07.12.2024, 15:04 ✶
—06/09/1972—
Anglia, Londyn
Folklore Shafiq & Anthony Shafiq
![[Obrazek: phiQBjr.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=phiQBjr.png)
As a white candle
In a holy place,
So is the beauty
Of an aged face.
As the spent radiance
Of the winter sun,
So is a woman
With her travail done.
Her brood gone from her,
And her thoughts as still
As the waters
Under a ruined mill.
![[Obrazek: phiQBjr.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=phiQBjr.png)
As a white candle
In a holy place,
So is the beauty
Of an aged face.
As the spent radiance
Of the winter sun,
So is a woman
With her travail done.
Her brood gone from her,
And her thoughts as still
As the waters
Under a ruined mill.
Jesień nie dotknęła jeszcze głów londyńczyków, ale zuchwale i nieustępliwie dążyła do przesilenia. Ten punkt harmonogramu Anthony'ego Shafiqa wpadł dość nieoczekiwanie, bo o ile można było spodziewać się śmierci ciotki Bernadetty, to uczynienie go wykonawcą testamentu tej starej shafiqowej dziwaczki mieszkającej na jakimś szkockim odludziu WRAZ Z kuzynem Folklorem? To było dziwaczne.
Anthony nigdy nie był zbyt związany ze swoim dziedzictwem po mieczu - nie w ten oczywisty sposób relacji międzyludzkich. Chociaż krew umożliwiała mu posługiwanie się wszystkimi nowożytnymi językami świata, to ani z niego nie był wytrawny archeolog, ani poszukiwacz przygód, a rodową siedzibę odwiedzał raz na kilka lat z musu, w przeciwieństwie do biblioteki Parkinsonów w której bywał częściej niż we własnym biurze. Oczywiście, ktoś z zewnątrz mógłby pokazać mu, że jest obieżyświatem, że nie może usiedzieć w jednym miejscu, a jego kolekcja smoczych trofeów dokumentowała wiele lat podróży nie gorzej niż artefakty wypełniające klub Shafiq'ów. Machnąłby jednak na to ręką lekceważąco i zmienił temat.
Dzisiaj nie mógł jednak tego zrobić. W eleganckiej ministerialnej szacie, z infygniami Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów stał przed drzwiami do jednej ze starszych skrytek. Nie była to skrytka rodowa, tylko osobista, należąca tylko i wyłącznie do Bernadett Adele Shafiq, starej panny posiadającej kilkadziesiąt kotów. Rozlokowanie ich według skrupulatnej listy zmarłej ciotki- to był krok pierwszy i delegował to swojej asystentce, zatem Folklore nie musiał nawet palcem kiwnąć. Przy otwarciu skrytki musieli jednak być obaj.
Niski goblin dawno już sprawdził papiery i pozostawił ich z kluczem w ręku przed drzwiami. Dyplomata nie miał problemów, by oddać go młodszemu czarodziejowi. Nie zdziwiłby się, gdyby w środku był kolejny kot, którego musieliby gdzieś jeszcze dostarczyć. Wykonawca woli... Nie łatwiej byłoby nominować na to stanowisko jakiegoś prawnika? Shafiq miał mgliste wspomnienia związane z ciotką i zdawało mu się, że od ponad dekady nie widział jej ani razu. Może to Folklore był jej pupilkiem, ale co w takim razie jego imię robiło w testamencie?
– Miejmy to za sobą – mruknął, uśmiechając się chłodno choć życzliwie, raczej we współdzieleniu dyskomfortu zaistniałej sytuacji, aniżeli obwinianie kuzyna o nią.
Anthony nigdy nie był zbyt związany ze swoim dziedzictwem po mieczu - nie w ten oczywisty sposób relacji międzyludzkich. Chociaż krew umożliwiała mu posługiwanie się wszystkimi nowożytnymi językami świata, to ani z niego nie był wytrawny archeolog, ani poszukiwacz przygód, a rodową siedzibę odwiedzał raz na kilka lat z musu, w przeciwieństwie do biblioteki Parkinsonów w której bywał częściej niż we własnym biurze. Oczywiście, ktoś z zewnątrz mógłby pokazać mu, że jest obieżyświatem, że nie może usiedzieć w jednym miejscu, a jego kolekcja smoczych trofeów dokumentowała wiele lat podróży nie gorzej niż artefakty wypełniające klub Shafiq'ów. Machnąłby jednak na to ręką lekceważąco i zmienił temat.
Dzisiaj nie mógł jednak tego zrobić. W eleganckiej ministerialnej szacie, z infygniami Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów stał przed drzwiami do jednej ze starszych skrytek. Nie była to skrytka rodowa, tylko osobista, należąca tylko i wyłącznie do Bernadett Adele Shafiq, starej panny posiadającej kilkadziesiąt kotów. Rozlokowanie ich według skrupulatnej listy zmarłej ciotki- to był krok pierwszy i delegował to swojej asystentce, zatem Folklore nie musiał nawet palcem kiwnąć. Przy otwarciu skrytki musieli jednak być obaj.
Niski goblin dawno już sprawdził papiery i pozostawił ich z kluczem w ręku przed drzwiami. Dyplomata nie miał problemów, by oddać go młodszemu czarodziejowi. Nie zdziwiłby się, gdyby w środku był kolejny kot, którego musieliby gdzieś jeszcze dostarczyć. Wykonawca woli... Nie łatwiej byłoby nominować na to stanowisko jakiegoś prawnika? Shafiq miał mgliste wspomnienia związane z ciotką i zdawało mu się, że od ponad dekady nie widział jej ani razu. Może to Folklore był jej pupilkiem, ale co w takim razie jego imię robiło w testamencie?
– Miejmy to za sobą – mruknął, uśmiechając się chłodno choć życzliwie, raczej we współdzieleniu dyskomfortu zaistniałej sytuacji, aniżeli obwinianie kuzyna o nią.