11.12.2024, 18:25 ✶
Magiczne targi książki nie były tak wielkimi wydarzeniami, jak te u mugoli. Odbywały się na świeżym powietrzu, na początku września i przypominały raczej jarmark. Tłumy zastępowane zostawały przez garstkę zainteresowanych, często nie w wieku młodym, lecz około emerytalnym. Alice czuła się w tym towarzystwie dość dziwacznie. Miała jedynie dwadzieścia cztery lata, a do tego była rozpoznawana. Nie jakoś szeroko, lecz w ciągu tej godziny zdarzyło się jej (około trzy razy), że podeszła do niej jakaś kobieta z pytaniem o ostatnie przedstawienie, a szczególnie o zakulisowe ploteczki, o których Alice, jako dobra koleżanka, nie mogła specjalnie rozprawiać.
Jednak był jeszcze jeden powód, dlaczego czuła się niezręcznie. Były nim niezliczone kopie "Trzech nocy w Keannwood" autorstwa niejakiej Diany Darlington. Znajdowały się one nie tylko na stoiskach, ale i w rękach uczestników i uczestniczek targów. Alice nie spodziewała się takiego fenomenu, chociaż mogła się tego domyślić wcześniej. Dokładniej, w momencie, w którym jej wydawca przekierował do niej pierwszy list opiewający uroki lorda Berkeleya. A potem był drugi, dopytujący, jak potoczą się losy jego i panny Harvey. Na początku było to dla Alice miłe, dopiero później stało się z lekka przerażające. Bo przecież wraz ze wzrostem uwagi nad jej książką, pojawiały się coraz to nowe oczekiwania. A jeszcze nawet nie mogła się przemóc do przeczytania recenzji.
Przechadzając się pomiędzy stoiskami, zauważyła kobietę, która wyróżniała się z towarzystwa przede wszystkim wiekiem. Była dużo młodsza niż zgromadzone wokół starsze panie. Alice uznała, że w takim, a nie innym kręgu, dobrze by było się przywitać. Może mogła dowiedzieć się, co o "Trzech nocach..." sądzi pokolenie jej własne, a nie to bardziej zbliżone do jej mamy. Dlatego podeszła do rudowłosej nieznajomej, która pochylała się właśnie nad powieścią "Smoczy król".
— Hej, chciałabym się przywitać. Jako, że nie widziałam tu zbyt wiele osób w naszym wieku — zagadnęła z uśmiechem. Już dawno oduczyła się tego początkowego wrażenia, że podchodzenie do kogoś z takimi słowami było jakimś "przeszkadzaniem". Owszem, zdarzały się takie przypadki. ale były raczej rzadkie. Ktoś musiał być naprawdę zirytowany lub antypatyczny, żeby tak zareagować. Szczególnie na wydarzeniu takim jak targi książki.
Jednak był jeszcze jeden powód, dlaczego czuła się niezręcznie. Były nim niezliczone kopie "Trzech nocy w Keannwood" autorstwa niejakiej Diany Darlington. Znajdowały się one nie tylko na stoiskach, ale i w rękach uczestników i uczestniczek targów. Alice nie spodziewała się takiego fenomenu, chociaż mogła się tego domyślić wcześniej. Dokładniej, w momencie, w którym jej wydawca przekierował do niej pierwszy list opiewający uroki lorda Berkeleya. A potem był drugi, dopytujący, jak potoczą się losy jego i panny Harvey. Na początku było to dla Alice miłe, dopiero później stało się z lekka przerażające. Bo przecież wraz ze wzrostem uwagi nad jej książką, pojawiały się coraz to nowe oczekiwania. A jeszcze nawet nie mogła się przemóc do przeczytania recenzji.
Przechadzając się pomiędzy stoiskami, zauważyła kobietę, która wyróżniała się z towarzystwa przede wszystkim wiekiem. Była dużo młodsza niż zgromadzone wokół starsze panie. Alice uznała, że w takim, a nie innym kręgu, dobrze by było się przywitać. Może mogła dowiedzieć się, co o "Trzech nocach..." sądzi pokolenie jej własne, a nie to bardziej zbliżone do jej mamy. Dlatego podeszła do rudowłosej nieznajomej, która pochylała się właśnie nad powieścią "Smoczy król".
— Hej, chciałabym się przywitać. Jako, że nie widziałam tu zbyt wiele osób w naszym wieku — zagadnęła z uśmiechem. Już dawno oduczyła się tego początkowego wrażenia, że podchodzenie do kogoś z takimi słowami było jakimś "przeszkadzaniem". Owszem, zdarzały się takie przypadki. ale były raczej rzadkie. Ktoś musiał być naprawdę zirytowany lub antypatyczny, żeby tak zareagować. Szczególnie na wydarzeniu takim jak targi książki.