8 września 1972r. – wczesny ranek
Aleja Horyzontalna / Mieszkanie Charlesa i Leonarda
Wieczorna wymiana korespondencji z synem, ostatecznie zakończyła się umówieniem na poranną rozmowę, dnia następnego. Propozycja rozmowy w miejscu publicznym mijała się z celem. Mulciber domyślał się, dlaczego syn proponował jakąś kawiarnię za miejsce spotkana, a nie jedno im znane. Kamienica rodzinna lub mieszkanie, które chłopcy zajmowali. Richardowi zależało na prywatnej rozmowie w cztery oczy i jeżeli Charles znów by się mu wykręcał, w takim wypadku osobiście, bez pisania listu, zjawiłby mu się przed drzwiami mieszkania. Czy nawet w nim samym. Był już raz, drogę znał. A teleportacja jest błogosławieństwem.
To, czego dowiedział się od córki dnia poprzedniego, sięgnęło apogeum jego nerwów. Szczęście, że nie dostał silnego ataku nerwicy sercowej i zawału. Może też dobrze się stało, że rozmowę miał przeniesioną na dzisiejszy poranek, mając całą noc na przemyślenie zaistniałej sytuacji między swoimi dziećmi.
Nigdy nie myślał, że coś takiego kiedykolwiek się wydarzy. Nie rozumiał do końca, czym kierował się Charles. Czym się kieruje nadal. Dlaczego mimo obietnic, wciąż przysparza problemów. Czy Londyn aż tak negatywnie wpływa na jego osobowość i zachowanie? Czy to może już czas powiedzieć im, że wracając do Norwegii? Zamknąć tutaj wszystkie sprawy i wrócić do domu, jaki znają w Oslo?
Już przed godziną siódmą, zjawił się przed drzwiami wynajmowanego mieszkania synów. Zapukał, czekając na jakikolwiek odzew i otwarcie drzwi. Miał nadzieję, że syn go nie wystawi i podczas rozmowy, przedstawi mu swoją wersję wydarzeń.