Wszystko zależało od podejścia. Ona miała takie, jakie miała. Mogła być delikatniejsza, to prawda, mogła, ale czy faktycznie było to czym, czego oczekiwał Ambroise. Po ich dość krótkiej rozmowie na temat jego widmowidzenia, którą odbyli stosunkowo niedawno zakładała, że raczej nie tego chciał. Zresztą jakoś specjalnie nie poruszali tego tematu, więc nie do końca uważała, że był to czas i miejsce, aby zaczęli go wałkować. Powinni byli to nieco bardziej przegadać, ustalić konkretne oczekiwania, ale tego nie zrobili. Nie pierwszy raz, dość często zdarzało im się omijać te najbardziej niewygodne tematy, jako, że stosunkowo niedawno wrócili do tego, co mieli kiedyś nie mieli na to czasu. Zwłaszcza, że ledwie postanowili znowu iść razem przez życie, a wybuchły te pożary, które nieco pokrzyżowały im plany na ten pierwszy, wspólny tydzień.
Reagowała jak potrafiła, a że było to nieco szorstkie - cóż, bywa. Nie sądziła, że Roise oczekiwał jakiegoś specjalnego traktowania. Na swojej drodze spotykała wiele osób, które były obdarzone różnymi, specjalnymi darami, czy zostały przeklęte i z tego, co się zorientowała to raczej nie lubiły, kiedy obchodzono się z nimi z przesadzoną czułością.
Zresztą to nie było teraz priorytetem, mieli dwójkę zagubionych czarodziejów, którzy zostali przeniesieni licho jedno wie gdzie. Na tym powinni się skupić, później przyjdzie czas na reszte, jak wiadomo w tej chwili liczyła się bowiem każda godzina, a tych minęło już dosyć sporo.
- To ciekawe. - Rzuciła jeszcze cicho, bo miała świadomość, że mało kto potrafił się oprzeć urokowi Romulusa. Nie dało się ukryć, że potrafił przyciągać do siebie ludzi, tym swoimi niewymuszonym uśmiechem i całkiem ciepłym nastawieniem.
Przeniosła spojrzenie na Fenwicka, kiedy zaczął się dzielić swoimi przemyśleniami. Nie komentowała tego, po prostu słuchała. Były to dość przydatne informacje, szczególnie, że ona sama nie miała zbyt wielkiej wiedzy na temat miejsca w którym się znajdowali. Jasne, bywała tutaj, ale nigdy szczególnie nie interesowała się zabezpieczeniami, jakie roznosiły się wokół rezydencji.
- Czy dużo osób w ogóle wie o tym miejscu? - Nie wydawało się jej, aby zbyt wielu ludzi miało świadomość tego, że są w ogóle właścicielami takiej nieruchomości. Pewnie znalazłyby się osoby, które miały takie informacje, ale czy na pewno to one chciałyby zrobić krzywdę komuś, kto tutaj mieszkał? Jasne, pierwsze co nasuwało się na myśl to to, że mogli paść ofiarą jakiegoś ataku związanego z tym, co wydarzyło się w Londynie. Aktualnie czystokrwiści nie byli szczególnie mile widziani ze względu na to, że śmierciożercy postanowili sobie podpalić stolicę, a jak wiadomo większość z nich musiała należeć do rodzin, które od lat należały do świata czarodziejów i wyznawały dość konserwatywne wartości.
- Podrzucenie takiego świstoklika to nic skomplikowanego. - Warto było się później skupić na tym, żeby faktycznie to się nie powtórzyło. Czasy były niepewne i chyba to był moment, w którym powinno się przemyśleć kolejne zabezpieczenia, może tym razem nieco bardziej złożone. Zazwyczaj dbało się o podobne sprawy po tym, jak coś poszło nie tak.
Skoro jednak już doszli do tego, że zagubieni nie zniknęli stąd z własnej woli, że coś ich stąd przeniosło, to warto było rozejrzeć się po okolicy. Nie, żeby sądziła, że znajdą jakieś ślady, bo skoro była to teleportacja, to chyba już widzieli wszystko, co mieli zobaczyć.
Z różdżką w lewej dłoni poczęła więc przechadzać się po okolicy. Robiło się coraz ciemniej, to też nie ułatwiało sprawy, w mroku dużo trudniej było dostrzec cokolwiek. Nie było sensu jednak się poddawać, a nuż uda się coś zobaczyć. Mruczała po cichu pod nosem zaklęcia, miała doświadczenie w tropieniu, tyle, że zazwyczaj szukała raczej zwierząt, a nie ludzi, którzy zostali uprowadzeni.
Dostrzegała drobne smugi światła, kiedy rzucała zaklęcia. Niby prowadziły w stronę lasu, ale nie miała pewności, co do tego, czy faktycznie są związane z tym zaginięciem.
- Ślady prowadzą do lasu, ale nie jestem pewna, czy są związane z tym, co się wydarzyło. - Rzuciła w eter, chcąc podzielić się tym, co udało jej się zobaczyć. Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby przyznać się do tego, że może się mylić.
Był to chyba moment, w którym powinni rozpocząć poszukiwania. Wiedziała, że Astaroth może im się do tego przydać, aczkolwiek nie do końca była pewna w jakim jest nastroju, tak, czy siak - powinna sobie z nim poradzić, może był to odpowiedni moment, aby wyciągnąć jej brata na spacer. Im więcej osób pomoże im w poszukiwaniach tym lepiej.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)