• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
Mieszkanie na obrzeżach niemagicznego Londynu | 3 maj 1972 | Avelina & Cody

Mieszkanie na obrzeżach niemagicznego Londynu | 3 maj 1972 | Avelina & Cody
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#11
06.02.2023, 07:04  ✶  
To była dosyć trudna sytuacja ale był pewien, że coś wymyślą. Ciężko tu o kompromis bo nie mieli pojęcia jak to rozwiązać by obie strony czuły się bezpiecznie.
- Gdybym chciał cię zabić to zostawiłbym cię w tamtej uliczce i nie próbował teraz postawić na nogi. Niby jaki tego byłby sens gdybym chciał cię dobić? Nie jestem mordercą. Nie prosiłem się o to. - wyjaśnił jej prostą zależność. Pomaga jej nie po to, aby potem się na nią rzucić i odebrać jej życie. Owszem, byłoby to proste zważywszy, że nie miała w sobie tyle krwi ile powinna. Starał się jednak zachować ucywilizowanie tak długo póki to możliwe. Nie chciał być degeneratem. Rozmasował swoje czoło kiedy tak broniła się przed wymazaniem pamięci. Ona naprawdę nie rozumiała, że nie ma innego wyjścia.
- Dobra, mogę pójść na rękę w tej kwestii, że to ja zostanę wymazany z twojej pamięci. Jeśli nie będziesz pamiętała jak się nazywam, kim jestem i jak wyglądam… a ja będę trzymać się z daleka…- choć był to jakiś kompromis - jedyny w takiej sytuacji - nie był z niego pocieszony. Nie chciał być wymazywany z jej pamięci ale chyba będzie musiał. Przecież gdyby nie ten incydent to mogliby naprawdę dobrze się bawić. Niestety ale teraz non stop będzie zbierać żniwa nieudanego wskrzeszenia.
- Mogłabyś pamiętać, że zostałaś zaatakowana przez wampira…- odwrócił się do niej plecami kiedy usłyszał w swojej głosie ból. Grunt palił się pod jego stopami. To wszystko dzieje się przez niego. Powinien przez najbliższy rok siedzieć w zamknięciu i uczyć się samokontroli… nie, to bez sensu. Nie można zamykać ekstrawertyka w czterech ścianach i oczekiwać, że wyjdzie stamtąd pozytywnie odmieniony. Schował twarz w swojej ręce i zmusił się do westchnięcia lecz niestety to w żaden sposób mu nie pomogło.
- Wieczysta Przysięga. Ale nie, to jest okropny pomysł. Nie znamy się, Avelina. Najbezpieczniej będzie jeśli po prostu o mnie zapomnisz. Będziesz pamiętać aby uważać na wampiry nocą ale ja nie będę w twojej głowie istnieć.- ani trochę mu się to nie podobało. Miał na sobie już czar Wieczystej Przysięgi i to chyba dużo jak na dwadzieścia dwa lata życia. Nie mógł tym szastać ani wchodzić w układy z obcą dziewczyną.
Alice, gdzie jesteś? Ja nie wiem co robić. Ona musi mnie zapomnieć bo inaczej zginę. Merlinie, jakim ja jestem idiotą myśląc, że mogę iść na normalną randkę… Nie wiedział czy telepatyczna myśl dotrze do Alice. Nie wysilał się aby tak było. Jego myśli same wysłały tę falę bez wkładania w to wysiłku. To była już po prostu desperacja. Wierzył, że gdy Alice przyjdzie to znajdzie cudowne rozwiązanie. Jeśli nie ona to kto?
- O Merlinie, słoik. Zapomniałem o nim. Nie ma co gdybać, Avelina. Trzeba pomyśleć co możemy jeszcze zrobić. I tak jestem zaskoczony, że nie wrzeszczysz na mój widok i pozwalasz mi tu siedzieć.- zerknął przez ramię na jej buzię i nie mógł się już uśmiechnąć po tym w jakim położeniu ją postawił. Podchodziła nadzwyczaj spokojnie do tej sytuacji. Znajdowała się w domu wampira.
- Jeśli podasz mi alternatywne rozwiązanie to chętnie wysłucham. Póki jednak takiego nie znajdziemy to zostaje opcja usunięcia mnie z twoich wspomnień.- usiadł z powrotem bokiem ale tym razem oparł głowę o kanapę, tuż przy jej kolanach i też zamknął oczy, gdy się odwróciła.
- Mówiłem, że prędzej wyłamię sobie zęby. Odpocznij.- posiedzę i poczuwam żeby nic ci się nie stało; w końcu tylko ja tobie tu zagrażam. Mam w sobie jednak twoją krew, która utrzyma mnie w istnieniu kilka dni. Żałował, że nie umie śnić. Gdy chciał spać to czuł się jakby zapadał w letarg, który tylko odpoczywa jego mięśnie lecz nie umysł. Nie zasypiał więc tylko udawał, że próbuje zasnąć. Nie oddychał więc nie czuł już zapachu czekolady. Otworzył umysł, czekając aż usłyszy w nim głos Alice.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#12
06.02.2023, 10:52  ✶  
Tego wieczoru Alice skończyła pracę wyjątkowo wcześnie. Czuła się pewnie z przygotowanym przez nią materiałem na najbliższe spotkanie wydawców i wiedziała, że to, co chciała tam zaprezentować, będzie naprawde dobre. Nie mieli jej czym zagiąć. Sprawdziła wszystkie źródła pięć razy. Potwierdziła wiarygodność wszystkiego, czego tylko się dało. Włożyła wiele serca w to, aby tekst przelany na rolki pergaminu był bez najmniejszego zarzutu. Innymi słowy, tak po ludzku była dumna z tego, co udało jej się dokonać.
Wróciła do domu wcześniej w naprawdę wyśmienitym nastroju. Po drodze zrobiła zakupy, aby przygotować naprawdę dobrą kolację, kiedy jej facet wróci do mieszkania. Nuciła radośnie pod nosem, przygotowując dwie wersje jednego dania; dla niej wegańską, dla niego z mięsem. Wszystko tego wieczoru układało się wspaniale. Inaczej być po prostu nie mogło.
Późno poszli spać, bo po kolacji postanowili jeszcze nacieszyć się wzajemnym towarzystwem. Dla Alice to był naprawdę udany dzień i udany wieczór, więc szła do łóżka bardzo zadowolona.W jej mniemaniu nic złego nie mogło się już stać. Nic nie mogło popsuć jej nastroju. I prawdopodobnie by nic takiego nie miało miejsca, gdyby nie telepatyczna więź, która pozwoliła jej na odebranie wiadomości od Cody'ego.
Od razu usiadła wstrząśnięta na łóżku, niepewna, czy to sen, czy faktycznie coś podobnego usłyszała w swojej głowie. Ukryła zmęczone oczy w dłoniach, co pozwoliło jej się skupić. Zaniepokojony chłopak obudził się. Chciał wiedzieć, co się stało. Alice szybko mu wyjaśniła, gdzie musi się udać, bo nie brała pod uwagę opcji porzucenia przyjaciela w potrzebie. Szlag trafił cały jej dobry nastrój.
Nie pamiętała, kiedy ostatni raz ubierała się tak szybko i szykowała do wyjścia. Do torebki zapakowała wspomniany przez Cody'ego wiggenowy, sporo jedzenia, czekoladę i własne zapasy roślin, które jak wiedziała działają regenerująco. Chwilę później teleportowała się do wspomnianego przez niego mieszkania. To co tam zobaczyła, na długo miało pozostać w jej głowie.
Dziewczyna, która leżała na kanapie, wyglądała bardzo źle. Była niemal równie blada jak Cody, wyraźnie osłabiona. Przyjaciel Alice nie prezentował się wiele lepiej. Mimo wyraźnie zaróżowionych policzków, ewidentnie był przytłoczony tym, co się wydarzyło. Szlag, szlag, szlag!
- Cody, wyjdź stąd - powiedziała Alice, patrząc mu prosto w oczy. Nieświadomie w swoje słowa włożyła urok wili, aby wzmocnić przekaz. Nie zamierzała pozwolić, aby ponownie się na nią rzucił. Jeszcze nie była pewna, do czego jej przyjaciel jest zdolny.
Kiedy jej przyjaciel udał się do innego pokoju, Alice podeszła spokojnie do dziewczyny leżącej na kanapie.
- Cześć, jestem Alice - przywitała się grzecznie, z uśmiechem na ustach. Próbowała promieniować pozytywna aurą, choć jej serce niebezpiecznie głośno kołatało się pod żebrami. - Może zaczniemy od tego, żebyś wypiła wiggenowy, co? - wyjęła z torebki eliksir i odkorkowała go. Podała dziewczynie, niepewna, czy ta da samodzielnie radę go wypić.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#13
06.02.2023, 12:42  ✶  

I miał rację. Po co chciałby jej pomagać? Gdyby chciał ją zabić zrobiłby to już dawno. Może dlatego była też taka spokojna, a może to dlatego, że po prostu była słaba. Nic nie rozumiała i cholernie bała się, że będą grzebać w jej umyśle. Miała wiele złych wspomnień, ale nie chciała ich usuwać. Chciała pamiętać wszystko, aby uczyć się i być lepszą. Chciała też rozpaczliwie pamiętać, że to właśnie on pokazał jej czym jest strach przed ciemnymi uliczkami. Chciała pamiętać jego rude włosy, jego zielone oczy i bladą skórę. Chciała pamiętać symptomy, które powinny jej od razu mówić: wiej! A nie: wchodź z tym człowiekiem do ciemnego zaułka. Była taka głupia i zapewne jeśli nie wymaże jej pamięci to będzie pluć sobie w twarz, że zrobiła coś tak głupiego. Na jego pytanie miała ochotę odpowiedzieć czymś wrednym. Należało mu się, chciała się przed nim obronić, ale jednocześnie chciała go przekonać, że nie musi jej usuwać pamięci. Jasne otaczała się ludźmi prawymi, którzy od razu polecieliby do Ministerstwa zgłosić to, co on zrobił, ale Avelina nie ufała tej organizacji. Nie ufała im, ponieważ ludzie, którzy skrzywdzili jej ojca nie zostali jeszcze ukarani. Ministerstwo było słabe i pozwalało na to, aby ginęli i znikali ludzie.

— Ja nie chcę cię zapominać. – szepnęła cicho próbując uspokoić rozszalałe serce.

Miała w pamięci jego patronusa, a przecież złe osoby nie potrafią go wyczarować. Wyczarował pięknego, majestatycznego konia i uważała, że to był spory dowód, że nie był zły. Robił to do czego zmuszała go natura, ale Avelina nie potrafiła przepędzić z pamięci tego do jakiego strachu ją doprowadził. Miała dwa skrajne uczucia względem tego człowieka, ponieważ najpierw skradł jej serce dobrem, a potem przepełnił strachem.

— Też jestem zaskoczona swoim spokojem. – wyznała. – Jeśli usuniesz siebie z mojej pamięci nigdy nie będę pamiętać, że… możesz być… dobry… – odpowiedziała niepewnie. Te słowa z trudem wychodziły z jej ust. Bała się zostać uznana za wariatkę, która swojego oprawce chce tłumaczyć i nazywać dobrym, ale miała rację. – Nie wiem. Po prostu nie chce stracić kontroli nad swoim życiem, a odbieraniem mi wspomnień pozbawisz mnie tej kontroli.

Kąciki jej ust nawet uniosły się do góry, gdy wspomniał o wyłamywaniu sobie zębów. To ułatwiłoby sprawę z ich spotkaniem. Nie zaatakowałby jej, gdyby nie miał zębów, prawda? Była to głupia myśl, ale sprawiła, że miała ochotę się śmiać. Po prostu śmiać się tak głośno na ile pozwalałby jej głos i siła. Miała wrażenie, że chciało się jej śmiać z bezsilności i rozpaczy. Z powodu tego, że traciła kontrolę, bo to ona zawsze decydowała, gdzie spędzi wieczór, którędy pójdzie i na ile zostanie w towarzystwie innych osób, a teraz była więziona. Zamiast śmiechu leżała nieruchomo na kanapie wampira, jej oprawcy, jej twórcy magicznych i straszliwych chwil. Dwie osoby w jednej powodowały jej mętlik w głowie.

Ciszę przerwało ciche trzaśnięcie i w pomieszczeniu pojawiła się nowa osoba. Avelina szybko odwróciła się i spojrzała na tę osobę. Była to bardzo ładna osoba i Ave poczuła się dziwnie brzydka. Taka spocona, taka słaba. Cody naprawdę lubił otaczać się ładnymi osobami. Ciekawe czy sama teraz wyglądała lepiej niż sobie to wyobrażała? Zapewne nie. Miała pewnie gdzieś jeszcze resztki swojej krwi we włosa, czy też na ubraniu.
Nim wypiła podany przez nią eliksir powąchała go, aby mieć pewność, że to na pewno jest to. Znała się na eliksirach, a ten warzyła stosunkowo często. Gdy miała już pewność napiła się go przymykając oczy. Kaszlnęła ciężko czując jak wywar rozchodzi się jej po krtani. Odetchnęła.

Przyglądała się jej uważnie zastanawiając się jakie są jej zamiary. Czy za chwilę nie zaśnie i nie obudzi się w domu bez pamięci. Bała się tego, a to powodowało, że ręce jej się trzęsły. Czuła już po krótkiej chwili przypływ sił, ale nadal nie ruszała się z miejsca. Nie miała przy sobie różdżki i była bezbronna, a to ją odrobinę paraliżowało.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#14
06.02.2023, 13:12  ✶  
Podniósł wyżej głowę słysząc jej odpowiedź. Tego się nie spodziewał. Przez chwilę wahał się czy dobrze to zaplanował ale jej słowa wydawały się takie… ciepło proszące aby nie zabierał tej dobrej części ich spotkania. Nie mógł jej jednak uwierzyć bo równie dobrze chciała pamiętać go, aby na niego donieść gdy tylko uśpi jego czujność.
- Też tego nie chcę, Avelina. Chciałbym ci wierzyć, naprawdę. - w jego głowie pojawiła się myśl o veritaserum. To mogłoby rozjaśnić w głowie i dałoby gwarancję prawdy. Niestety ale ten eliksir był bardzo drogi a jego, po ostatniej przegranej w kasynie, nie było na to stać. Musiał mieć na krew a ta do tanich nie należała. Zachowanie Aveliny potwierdzało, że do momentu ugryzienia całkiem dobrze się bawiła a spotkanie było obiecujące. Wampir musiał wszystko zepsuć…
- Dobry? Prawie cię zabiłem. - zapytał cicho, przysuwając rękę bliżej jej dłoni. Musnął mniejszym palcem jej palec. Nie wiedział czemu to zrobił.
- To tymczasowa utrata kontroli. Nie jestem ci potrzebny w tym złym wspomnieniu.- mruknął a smutek powrócił kolejną falą bo wciąż nie znalazł alternatywnego rozwiązania. Poderwał się za to do pionu na dźwięk trzasku teleportacyjnego.
- Gdyby moje serce biło to właśnie by zamarło z szoku. Mogłaś uprzedzić myślą.- bowiem choć spodziewał się Alice to wystraszyła go nagłym pojawieniem się na środku pokoju. Zaraz do niej podszedł z wyciągniętą ręką a w oczach miał jedną wielką potrzebę pomocy.
- Przepraszam, że wyrwałem cię ze…- ale ta już go stąd wyganiała, przerywając jego potok słów. Stanął okoniem, nie chciał wychodzić.
- Nikomu teraz nic nie zrobię. Nawet jeśli się skaleczycie, serio, Al.- wciskał argument pomiędzy jej obecność a żelazne polecenie. Uniósł wzrok na jej oczy i czuł, że jego opór topnieje. Miała rację, wciąż stanowił zagrożenie, nawet jeśli był nasycony. Opuścił brodę bliżej obojczyka i uniósł ręce w geście obronnym.
- Jak coś, wołajcie.- zerknął na Avelinę ale już nic jej nie mówił, wiedząc, że jest na niego zła za zignorowanie odmowy. Bez wzdychania odwrócił się na pięcie i wyszedł do swojego pokoju. Rzucił się na łóżko i sięgnął po piłkę. Podrzucał ją w kierunku sufitu, łapał, obracał w palcach i próbował dorzucić ją do żyrandola. Nasłuchiwał ale nie słyszał nawet szeptu.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#15
06.02.2023, 17:20  ✶  
Atmosfera w pomieszczeniu była bardzo napięta i Alice była przekonana, że nawet ślepiec by to dostrzegł. Tym bardziej od razu dostrzegła to półwila, która w końcu przyjaźniła się z Codym i widziała go w różnorakich stanach. To, co tutaj zauważyła, było naprawdę jedną z bardziej nieprawdopodobnych sytuacji. I jednocześnie przerażających. Dlatego nie zamierzała dyskutować z wampirem. Czas na rozmowy przyjdzie później. Teraz najważniejsze było działanie i to, aby Avelina poczuła się lepiej. Dziwne, bo w końcu nie znała jej i nie powinna się o nią tak martwić. A jednak Alice nie potrafiła odpuścić.
Była przekonana, że Cody będzie próbował odwieźć ją od pomysłu, by opuścił ten pokój. Tyle że tutaj nie było miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Jakby dla potwierdzenia swoich słów, Alice wskazała mu pobliskie drzwi, które jak wiedziała, prowadziły do innego pokoju. Czekała w ciszy, aby ten wykonał jej polecenie, gotowa użyć silniejszych środków perswazji, jeśli to będzie konieczne. Na szczęście, nie było.
Jej cała uwaga skupiła się na dziewczynie, która potrzebowała pomocy. Alice wcale się nie dziwiła, że ta nie miała siły, bądź ochoty z nią rozmawiać. W końcu pojawiła się tutaj znikąd, z Merlin raczył wiedzieć czym w swojej torbie i od razu podawała jej jakieś eliksiry. W niej samej wzbudziło by to podejrzenia, więc kompletnie rozumiała reakcję tej tutaj obecnej.
- Nie martw się. Nie skrzywdzę cię - powiedziała, nie spuszczając wzroku z jej oczu. Nieświadomie również i w te słowa włożyła nieco ze swojego uroku, aby upewnić kobietę w przekonaniu, że nie miała nic ponad szczere intencje.
Widziała po niej, że wiggenowy zaczął na nią działać. Jej koloryt nie co się poprawił, co wywołało westchnienie ulgi w trzewiach półwili. Bała się, że sytuacja jest bardziej krytyczna. Na szczęście, okazało się, że nie. W myślach przeklęłaby Cody'ego na pięć pokoleń w przód, gdyby nie fakt, że raczej nie mógł już pozostawić po sobie żadnego pokolenia. Dlatego przeklęła tylko jego samego.
- Jak masz na imię? - zapytała po chwili. Nie to, że była tego szczególnie ciekawa. Jedynie czuła się coraz bardziej niezręcznie i próbowała jakoś zagaić rozmowę, która dotychczas brzmiała raczej jak monolog.
Ponownie sięgnęła do swojej torby w której znalazła odpowiedni flakonik. Płyn w nim zawarty był niemalże przezroczysty, z delikatną, srebrną poświatą.
- To jest wyciąg z księżycowej rosy. Ciężko znaleźć tę roślinę. Ma właściwości silnie regenerujące, jednak należy go stosować powierzchniowo. Nawet głębokie rany potrafi ładnie zaleczyć - wyjaśniła, przyglądając się jej dokładnie. Odgarnęła biały kosmyk włosów za ucho, nieświadomie szukając miejsca, gdzie dziewczyna została ugryziona. - Masz jakieś tego typu rany?
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#16
07.02.2023, 11:44  ✶  

Byli w totalnej kropce. Żadne z nich nie chciało o sobie zapomnieć, ale też żadne nie chciało sobie zaufać. Nic w tym dziwnego. Cody zaufanie, którym obdarzyła go Avelina nadszarpnął i to bardzo mocno. To co działo się wtedy na ulicy było dla niej ważne, ponieważ bała się, że z tego wieczoru zapamięta tylko atak wampira. Bała się, że straci wspomnienie magii, którą obdarował ją ten mężczyzna. Nie chciała strachu, chciała ten strach trochę rozcieńczyć wspomnieniem patronusa, który wywoływał ciepło. Po jej ciele przeszedł dreszcz, gdy poczuła jego palec przy swoim. Pozwoliła mu na ten dotyk o kilka sekund za długo. Nie wiedziała czemu nie cofnęła od razu. Czy było to podsycone strachem? Czy może chciała mu pokazać, że nie jest, aż tak straszny? Był straszny. W tym momencie był okropnie straszny. Zabrał jej jedyną rzecz, którą mogła się bronić, zabrał jej możliwość wyboru, zabrał jej wolność, ponieważ więził we własnym domu. A mimo to była cholernie głupia pozwalając mu na spoufalanie się.

Avelina zazdrościła w tym momencie Alice, że miała taką siłę przepędzić go z tego pomieszczenia. Sama chciałaby być w pełni swoich sił, być sarkastycznie miła i nie miła. Testować ludzi, czy zechcą ją mieć w swoim otoczeniu nawet w tej najgorszej formie, a teraz musiała leżeć pod kocami, trząść się i pocić. Walczyć o to, aby nie umrzeć. Kiedyś chciała umrzeć. Myślała o tym, aby odebrać sobie życie, ponieważ nie miała żadnego sensu. Wszystko się jej sypało, ale od jakiegoś czasu zaczynała mieć stabilność. Przestawała myśleć o tym, co pomyślą inni i chciała zebrać się w sobie, aby zaszaleć. I wpadła w ręce Śmierci.

Cody słuchał poleceń pięknej Alice, a Avelina zalewała zazdrość i nieopisana wściekłość. Nikt nie liczył się z jej zdaniem, nikt nie pozwalał jej decydować. Obserwowała ją uważnie, gdy do niej mówiła. Były kontrastami. Avelina miała ciemne oczy, ciemne włosy i ciemniejszą karnację. Miała wrażenie, że przy jasnej Alice sama była jakaś brudna. Gdy zapewniała ją, że nic jej nie zrobi Ave poczuła dziwny spokój w sercu i chciała jej wierzyć. Chciała wierzyć, że mówi jej prawdę.

— Wiesz… co zrobił? – zapytała przyglądając się jej.

Avelina była ciekawa, czy dziewczyna robiła już to kiedyś. Może mają taki durny układ, aby wywołać w ofierze poczucie winy, że uleczą ją pokazując, że są dobrzy, a Cody za kilka dni zaatakuje kolejną dziewczynę, a może nawet dziecko?

— Avelina. – alchemiczka nie czuła się niekomfortowo w ciszy. Zawsze przebywa w ciszy. Gdy warzy eliksiry, gdy siedzi w domu, gdy spaceruje po znanych jej ścieżka. Nigdy nie potrzebowała rozmów. To ludzie wokół niej dużo mówili, a ona słuchała.

— Czy mam? – na jej ustach zatańczył lekko drwiący uśmiech. Gdyby nie miała nie leżałaby w tym miejscu. Czuła, że siły po eliksirze, który jej podała zaczynał działać. — Nie no tak sobie dla hobby utraciłam sporo krwi. – prychnęła czując jak znowu złość ją zalewa. Potem poczuła wyrzuty sumienia, że była niemiła dla tak ładnej dziewczyny.

Odwróciła wzrok czując się skruszona. Nie chciała na nią patrzeć, więc tylko odsunęła ubranie w miejscu, gdzie wampir ją dziabnął pokazując jej ranę. Sama nie wiedziała, jak to wygląda. Przejechała językiem po wardze, ale nie wspomniała, że ten zranił ją też w usta. Wstydziła się, że wyjdzie na jakąś ladacznicę.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#17
07.02.2023, 13:09  ✶  
Kilkukrotnie podrzucił piłką ale brak dźwięków dochodzących zza ściany doprowadził go do szewskiej pasji. Błyskawicznie podniósł się do pionu, zasłonił okna w pokoju aby nie zapomnieć, że jest już czwarta nad ranem i niedługo zacznie świtać. Nacisnął klamkę i wyszedł z powrotem do salonu, akurat w momencie gdy Avelina prychnęła.
- Nie będę siedzieć tam jak kołek.- oznajmił i przysiadł jednym pośladkiem na podłokietniku fotela. Musi obejrzeć ją uzdrowiciel czy damy radę bez niego?, zerknął na jasne włosy Alice wysyłając jej zapytanie, które niekoniecznie musiało padać na głos.
- Wyglądasz trochę lepiej. Chcesz jeszcze czekolady? Trzymam jej w zapasie żeby w razie czego rzucać nią w rozzłoszczone kobiety. - próbował rozładować atmosferę ale wątpił czy mu się to kiedykolwiek uda skoro na kanapie leżała skrzywdzona przez niego dziewczyna. Nie usiedział, wstał po dodatkowy zapas wody i słodyczy długoterminowych. Przytknął różdżkę do stolika i niewerbalnym zaklęciem wydłużył go po to, aby zmieściły się tam wszystkie słodycze w domu, baniak wody, jedzenie przyniesione przez Alice i cała reszta tych krzaczków leczniczych. Wszystkie te słabe gesty mówiły, że próbował ratować sytuację, której nie dało rady ot tak naprawić.
- Dzięki, Al. Zwrócę ci w końcu za te eliksiry. Chcesz kawy? Mam kawę.- cały czas się denerwował świadomością, że będzie musiał zmyć z pamięci Aveliny swoją osobę. Zamiast usiąść na tyłku stanął z założonymi rękoma za oparciem kanapy. Zerkał na Avelinę nawet jeśli na niego nie patrzyła, a w spojrzeniu zaś miał już podjętą decyzję.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#18
07.02.2023, 18:48  ✶  
Musiała przyznać, że cała ta sytuacja, była dla niej mocno stresująca. Czuła, że brakowało jej kluczowych informacji i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie będzie w stanie je pozyskać. Chociażby jak w ogóle do tego wszystkiego doszło? Kim była ta dziewczyna? Jak długo się znali? Dlaczego właśnie do niej Cody zwrócił się o pomoc? Niestety, miała tutaj inne zadanie do wykonania. Nie pomagał przy tym zmęczony umysł i wybudzenie w środku nocy. Tak samo nie pomagał fakt, że w zasadzie nie do końca wiedziała, co powinna robić. Na Merlina, nie była przecież uzdrowicielem! Owszem, posiadała całkiem niezłą wiedzę w dziedzinie zielarstwa i była w stanie poradzić sobie z podstawowymi problemami zdrowotnymi dzięki temu, ale przecież nigdy dotychczas nie musiała nikogo ratować po tym, jak jej przyjaciel wyssał wcześniej z niego krew! To wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem, a Alice czuła, jakby właśnie wdepnęła w wielką kałabanę, z której nie mogła się wywinąć. Szlag by trafił Cody'ego...
Podniosła wzrok na dziewczynę, słysząc jej kolejne pytanie. Alice nie widziała potrzeby okłamywania jej. A z pewnością nie w takiej sytuacji.
- Wiem. - Westchnęła głośno, delikatnie marszcząc czoło. - Powiedział mi.
Mogło to być mylące dla kogoś, kto nie znał sposobu komunikacji pomiędzy tą dwójką. W końcu żadne słowo na temat wysysania krwi i czy ugryzienia tutaj nie padło. A mimo to Alice dokładnie wiedziała, co odwalił Cody.
- Wiesz, potrafimy porozumiewać się telepatycznie w pewnym stopniu - dodała po chwili czując, że jej wcześniejsze słowa mogą być tylko bardziej mylące, niż to warte.
Uniosła brew słysząc kolejne słowa Aveliny odnośnie tego, czy ma rany. Jak widać, taktowne podejście do sprawy Alice nie było tutaj mile widziane, wiec i półwila nie widziała konieczności w tym, aby dalej się wysilać.
- Ja tam hobbystycznie tracę krew co miesiąc. Chociaż niekoniecznie oddaję ją wtedy wampirowi - powiedziała Alice, uśmiechając się przy tych słowach. Jednak uśmiech nie sięgał jasnych tęczówek a i ton jej głosu nieco odbiegał od tego, którego dotychczas używała względem dziewczyny. Widząc jednak, że ta podnosi się nieco, aby pokazać jej miejsce, gdzie została ugryziona, nie powiedziała nic więcej tylko pochyliła się i bez uprzedzenia wylała kilka kropel wyciągu z księżycowej rosy wprost na ranę. Ta zasyczała troszkę, ale po chwili zaczęła się ładnie zasklepiać. Do pełnego wygojenia brakowało jeszcze kilku tygodni, ale lepsze tyle, niż nic.
Usłyszała w swojej głowie słowa Cody'ego tak wyraźnie, jakby stał tuż obok niej. Chyba nie będzie takiej konieczności, choć nie ukrywam, że pewnie by się przydał. Sama nie była uzdrowicielem i niewiele więcej mogła teraz zrobić.
Westchnęła i pokręciła z dezaprobatą głową, gdy chłopak wszedł do pomieszczenia. Podniosła się z klęczek i starannie zakorkowała flakonik z księżycową rosą.
- Cody, czyś ty do reszty zgłupiał? Co tu się na Merlina stało?! - Alice nie potrzebowała kawy. Adrenalina i wściekłość, malująca się właśnie na jej twarzy, zdecydowanie bardziej pobudzała.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#19
12.02.2023, 13:55  ✶  

Gdy usłyszała, że porozumiewają się telepatycznie poczuła delikatne ukłucie strachu. Czyli mogli spiskować w myślach, a ona nawet nie wiedziałaby jakie mają plany?

Kontrola.

Czuła jak jej świat rozpada się na milion drobnych kawałków, które powoli przestają do siebie pasować, ponieważ każdy z tych kawałków zaczynał się kruszyć. Nienawidziła tego uczucia jak świat przesypywał się jej przez palce, a ona nie mogła tego zatrzymać. Nigdy więcej nie zaufa nikomu, kogo nie pozna w normalny sposób. Nie. Już nigdy nikomu nie zaufa. Najlepiej jest żyć ze sobą, dla siebie i bez nikogo. Tylko takie postanowienia były nic nie warte jeśli Cody usunie jej pamięć. Czuła, jak robi się jej znowu gorąco, jak obraz się jej rozmywa. Była zmęczona, śpiąca, a eliksiry pomagały tylko jej regenerować ciało, a nie umysł, który był przeciążony zmartwieniem i brakiem kontroli.

Nie odpowiedziała jej nic na telepatyczną więź, ale doceniła przytyk dotyczący utraty krwi i w umyśle Aveliny na kilka chwil pojawiła się delikatna poświata jasności. Cicho się zaśmiała na jej słowa. Prawdopodobnie jakby poznały się w innych okolicznościach może by się dogadały. Śmiech Aveliny przeszedł w lekkie kaszlnięcie. Chrząknęła i przymknęła oczy z cichym syknięciem, gdy krople padły na jej ranę.

— Dobrze, że masz wybór – odpowiedziała i zerknęła na jej dłonie, które trzymały flakonik z specyfikiem.

Chciała zapytać, jak wygląda ta rana i czy jest paskudna, ale wtedy wszedł Cody i uśmiech z twarzy Aveliny natychmiast zniknął. Zachowywał się dziwacznie i niepokojąco momentami. Lepiej chybaby było jakby został w tamtym pomieszczeniu. Paxton nie przemyślała sobie jeszcze sytuacji z nim i jak ma się do niego odnosić. Jego gesty i słowa przeczyły totalnie temu, co zrobił jej w tamtej uliczce i po prostu miała mętlik w głowie.

— Ja bym chciała odzyskać swoją różdżkę i skorzystać z łazienki. – odpowiedziała ignorując propozycję poczęstowania się czekoladą. Przyglądała się tej dwójce uważnie widząc, że mają ewidentnie coś do wyjaśnienia między sobą.

Avelina miała nadzieję, że jeśli odzyska różdżkę to uda się jej stąd uciec i nie będzie nikt jej grzebał w pamięci. Dodatkowo chciała wyczyścić swoje ubranie z krwi, przemyć twarz i załatwić swoje potrzeby. Musiała ochłonąć, a w tym pomieszczeniu było zbyt gęsto od emocji i niewypowiedzianych słów.

Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#20
14.02.2023, 19:51  ✶  
Wyczuł, że atmosfera jeszcze bardziej zgęstniała po jego krótkiej nieobecności. Kręcił się nerwowo, przeskakiwał wzrokiem z jednej dziewczyny na drugą i jeśli jeszcze będzie się tak zachowywać to dostanie trwałego oczopląsu. Na początku obecność Alice zesłała na niego spokój lecz widok znikającego uśmiechu z twarzy Aveliny skutecznie przywróciło nerwowość. Wcisnął knykcie między zęby aby stłumić narastającą w sobie złość. Chętnie na czymś ją wyładuje jednak póki jest tu Avelina to musi się pilnować. Nie powinien straszyć jej bardziej niż teraz bo doprowadził ją do stanu zahukania. Przy Alice mógł pozwolić sobie na pełną swobodę wyrażania emocji bo znała go naprawdę dobrze. Mogła więc przypuszczać, że jego plany rozwiązania tego problemu nie zostaną przez nikogo rozsądnego pochwalone.
- Przecież powiedziałem ci co się stało. Wyglądam ci na kogoś, kto rzuca się na dziewczyny z premedytacją? Znaczy nie mam na myśli nałogowego randkowania... ech, sama wiesz o co mi chodzi. - przez oskarżający ton blondynki zaczynał plątać się w przedstawianiu prostego przekazu swoich myśli. Nie miał pojęcia, że zdradziła Avelinie ich niemal stały sposób komunikacji mentalnej. Lubił tajemniczość... nie podejrzewał, że własna przyjaciółka postanowi wyłożyć ją na światło dzienne obcej osobie.
- Nie, nie teleportujesz mi się stąd dopóki nie rozwiążemy tej sprawy. - mówiąc to wyciągnął w stronę Aveliny palec wskazujący, podkreślając, że nie da się nabrać na tą tanią zagrywkę. Wyjdzie do łazienki i deportuje się, być może po drodze rozszczepiając się. W tej kwestii nie zamierzał ustąpić. Przeszedł zza kanapy i nerwowo pokręcił się na odcinku jednego metra, w te i we wte.
- Byłem tylko lekko... głodny. - wykrzywił się na samą myśl i świadomość, że Avelina tego słucha. Teraz był przesycony krwią a jej smak cały czas czuł na ustach, choć przemywał twarz pięć razy i umył zęby aż dwa. Kubki smakowe jednak pamiętały...
- Dlatego wyszedłem z domu, nie będę spędzać miesięcy w zamknięciu bo oszaleję. Nauczę się kontroli jeśli będę wychodzić... ale Avelinę znalazłem w zaułku. Ech, to jest pokićkane. Mieliśmy iść na pączki a wyszło jak zwykle. Pieprzony wampiryzm. Nienawidzę tego, wiesz? Nienawidzę, że to się dzieje! - już się zdenerwował na dobre. Przemieszczał się z kąta w kąt, prostował i zginał palce, zaciskał tak mocno szczękę, że blada nieukrwiona żyła uwydatniła się na jego skroni.
- Ona wie jak się nazywam. Jeśli doniesie aurorom to oni od razu skażą mnie na dekapitację. - popatrzył zielonymi ślepiami na Alice, tym razem chcąc aby Avelina wszystko słyszała. Nawet gdyby rozmawiali w pokoju obok to nie miałaby problemu z podsłuchiwaniem.
- Wiem o tym, rozmawiałem z aurorką kiedy zgłaszałem swoje morderstwo. A, zapomniałem ci powiedzieć ale aurorzy pracują aby znaleźć tego, co mnie ukatrupił. I mi powiedzieli, że jeśli napiję się z kogoś wbrew jego woli to od razu dekapitacja. - Więc nie mogę jej stąd wypuścić. Muszę wymazać jej pamięć bo jeśli ona stąd wyjdzie i będzie pamiętać to może mnie w jednej chwili skazać na unicestwienie. To nawet nie będzie śmierć tylko po prostu zamiana w proch. Wiesz jak się zabija wampira? ODCINAJĄC MU GŁOWĘ. Ona wie, że będę musiał to zrobić dlatego jest na mnie wściekła ale nie mamy żadnych innych argumentów, rozwiązań. Muszę wymazać jej pamięć, ale...
- ... może ty będziesz miała inny pomysł ale muszę to zrobić. - zarzucił obie dziewczyny masą informacji, przygniatając Alice też telepatią. Zachowywał się... zwyczajnie jeśli spojrzeć na jego przejawy nerwowości z lat szkolnych. Gadał jak najęty i doprowadzał tym Rheę do szału bo nawet jeśli zamykała przed nim umysł to nie mogła przestać słuchać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Jackson (2614), Avelina Paxton (5604), Cody Brandon (5759)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa