15.05.2025, 04:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2025, 04:57 przez Atreus Bulstrode.)
09.09.1972
około południa
około południa
Po tym jak Brenna odstawiła go do szpitala, Atreusowi przeszło przez głowę, że słusznie wzbraniał się przed jakąkolwiek pomocą medyczną. W Mungu bowiem, panował chaos. Uzdrowiciele biegali jak kot z pęcherzem, przypadając w pierwszej kolejności do przypadków tragicznych, tylko po to żeby doprowadzić ich do stanu - z braku lepszego określenia - jako takiej przeżywalności, czyli stanu dość niestabilnego i ryzykownego w każdych innych warunkach, ale w tych wystarczającego żeby maksymalizować ilość uratowanych żyć. Samego Atreusa opatrzyli chyba tylko z grzeczności, bo połamana noga nie zagrażała przecież jego życiu i oprócz niej to prezentował się całkiem dobrze, a potem trafił na jedno z łóżek z notatką, żeby zająć się nim kiedy zacznie krzyczeć po więcej eliksirów przeciwbólowych. Bulstrode jednak coś czuł, że tych zapasy kurczyły się w zastraszającym tempie, podobnie z resztą jak każdego innego wywaru, którym można by go uraczyć, bo gdyby nie to najpewniej już dawno zaserwowaliby mu szkiele-wzro i poklepali do plecach, żeby w sumie to spadał do domu. Jak tak sobie o tym myślał, patrząc smętnie w sufit, to szkoda że mu Lestrange nie zaproponowała fiolki właśnie czegoś takiego, zamiast zwykłego wiggenowego. Na domiar złego, nikt nie widział w szpitalu Florence. Atre praktycznie całą noc przeszedł, zapewniając się, że siostrze nic nie jest bo siedzi w szpitalu i opatruje sobie rannych, ale teraz? teraz zwyczajnie czuł czający się gdzieś we wnętrznościach niepokój.
- Powiedz że przyszedłeś tutaj, żeby wypuścić mnie do domu. Błagam - westchnął, spoglądając zmęczony na Basiliusa, który właśnie wszedł do pomieszczenia, ale gdzieś w tym kryła się jakaś nadzieja.