Minął ponad miesiąc, od kiedy Victoria zgodziła się, że pozwoli Atreusowi ćwiczyć na sobie jego widzenie aur – a trzeba nadmienić, że było to niebyle co, bo czarnowłosa uważała swój umysł za twierdzę, w której mogła się okopać w spokoju. Bardzo nie lubiła, gdy ktoś próbował naruszyć jej prywatność, nawet czymś tak z pozoru niewinnym jak oglądanie aur, spinała się, gdy tylko czuła, że ktoś łaskocze ją swoją mocą i potrafiła być wyjątkowo opryskliwa, kiedy takiego gagatka przyłapała. Nauczyła się oklumencji właśnie po to, żeby mieć spokój – wiedziała doskonale do czego zdolni byli na przykład amnezjatorzy i praca w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym to był ten ostateczny impuls, żeby zacząć chronić swój umysł przed wpływem z zewnątrz. To nie było tak, że Lestrange była chłodna i wyniosła (znaczy się… no była, ale to nie tak, że była pozbawiona emocji), po prostu trening, jaki przeszła, by opanować oklumencję, nauczył ją też przy okazji, jak skrywać swoje emocje i nie być dla ludzi jak otwarta księga. Nie godziła się na to, żeby ludzie ją ot tak zauraczali przeróżną magią, taką czy śmaką, nie godziła się, żeby ją badali, sprawdzali jak się czuje, i co gorsza, co mogłaby myśleć. I było to przydatne w tej pracy jak cholera. A jednak zgodziła się pomóc Atreusowi z własnej, nieprzymuszonej woli. Ba – założyli się! Założyli się o to, komu się uda więcej razy, czy Atreusowi przebić jej obronę, czy jej zablokować jego! Była to całkowita bzdura, ale w tym momencie perspektywa tego zakładu (pretekstu!) była małym światełkiem na bardzo ciemnym niebie jakim był świat po Spalonej Nocy, w którym jakoś trzeba się było odnaleźć. Victoria, jej siostry i rodzice, stracili cały dobytek i rodzinny dom, w którym dziewczyny się wychowywały, ale Atreus stracił coś znacznie cenniejszego – ukochaną siostrę. Nie było takich słów, które Lestrange mogłaby wypowiedzieć, by jakoś ukoić jego ból, wiedziała to. Ale mogła być rozpraszaczem uwagi. Nawet jeśli założyli się w czasie, gdy żadne z nich nie myślało nawet o tym, że miesiąc później życie skomplikuje się tak bardzo.
Zamknęli się więc w pomieszczeniu treningowym, żeby nikt im nie przeszkadzał, mieli przecież ćwiczyć coś, co każdemu z nich przyda się w pracy. Dla niej była to bardziej pasywna obrona, bo już się nie skupiała na tym, by wznosić tarcze na swoim umyśle (chociaż inaczej to wyglądało, jak uczyła się oklumencji), ale z tego, co rozumiała, widzenie aur było pod tym względem odwrotnością: skupienie było potrzebne.
– To co, opowiedz mi o swoim dniu. Co jadłeś dzisiaj na śniadanie? – oczywiście, że zamierzała go rozproszyć… gadaniem. Na razie gadaniem. – Ja w końcu nie jadłam jakiegoś gówna. Nigdy nie nauczyłam się gotować, wiesz? Ale w piątek zabrałam do siebie skrzata i chyba pierwszy raz od dwóch tygodni nie jadłam chleba posmarowanego nożem – wydęła usta i zacmokała, po czym niemalże ostentacyjnie odrzuciła włosy na plecy i spojrzała na Atreusa wyzywająco.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
Sukces!