To miał być całkiem przyjemny, letni poranek. Miała dzisiaj wolne, nie musiała więc wlepiać kolejnych mandatów za źle zaparkowane miotły, czy łapać ludzi, którzy próbowali sprzedawać nielegalne eliksiry. Mogła zrobić to, co najbardziej lubiła. Zwyczajowo wstała całkiem wcześnie i złapała w rękę miotłę. Tak, zamierzała spędzić czas na świeżym powietrzu i nacieszyć się tym letnim dniem. Cameron niestety był w Mungu, więc postanowiła zrobić to, co lubiła najbardziej (oczywiście poza spędzaniem czasu ze swoim narzeczonym).
Wyleciała z Londynu dosyć wcześnie, chciała polecieć nieco dalej, rozruszać się, musiała pozostawać w formie, to, że przestała zawodowo grać w quidditcha wcale nie oznaczało, że olewała te typowe dla siebie aktywności. Sama nie wiedziała, czy kiedyś jej się nie odwidzi i nie wróci do zawodostwa. Trochę jej brakowało gry, póki co jednak nie na tyle, żeby zastanawiała się nad powrotem. Zresztą w BUMie też było całkiem fajnie, dużo się działo, każdy dzień był inny od poprzedniego. Nie miała pojęcia, że po świecie chodzi tyle idiotów, którzy proszą się o to, aby dostać mandat.
Miotła przyniosła ją do Doliny Godryka, zatrzymała się w centrum na chwilę, żeby wypić lemoniadę u Lizzy, a później wyruszyła w dalszą wędrówkę.
Pech chciał, że jakiś idiota w nią wleciał. Co za dzban!!! Nie zauważyła go, co było dziwne, bo raczej była w stanie dostrzec zagrożenie, szczególnie, gdy znajdowała się na miotle.
Jakimś cudem udało jej się nie spaść ze swojego magicznego kija, co nie zmieniło jednak faktu, że bardzo szybko zbliżała się do ziemi, nie mogła wyhamować. Zatrzymała się na pierdolonym żywopłocie, płocie, chuj wie na czym, nie znała się wcale na tych wszystkich roślinach, to była domena Camerona.
Jako, że się dosyć mocno zirytowała, przy okazji spadała i uderzała w coś przed sobą, nie była w stanie zapanować nad swoją klątwą, więc przy okazji dookoła niej pojawiła się woda, wszystko płynęło, ona była mokra, wkurwiona i mokra, i nie mogła wyjść z tego jebanego żywopłotu, chyba w nim utknęła, a miał to być taki piękny i spokojny dzień. Kilka soczystych przekleństw wyrwało jej się z ust, gdy próbowała wydostać się z krzaków, cóż, najwyraźniej nie chciały jej wypuścić.
- PIERDOLONE KURWIE, KRZAKI. - Była bliska tego, żeby je pobić, tyle, że pewnie nawet by tego nie odczuły. Szarpała się z miotłą, żeby ją stamtąd wyciągnąć. Miała nadzieję, że jej nie uszkodziła. Może i była bogata, może i ojciec mógłby ją jej od ręki naprawić, ale to była jej ulubiona miotła!!! i nie godziła się na to, żeby się uszkodziła przez jakiegoś zjeba, co nie potrafił latać. Niestety, jako, że nie była w stanie zapanować nad swoimi emocjami wokół niej wszystko zaczęło płynąć, nie były to może ogromne ilości wody, ale nie mogła nad tym zapanować więc po ziemi zaczął płynąć mały potoczek.