30.11.2024, 21:31 ✶
Scarlett nie otrzymała na swój list odpowiedzi. Zamiast tego pierwszego września późnym wieczorem do jej okna zastukał Paul z niewielką, elegancką karteczką z grubego czerpanego pergaminu na którym Lorien napisała adres i datę spotkania.
Kawiarnia znajdowała się w niemagicznej części Londynu, całkiem zresztą niedaleko kamienicy Mulciberów. Wystarczyło wejść do jednej z bram, by trafić do wyjątkowego miejsca, pełnego ciężkich drewnianych mebli i roślin. Pachnącego prawdziwą, świeżo paloną kawą i łakociami ułożonymi na ladzie. Jakieś ciasta, babeczki i czekoladki kusiły każdego kto podszedł, żeby coś zamówić. Wysokie regały wypchane książkami, miękkie fotele i kanapy jasno wskazywały, że było to miejsce by pobyć tu troszkę dłużej.
Scarlett mogła dostrzec ją od samego progu. Lorien siedziała przy jednym ze stolików pod dużym wychodzącym na ulicę oknem, obserwując uciekając przed groźbą deszczu przechodniów. W ciężkim fotelu czarownica zdawała się być jeszcze drobniejsza niż zwykle. Kiedy ostatnio się tak naprawdę widziały? Na dzień przed śmiercią Roberta? Potem zniknęła z kamienicy, pojawiając się dopiero na pogrzebie przy boku Anthony’ego. Ale i wtedy milczała, skryta za czarnym woalem, kompletnie zdawałoby się niepomna kogo chowają do grobu. Jedyne wyszeptane słowa trafiły do Alexandra nim ostatecznie została zabrana bogowie sami jedni wiedzą gdzie. Dziś - siedziała w ciszy, a jej czarna koszula i wąska, długa spódnica, nie były w stanie ukryć, że najwyraźniej jeszcze bardziej schudła. Ciężkie loki opadały na jej ramiona, podkreślając wręcz posągową bladość skóry. Nawet ciężki ciemny makijaż i czerwone usta sprawiały groteskowe wrażenie. Zbyt mocno starała się ukryć swoje zmęczenie. Płaszcz i szalik czarownicy wisiały na haczyku obok fotela, a jedna z jej absurdalnie drogich torebek stała jak gdyby nigdy nic na podłodze przy fotelu.
Na stoliku leżały dwie karty, choć ewidentnie nic nie zostało jeszcze zamówione, jakaś zapalona dla “klimatu” świeczka i bukiet uschniętych kwiatków w wazoniku.
Odwróciła głowę od okna, dopiero gdy Scarlett podeszła praktycznie do samego stolika. Wybudzona z własnych przemyśleń, posłała dziewczynie łagodny, wyuczony uśmiech. Jeden z tych, którymi witała ją po powrocie z Ministerstwa lub żegnała przed wyjściem doń, jeśli zdarzyło się, że młoda Mulciberówna nie spała o tak morderczej porze jak piąta czy szósta rano. Ten obrzydliwie pokerowy wyraz twarzy zdawał się czymś wyjątkowo typowym dla Lorien, dla której emocje były największym wrogiem. Radość, smutek czy złość zdawały się nigdy nie obejmować jej martwych oczu o wyrazistym, kobaltowym odcieniu.
- Scarlett…- Zaczęła, ale ostatecznie powstrzymała się przed powiedzeniem czegoś więcej, uznając, że wystarczy zwykłe skinięcie głową. Wskazała powoli, niemal ostrożnym gestem fotel naprzeciw siebie.- Mam nadzieję, że nie miałaś problemów z dotarciem, ale pomyślałam… - zamilkła na chwilę. Można było odnieść wrażenie, że każdy oddech sprawia jej lekką trudność, choć równie dobrze mogła po prostu nie wiedzieć co mówić i jakie dobrać słowa.-... pomyślałam, że mogłoby ci się spodobać to miejsce.
Kawiarnia przy jednej uliczek w dzielnicy St. James’s
2. września godzina 10:00.
Wyraźne zaproszenie, którym nie dane jej się było nikomu pochwalić, bo sama karteczka spłonęła szybko pozostawiając po sobie tylko popiół.2. września godzina 10:00.
Kawiarnia znajdowała się w niemagicznej części Londynu, całkiem zresztą niedaleko kamienicy Mulciberów. Wystarczyło wejść do jednej z bram, by trafić do wyjątkowego miejsca, pełnego ciężkich drewnianych mebli i roślin. Pachnącego prawdziwą, świeżo paloną kawą i łakociami ułożonymi na ladzie. Jakieś ciasta, babeczki i czekoladki kusiły każdego kto podszedł, żeby coś zamówić. Wysokie regały wypchane książkami, miękkie fotele i kanapy jasno wskazywały, że było to miejsce by pobyć tu troszkę dłużej.
Scarlett mogła dostrzec ją od samego progu. Lorien siedziała przy jednym ze stolików pod dużym wychodzącym na ulicę oknem, obserwując uciekając przed groźbą deszczu przechodniów. W ciężkim fotelu czarownica zdawała się być jeszcze drobniejsza niż zwykle. Kiedy ostatnio się tak naprawdę widziały? Na dzień przed śmiercią Roberta? Potem zniknęła z kamienicy, pojawiając się dopiero na pogrzebie przy boku Anthony’ego. Ale i wtedy milczała, skryta za czarnym woalem, kompletnie zdawałoby się niepomna kogo chowają do grobu. Jedyne wyszeptane słowa trafiły do Alexandra nim ostatecznie została zabrana bogowie sami jedni wiedzą gdzie. Dziś - siedziała w ciszy, a jej czarna koszula i wąska, długa spódnica, nie były w stanie ukryć, że najwyraźniej jeszcze bardziej schudła. Ciężkie loki opadały na jej ramiona, podkreślając wręcz posągową bladość skóry. Nawet ciężki ciemny makijaż i czerwone usta sprawiały groteskowe wrażenie. Zbyt mocno starała się ukryć swoje zmęczenie. Płaszcz i szalik czarownicy wisiały na haczyku obok fotela, a jedna z jej absurdalnie drogich torebek stała jak gdyby nigdy nic na podłodze przy fotelu.
Na stoliku leżały dwie karty, choć ewidentnie nic nie zostało jeszcze zamówione, jakaś zapalona dla “klimatu” świeczka i bukiet uschniętych kwiatków w wazoniku.
Odwróciła głowę od okna, dopiero gdy Scarlett podeszła praktycznie do samego stolika. Wybudzona z własnych przemyśleń, posłała dziewczynie łagodny, wyuczony uśmiech. Jeden z tych, którymi witała ją po powrocie z Ministerstwa lub żegnała przed wyjściem doń, jeśli zdarzyło się, że młoda Mulciberówna nie spała o tak morderczej porze jak piąta czy szósta rano. Ten obrzydliwie pokerowy wyraz twarzy zdawał się czymś wyjątkowo typowym dla Lorien, dla której emocje były największym wrogiem. Radość, smutek czy złość zdawały się nigdy nie obejmować jej martwych oczu o wyrazistym, kobaltowym odcieniu.
- Scarlett…- Zaczęła, ale ostatecznie powstrzymała się przed powiedzeniem czegoś więcej, uznając, że wystarczy zwykłe skinięcie głową. Wskazała powoli, niemal ostrożnym gestem fotel naprzeciw siebie.- Mam nadzieję, że nie miałaś problemów z dotarciem, ale pomyślałam… - zamilkła na chwilę. Można było odnieść wrażenie, że każdy oddech sprawia jej lekką trudność, choć równie dobrze mogła po prostu nie wiedzieć co mówić i jakie dobrać słowa.-... pomyślałam, że mogłoby ci się spodobać to miejsce.