• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[26 Grudnia 1970] Corvus i Cynthia - Płatek Śniegu

[26 Grudnia 1970] Corvus i Cynthia - Płatek Śniegu
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
05.02.2023, 23:48  ✶  
Koniec roku był zawsze okresem szczególnym, zarówno dla mugoli, jak i czarodziejów. Święta zbliżały ludzi, budziły w nich pokłady empatii i dobroci, które skrywali pod płaszczami, zapatrzeni gnaniem za dobrami materialnymi. Organizowano przed Nowym Rokiem aukcje z wielkim bankietem, pełnym przepychu. Jedna z Londyńskich posiadłości należąca do wybranej rodziny zmieniała się w Zimową Krainę cudów, gdzie gromadzono różnorodne dobre — od dzieł sztuki po biżuterię, cały zysk przeznaczając na pomoc ubogim. Ten jedyny raz w ciągu roku udając, że wszyscy są równi, że każdy ma prawo być szczęśliwym. Żałosne.
Ojciec wypłynął, Castiel był zajęty — los i pech złączyły więc siły, sprawiając, że to właśnie Cynthia jako przedstawicielka swojej rodziny na ów akcje przyszła, niezbyt zadowolona. Seria niefortunnych zdarzeń sprawiła, że tkwiła przed jednym z obrazów w złotej ramie, dzierżąc w dłoniach kielich czerwonego wina w kryształowym kielichu, o którego brzegi napój się rozbijał, jakby w rytm grającej w tle orkiestry. Westchnęła bezgłośnie za fasadą łagodnego uśmiechu, skrywając znudzenie, przywdziewając maskę, która tak bardzo pomagała odnaleźć się w społeczeństwie. Kobiety często uważano za głupsze niż były w rzeczywistości. Za takie, które sukces zawdzięczają urodzie, a nie inteligencji, co było poniekąd ułatwieniem i przekleństwem. Chcąc coś osiągnąć, konieczne było zaadoptowanie się do sytuacji. Stała więc w milczeniu, licząc czas pozostały do końca. Suknię miała czarną i długą z delikatnej tkaniny. Rękawy miała przeźroczyste z delikatnym faktem, pod biustem przeszyta była czarną wstążką, która podkreślała dekolt. Kaskady jasnych, mieniących się srebrem włosów związane były w ciasnego koka, z którego uciekło kilka luźnych kosmyków. Wyglądała dość drobne i blado. Przymknęła na chwilę powieki, pozwalając sobie na zapamiętanie obrazu, nim skierowała kroki do kolejnego dzieła wystawionego na aukcję — dopasowanego tym razem do pory roku. Stanęła przy jegomościu, który widocznie obraz również podziwiał, nie obdarzając go jednak dłuższym spojrzeniem i innym, niż tym, które padło, gdy podchodziła. W jakiś sposób skojarzył się jej z osobą zaznajomioną ze sztuką. - Podoba się Panu ten obraz?
Zapytała więc tonem dość chłodnym i pozornie łagodnym, głębokim. Cała Cynthia właściwie określiłaby się mianem kobiety zimowej.
Widmo
It’s amateurs like you who give kidnapping a bad name.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Widok był to zupełnie niebanalny; błękitne oczy kontrastowały z ciemnym brązem nieco niesfornych włosów, zaskakująco jednak pasując do bladej, pozbawionej wszelkich znamion skóry, która to nadawała postaci nadchodzącego czarownika antycznego rytu. Natura obdarzyła go wysokimi, ostrymi kośćmi policzkowymi i tym spojrzeniem, które mogło wsiąknąć w najgłębsze zakamarki duszy, ale i słusznym wzrostem 185 centymetrów. Nie uśmiechał się zbyt często, ani nie zabierał głosu jeśli nie musiał, ale gdy to robił, rozbrzmiewał pieszczący ucho baryton. Zapach także zostawiał po sobie pamiątkę; kawa oraz wanilia długo jeszcze tańczyły z drzewnym aromatem przywodzącym na myśl sosnowy las, gdy mężczyzna zdążył już odejść, owinąwszy się pierwszą nutą jaką była paczula wraz z ulotną wonią heliotropu.

Corvus M. de Rune
#2
10.02.2023, 01:31  ✶  
Święta. Okres uchodzący za najwspanialszy jaki może istnieć w roku, wszędzie dało się poczuć tę magię, zapach świec najczęściej o jakiejś nucie cynamonu czy innego jabłka. Świątecznego, oczywiście. Kolorowe ozdoby, migoczące światła. Wszystko to, czym on sam gardził, co sprawiało, że można było zatracić się w ulotności chwili, jaka za rok i tak wróci i to znowu z całą swoją potęgą. Wiele osób stawiało jednak na piedestale nie tyle świecidełka co pokazanie się jako osoby warte pewnego statusu społecznego. Boże Narodzenie zwłaszcza jawiło się wysypem charytatywnych działaczy, gotowych zmieniać świat jak, nomen omen, za sprawą czarodziejskiej różdżki. Akcje jedna za drugą miały nagłaśniać pewne problemy, ukazywać jak wielkie serce, nieraz dorównujące wielkości portfela, mają tak zwany usytuowani.
Byłoby hipokryzją ze strony Corvusa zrobić to samo, udawać wielkoduszność i rozdawać pieniądze za nic, więc ostatecznie aby przysłowiowo zjeść ciastko i mieć ciastko, więc zadbać o swoje postrzeganie ale nie stracić na własnej wiarygodności w swoich oczach, postanowił pojawić się na przyjęciu, na którym przede wszystkim pierwsze skrzypce grała sztuka i to ta najbliższa jego sercu prywatnie jak i zawodowo - obrazy, malarstwo bowiem było najlepszym sposobem aby się wyrazić, pokazać, co kryje się za fasadami. Dodatkowo ostatnio szukał czegoś interesującego, nietuzinkowego do posiadłości, więc czemu nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu?
Do wskazanej na zaproszeniu posiadłości udał się praktycznie tuż przed czasem rozpoczęcia, akurat był w okolicy, a hotel w którym tymczasowo przebywał nie był aż tak oddalony od tego miejsca, więc odległość nie była żadnym problemem. Miejsce wyglądało zjawiskowo, najwyraźniej właściciele w tym roku postanowili zawstydzić swoich zeszłorocznych gospodarzy, bowiem z tego co pamiętał, poprzednie wydarzenie nie było nawet w połowie tak niezwykłe. Nie był jednak kimś kto na dłużej zachwyca się takimi rzeczami, więc gdy płaszcz został odebrany aby zawisnąć w obszernej szatni, zapewne odpowiednio powiększonej za pomocą prostych zaklęć, on sam ruszył na salę. Nie wyróżniał się niczym z tłumu, ot kolejny mężczyzna w ciemnym garniturze, z idealnie zawiązanym krawatem i wyniosłym spojrzeniem patrzącym na wszystkich z góry. Mało tu takich było? Władców świata, którzy nie mieli żadnych zapór aby się zatrzymać? Moralność bowiem większość z nich wyrzucała do śmietnika…o ile kiedykolwiek ją mieli, Corvus nie umiał sobie przypomnieć aby takową posiadał, a pamiętał naprawdę wiele, niemalże już niepotrzebnych rzeczy.
Krążył po ozdobionej sali przez dłuższy czas bez żadnego konkretnego celu, przyglądał się zwłaszcza obrazom, aż ostatecznie zatrzymał się na paradoksalnie najbardziej statycznym, na którym jedynie padał śnieg, a drzewami poruszał zapewne zimny wiatr. Przez kilka chwil obserwował uważnie to dzieło, w dłoni trzymając kielich z czerwonym, półsłodkim winem, dostrzegając coraz więcej, nie tylko kunsztu ale i samego subtelnego przesłania autora, gdy między leśnymi gęstwinami migały wielkie oczy o niepokojąco żółtym kolorze, a na ścieżce można było dostrzec bez problemów krople krwi. Ze swoistej fascynacji wyrwał go niespodziewanie głos, a potem spojrzał na jego źródło, które okazało się nieco niższe niż można było zakładać.
— Ten akurat tak. Jest w nim technika, ale i pozwala zajrzeć do wnętrza twórcy, zobaczyć co się ukrywa w jego psychice, a nie jest to nic dobrego. W jakiś sposób akurat tego rodzaju ekspresja zazwyczaj jest bardziej interesująca, proszę spojrzeć; tam gdzie jedni widzą idyllę, inni mogą dostrzec degradację i rozpad człowieczeństwa. To wyborne dzieło, powiedziałbym że o niezwykle wyrafinowanym stylu. — stwierdził spokojnie, jak gdyby nic, wskazując jej najpierw przyjemną scenę wystawioną na pierwsze tło, a potem dopiero ukrytego potwora. Dał jej czas też aby mogła zinterpretować to dzieło, samemu pijąc wino, które zawsze było dla niego pewnym stałym elementem takich spotkań jak to tutaj.
— A pani? Co pani czuje, patrząc na ten malunek, mademoiselle… nie mieliśmy chyba przyjemności? — zmrużył oczy, ale nie mógł jej sobie przypomnieć, być może już ją spotkał ale raczej nie zamienili zbytnio żadnego słowa. Chociaż więc jego głos pozostał ciepłym barytonem, wkradło się w nie zwątpienie, pamiętałby jednak kogoś takiej urody.


And when you kill a man, you're a murderer;
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
11.02.2023, 02:46  ✶  
Święta Bożonarodzeniowe nie były jej ulubionymi, ba, Cyjanek miała wrażenie, że z roku na rok było tylko gorzej. Liczył się przepych, sztuczny uśmiech, empatia wymuszona i tak nieprawdziwa, że nawet obdarowywani na dobrą sprawę w jej intencję już nie wierzyli. Wszystko poza ludźmi jednak — sypiący za oknem śnieg, który białym puchem zakrywał brudne budynki, zapach cynamonu i choinki, jasne (nie kolorowe, na Merlina!) lampki w oknach oraz mocna kawa były tym, co lubiła. Celebrowała to jednak w samotności i w milczeniu, akompaniamencie ulubionych piosenek lub w pracy. Te chwile pozwalały jej na nowo ustalać w życiu priorytety.
Była dumna z bycia czarownicą czystej krwi, a jednak nie cieszyła się z uczestnictwa w kolejnym zaaranżowanym od początku do końca przyjęciu. Aukcje były przykrywką, liczyło się rozeznanie, poznanie planów na przyszły rok poszczególnych rodów, być może próba zaaranżowania małżeństw, które zwiększyłyby wpływy. Nic tu nie było szczere, srebrnowłosa zresztą też nie i tym samym wpasowywała się w tłum, przywdziana strojnie niczym wysokie świerki dookoła, z których szczytów spoglądały na gości złote gwiazdy. Sypiący pod dachem śnieg był uroczym dodatkiem, jednak nie czuła jego płatków rozbijających się na skórze, topniejących pod ich ciepłem i nie umiała go zupełnie docenić. Na szczęście wystawa i licytacje dotyczyły sztuki, co pozwoliło jej uciekać od obowiązków nawiązywania towarzyskich relacji. Ojciec zlecił jej zalicytowanie czegoś, jednak nie umiała wybrać tej jednej rzeczy, która w jakikolwiek sposób tchnęłaby uczuciem w jej serce. Nie było jej stać na nic poza wyjątkowością. Nie rozglądała się więc specjalnie po tłumie, nie plotkowała z kobietami sączącymi szampana przy jednym ze stolików. Oglądała, szukając w skrupulatnie namalowanych obrazach czegoś. Przesłania, które autor ukrył przed światem ludzi prostych i słabych.
Płatek Śniegu. On był jej słabością? Po maźniętych karminową szminką ustach przebiegł cień uśmiechu, a palce stuknęły w trzymany w dłoni kryształ. I chyba właśnie nawiązanie do zimy sprawiło, że zdecydowała się odezwać. Cynthia mało kiedy decydowała się na taki krok, nie uznając spełnienia potrzeb towarzyskich za priorytetowe. Stojący obok mężczyzna pił wino, podobnie jak ona. Był tylko nieznajomym. Obcym, z którym prawdopodobnie nawiąże dialog pierwszy i ostatni zarazem raz w życiu. Skoro połączyło poniekąd ich spojrzenie to samo malowidło? Dostrzegał te drobne, czerwone punkty w krajobrazie? Tak spokojny, majestatyczny i zimowy, zdawał się skrywać jakąś głębszą, mroczną tajemnicę. Dlaczego skojarzył się jej z trupem? Nawyk wyniesiony z kostnicy? Wpatrywała się w obraz, słuchając jego głosu i uwag dość uważnie, zaskoczona wiedzą, jaką na temat sztuki przedstawił.
- Namalował to jednak w taki sposób, aby tylko osoby o podobnej głębi to dostrzegły, nie sądzi Pan? Niewielkie zainteresowanie jest tym dziełem, a szkoda. Z drugiej jednak strony pozwala nam to dostrzec, z jakim towarzystwem mamy do czynienia. - przerwała, pozwalając sobie na odrobinę kąśliwą uwagę względem całej reszty, odwracając głowę w jego stronę i lustrując go stalowoniebieskimi, jasnymi ślepiami, pozwoliła sobie na cień uśmiechu na przywitanie. Tak, dla zachowania pozorów, bo ona nie była osobą, u której ów gest łatwo można było wywołać. -Obawiam się, że nie. Nie wygląda Pan na kogoś, kto często gościłby w miejscu mojej pracy, a los zechciał, że nieczęsto bywam poza nim.
Rozwiała jego wątpliwości dość szybko, jakby pognana sposobem, w jaki lustrował ją wzrokiem. Niepewność świadcząca o tym, że dużo ludzi mijał na swojej drodze, sporo osób znał — chociaż miała nieodparte wrażenie, że podobnie jak obraz, jego znało niewiele. Zrobiła krok w jego stronę, kątem oka dostrzegając jakąś niewiastę kierującą się w jego stronę, której nazwiska jednak nie skojarzyła. Zaintrygowana jednak sposobem wypowiedzi nieznajomego, nie chciała kończyć dialogu, a kobietą była dość stanowczą i łapiącą w palce to, czego chciała. Odważnie więc spoglądała mu w oczy. - Cynthia. Cynthia Flint. Bestię, która chce się uwolnić, ale jej właściciel zdaje sobie sprawę, że nie może, bo zaburzy to, co stworzył — na potrzeby społeczeństwa.
Nie znała się na sztuce w takim stopniu, jak towarzyszący jej jegomość, ale najpiękniejsze w niej było to, że nawet największy głupiec był w stanie w jakiś sposób ją interpretować i o niej rozmawiać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Corvus M. de Rune (637), Cynthia Flint (996)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa