- Wiesz, co sądzę o nigdy i zawsze, ale tak, prawdopodobnie tak - nie zamierzał kłopotać się myśleniem o tym hipotetycznym niecałym jednym procencie szans, jakie istniały na to, że kiedyś mu się odmieni i zacznie tracić wiarę we własną wartość.
Tak właściwie, uważał to za jedną ze swoich niewątpliwych zalet. Tak, oczywiście. Bywały takie chwile, kiedy ludzie usiłowali zarzucać mu, że jest zapatrzony w siebie czy zarozumiały. Jednakże on sam nie uważał, aby robił im tym krzywdę. Wygłaszał jedynie swoje własne opinie. Paradoksalnie, zazwyczaj wcale nie skupiając się na tym, by dowieść komuś głupotę. Robił to jedynie przy okazji.
W istocie sytuacja wyglądałaby znacznie gorzej, gdyby faktycznie był niedowartościowany. W jego przypadku w grę wchodziły raczej świadome zachowania. Nie zawsze potrzebował zniszczyć oponenta podczas rozmowy. Nie za wszelką cenę. Często gęsto był w stanie rzucić ostatnią wypowiedź, zaznaczając swój stosunek do sprawy i odejść z wysoko podniesioną głową. Nie zwykł kopać się z koniem, jeśli nie miał takiej potrzeby.
A zazwyczaj zdecydowanie nie potrzebował przekonywać całego świata o tym, że jest od kogoś lepszy. On po prostu taki był. Kropka. Koniec historii. Metaforyczne upuszczenie tego samego mikrofonu, do którego był w stanie powtórzyć wszystkie swoje wypowiedzi, aby usłyszano go nawet w tylnym rzędzie. Nie rzucał słów na wiatr.
Poza kilkoma nielicznymi momentami, podczas których naprawdę mocno poniosło go w dosyć zażartej, bardzo personalnej kłótni, raczej starał się baczyć na słowa. Nie rzucać obelg na prawo i lewo, nie grozić bez pokrycia, nie robić z siebie męskiej primadonny. Jasne, miał krótki lont, ale kłócił się zażarcie o swoje przekonania, nie zwykł mielić ozorem, wyciągając rzeczy zupełnie z dupy.
Prócz tego był całkowicie świadomy swojego własnego podejścia i swojej moralności. Nie uważał się za dobrego człowieka. Nie był altruistyczny, nie był bohaterski. Nie chciał taki być. Nie czuł zupełnie żadnej potrzeby pozować na zbawcę wszechświata. Nie zamierzał udawać, że jest święty.
Miał swoje naleciałości, dosyć często nosił konieczne maski. Nie zawsze był szczery, szczególnie wobec osób postronnych, dzięki którym mógł coś osiągnąć. Bez wątpienia był oportunistą, bo nie był głupi ani nietomny. Sugestia ze strony Prudence, że mógł nie radzić sobie z czymś tak banalnym jak krzyżówka na ostatniej stronie Proroka Codziennego. Czasopisma dla hołoty, tworzonego ku uciesze gawiedzi, dla wszystkich, a więc dla nikogo konkretnego. Szczególnie nie dla wybitnych jednostek...
...no cóż. Może nie tyle go ugodziła. Nie poczuł się urażony. Jednakże bez wątpienia wzbudziła w nim tę wewnętrzną potrzebę pokazania Bletchleyównie, co straciła poprzez taką a nie inną wypowiedź. Tak. Bez wątpienia potrafił być złośliwy. Tak. Złośliwy i uparty. Może nawet zacietrzewiony, choć akurat nie w tym wypadku. Tu po prostu zamierzał trochę utrzeć nosa drogiej koleżanki.
- Nie przyszło ci na myśl, że być może po prostu usiłowałem być miły, czyż nie? - W tym momencie nie mógł powstrzymać się od kolejnego dosyć wymownego, lekko krzywego wygięcia warg w czymś na kształt ironicznego półuśmiechu.
No cóż. Miły czy nie, skoro został osądzony w ten sposób, nie mógł już odpuścić. Co prawda jeszcze nie napoczął gazety, wdając się w rozmowę o szczurach, ale końcówka pióra, które trzymał zdecydowanie zawisła nad krzyżówką, gotowa do użycia. Miała ładny tusz. Ciemnozielony, niemal czarny. Idealny, aby odrobinę rozdrażnić Prudence, szczególnie z jego pismem, które nawet dla innych specjalistów w zakresie magomedycyny czasami stanowiło problem.
Co prawda, mógłby postarać się pisać prosto i elegancko. Potrafił to robić, choć na ogół nie zwykł tracić czasu, wybierając swoje standardowe bazgroły. Tylko po co? W końcu nie to, że przejmował się tym, czy będą jej krwawić oczy do zestawu z sercem, nie? Tak, słyszał to westchnienie. Tak, dobrze się bawił.
- Czyżby? - Uniósł brew, odrywając wzrok od krzyżówki.
Zawiesił głos na chwilę, przyglądając się twarzy dziewczyny, po czym bardzo wyraźnie wzruszył ramionami. Kropla atramentu z pióra prawie spadła na pole krzyżówki. Całe szczęście zreflektował się, ścierając je palcem. Był złośliwy, ale nie nieudolny.
- Tak na marginesie, mam twoją własność, jeśli czujesz potrzebę, by ją odzyskać - i dalej żyć sobie ze szczurem w duecie. Benjy z pewnością będzie zadowolony - jednak tego już nie powiedział.
Nie potrzebował, nie? Mimo to bez wątpienia odnotował słowa Prue. I nie mógł nie uznać przed sobą, że go nie zaintrygowały...
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down