29.10.2024, 13:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2024, 13:37 przez Charlotte Kelly.)
Prefekci odprowadzili ich do Pokoi Wspólnych, a nauczyciele przeczesywali zamek, szukając tego, który zabił Martę Warren – albo czegoś, co ją zabiło. Wszyscy uczniowie otrzymali zakaz opuszczania dormitoriów, i chociaż Charlotte bardzo to irytowało, nie była w stanie go obejść. Gdy jednak kolejnego dnia prowadzono ich pomiędzy klasami – doprawdy, mogliby przynajmniej odwołać zajęcia, skoro doszło do morderstwa, a poza tym było już po egzaminach, kogo obchodziły lekcje? – wystarczył moment nieuwagi nauczyciela, aby Puchonka znikła w bocznym korytarzu.
Zwykle Charlie starała się wypadać w oczach profesorów jak najlepiej. Był jednak koniec roku, i tak do września o tym zapomną, jeśli w ogóle zauważą jej zniknięcie, zresztą chwilowo nie było wiadomo, czy we wrześniu Hogwart w ogóle będzie funkcjonował (i niemożebnie ją myśl o jego zamknięciu denerwowała). A poza tym zawsze mogła wybuchnąć płaczem i powiedzieć, że w bocznym korytarzu zobaczyła Martę, i to tak nią wstrząsnęło, że nie nadążyła za grupą, przecież mogła być w szoku po Śmierci Drogiej Koleżanki Marty. (Charlotte jej nie lubiła. Nie tym po prostu b r a k i e m sympatii, której nie miała wobec większości ludzi. Pogardzała Warrenówną – nawet nie ze względu na jej krew, chociaż widząc jej wyczyny na lekcjach Charlotte uśmiechała się pod nosem z myślą, że chyba jednak raz w życiu mama miała rację i mugolaki nie nadają się do czarowania, nawet jeśli ten okropny Gryfon Ned Kelly radził sobie z nim dobrze. Pogardzała nią za jej płaczliwość i nieumiejętność walki o swoje.)
Śmierć Marty Warren nie zaszokowała Charlotte. Żyli w świecie, w którym trwała wojna i nawet w bezpiecznych murach Hogwartu w artykułach widywało się nagłówki o tysiącach śmierci i morzu cierpienia. O walkach mugoli, ale też przede wszystkim buncie Grindewalda. Wywołała za to w czternastolatce pewną konsternację, irytację, a także odrobinę wyrzutów sumienia, do których nie chciała przyznać się sama przed sobą.
Skręciła w korytarz, ku miejscu, w którym się umówili, za pomocą ukradkiem posłanych w Wielkiej Sali wiadomości. Nie wątpiła, że Jonathan się pojawi – on uciekłby choćby oknem z Wieży Gryffindoru, żeby pokazać, że potrafi – ale była ciekawa, czy na miejsce zdoła się dostać jej kuzyn.
Zwykle Charlie starała się wypadać w oczach profesorów jak najlepiej. Był jednak koniec roku, i tak do września o tym zapomną, jeśli w ogóle zauważą jej zniknięcie, zresztą chwilowo nie było wiadomo, czy we wrześniu Hogwart w ogóle będzie funkcjonował (i niemożebnie ją myśl o jego zamknięciu denerwowała). A poza tym zawsze mogła wybuchnąć płaczem i powiedzieć, że w bocznym korytarzu zobaczyła Martę, i to tak nią wstrząsnęło, że nie nadążyła za grupą, przecież mogła być w szoku po Śmierci Drogiej Koleżanki Marty. (Charlotte jej nie lubiła. Nie tym po prostu b r a k i e m sympatii, której nie miała wobec większości ludzi. Pogardzała Warrenówną – nawet nie ze względu na jej krew, chociaż widząc jej wyczyny na lekcjach Charlotte uśmiechała się pod nosem z myślą, że chyba jednak raz w życiu mama miała rację i mugolaki nie nadają się do czarowania, nawet jeśli ten okropny Gryfon Ned Kelly radził sobie z nim dobrze. Pogardzała nią za jej płaczliwość i nieumiejętność walki o swoje.)
Śmierć Marty Warren nie zaszokowała Charlotte. Żyli w świecie, w którym trwała wojna i nawet w bezpiecznych murach Hogwartu w artykułach widywało się nagłówki o tysiącach śmierci i morzu cierpienia. O walkach mugoli, ale też przede wszystkim buncie Grindewalda. Wywołała za to w czternastolatce pewną konsternację, irytację, a także odrobinę wyrzutów sumienia, do których nie chciała przyznać się sama przed sobą.
Skręciła w korytarz, ku miejscu, w którym się umówili, za pomocą ukradkiem posłanych w Wielkiej Sali wiadomości. Nie wątpiła, że Jonathan się pojawi – on uciekłby choćby oknem z Wieży Gryffindoru, żeby pokazać, że potrafi – ale była ciekawa, czy na miejsce zdoła się dostać jej kuzyn.