Heather Wood kończyła jeść właśnie drugiego pączuszka, nie wtrącała się, kiedy nie miała nic do powiedzenia, była młoda, warto było wysłuchać tych starszych, szczególnie, że dużo mówiła jej zakonowa mama, jej słuchała bardzo uważnie.
Rozmawiali w dużej mierze o ludziach, których nie kojarzyła, albo znała tylko z widzenia. Próbowała sobie w głowie dopasowywać twarze do nazwisk, to była całkiem niezła zabawa.
Trochę obawiała się wizji ognia, starała się jednak nie dać po sobie tego poznać, musiała być odważna, jednak Beltane skończyło się dla niej niezbyt ciekawie, będzie musiała się mieć na baczności.
Jej uwagę zwrócił dopiero Morpheus, kiedy wspomniał o Victorii, ona przecież była Lestrange tak samo jak ten pojeb Louvain, a do tego jej narzeczonym był Rookwood, chwilę wcześniej wspominali o tym, że jakaś laska od Greengrassów zaręczyła się z jakimś Borginem i mieli być w stosunku do niej uważni. To się nie trzymało kupy, szczególnie, że Charlie przecież był Rookwoodem i nie bez powodu się ukrywał.
Odchrząknęła głośno, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie miała problemu z tym, żeby odzywać się kiedy nikt jej o to nie pytał. - Z całym szacunkiem proszę pana, ale chwilę temu gadaliście o tym, żeby trzymać Greengrassów na dystans, a teraz chcecie wciągnąc tutaj Lestrange, to się kupy nie trzyma, ona jest blisko z Rookwoodem, oni wszyscy są popierdoleni, dlaczego niby Charlie u was mieszka? Jego ojciec też jest pojebany próbowali z niego też zrobić fanatyka czystej krwi, no i Lestrange, Louvain też jest pierdolnięty, czy naprawdę myśli pan, że angażowanie kogoś z takimi koneksjami w ogóle powinno zostać poddane dyskusji? - Jak dla niej takie postępowanie nie było logiczne. Nie mogli wciągnąć w to tej kobiety.