22.01.2025, 18:05 ✶
7 września 1972, noc
Mieszkanie Rodolphusa/Charlesa
Mieszkanie Rodolphusa/Charlesa
Wiem, że w Hogwarcie was tego nie uczą, ale to nie moja wina, że nie potrafisz docenić wartości tężyzny fizycznej. Na to zdanie zaledwie uniósł brew, siedząc w fotelu, w swoim domu w Little Hangleton. Nie podejrzewał, że Mulciber będzie jeszcze bardziej skłonny do tego typu destrukcji, niż on sam. Nigdy nikogo nie pobiłeś, prawda? Na te Lestrange przewrócił oczami. Na moment przerwał czytanie listu, gdy dementorek od Lorien Mulciber, przybranej ciotki Charlesa, zastukał w klosz, pod którym go trzymał. Zerknął na niego w milczeniu i na moment zawiesił wzrok na maleńkiej postaci w czarnej szacie. Rodolphusie, tobie również przydałoby się nieco przemocy. Rodolphus westchnął ciężko, powracając do listu. Miał brzydkie wrażenie, że Charles albo pędzi po równi pochyłej, albo już znalazł się na dnie. Nie dowiedział się zbyt wiele o Baldwinie, jednak skoro był Malfoyem, był także rodziną Lorraine. Nie powinien dopuścić do tego, by znowu poszarpał się z Charlesem - to wydałoby się wyjątkowo dziwne, że po serii listów w których pyta o niego, Malfoy nagle miałby podbite oko.
- Teraz ja mógłbym pomyśleć, że to sen - mruknął, wodząc wzrokiem po kolejnych literach listu. Nie wahał się: zmiął kartkę, by cisnąć papierową kulką do kosza na śmieci. Dementorek pukał wciąż w szybę, ale to nie wystarczyło, by przeniósł znowu na niego uwagę. Rodolphus wstał, sięgnął po różdżkę i zniknął z charakterystycznym trzaskiem z własnego salonu.
List dotarł do niego z małym opóźnieniem, nie miał więc pewności, że Charles wciąż będzie w mieszkaniu. Warto jednak było spróbować: może to były tylko przechwałki? Może gówniarz się upił i w jakiś sposób się na nim wyżywał, cholera wie za co? Może powinien pochwalić tę jego świeczkę, którą mu wysłał, ale jak to miał zrobić, skoro nie zdążył nawet jej odpalić? Lestrange wiedział niewiele: Charles i Baldwin się poszarpali o jego siostrę, Scarlett. Mężczyźni się nie lubili, to było jasne. Ale żeby iść na Nokturn by go okładać pięściami... Podejrzewał, że skończyłoby się to dla Mulcibera gorzej niż źle. Nawet jeżeli to nie Malfoy by mu przyłożył, to niektórzy z nich - na przykład taka Lorraine - poruszali się po Nokturnie całkiem sprawnie. Musieli mieć znajomych. Poza tym wolałby nie podpadać ślicznej blond wili w żaden sposób.
Trzask aportacji poniósł się echem po salonie, gdy po raz pierwszy w tak bezczelny, otwarty sposób Rodolphus zjawił się w mieszkaniu. Wciąż było formalnie jego, nie przepisał go na Charlesa, nie podarował mu go, nie założył na razie zabezpieczeń, lecz starał się dać mu przestrzeń i prywatność, której sam by oczekiwał. Ostatni list jednak zaniepokoił go i zirytował na tyle, że musiał zignorować własne postanowienia. Rozejrzał się, chcąc zorientować się, czy młody Mulciber w ogóle znajdował się w mieszkaniu na Horyzontalnej. I trochę w głębokim poważaniu miał, że mógł trafić na jego brata.