Romulus dostał już swoją uwagę. Jego zachowanie odbijało się na nastroju wszystkich innych tutaj obecnych, ale nie powinno rzutować na pozostały czas, który mieli tutaj spędzić. Nie dało się zupełnie tego zignorować, ale też szkoda było skupiać się przede wszystkim na tym. Skomentowali to, wiedzieli, że to było nie w porządku. To była wystarczająca reakcja. Nie musieli się na tym fiksować, bo to niczego nie zmieniało. Zrobił to, poniósł konsekwencje, tyle. Został gwiazdą wieczoru, grunt, że pozbyli się już problemu i nie musieli się martwić, że sięgnie po podobną zagrywkę dość szybko. Na pewno nie w tym miejscu, bo przecież zareagowali odpowiednio, nie zaakceptowali tego, co zrobił. Bletchley się w to nie mieszała, to nie był jej dom, to nie byli jej goście, ona tylko zupełnie przypadkiem została wmieszana w ten atak histerii, który im zademonstrował. Nie prosiła się o to, starała się trzymać z boku, nie zwracać na siebie uwagi - to nie wystarczyło, trudno. Jakoś to przetrawi, prędzej, czy później poukłada sobie to w głowie.
Bez sensu było pozwolenie na to, aby ta demonstracja niestabilnego Romulusa wpływała na resztą wieczoru, czy dni, które mieli tutaj spędzić. Każdy chciał wykorzystać ten czas jak najlepiej, bo panował tutaj wyjątkowy spokój, nie musieli się przejmować tym, co działo się w stolicy. Mogli zaczerpnąć oddech, skupiać się na błahostkach, doprowadzić się do względnego porządku nim przyjdzie się im zmierzyć z tym, co czekało na nich w rzeczywistości. Trochę tak to traktowała, jako oderwanie od tych nieprzyjemnych wydarzeń, które miały miejsce w Londynie. Odsunięcie się od tego na chwilę, nie skupianie się na tym, co było złe. Czasem dobrze było stanąć gdzieś z boku, zatrzymać się na moment, odetchnąć, by wrócić do teraźniejszości z czystą głową.
Faktycznie zamierzała skorzystać z tej resztki czasu, który jej został. Zresztą jak dotąd naprawdę doceniała to, że dostała w ogóle taką możliwość zaszycia się daleko od tego całego pierdolnika. Poza tymi dwoma incydentami związanymi z Potterem uważała, że było to naprawdę przyjemnym doświadczeniem. Czerpała z tego, zmieniała swój sposób myślenia, próbowała widzieć więcej, niż wcześniej. Dramatyczne wydarzenia miały to do siebie, że otwierały oczy, Prue była jedną z tych osób, u których spowodowało to analizowanie swojego dotychczasowego życia. Zachęcało ją do zmian, skoro możliwość pojawiła się sama, to starała się ją odpowiednio wykorzystać. Przestała zamykać się w swojej skorupie, wyszła do ludzi, dla niektórych może to było nic takiego, ale dla niej był to naprawdę dość duży krok. Czy warto było wrócić do starych nawyków przez to, że jedna osoba znowu spowodowała u niej chwilę zwątpienia? No nie, szczególnie, kiedy chodziło o kogoś takiego jak Potter, który od zawsze kojarzył jej się z osobą, która była zapatrzona w siebie, nie patrzyła na innych. Nie warto było się nim przejmować. Nie tym razem.
- Nie musisz sprawdzać, jeśli chodzi tylko o zasolenie, to są najbardziej słone miejsca. - Dość szybko sięgnęła po dane statystyczne. Bletchley przeczytała w swoim życiu naprawdę wiele ksiąg i praktycznie cała wiedza, która była na papierze teraz znajdowała się w jej głowie. Benjy nie musiał tego weryfikować.
- Tak, oficjalnie zostaje wykreślona z listy atrakcji, nie mogę być odpowiedzialna za Twoje zniknięcie, pewnie by mnie z tym połączyli i jeszcze poniosłabym jakieś konsekwencje. - Jakie? Nie miała pojęcia, ale wolałaby tego uniknąć.
- Na pewno uznanoby to za poetycki koniec, kolejna tragiczna historia, o której bardzo chętnie by czytano. Zostałbyś zapamiętany na lata, może nawet wieki. - Wbrew pozorom ludzie lubili czytać nie tylko o tych dobrych zakończeniach, a te bardziej dramatyczne historie również miały grono swoich odbiorców. Nie wydawało jej się jednak, aby Benjy'ego interesował ten rodzaj sławy, był ponad to.
- W przypadku Jordanii, to byłaby kąpiel w jeziorze, więc możnaby było nie usuwać tego z listy, jednak nie mamy, aż tyle czasu, aby się tam znaleźć, w takim wypadku musiałbyś ją zaliczyć sam. - Tak, rozmawiali o tym, że powinna spróbować życia gdzieś indziej, Ameryka Łacińska byłaby jej wyborem, jednak nie umieścili tego ani w czasie, ani w przestrzeni. Jezioro miało być częścią atrakcji, które odhaczą w ciągu tego tygodnia, to trochę komplikowało plany. Może faktycznie, kiedyś? W innym życiu, czy coś. Przyjemnie było rozważać takie możliwości, jednak Prue wiedziała, że szybko nie zdecyduje się na podjęcie jakichkolwiek kroków. Miała zbyt wiele spraw do ogarnięcia w Londynie, jej życie się wokół niego kręciło, nie byłaby w stanie tak po prostu porzucić tego wszystkiego, jednak dobrze było pomarzyć, pomyśleć, co jeśli nie to, co znała, co było dla niej normą, nawet jeśli wiedziała, że nic z tego nie będzie.
- W sumie to też prawda. Każdy ma coś takiego. - Jedni potrafili pojawiać się i znikać, inni byli wyjątkowo opanowani, ludzie byli pełni talentów, wystarczyło tylko nieco skupić się na tym, co siedziało w środku.
- To choroba, niekoniecznie talent, aczkolwiek też można z tego korzystać w odpowiedni sposób. - Wszystko zależało od chęci, od tego w jaki sposób chciało się z tym żyć. Nastawienie było ważne. W tym przypadku mogła to odwrócić na swoją korzyść, jednak nie zapominała, że to była przypadłość, która niosła ze sobą również inne konsekwencje. Jasne, zapamiętywanie wszystkiego było sporym plusem, ale przypominanie sobie o rzeczach, które przeczytała w nieodpowiednich momentach już nie do końca należało do zalet. Mroziło ją wtedy, była jak słup soli i nie do końca panowała nad tym, co działo się wokół niej, powodowało to trochę bezbronność i podatność na otoczenie.
Całkiem naturalnie przyszło jej zbliżenie się do niego. Czuła, że to jest właściwe, że zasługują na te chwilę bliskości. Każdy czasem potrzebował poczuć przy sobie obecność drugiej osoby, jej ciepło. Nawet Ci, którzy mogli się jawić jako najbardziej samotni. Dobrze było choć przez chwilę zaznać tego ponownie. Nawet jeśli ten układ miał się skończyć równie szybko, co się zaczął, to choć przez te kilka dni mogli sięgać po to, czego potrzebowali w danym momencie.
- Może pojutrze? Będę nad ranem w Londynie, więc można to podpiąć pod tę jedną wizytę. - Skoro miała mieć wtedy wolne, to mogliby się tym zająć, byłoby z głowy, lubiła załatwiać takie sprawy jak najszybciej, by później się nimi nie przejmować. Powinna była znaleźć się w swoim mieszkaniu już wcześniej, ale trochę odsuwała to w czasie. Nie tak łatwo było stawić czoła tym wszystkim zniszczeniom, do których doszło, przetrawić, że to faktycznie się wydarzyło, że miejsce, w którym żyła, które kojarzyło jej się z bezpieczną przystanią zostało zdemolowane. Przy okazji po prostu zostanie w stolicy po swoim dyżurze, nie będzie musiała się tam wracać, to było chyba całkiem logicznym posunięciem, żeby zajęli się tym wtedy. Później nie będzie musiała się tam wracać.
- Oczywiście, o ile będziesz miał wtedy chwilę. - Nie zamierzała sztywno narzucać tego terminu, bo brała pod uwagę to, że mógł mieć coś zaplanowane, wspomniał przecież o tym, że może nie rozwijał tu aktualnie swojej działalności, ale brał jakieś tam zlecenia, więc nie miała zamiaru psuć jego ewentualnych planów.
Pokiwała delikatnie głową, gdy usłyszała kolejne słowa padającego z jego ust. Rozumiała do czego zmierza. Benjy nie należał do osób, które były mile widziane pośród czystokrwistego środowiska, a w Londynie mieszkała duża część tych czarodziejów. Ktoś mógł go sobie przypomnieć, nie wszyscy byli do niego pozytywnie nastawieni, zresztą już też o tym rozmawiali. Były osoby, którym na pewno nie podobało sie to, że wzgardził ich zasadami. - Poczekam tam na Ciebie? - Tak było chyba najprościej, ewentualnie mógł pojawić się w mieszkaniu nad ranem pod osłoną nocy, wtedy mieliby pewność, że nikt tego nie zauważy. Tak było bezpieczniej, sama pewnie by o tym nie pomyślała, nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś z kimś jest blisko mógł znaleźć się na celowniku osób, którym zależało na tym, by przywrócić jakiś dawny porządek magicznego świata. Wiedziała, że sama jest raczej względnie bezpieczna, nie należała ani do elity, ani do tych, których uważali za najgorszy sort. - Możesz też poczekać tam na mnie, koło siódmej powinnam być wolna. - Tak właściwie to nie było większej różnicy kto pojawi się pierwszy. - Wiesz, gdzie mieszkam. - Stwierdziła jeszcze, bo przecież już kiedyś u niej był, nie sądziła, żeby zapomniał tę lokalizację, mimo, że w tamtym momencie pewnie sądził, że nigdy więcej tam nie wróci. Życie jednak potrafiło zaskakiwać, o czym ostatnio dość często się przekonywali.
- Musiałoby im bardzo zależeć na tym, żeby tego nie zauważyć, ale to chyba nie problem. - Znajdowali się przecież w bezpiecznym miejscu, nie wydawało jej się, by ktokolwiek z tutaj obecnych zamierzał się wtrącać w to, co oni robili w wolnym czasie. Tutaj nie musieli się niczym przejmować, ale stolica faktycznie nie była miejscem, w którym powinni pokazywać się razem. To nie tak, że przejmowała się tym, kim był, nie robiło to na niej żadnego wrażenia, bardziej chodziło o to, że mogło to nieść ze sobą konsekwencje, z którymi mimo swoich umiejętności mogła sobie nie poradzić. Kto właściwie wiedział, co śmierciożercy mieli w głowie, po pożarach można się było po nich spodziewać wszystkiego.
- Nie ma takiej reguły, to prawda, ale to jest moje, wiesz? Lubię mieć kontrolę. - Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zawsze było to możliwe, szczególnie po takich wydarzeniach. To było trochę jej wadą, stresowała się tym, że może nie poradzić sobie z tym, co zastanie na miejscu, że może ją to przerosnąć, więc może i dobrze, że pojawią się tam kilka dni wcześniej, przynajmniej nieco przygotuje się na to, co ją będzie później czekało.
- Skoro ekspert się wypowiedział, to faktycznie muszę się na to przygotować. - Przygotować na to, że nie może się przygotować, niezła abstrakcja, ale chyba miało to w sobie trochę sensu. Prędzej, czy później będzie musiała wrócić do dawnego życia, nie mogła od tego uciekać w nieskończoność, chociaż było to całkiem wygodne. Spodziewała się tego, że będzie musiała się dostosować, jakoś zaadaptować do tego, co zastanie, chociaż nie było to czymś, co lubiła robić. Ceniła sobie stagnację i spokój, ale jak się okazywało nie zawsze mogła się ich spodziewać. Na niektóre rzeczy nie miała wpływu, były niezależne od niej i musiała się z tym pogodzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)