rzucił szyderczo, kręcą głową na boki ewidentnie zniesmaczony tym w jak szybko znalazł się agresor w tej żałosnej pozycji. Potrząsnął jeszcze kilka razy, szarpiąc za te jego białą brodę, by ten mógł jeszcze bardziej żałośnie pojękiwać. - Słaby i głupi, zresztą jak każda szlama. - rzucił. Przyciągnął go w końcu, żeby spojrzeć mu w oczy. I tak jak obstawiał, w tych starych oczach w miejsce chwilowej zuchwałości pojawił się paraliżujący strach o własne bezpieczeństwo. Mocni to byli tylko w gębie, ale kiedy przychodziło do przemawiania w języku przemocy, szybko miękli jak stare frytki do śmierdzącej ryby. Chwycił go za kołnierz i wyprostował mu go, przyklepując kilka razy do jego szaty. Podobnie zrobił z jego mycką, czy czymkolwiek zakrywał swoje pomarszczone zakola. - Pan starszy chciałby teraz przeprosić za swoje zachowanie, mam rację? - odwrócił się w stronę Scylii. Jego dłonie dalej spoczywały na głowie starca i widząc jak nawet nie ma odwagi oderwać wzroku od bruku, obrócił mu twarz szarpnięciem tak, by panienka Greyback mogła również zobaczyć wylewający się strach z jego oczu. Chciał oddać jej trochę pewności siebie z której została brutalnie ograbiona, a może nawet podzielić się kawałkiem brawury, który potrafił z siebie wydobyć w takich sytuacjach. Przecież nic tak nie budowało, jak zemsta. Zemsta na wroga, z bogiem, lub pomimo boga.

nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#4
29.09.2024, 00:58  ✶  
Scylla stała nieruchomo, obserwując, jak sytuacja rozgrywa się przed jej oczami, czując, jak serce przyspiesza pod naporem narastających emocji. Wszystko wokół zdawało się nagle zwolnić - echo kroków starca odbijające się od ścian wąskiego przejścia, syk jego oddechu, szum wiatru w oddali. Każdy detal otoczenia stawał się nienaturalnie wyraźny: faktura kostki brukowej pod jej butami, drżenie dłoni starca, które wcześniej wydawały się tak pewne, a teraz ledwie mogły go podtrzymać.

Nienawidziła konfrontacji. Sytuacje pełne emocji i gwałtownych reakcji nie były jej domeną. Zawsze wolała analizować zdarzenia z dystansu, patrzeć na nie poprzez pryzmat swojej pokrętnej logiki, ale teraz była w samym środku czegoś, czego nie mogła zignorować. Louvain wkroczył pomiędzy nią a agresora, a jego zuchwałe działanie miało efekt, którego się nie spodziewała. Wyrwał jej tę chwilę niepewności, przejął kontrolę nad sytuacją - to, czego Scylla nie potrafiła zrobić. Kiedy złapał starca za brodę i szarpnął go, coś w niej zareagowało. Ten gwałtowny ruch, choć wywołał dyskomfort, sprawił, że na moment poczuła coś dziwnego - przypływ mocy.

Jej myśli zaczęły się kotłować, dygocąc na krawędzi zrozumienia. Obserwując, jak starzec został sprowadzony do takiego stanu, poczuła dziwne ciepło rozlewające się po jej ciele. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego - władzy, która teraz zdawała się należeć do niej. Wzrok miała utkwiony w rękach Louvaina, ale to poczucie kontroli, tej cichej dominacji nad sytuacją, uderzyło ją jak fala. Zamiast dyskomfortu, jaki zazwyczaj odczuwała w takich momentach, pojawiło się coś nowego - niepokojąca satysfakcja.

Nie rozumiała tego w pełni, ale czuła, że może coś z tym zrobić. Jej palce drgnęły niepewnie, jakby próbowały dotknąć tej nieuchwytnej emocji, której wcześniej nigdy nie miała okazji poznać. Przesunęła wzrok na twarz starca, który drżał pod wpływem ucisku Louvaina. Scylla zrobiła krok do przodu, niepewnie, ale z każdym ruchem czuła, że jej wewnętrzne napięcie maleje. Coś w niej chciało tej władzy, tego momentu, w którym mogłaby kontrolować całą sytuację. Niezrozumiała potrzeba przejęcia sterów nad tym człowiekiem - a może nawet nad samą sobą - zaczęła w niej kiełkować. Jakby, wbrew swojej naturze, chciała się upewnić, że ten, który ją zastraszył, teraz ją przeprosi, uzna jej siłę.

Podniosła rękę, palce drżały delikatnie, gdy spojrzała na starca. Louvain zerknął na nią kątem oka, oczekując dalszych instrukcji. To ona teraz miała głos, miała możliwość, by zrobić krok naprzód. Przez chwilę oddychała ciężko, czując rosnący w piersi strach i jednocześnie... ekscytację. To było nowe, dziwne, niepokojące. Chciała, by przestał, by starzec odszedł, ale równocześnie coś w niej krzyczało, by zdominować sytuację, by wyegzekwować to, co jej się należało. Przeprosiny.

- Powinieneś... - zaczęła niepewnie, cicho, ale z każdym słowem jej głos stawał się mocniejszy, choć nieco drżący. - Powinieneś mnie przeprosić. - To brzmiało jak rozkaz, a nie prośba. Jej wzrok spotkał się ze wzrokiem starca, a ona poczuła w sobie dziwne ciepło, które wzbudzało tę dziwną satysfakcję. Serce biło mocno, a mimo to czuła, że w jakiś sposób to kontroluje.
Starzec, z trudem łapiąc oddech, spojrzał na nią z przestrachem. Louvain wciąż trzymał go mocno, gotowy do dalszych działań, ale Scylla poczuła, że teraz to ona nad wszystkim panuje. Starzec chrząknął, a jego głos, drżący i cichy, wydał się jej niemal jak triumf.
Przepraszam wymamrotał ledwie słyszalnie, jego twarz wyrażała czyste upokorzenie. Scylla nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego ten moment sprawił, że poczuła się lepiej, dlaczego satysfakcja z tego aktu była tak silna, choć chwilę wcześniej wolała po prostu, by wszystko się skończyło.
- Głośniej - szepnęła, wciąż patrząc na niego, choć jej oczy wydawały się być już gdzieś daleko. Chciała poczuć jeszcze trochę tej władzy, jeszcze chwilę kontrolować coś, co wydawało jej się wcześniej poza jej zasięgiem. Starzec, teraz już z większą desperacją w głosie, podniósł wzrok i niemal wykrzyczał:
- Przepraszam! - Słowa rozbrzmiały w powietrzu, a Scylla zamknęła na chwilę oczy, chłonąc to dziwne uczucie spełnienia. To nie miało sensu, ale nie musiało mieć sensu. To była chwila, którą mogła kontrolować - a kontrola była tym, czego zawsze nieśmiało pragnęła.

Dopiero po chwili, gdy starzec zaczął się wycofywać, coś w niej zaczęło się rozpływać. Jej dłonie, wcześniej tak pewne siebie, znów zaczęły drżeć, a w głowie pojawił się lekki chaos myśli. Poczuła, że wszystko powoli wraca do normalności, a ona sama znów zaczynała analizować całą sytuację, próbując zrozumieć, co właściwie zaszło. Scylla była teraz chodzącym nieładem, przypominając kogoś, kto wyrwał się z transu i nie mógł przetrawić, co właśnie uczynił. Błądziła wzrokiem po otoczeniu, mrugając gwałtownie, próbując się otrząsnąć. Spojrzała wreszcie na Louvaina, chyba w wyrazie podzięki - niemniej nie była w stanie przeobrazić tego wyrazu w słowa.


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
29.09.2024, 19:07  ✶  

Ciężko powiedzieć, że starszy pan z siwą brodą był faktycznie jakimkolwiek zagrożeniem. Przynajmniej z perspektywy Lestranga. Nawet przez krótki moment zaintrygowało go, co tak naprawdę skłoniło dziadusia do napaści na niewinną Scyllę. Co się stało, że potraktował wcześniejszą, mało wybredną zachętę Louvaina do podniesienia pięści, bardziej dosłownie niż faktycznie powinien? Może był przekonany, że jego status starca uchroni go przed kłopotami? A może po prostu w ogóle nie pomyślał i uderzył ze swoimi ideologicznymi pretensjami do pierwszej osoby, którą w ogóle dostrzegł? Najpewniej tak.

Szczerze to powątpiewał, by sytuacja mogła jakkolwiek eskalować, nawet jeśli nie zainterweniowałby w porę. Z własnego doświadczenia, a może nawet autosugestii, nie przypisywał szlamolubnym zbyt wiele iskry i narwaństwa w serwowaniu swoich obrzydliwych postulatów. Jednak nigdy nie wiadomo. No bo wystarczy tylko spojrzeć na Scyllę. Filigranowa postać z oczu których biła dziecinna naiwność na kilometr. Taka ażurowa panienka i choć ubrana skromnie to dalej elegancko. Mówiąc dosadnie, idealna ofiara dla pijanego ojczyma. Wyczuł to pewnie i fan ministry magii, więc uznał ją za łatwy cel do wylania swoich kretyńskich frustracji.

Zamilkł na dłuższą chwilę, obserwując zakrzesane przez niego iskierki pogardy, sprzed momentu, zaczynają żarzyć się wewnątrz Greyback. Cały czas starał się utrzymywać groźny grymas na twarzy, by nie psuć tej atmosfery udzielania dziadydze lekcji pokory, jednak wewnątrz był bardzo ukontentowany. Osobiście dodałby trochę więcej jadu i toksyny, ale to co przedstawiła było w zupełności wystarczające. Nie tak szybko buduję się ogólną dominację. Powoli. Małymi kroczkami.

Odpuścił z ciasnego uścisku dopiero, kiedy jasnowidzka dostała to czego oczekiwała. Spojrzał w bok, na grupę gapiów, podobnych wiekiem do ich staruszka, a w ich oczach również dostrzegł kawałek konsternacji. Dlatego ze specjalną dedykacją dla nich, na odchodne kopnął czmychającego przed nimi dziadeczka w tyłek, chcąc delikatnie zasugerować jego kolegom, że ich też mogą spotkać analogiczne kłopoty, jeśli również będą zbyt wyrywni na swój wiek.

Milczał tak długo, aż tamten zniknął za rogiem ulicy. - To było dość... ciekawe. - odezwał się końcu, wyrażając powściągliwą aprobatę. Diabelski uśmieszek w końcu wkradł się w kąciki jego ust. Może i dla niego nie było to nic bardzo szczególnego, bowiem on karmił się konfrontacjami. Jednak widząc jak to co było dla niego całkiem powszechne, a co dla sarenki Greyback było zupełnie czymś nowym, pewien rodzaj ekscytacji udzielił się również jemu. W końcu odwrócił się frontem do znajomej, lustrując ją spojrzeniem od góry do dołu. Nie trzeba było być uzdolnionym behawiorystom, by dostrzec że niemalże drży od skumulowanych emocji.

- Wszystko w porządku? Nic Ci nie zrobił? - zapytał spokojnie, starając się zabrzmieć na tyle troskliwie na ile potrafił. Właściwie to zagaił kurtuazyjnie, bo przecież widział całą sytuację od początku. Największych obrażeń doznała właściwie ta paczka cukru, którą upuściła sarenka. Dlatego właśnie przyklęknął nad kopczykiem cukru i lekko zniesmaczony zacmokał, kiedy podniósł rozerwane, papierowe opakowanie. - Z tym już niestety, chyba nic nie poradzimy... - rzucił niby zmartwiony. Wyjął spod letniego płaszcza swoją różdżkę po to by zaklęciem translokacji wyrzucić opakowanie razem z zmarnowanym cukrem do stojącego najbliżej nich kubła na śmieci. W końcu to oni byli lepsi, a przynajmniej starał się by ażurowana panienka poczuła się tak samo jak on. Należało posprzątać bałagan po sobie, nawet jeśli nie postał z ich winy. Dlatego jak na czarodziei wyższej kultury, lepszej kultury, odpowiednim było zachować się bardziej dojrzale, niż ci którym mieli wspólnie pogardzać. Nawet jeśli przed chwilą przemocą zmusili starszą osobę do posłuszeństwa, wciąż mogli wracać do eleganckich manier. - Ale możemy razem pójść po jeszcze jedną paczkę, jeśli tylko sobie życzysz. Zaoferował się z należytą grzecznością. Uśmiechnął się dość łagodnie, starając się przynajmniej własnym opanowaniem, uspokoić wybitą z rytmu koleżankę. Zdecydowanie lepiej udawał gentelmena, niż starał się być w rzeczywistości, ale dla takiej okazji mógł przez moment zagrać takiego. Jeśli to miało pomóc w rozszyfrowaniu Scylli, to rzeczywiście byłby w stanie nieco poczarować dobrymi manierami.

- Przy okazji chętnie posłucham twojego rozwinięcia dlaczego "Jenkins to szlama". Uniósł zgięty łokieć w geście zapraszającym do wspólnego spaceru po Horyzontalnej. Co prawda nie potrzebował dodatkowych argumentów stojących za tą uroczą tezą, sam był dokładnie takiego samego zdania, ale z chęcią wysłucha co tam w duszy Scylli gra jeśli chodziło o koncept czystości krwi.

nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#6
03.10.2024, 23:34  ✶  
Scylla wciąż czuła, jak adrenalina powoli opuszcza jej ciało. Słowa Louvaina, wypowiedziane z niemal chłodną aprobatą, tylko wzmocniły jej pewność siebie, mimo że serce nadal biło jej szybciej niż zwykle. Poczuła na sobie jego spojrzenie, kiedy lustrował ją wzrokiem. Było coś niepokojącego w tym, jak potrafił zachować równowagę między brutalnością a elegancją, choć nigdy wcześniej nie widziała tego u niego tak wyraźnie.

Zaśmiała się nerwowo, kiedy wspomniał o zniszczonej paczce cukru, jakby to była drobna niedogodność po tak dramatycznym zajściu. Próbowała nie patrzeć na uciekającego starca, bo wiedziała, że widok ten mógłby tylko na nowo wzbudzić w niej gniew, który z trudem tłumiła.
- Wszystko w porządku, dziękuję - odpowiedziała, próbując brzmieć pewnie, choć czuła, jak jej głos lekko zadrżał. - Słyszałam w życiu gorsze od lepszych. - Wzruszyła ramionami, chcąc dziarsko zbyć całe zajście, ale choć nie skłamała, cały obraz mogło burzyć jej widoczne roztrzęsienie nieproszonym starciem.

Spojrzała na niego, kiedy zaproponował wspólny spacer po nową paczkę cukru. Ten jego elegancki sposób bycia, w połączeniu z niedawną brutalnością, fascynował ją, choć jednocześnie budził w niej niepokój. Czy to właśnie w ten sposób działała wyższość krwi, o której tak często mówiono w jej kręgach? Życie wśród czystokrwistych było jak nieustanna walka o dominację, a Louvain zdawał się doskonale balansować na granicy siły i wyrafinowania.

- Chętnie pójdę po nową paczkę - odpowiedziała, odwzajemniając jego uśmiech, choć w jej oczach wciąż była lekka niepewność. Próbowała zrozumieć, czy to, co się wydarzyło, było kolejnym krokiem w jej drodze do stania się kimś więcej niż tylko "ażurową panienką", jak zdawał się ją postrzegać. No i nie miała wyboru, musiała wrócić po ten cukier. Nie miała zamiaru wracać do Praw Czasu z pustymi rękoma.

Kiedy Louvain uniósł zgięty łokieć, Scylla zawahała się na moment, a potem delikatnie wsunęła w niego swoją dłoń. Ten gest miał w sobie coś staroświeckiego, niemal ironicznego, biorąc pod uwagę to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Jenkins... - zaczęła powoli, jakby szukała słów, które mogłyby oddać jej myśli. - Nie mam nic do jej osoby, bo jej nie znam. Ale jej wizja świata... nie pasuje. Ani do nas, ani do przyszłości, na jaką zasługujemy. - Zacisnęła delikatnie dłoń na ramieniu Louvaina. - Każdy mugolak jakiego poznałam, był wobec mnie zwyczajnie... wredny. Odnosili się do mnie i do naszej kultury z pogardą. Ich obecność jest jak trucizna, powolna, ale nieubłagana. I nie chcę, żeby to miało na nas wpływ. -

W jej oczach pojawił się błysk determinacji. Ta rozmowa, choć pozornie spokojna, miała dla niej głębsze znaczenie. Chciała, żeby Louvain zrozumiał, że choć wyglądała jak krucha sarenka, była gotowa na walkę o przetrwanie ich świata w takiej formie, w jakiej go zastała. Wyznanie Scylli było szczere, nie miała żadnych ciepłych uczuć wobec szlam. Wręcz czuła się przez nich skrzywdzona.

- Ja sama nie jestem czysta jak łza - przyznała się do swojej krwi bez bicia, nie mając zamiaru udawać kogoś, kim nigdy nie była. - Ale jestem stąd i rozumiem, jak ważna jest integralność naszego społeczeństwa. Przecież nie bez powodu amnezjatorzy czyszczą pamięć wszystkich mugoli, którzy wejdą z nami w niepożądany kontakt. Oni są zbyt ograniczeni, zbyt małostkowi, by zrozumieć - dodała cicho, ale z przekonaniem w głosie. - I choć nie mam nic osobiście do Jenkins, boję się, że z kimś takim na czele, sytuacja wymknie się nam spod kontroli i nasz świat przestanie przypominać samego siebie. - Pozwoliła, żeby cisza na chwilę ich otuliła, kiedy zaczęli iść razem ulicą, jej dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu, jakby szukała w tym kontakcie nie tylko wsparcia, ale też zrozumienia.


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
07.10.2024, 23:58  ✶  

W istocie. Granica pomiędzy tą wręcz staroświecką elegancją, a przemocą, w naprawdę najróżniejszych postaciach, zatarła się już jakiś czas temu. Szczególnie jeśli chodziło o koncept czystości krwi w społeczeństwie, a w konsekwencji dowolnej dziedzinie z życia, od kultury do polityki włącznie. Na tym poziomie jego antypatia wobec mugolaków i wszystkich tych którzy działali na rzecz tworzenia dla nich przestrzeni w dyskursie publicznym była tak wielka, że napaść fizyczna była predefiniowanym rozwiązaniem. Dla niego już wchodzenie w dyskusję na temat, na przykład, czy obecność mniejszości mugolskiej w magicznej społeczności jest rzeczywistym zagrożeniem dla całości magicznego świata, była błędem z samego założenia. Tej ludzkiej karykaturze nie należał się nawet najmniejszy centymetr na forum dyskusyjnym. Samo podejmowanie tego, czy analogicznego zagadnienia, stwarzało warunki w których mogliby być traktowani na równi z tymi, którzy byli rzeczywistym, fizycznym i namacalnym elementem kultury czarodziei.

Właściwie można powiedzieć, że pod tym względem był już w pewien sposób chory. Chory na nienawiść do tej jednej grupy społecznej. Ale gdyby tak znać cały konspekt jego postaci, paniczyka który mógł udawać gentelmena o wysokich manierach, ale jego spojrzenie zdradzało każdy zakamarek jego zepsutej duszy, dla wprawionego oka. Kiedy inne dzieciaki spijały piankę po kremowym piwie rodziców, próbując naśladować dorosłych, on spijał z rozmów swojego ojca, papy Lestrange z jego kuzynostwem Blacków, najcięższe wyrazy dezynwoltury pod wiadomym adresem. Szybciej nauczył się agresji w ich kierunku, niż w ogóle rozumiał czym jest koncept czystości krwi. Zanim zrozumiał kim są mugole oraz ich dzieci, już dawno wiedział że powinien ich nienawidzić, i to z najgłębszych zakamarków obu przedsionków.

To co usłyszał od Scylli nie było dla niego niczym zaskakująco odkrywczym. Co najwyżej zaskoczyć go mogły, że do takich wniosków doszła właśnie ona. Ażurowa panienka z mieszanej rodziny, mówiła z większym sensem, niż potrafiłby jej kiedykolwiek przypisać. Właśnie dlatego nawet nie musiał udawać pogodnego uśmiechu, ani zmuszać się do pełnej uwagi na tym co mówiła. A mówiła bardzo mądrze, do tego stopnia, że aż był nieco rozczulony tym, że potrafiła trafić w sedno problematyki omijając całą plejadę inwektyw oraz impertynencji, której jemu ciężko byłoby sobie odmówić.

-Błąd!- wtrącił się z zadziornym uśmieszkiem. - Skoro to jej wizja, to także jej wybór. I to właśnie po takich wyborach należy oceniać czarodziei. Czasem i bezlitośnie, jeśli są aż tak tragiczne w skutkach. - dookreślił się schludnie, a zadziory uśmieszek przybrał na mocy w jego ustach. W ten zgrabny sposób, wyraził kolejną aprobatę jej postawie, na znak tego że podoba mu się to jak ma poukładane w głowie. Potem znowu zamilkł pozwalając kontynuować jej rozwijanie myśli.

- Skoro  własną dedukcją oraz logiką jesteś w tym miejscu, to znaczy, że jesteś o lata świetlne dojrzalsza jako świadoma czarownica w rozumieniu naszego świata, niż wiele czysto krwistych rodzin na dzień dzisiejszy. Możesz mi wierzyć. Zapewnił ją tym zdaniem o całkowite zrozumienie, a wręcz poparcie tego co chciała mu wyrazić swoimi słowami. Tak miło było mu słuchać tych wysokolotnych hasełek z jej ust, że nawet nie zauważył kiedy, zacisnął mocniej do siebie ramię na którym opierała swoje ręce koleżanka Greyback. - Doskonale rozumiem Twoje obawy. Ba! Mnie również męczą te zagadnienia, a mam wrażenie, że bardzo niewiele się o tym obecnie mówi, a wręcz próbuję uciszyć się myślących podobnie co my... Jakby delikatnie ściszył swój głos, w odruchu jakby obawiał się, że ktoś może ich podsłuchiwać, lub to co mówił miało być nacechowane wywrotowo wręcz.

- Powiedz mi proszę Scyllo... A gdybyś tylko miała taką możliwość, zmieniłabyś coś?- zarzucił wędkę, patrząc delikatnie jakby z ukosy w jej kierunku. Przestało go na ten moment interesować jakakolwiek paczka soli, czy tam cukru, kiedy miał tuż obok, pod własnym ramieniem paczkę ideologicznego zaplecza własnej sprawy. A kto wie? Może już niedługo ich wspólnej sprawy. Jeszcze kilka odpowiednich zdań i niewiele brakowało, by przejść do dorosłych decyzji, a może nawet deklaracji.

nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#8
11.10.2024, 23:02  ✶  
Scylla poczuła, jak słowa Louvaina wnikają głęboko w jej umysł, rezonując z czymś, co od dawna już kiełkowało w jej wnętrzu, choć jeszcze nie w pełni uformowane. Jego podejście do mugoli i mugolaków, pełne pogardy i agresji, wydało się jej znajome, nawet jeśli sama nie była jeszcze tak skrajna w swoich przekonaniach, bo zwyczajnie nie była osobą skorą do przemocy. Zaczynała jednak dostrzegać, że mogła odnaleźć w jego słowach echo tego, co sama zaczynała odczuwać - narastającą frustrację i oburzenie wobec rosnącej obecności mugolskiego wpływu w świecie czarodziejów.

Gdy przerwał jej swoją uwagą o "błędzie", Scylla poczuła, jak jej serce przyspiesza na moment. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie przegięła, ale kiedy zauważyła, że jego uśmiech stał się bardziej zadziorny niż pełen dezaprobaty, po chwili konsternacji odetchnęła z ulgą. Wręcz poczuła dumę, że ktoś taki jak Louvain, który żył tymi wartościami od najmłodszych lat, mógł dostrzec w jej słowach sens i mądrość.

- Masz rację - przyznała, spoglądając na niego z ukosa, próbując ukryć zadowolenie, że jej słowa zyskały jego aprobatę. - W końcu czyny mówią więcej niż słowa. Po prostu ciężko mi uznać ją za jednoznacznie złą osobę, kiedy nie wiem, co, a może nawet kto nią kieruje. Może jest tylko marionetką i sama nie wie, co czyni - wyznała, wodząc wzrokiem po tułowiach mijających ich ludzi, ale nigdy nie unosząc wzroku na ich twarze. Miała rozbiegane spojrzenie, jakby pomiędzy sylwetkami miała odnaleźć odpowiedź na własną teorię - tego tłumu, za którym podąża Jenkins. 

Słowa płynęły z jej ust z większą pewnością, niż się spodziewała. Jego uwaga o jej dojrzałości była dla niej niemal pochlebstwem. Była z mieszanej rodziny, a jednak on widział w niej więcej niż tylko jej pochodzenie. Louvain z pozoru był kimś, kto uosabiał wszystko, co wyższe, bardziej eleganckie, i nawet jeśli jego dusza mogła być pełna mroku, to ten mrok zdawał się być nieodłączną częścią jego siły. Czuła, jak jego ramię, na którym spoczywała jej ręka, mocniej ją do siebie przyciąga, jakby chciał upewnić się, że jest naprawdę tu, przy nim, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.

- Zmieniłabym wiele - odpowiedziała, jej głos stawał się coraz bardziej stanowczy. - Przede wszystkim pozbyłabym się tych, którzy próbują zmieniać nasz świat na swój obraz. Mam wrażenie, że byłabym inną osobą, gdybym nie miała w szkole do czynienia z mugolakami, wiesz? Gdyby nie oni, nie byłabym taka... przygaszona. - Spuściła głowę w żałobie za własną pewnością siebie, za odwagą, którą nigdy nie mogła się poszczycić.

Jej głos ściszył się, jakby instynktownie naśladowała jego ton, wyczuwając subtelny niepokój, że ktoś mógłby ich podsłuchiwać. Pytanie, które zadał, było jak klucz do czegoś większego, do drzwi, które mogły otworzyć przed nią nową rzeczywistość - rzeczywistość, w której mogłaby działać bardziej zdecydowanie, nie tylko w myślach, ale i czynach.

- Gdybym mogła, zmieniłabym wszystko, co tylko jest w mojej mocy - odpowiedziała, patrząc spojrzeniem swoich sarnich oczu prosto w jego oczy. - Prawda jest jednak taka, że niewiele jest w mojej mocy. Jestem jedynie biernym obserwatorem tego, co ma nadejść. - Wzruszyła ramionami, wydając się nieco zrezygnowaną. Wielokrotnie widziała, co się wydarzy, ale nie miała na to najmniejszego wpływu. Mogła tylko w niemocy przyglądać się jak to, co los zapisał w gwiazdach, wypełnia się co do joty.

Jej głos zadrżał, ale tym razem nie z niepewności, a z pasji, która w niej rosła. Mogła niemal poczuć, jak z każdą wypowiedzianą myślą ich ideologiczne więzi zacieśniają się coraz bardziej. Louvain, choć wciąż dla niej nieprzenikniony i tajemniczy, stawał się sojusznikiem, kimś, kto rozumiał jej pragnienia i lęki.
- A ty, Louvain? - zapytała po chwili ciszy, z lekkim uśmiechem na ustach. Może nie wierzyła w moc sprawczą samej siebie, ale Lestrange wydawał się być kimś, kto zdołałby osiągnąć o wiele więcej. - Co ty byś zmienił, gdybyś miał pełną władzę? -


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
12.10.2024, 01:08  ✶  

Oczyszczenie to cel, pogarda to droga, a nienawiść to narzędzie. Ten schemat właściwie mógł brzmieć dziecinnie prosto, jeśli płomienie pożogi na wrogu ogrzewały cię wystarczająco długo. Wiedział, albo chociaż czuł, to każdy kto brał udział w ataku na Baltane od tej drugiej, bardziej mrocznej strony. Bo mało kto wiedział, ale poczucie dominacji w swoim pierwotnym, wręcz zwierzęcym instynkcie było zdumiewająco budujące. Być może nie dla każdego. Na pewno nie dla tych, którzy byli zbyt wrażliwi, lub dla których empatia była nadrzędnym kierunkiem w sprawach społecznych. Jednak Louvain wiedział. Zdawał sobie sprawę ile potrafi być warte oddanie sprawiedliwości na ręce pogardzanych. Jak silnym bodźcem do determinacji potrafił być najszczerszy w swojej odsłonie rewanżyzm klasowy. Czy był to wyrzucony poza margines społeczny, parias z Nokturnu, czy wzgardzana przez złośliwe dzieciaki sarenka o oczach wielkości pięści. Wystarczyło tylko na tą pięść założyć kastet i wskazać kierunek napierdalania wiatraków na oślep.

Budząc się tego dnia nie myślał, że przypadkiem w trakcie popołudniowej kawki trafi na tak podatny na własną retorykę grunt. Miał wrażenie, że trafiło mu się lepiej, bardziej, niż ślepej kurze ziarno. Może i Scylla nie była jeszcze terrorystą z prawdziwego zdarzenia, ale nikt przecież nie rodził się z kompasem moralnym ustawionym na mordowanie. Nie mniej jednak im dłużej mówiła, a on coraz uważniej słuchał to co mu przekazywała, nie tylko swoimi słowami, ale każdym spojrzeniem oraz gestem, tym bardziej przekonywał się już za moment będzie miał ją w kieszeni.

- Nie powinnaś się tak czuć. Jesteś czymś więcej, niż tylko sumą własnych doświadczeń. - odparł momentalnie, poklepując ją drugą dłonią po ramieniu. Musiał zareagować pokrzepiająco, kiedy tylko w jego uszach rezonowały słowa powątpiewania. Ckliwe pochylanie się nad słabościami nie było czymś co mogli pochwalać jego poprzednicy na jego stanowisku. Nawet on sam nie był stuprocentowo przekonany o tym czy słusznie działać, bo słabych nie potrzebował w Kromlechu. Ani on, a tym bardziej Czarny Pan. Jednak szedł w to dalej, obstawiając że być może chwilowe odstępstwa od wyznaczonego kursu na zdobywania władzy przez przemoc i terror, w przyszłości zaowocują czymś mocniejszym, niż ta ażurowa panienka którą trzymał pod ramieniem.

Kiedy słuchał odpowiedzi na własne pytanie, przytakiwał jej ze wzrokiem wbitym we własne czubki butów. Ewidentnie był bardzo skupiony, by usłyszeć z jej ust jak najwięcej. A usłyszał dość sporo. Było w niej sporo determinacji, ale jednocześnie dużo przekonania o własnej niemocy. Najwidoczniej była bardziej przekonana o własnej bezradności, niż zachodziła taka potrzeba. Wychodziło na to, że dobrze obstawiał, wystarczyło tylko pokazać jej rozwiązania o których być może wcześniej nie słyszała, albo nie potrafiła po nie sięgnąć. A kiedy usłyszał jak odbiła jego pytanie, przystanął w tym spacerze.

Zaśmiał się bezdźwięcznie. Na moment odwrócił wzrok na bok, by nie gasić jej zapału, iskrą prześmiewczej szydery, która mimowolnie zabłyszczała w jego oczach. Gdyby miał władzę? Otóż tak się składało, że miał jej całkiem sporo, zapewne dużo więcej, niż mogła nawet sobie panienka Greyback wyobrażać. Znowu go rozczuliła, ale to kompletnie nie jej wina, no bo skąd miała wiedzieć? Spojrzał na nią spod ukosa, dopiero po kilku sekundach, kiedy zatopił ten chwilowy brak powagi w żółci własnego sumienia. - Widzisz... Gdybym Ci powiedział szczerą prawdę, musiał bym Cię niestety zabić... - rzucił półszeptem, uśmiechając się szatańsko, niemalże identycznie tak jak na tego starca sprzed kilku chwil. Króciutka zabawa nastrojami i jej emocjami nie powinna wyjść jej na bardzo złe. Taki delikatny push&pull, wyłącznie po to by zademonstrować jej jak działa narzędzie pogardy w różnych sytuacjach. Coś do czego mogłaby dążyć, jeśli tylko będzie wystarczająco uważna. - Nie mogę Ci powiedzieć. Ale mogę Ci pokazać... - dodał po chwili. Uniósł jedną brew jakby chciał jej przekazać, że istnieje drugie przesłanie w tym co chciał jej powiedzieć. - Powiedzmy, że takich jak my, myślących podobnie, jest nieco więcej. I powiedzmy, że wspólnie działamy, żeby wcielić nasze wizje w rzeczywistość. I powiedzmy, że jestem w stanie zaangażować Cię w takie działania. - ciągnął dalej, znowu uderzając w powściągliwą tonacje. Sama wibracja tego co mówił, powinna zakomunikować, że to co miał na myśli nie jest czymś, o czym powinni rozmawiać głośno. Konspiracja, dokładniej mówiąc. Jasne, że nie mógł wszystkiego podać jej na srebrnej tacy, bez żadnych niedomówień, bo wciąż nie za bardzo mógł jej ufać. Dopiero co się poznawali od tej strony. - Co odpowiesz na takie zaproszenie? Mocno zaakcentował to zdanie. Odpuścił w końcu od trzymania jej pod łokciem. Zamiast tego skrzyżował ręce na klatce, a jedną dłoń w otwartym geście wyciągnął w jej kierunku, oczekując tym samym jednoznacznej decyzji.

nefelibata
oh, how can we atone
for the secrets
we've been shown?
wiek
23
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uczę się
Specyficzna, nieco dziwna, filigranowa panienka z jeszcze ciekawszą fryzurą - z przodu, po obu stronach twarzy, dwa dłuższe pasma opadają na wysokość obojczyków, natomiast reszta brązowych włosów sięga nieco dalej niż broda. Mierzy niewiele ponad metr sześćdziesiąt, co najwyżej parę centymetrów, czym bardzo kontrastuje z resztą rodzeństwa. Posiada duże sarnie oczy, patrzące na świat z naiwnością dziecka - tak jakby wzrok uciekał gdzieś dalej, hen poza horyzont. Ubiera się dziewczęco, próbuje być elegancka, ale żyje skromnie - zwykle można spotkać ją we wszelakich sweterkach, spódnicach i sukienkach w kratę, które utrzymuje w palecie wszelakich odcieni brązu i beżu. Uwielbia motywy nawiązujące do natury, nadruki z kwiatkami, grzybami i liśćmi.

Scylla Greyback
#10
14.10.2024, 23:15  ✶  
Słuchała Louvaina z zaintrygowaniem, które malowało się w każdym jej ruchu. Nie była zupełnie pewna, dokąd zmierza ta rozmowa, ale jego słowa miały w sobie coś pociągającego. Kiedy mówił o ludziach podobnych do nich, o wspólnych działaniach, które mogą przynieść zmianę, Scylla poczuła, jakby uchyliły się przed nią drzwi do świata pełnego nowych możliwości. Od lat czuła się zagubiona, niepewna, do jakiego celu zmierza jej życie, i teraz, gdy Louvain mówił o czymś większym, jej serce zabiło szybciej.

Była młoda, a jej złość i frustracja nie miały jeszcze formy, którą można by przekuć w konkretną wizję świata. Wiedziała, że coś jej w nim przeszkadza, ale nie umiała jeszcze do końca określić, co. Nie ufała mugolom ani czarodziejom mugolskiego pochodzenia; dorastała, słysząc, jak są postrzegani jako słabsi, bardziej skażeni. Te przekonania były dla niej jak cienie w tle, coś, co było częścią jej rzeczywistości, ale czego nigdy nie analizowała zbyt głęboko. Teraz jednak, w towarzystwie Louvaina, zaczynała widzieć w tych cieniach więcej - może nie były tylko tłem, ale stanowiły coś, z czym można walczyć, coś, na co można wpłynąć.

Nie wzruszyła się słysząc zawoalowaną groźbę Louvaina, bo wiedziała, że nie ma pokrycia. Wcale nie dlatego, że uważała go za człowieka niezdolnego do tak ogromnej przemocy; w jego oczach tańczyła ta charakterystyczna iskra buty, która miała na celu jedynie przyciągać wzrok i odwracać uwagę od cienia, który odbijał się za nią głębiej, kładąc się na duszy chłopaka niczym mroczny całun. Miał spojrzenie kogoś, kto nie zawahałby się przed wymierzeniem własnej sprawiedliwości.
Nie obawiała się go jednak, bo wiedziała, co ją czeka. I wiedziała, że Louvain nie będzie miał z tym nic wspólnego.
- Wiem, w jaki sposób umrę, Louvain. I wiem, że nie przyłożysz do tego ręki - oznajmiła spokojnie, wbijając w niego świdrujące spojrzenie kogoś, kto widział najgorsze i się z tym pogodził. - Musisz znaleźć inną wymówkę, jeśli chcesz zataić przede mną prawdę. - Kolejne słowa wypowiedziała z większą lekkością, prawie jakby była żartobliwie karcącą go nauczycielką. Nie miała zamiaru go winić, że nie chce odsłaniać wszystkich kart. Pewne informacje można było zdobyć tylko i wyłącznie za pomocą zaufania, a to zaczynało dopiero między nimi nieśmiało kwitnąć.

Kiedy Louvain wspomniał o konspiracji, o ludziach takich jak oni, którzy działają razem, by zmieniać rzeczywistość, w Scylli zbudziła się dziecięca ciekawość. Miała w sobie tę naiwną wiarę, że świat da się naprawić, jeśli tylko znajdzie się właściwe metody. Prawda, którą oferował Louvain, była nieznana, niemal tajemnicza, ale to właśnie ją przyciągało. Chciała wiedzieć więcej, zobaczyć, co kryje się za tymi enigmatycznymi słowami. Być może ta grupa mogłaby dać jej to, czego zawsze pragnęła - cel, w którym mogłaby skupić swoją złość, przekształcając ją w coś, co przyniesie rzeczywistą zmianę.

- Naprawdę są tacy, którzy myślą tak jak my? - zapytała, próbując ukryć nutę niedowierzania, która przebijała się przez jej głos. Było w nim jednak coś jeszcze, coś bardziej dziecinnego - jakby była uczennicą, która właśnie odkryła sekretny klub w szkole, o którym nikt jej nie powiedział.

Louvain zdawał się czytać w jej oczach, widząc tę ciekawość, ale i gotowość do podążania za nim, do poznania tego, co ma do zaoferowania. Uniosła głowę, próbując przybrać bardziej pewną minę, ale jej spojrzenie zdradzało, że była łatwa do zmanipulowania. Chciała wierzyć, że to, co Louvain mówi, ma sens. Chciała być częścią czegoś większego niż ona sama. Scylla wpatrywała się w niego tak, jakby czekała na znak, że jej słowa były czymś więcej niż tylko dziecinnymi fantazjami. Chciała, żeby jej gniew i frustracja znalazły ujście, żeby przekształciły się w coś realnego.

Gdy Louvain wyciągnął rękę, poczuła, jakby zapraszał ją do wejścia na nową ścieżkę - jedną, na której czekała ją walka, ale i szansa na coś wielkiego. Ujęła jego dłoń, nieco niepewnie, ale z determinacją, która mimo wszystko była prawdziwa.
- Jeśli rzeczywiście istnieje sposób, żeby zmienić świat… - zaczęła niepewnie, jakby obawiała się, że zabrzmi zbyt naiwnie. - To chcę być jego częścią. Chcę wiedzieć, jak mogę zrobić coś, żeby to wszystko... - zawahała się, szukając właściwych słów, ale nie mogąc ich znaleźć, zamaszystym gestem wolnej ręki wskazała otaczający ich świat - ...żeby to wszystko nie poszło na marne. - W jej oczach widać było mieszankę ekscytacji i naiwnej wiary, że zmiana jest możliwa, że może być częścią czegoś potężniejszego.
Czegoś, co sprawi, że przestanie być jedynie biernym obserwatorem przyszłości i wreszcie zacznie mieć na nią wpływ.


i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Louvain Lestrange (3883), Scylla Greyback (3248)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa