Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Ten dzień był całkiem intensywny. Zachowywali się niczym dwójka dzieciaków, która bardzo chciała celebrować to, że w końcu maja szansę być ze sobą. Już kiedyś przeżywali coś podobnego, już kiedyś zaliczyli podobny pierwszy raz, ale czy na pewno? Byli innymi ludźmi, nie dało się tego nie zauważyć, ale uczucie, którym się darzyli nie zmieniło się jakoś szczególnie, to ciągle w nich było, mimo, że przez ostatnie półtora roku próbowali zaprzeczać, że jest inaczej. Na szczęście w końcu doszli do tego, co było właściwe, wyjaśnili sobie wszystko i mogli zacząć od początku swoją wspólną drogę, sporo ich to kosztowało, ale zdecydowanie było warto nią podążać.
Po kąpieli w morzu, kolejnym wyścigu, wygranej, w końcu odprowadzili psy do domu i ruszyli dalej, ciągle w towarzystwie butelki alkoholu. Mieli odpocząć, Yaxleyówna wreszcie była spokojna, a Ambroise w końcu mógł sobie pozwolić na chwilę zapomnienia.
Jakoś tak się stało, że znaleźli się w miasteczku, byli już nieco wstawieni, ale nie ma się co im dziwić, wlali w siebie dość spore ilości alkoholu, trudno byłoby inaczej zważając na to, że piwniczka cioci Uli była pełna najróżniejszych trunków.
To był ich czas, chcieli nacieszyć się swoim towarzystwem, korzystać z okazji, która się pojawiła, nikt nie powinien mieć im tego za złe. Dlaczego znaleźli się w miasteczku? Bo stwierdzili, że to idealny pomysł. Skoro zdążyli już się jakoś doprowadzić do porządku po tej śmiesznej kąpieli, to mogli korzystać z kolejnych atrakcji, tylko czy jakieś były wskazane?
Miasteczko wydawało się być spokojne i ciche, to oni mieli problem z tym, aby się do tego dostosować, co chwila któreś z nich zbyt głośno parskało, czy śmiało się w głos, Yaxley raczej nie była gotowa na to, że zastaną tutaj taką niemalże idealną ciszę, ale co mogli zrobić? Musieli jakoś się w tym odnaleźć, zresztą mieli doświadczenie z Whitby, tam było podobnie, zazwyczaj trzymali się z boku.
Znaleźli się jednak w miasteczku, z jednej z kamienic, a może to nie była kamienica? Jeden z budynków wydawał się tętnić życiem, stamtąd można było usłyszeć bardzo głośną muzykę, wydawać się mogło, że jakiś zespół gra tam na żywo.
Geraldine ścisnęła mocniej rękę Roisa, zatrzymała się tuż przed wejściem. W jej głowie zaczął rysować się plan - musieli tam wejść, zobaczyć, co tamci właściwie tam robią, a może nawet dołączyć się do zabawy. - Nikt nie zauważy, że jesteśmy nieznajomi, na pewno możemy tam wejść. - Powiedziała do swojego chłopaka, nieco wywijając dolną wargę, nie zniosłaby odmowy, naprawdę chciała zobaczyć, co dzieje się w środku, a aktualnie Ambroise był tym, co trzymało ją na zewnątrz.