- Nie, to nie tak, że potrzebuję pocieszenia. - Miała świadomość, że nie da się błyszczeć na wszystkich możliwych płaszczyznach, nie uważała tego za jakąś wielką przywarę. Nie była osobą, która potrzebowała tego, żeby głaskano ją po głowie, gdy coś jej nie wychodziło. Zdawała sobie sprawę, że zdecydowanie inne dziedziny były jej specjalnością. Mimo wszystko jednak całkiem miło jej się zrobiło, gdy Roise spojrzał na problem z innej strony, to było całkiem budujące, nigdy jeszcze nikt nie próbował jej bronić przed ocenianiem przez nią samą. W stosunku do siebie była równie wymagająca co do innych, więc nie miała najmniejszego problemu z tym, aby nieco sobie ubliżyć.
- Och, czyli jest w tym jakiś kwiatek. - Tojad, w sumie tojad do niej chyba pasował, z tego, co wiedziała tojad jak ona zajmował się wilkołakami, czy coś. Nie był do końca bezpieczny? Właściwie to nie miała do końca pojęcia, jak to działało, więc wolała nie drążyć tematu, żeby nie wyjść na jeszcze większego laika, tak było bezpieczniej, czyż nie?
- Tak, szczuroszczet to taki kret z irokezem. - To było chyba najlepsze porównanie. Naprawdę doceniała, że szukał sposobu na to, aby ona czuła się dowartościowana. To było bardzo miłe, zwłaszcza, że do tej pory nikt się raczej tym nie przejmował, może powinna się do tego po prostu przyzwyczaić? Nie musieli już utrzymywać dystansu między soba, mogli pozwolić sobie na to, czego chcieli od dawna.
Wiedziała, że na pewno nie było łatwo mu sięgnąć po ten argument, bo Ambroise nie należał do osób, które lubiły mówić o swoich niedoskonałościach. Raczej był bardzo pewny siebie i przekonany o tym, że wszystko wie najlepiej, więc doceniała to chwilowe ujmowanie sobie.
Było idealnie, tak, przynajmniej teraz, gdy wreszcie mogli spoglądać sobie w oczy bez strachu przed tym, że zostaną na tym przyłapani, zbliżać swoje twarze do siebie, gdy tylko mieli na to ochotę, sięgać po każdy gest, który tylko przyjdzie im do głowy. To było budujące, nie spodziewała się bowiem, że kiedykolwiek do tego dojdzie, a jednak stali tutaj teraz razem, gotowi pójść tą zupełnie nową drogą.
- Ty to powiedziałeś, musisz zawsze szukać dziury w całym? - Najwyraźniej nie była tak dobra w komplementy, jak się jej wydawało. Cóż, nie do końca chodziło jej o szlam, ale mogło to zostać tak odebrane. Uśmiechał się jednak więc najwyraźniej mu to nie przeszkadzało, aż tak bardzo. Tyle dobrego. Nie miał pojęcia, jak bardzo musiała być kreatywna, aby sformuować ten niebanalny komplement.
Zamknięcie ust pocałunkiem było najprostszą metodą na to, aby nie ciągnąć tematu szlam, tak, najprostszą i najlepszą, mogła znowu poczuć smak jego ust, za którym zdążyła już zatęsknić. Nie spodziewała się, że kiedyś jej się to znudzi, to było coś nowego i właściwego. Nie mogła się przed tym powstrzymywać, nie kiedy w końcu przekroczyli granicę, którą sami sobie ustalili, nie wiedzieć czemu.
Nie mogła jednak pozwolić się sobie w tym teraz zatracić, chociaż przecież mogli zostać w tym domu, tyle, że mieli plany, chciała zrobić to na co miał ochotę. Nie pojawili się w tym miejscu, aby zostać tutaj, czekało na nich coś bardziej wyjątkowego. Dlatego też wreszcie się odsunęła i poszła na górę.
Kiedy schodziła ze schodów czuła na sobie jego spojrzenie, niemalże przeszywał ją wzrokiem. Wcześniej tego nie robił, nie w ten sposób. To było zawstydzające, bo nikt nigdy nie patrzył na nią w ten sposób, jakby naprawdę była jakaś wyjątkowa. Do tego chyba też powinna przywyknąć?
Tym bardziej, że przecież nie szykowała się do tego wyjścia jakoś nadzwyczajnie, sięgnęła po pierwszą, lepszą sukienkę spakowaną zupełnie przypadkowo. Najwyraźniej to wystarczyło, cóż, stać ją było na więcej, o czym na pewno przekona się w przyszłości. Mimo, że na co dzień stroniła od wyszukanych strojów, to kiedy pojawiała się na tych wszystkich spędach towarzyskich to naprawdę lubiła błyszczeć i zwracać na siebie uwagę, był to jeden z nielicznych momentów, gdy mogła przypomnieć większości ludzi o tym, że też jest kobietą i ma się czym pochwalić.
- Tak, Cholera na pewno... - Potrafiła siać zniszczenie tak samo, jak ta choroba, idealnie więc pasowało do niej to odniesienie, może nie jasna... ale to nie miała zamiaru czepiać się szczegółów.
Znalazła się w końcu tuż przy nim, z uśmiechem na twarzy, na policzkach dziewczyny pojawiły się rumieńce, bo patrzył się na nią w ten dziwny sposób, jakby naprawdę była jego całym światem. To nie było zwyczajne, motyle w jej brzuchu osiągnęły już chyba swoją maksymalną prędkość. Nie miała pojęcia dlaczego, aż tak na nią działał, chyba musiała się z tym pogodzić, zaakceptować tak, że nie była w stanie zapanować nad swoim ciałem kiedy znajdował się obok, gdy tak na nią spoglądał.
- Widzę, że nie marnowałeś czasu. - Najwyraźniej zdążył przygotować wszystko do ich wyjścia, cóż, wspaniale, bo już za chwilę będą mogli położyć się na kocu i zrobić wszystko to, na co mieli ochotę od dawna. Nie wierzyła, że zbyt długo będą podziwiać nieboskłon, to mogli zrobić kiedyś indziej, nie wątpiła w to, że niebo tutaj będzie przepiękne, ale nie wydawało jej się to najlepszym planem na spędzenie tego wieczoru.
- Mówisz? To dobrze, postaram się, aby częściej wszystko miało sens. - Bo wydawało jej się, że mu się to podobało, a była w stanie zmienić swoje przyzwyczajenia po to, aby częściej był zadowolony. Podobało jej się to, jak na nią patrzył i zamierzała dawać mu ku temu więcej okazji.
- Gotowy? - Wolała się jeszcze upewnić, że faktycznie mają wszystko, czego potrzebowali, chociaż tak właściwie, to przecież nic konkretnego nie przychodziło jej na myśl. Nie wybierali się w jakąś daleką wędrówkę, mieli znaleźć się tuż obok tego domu.
Nie czekała zbyt długo, sięgnęła po jego dłoń, splotła ich palce, bo wreszcie mogła do robić, kiedy tylko miała na to ochotę. Zamierzała się cieszyć każdym, nawet najdrobniejszym gestem, bo w końcu oficjalnie stali się parą. Czuła, że nigdy nie będzie miała tego dość. Nie spodziewała się nawet, że kiedykolwiek będzie jej się podobała taka zmiana, jak widać wszystko może się zmienić.
Nie obchodziło jej też to, że mogło się to wydawać nieco przerysowane, że kiedyś pewnie sama by się śmiała z samego rozważania tego, że podobałoby się jej to, że może być czyjąś dziewczyną, że może planować przyszłość z jakimś mężczyzną. To nie był jakiś mężczyzna, wiedziała, że to, co ich połączyło było wyjątkowe i nie chciała tego spierdolić, nie kiedy w końcu faktycznie doszli do tego, czego oczekują, czego pragną.