08.02.2023, 22:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:34 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Anglia przywitała go w ten sam sposób, w jaki pożegnała: najpierw mgłą, snującą się po pogrążonych w mroku ulicach, a kolejnego ranka chłodnym wiatrem i ciemnym niebem, przysłoniętym chmurami. W zimny, szary poranek, gdy czekało się na deszcz, który jednak nie nadchodził, Cathal miał wrażenie, że trafił do zupełnie innej rzeczywistości niż ta, w jakiej przebywał jeszcze przez paroma dniami.
Gdy był w Egipcie, tęsknił za deszczem, angielską herbatą, Dziurawym Kotłem i spacerami po zielonym, mugolskim Londynie.
Teraz, gdy wrócił, już po paru godzinach zaczynało brakować mu słońca, pustyni i egzotycznych zapachów.
To było jednak zamkniętym rozdziałem: prace zakończone, nadchodziła najmniej przez niego lubiana część, czyli zajmowanie się dokumentacją i masą formalności z miejscowym muzeum. Czekało go minimum parę tygodni w Anglii, a kolejna praca miała mieć miejsce również w Wielkiej Brytanii.
Shafiq pchnął drzwi sklepu Ollivanderów. Miejsce, doskonale znane chyba niemal każdemu brytyjskiemu czarodziejowi, dla niego było doskonale obce, rozejrzał się więc po nim z ciekawością, porównując go do zakładów różdżkarskich, które odwiedził do tej pory. Była w tym pewna ironia, że wpadał do nich chętnie, ilekroć był w innych krajach, zafascynowany odmiennymi rdzeniami i klimatem, a choć w Londynie spędzał całkiem sporo czasu, nigdy nie przekroczył progu tutejszego sklepu z różdżkami.
Był wysokim mężczyzną. Z tłumu wyróżniał go głównie ten wzrost – choć też pewnie nieprzesadnie, w świecie czarodziejów w końcu zdarzały się rzeczy bardziej zwracające uwagę. Twarz miał mocno opaloną, od razu sugerującą albo obce pochodzenie, albo niedawny pobyt w ciepłych krajach. Jasny zarost i rozczochrane, blond włosy, sprawiały, że można było stawiać raczej na to drugie. Szary, luźny płaszcz krył nieco sylwetkę, przez ramię miał przerzuconą torbę.
- Dzień dobry – przywitał się z nienagannym, angielskim akcentem. Spojrzenie jasnych oczu przebiegło po pudełkach, ustawionych na półkach, a potem skupiło się na sprzedawcy za ladą. – Szukam kogoś, kto zna się na różdżkarstwie do konsultacji w sprawie pewnej bardzo starej różdżki. Słyszałem, że w Anglii w tej dziedzinie najlepsi są Ollivanderowie. Zapłacę za usługę.