Gdy weszli do sklepu, dzwoneczek nad drzwiami dzyndznął głośno, oznajmiając sprzedawczyni ich przybycie. To nie był duży sklep, w którym byłby ogromny wybór sukienek, lecz pachniało tu nawet nieźle i chyba nie było moli. Charlotte rozejrzała się z ciekawością, niemal od razu podchodząc do jednego z wieszaków. Sprzedawczyni chciała podejść, ale Lotte machnęła na nią ręką w przeganiającym geście. Będzie potrzebowała pomocy, to poprosi.
- Ta jest ładna, ale trochę smutna, co? - wyciągnęła w kierunku Richarda czarną suknię z wyciętymi plecami. Bardzo prostą, klasyczną, do kostek, z niewielkim dekoltem. - Sama nie wiem, za dużo smutku czujemy ostatnio, a czerń to kolor… żałoby.
Zerknęła na ubranego na czarno Richarda niemal współczująco, nie czekając w sumie na jego odpowiedź.
- O, ale ta jest fajna - wzięła granatową, z długimi półprzezroczystymi rękawami. Za kolano, lekko rozkloszowaną. - Co myślisz?
No, co myślisz Richardzie o babskich rzeczach? Spojrzała na kuzyna tymi dziwnymi, chorowitymi oczami w kolorze srebra, uśmiechnięta od ucha do ucha.