• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
1947 // mój

1947 // mój
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#1
06.07.2025, 23:53  ✶  
Vakel Dolohov nie biegał. Vakel Dolohov przemierzał korytarze zamku z niebywałą gracją godną tylko kogoś tak doskonałego jak on – a jednak kiedy przedostał się na drugą stronę bariery szkolnych terenów zielonych (a teraz może raczej – białych?), wyraźnie przyspieszył kroku. Gruba warstwa nieoczekiwanego przez prognozy śniegu skrzypiała pod jego eleganckimi bucikami, a on robił się, nawet w tym futerku z białych norek, coraz mocniej przemarznięty. Policzki miał oblane czerwienią, rzęsy posklejane, usta pokryte grubą warstwą pomady chroniącej wargi przed pękaniem od chłodu i pewnie głośno by teraz na wszystko narzekał, gdyby nie jasny cel rysujący się gdzieś wśród filarów wewnętrznego dziedzińca. Wyminął cieplarnie, zgrabnie spławił każdego chcącego wyrwać mu choćby odrobinkę cennego czasu i parł przed siebie, bo przecież widział to minionej nocy i za moment zobaczy to dzisiaj, teraz, tego wieczoru w przeddzień powrotu do szkolnych zajęć.

Morpheus opierający się plecami o kamienną ścianę, wpatrujący się w opadający powoli śnieg i myślący o czymś tak głęboko, aby z letargu wyrwały go dopiero koślawe kroki kogoś, kto powinien dobrze zastanowić się nad tym, czy jego ojciec nie miał odrobiny racji zmuszając go do wyjazdów w góry wraz ze starszymi braćmi. Wyglądał trochę komicznie, z tą mokrą grzywką (bo czapka zniszczyłaby mu przecież fryzurę), zmienił się przed okres świąteczny (i z pewnością podciął włosy), ale to wciąż był ten sam Vakel, z którym żegnał się w Hogsmeade i udawał, że wyjazd Dolohova w rodzinne strony ani trochę go nie niepokoił.

Chłopak uśmiechnął się szeroko, jego oczy rozbłysły, a on sam nie potrafił się już powstrzymać – naparł do przodu, kompletnie nie przejmując się tym, że potykając się o zaspę wpadł Longbottomowi prosto w ramiona. To nie był przypadek, tak po prostu musiało być – bo sobie tak wymyślił i pierwszy raz powrót do Szkocji wydawał się czymś... dobrym. Dotychczas lubił wracać do szkoły głównie dlatego, że znajdowała się daleko od Little Hangleton i nie sięgały go tam ręce ojca. Teraz – teraz był tam Morpheus i ten Morpheus musiał mierzyć się z tym, że to futerko łaskotało go w uszy, bo zakochany w nim chłopak uwiesił się na nim na kilka sekund i na tych kilka sekund wydawało mu się, że czas stanął w miejscu.

Było wiele rzeczy, które chciał mu teraz powiedzieć, ale żadnej z nich nie zdążył przelać na papier w opasłym liście otrzymanym przez Morpheusa w przeddzień tegoż zdarzenia. Liście zapowiadającym dumnie, jak to Dolohov nie kupił mu prezentu i nie spakował go już do walizki. To było kłamstwo – walizka niesiona teraz do dormitorium przez skrzaty domowe zawierała tylko i wyłącznie jego przedmioty osobiste i książki – wykuty na życzenie panicza Dolohova wisior spoczywał na dnie jego kieszeni. Odetchnął więc, zabrał ręce (cudem – serce łopotało mu tak, że każdy ruch wydawał mu się czymś niemożliwym), ściągnął z drobnych palców jedwabną rękawiczkę i był bliski wyciągnięcia pozłacanego pudełeczka, ale Longbottom ujął jego marznące dłonie pomiędzy swoje własne, na moment złączył razem ich wargi i okazał się tym, który potrafił wytrzymać jeszcze kilkanaście minut spaceru w miejsce, gdzie nie musiał osłaniać twarzy od chłodnego wiatru.

~ ✶ ~

Obserwując ich odbicie w lustrze łazienki prefektów, Dolohov uśmiechał się inaczej. To już nie było roześmiane oblicze zauroczonego nastolatka – znalazło się w tym zbyt wiele intymności i coś, co trudno było opisać, ale najodpowiedniejszym ujęciem tego, co widział Longbottom był... podziw. Obejmował go od tyłu, trzymając brodę wspartą o jego prawe ramię i analizował to, jak zdobiony wisiorek prezentuje się na nagim kawałku skóry. Rozpiął mu koszulę mundurka sam, zapiął mu go sam, odwrócił go w kierunku lustra sam. Sensacja nowego doświadczenia rozchodziła się po jego ciele niczym snop iskier wypalający lont.

Do Morpheusa pasowała biżuteria. Już teraz chodziło mu po głowie kupienie mu kolczyka z perłą. Miał palce idealne do noszenia dużej ilości pierścionków. I chyba by mu się to spodobało, gdyby tylko wiedział... To, że kiedy oczy Dolohova spoglądały na biżuterię, wszystko wydawało mu się... o wiele bardziej apetyczne niż powinno. Przesunął więc dłonią wzdłuż jego klatki piersiowej, bawiąc się przez moment miłosnym amuletem, a później rozpinał te guziki dalej, całkowicie świadomy robienia czegoś, o czym oboje intensywnie myśleli, ale dotychczas żadne z nich nie potrafiło przekroczyć pewnej granicy.

Na cienkim, jasnym łańcuszku z białego złota o mocnym połysku wisiał oprawiony szafir. Z bliska widać było, że filigranowe wzory oplatające kamień przedstawiały białe irysy. Symbolika szafirów pozwalała na snucie wielu domysłów, a fakt ciepłej urody Morpheusa mogła sugerować tu albo wielkie znaczenie symboliczne (skoro nie estetyczne) lub zwyczajnie zły gust. Odpowiedź na to, dlaczego otrzymał taki, a nie inny prezent była jednak trywialna – to był jego ulubiony kolor, ulubiony kwiat i ulubiony człowiek.

– Ślicznie w nim wyglądasz – szepnął, bo... – widać, że jesteś mój. Wesołych świąt.

Koniec sesji


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Vakel Dolohov (783)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa