• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
(30.09.1972) Outrunning karma | Benjy, Philippa

(30.09.1972) Outrunning karma | Benjy, Philippa
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
22.10.2025, 23:22  ✶  
Deszcz nie padał, on walił, Londyn wyglądał jak miasto, które dawno powinno było zasnąć, ale wciąż jęczało pod naporem wiatrów i strug wody. Kaptur dawno już nic nie dawał, włosy kleiły mi się do karku, buty ssały wodę przy każdym kroku.
Nie było powodu, żebym jeszcze kręcił się po mieście o tej porze. Miałem już wracać, właściwie to powinienem był być w domu przynajmniej godzinę temu, ale jeszcze jedno zlecenie, jeden podpis, jedna rozmowa - zawsze jest coś jeszcze. Obiecałem, że nie będę się szlajał po mieście o takich porach, bez konkretnej potrzeby, ale obietnice to towar, który łatwo się zużywa. Sprawunki - tak to sobie nazwałem, chociaż większość już załatwiłem, reszta to były wymówki, jakich człowiek potrzebował, żeby nie wracać do pustego pokoju.
Zanim się zorientowałem, ulica prawie opustoszała. Szedłem wąską uliczką, na której latarnie świeciły słabo, kilka z nich dogorywało, migotając, jakby samym im też się nie chciało. Mżawka przeszła w ulewę, wiatr pchał mnie w plecy, a ja coraz szybciej stawiałem kroki - wtedy to poczułem - to charakterystyczne napięcie między łopatkami. Serce mi przyspieszyło, w takich chwilach człowiek zaczynał wierzyć w rzeczy, z których dawniej się śmiał. Nie, nie w duchy, cienie, omeny - w bardzo żywych ludzi z bardzo złymi zamiarami. Skręciłem w następną uliczkę, przystanąłem, niby żeby zapalić papierosa, jednak zapalniczka nie chciała współpracować, płomień gasł. Rzuciłem szybkie spojrzenie przez ramię - nic, ale to „nic” było zbyt gęste, zbyt ciche. Dźwięki kroków, które wcześniej zdawały mi się powtarzać moje, ustały akurat w tym samym momencie, gdy się zatrzymałem.
Na rogu Alei Horyzontalnej mignął mi szyld: „Gabinet Spirytystyczny Outlander” - złote litery, trochę starte, ale widoczne w świetle latarni. Nie wyglądało to zachęcająco - ciężkie, bordowe zasłony, szyba zamglona od środka, nad drzwiami dzwoneczek, który pewnie dzwonił sam od przeciągu. Nie miałem najmniejszego zamiaru tam wchodzić, ale kiedy po raz drugi usłyszałem coś, co mogło być skrzypnięciem buta na mokrym bruku, drzwi otworzyłem prawie instynktownie.
Wszedłem, dzwoneczek zabrzmiał cicho, tłumiony przez tkaninę. Ciepło uderzyło mnie w twarz, równie mocno, co intensywny zapach kadzidła. Za kotarą coś się poruszyło, a ja, nie wiedząc czemu, powiedziałem:
- Potszebuję... Hm, polady. - Mój własny głos był cichy, nawet dla mnie. Zatrzymałem się w pół kroku, mimo że było ciepło, po plecach przeszły mi ciarki. -
Zgubiłem coś... Mosze pani pomosze mi to znaleźć. - Zanim zdążyłem cokolwiek dodać, z zewnątrz znów rozległ się ten sam dźwięk - ciężki krok, chlupnięcie wody, coś, co zatrzymało się tuż za drzwiami.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#2
23.10.2025, 10:02  ✶  

Philippa siedziała na zapleczu. Czytała jedną z wielu ksiąg, które się tam znajdowały. Uzupełniała wiedzę, była zdania, że zawsze warto jest się uczyć, nawet kiedy wie się dosyć wiele, w końcu człowiek rozwijał się przez całe życie. Nie sądziła, że tego dnia może jeszcze kogoś przywiać do Outlandera, raczej nie miała już zobaczyć żadnego żywego ducha, jeśli chodzi o martwych, to z tym nigdy nie wiadomo. Pogoda była fatalna, nikt normalny raczej nie wychodził na ulice, kiedy deszcz tak mocno zacinał, ludzie mieli w zwyczaju przesiadywać wtedy w domach, czy pubach, bo raczej nikt nie lubił spacerować podczas ulewy.

Sama nie spieszyła się jakoś specjalnie do domu, jej dzieci - były gdzieś, gdzie? Nie miała pojęcia, przestały już się jej spowiadać ze wszystkiego, co robiły w wolnym czasie, chociaż trudno jej było się z tym pogodzić, to musiała to zaakceptować, no starała się to robić, chociaż czasem jeszcze zdarzało jej się być nadopiekuńczą. Jako, że przebywanie w pustym mieszkaniu nie należało do najprzyjemniejszych czynności, wolała spędzać czas tutaj, być może ktoś postanowi tu zajrzeć, nigdy przecież nie wiadomo.

Dźwięk dzwoneczka, który sugerował, iż drzwi wejściowe się otworzyły oderwał ją znad książki. - Dziwne. - Mruknęła cicho do siebie. Nie spodziewała się bowiem, aby faktycznie ktoś miał jeszcze dzisiaj się tutaj pojawić, zwłaszcza, że dźwięk kropel uderzających o szyby i parapety wydawał się być coraz głośniejszy, co sugerowało, że z godziny na godzinę na zewnątrz panowały coraz gorsze warunki atmosferyczne. Podniosła się z krzesła, poprawiła okulary na nosie, po czym wyszła z zaplecza.

Dostrzegła sylwetkę mężczyzny, tuż przed drzwiami. Był wysoki, miał kaptur na głowie, albo jej się wydawało, w pomieszczeniu panował półmrok, zza kotary ciężko jej było to ocenić. Odruchowo zacisnęła palce na wahadełku, które znajdowało się na jej szyi. Nie mogła zakładać jakie miał zamiary, zresztą to miejsce nie wyglądało na takie, w którym można było się wzbogadzić, ale przezorność kazała jej się pilnować. Wahadełko było jej największym sprzymierzeńcem.

Wyłoniła się w końcu zza kotary, po tym, jak się odezwał, zmierzała powoli przed siebie, wyprostowana, pewnym krokiem, żeby nie dać po sobie poznać, że jego obecność wzbudziła w niej raczej mieszane emocje.

- Mogę spróbować pomóc Ci to odnaleźć. - Mierzyła go wzrokiem dłuższą chwilę, próbowała wymyślić, co ktoś taki mógł zgubić, jednak póki co nie miała jakichś konkretnych pomysłów.

- Musisz jednak nieco zarysować mi sytuację, abym mogła zacząć działać. - Wyciągnie karty, szklaną kulę, cokolwiek i da mu jakąś odpowiedź, była w tym całkiem niezła, wymyślała historyjki od dawna. Miała takie dziwne poczucie, że gdzieś już widziała tego mężczyznę, ale nie do końca potrafiła połączyć twarz z sytuacją, pewnie wpadnie na to później.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
23.10.2025, 13:43  ✶  
Nie od razu się odezwałem, kiedy zza kotary wysunęła się kobieta, przez moment po prostu patrzyłem, niezdolny oderwać wzroku. Krople z mojego płaszcza skapujące na podłogę robiły za jedyny dźwięk w pokoju - miarowe, prawie rytmiczne kap, kap, kap, jak zegar odliczający czas do czegoś, czego lepiej nie doczekać. Kobieta patrzyła na mnie z tym spokojem, który mieli tylko ludzie przyzwyczajeni do dziwnych gości, mnie to nie uspokajało. Nie ruszałem się przez moment, tylko patrzyłem na nią zza kaptura, pozwalając, by cisza zrobiła się cięższa niż deszcz tłukący o szyby. Utrzymałem kontakt wzrokowy, chociaż wszystko we mnie mówiło, żeby się odwrócić i wyjść. Miała w sobie coś... Czujnego. Miała ten rodzaj spojrzenia, które człowiek czuje na sobie fizycznie, jak dotyk - ten rodzaj spojrzenia, które zatrzymuje się na człowieku nie po to, by ocenić jego wygląd, tylko żeby zobaczyć, co ma pod skórą.
Nieco za długo milczałem, krople z kaptura spływały mi po brodzie, tworząc małą kałużę u stóp, zanim zdążyłem się odezwać, zdałem sobie sprawę, że dłonie mam zaciśnięte w pięści, powoli rozluźniłem palce. W końcu westchnąłem, powoli zsunąłem kaptur, włosy miałem mokre, kapnęło z nich prosto na podłogę.
- Zgubiłem... - Zawahałem się, po czym parsknąłem krótkim, nerwowym śmiechem. Mój cień zatańczył po ścianie, wydłużony, jakby należał do kogoś zupełnie innego. - To zabszmi idiotycznie, ale chyba siebie. - Nie była to metafora, chociaż brzmiała jak jedna. - Ostatnio wszystko, co lobię, pszypomina... Niby to powinna byś nolma, nic niezwykłego, ale teraz... - Urwałem, bo znów usłyszałem ten dźwięk za drzwiami, ciche skrzypnięcie, coś, jakby ktoś przestawił ciężar z nogi na nogę - nie odwróciłem się, ale mięśnie karku napięły mi się, jak struna. - Ktoś za mną przyszedł. - Powiedziałem, nie patrząc jej w oczy. - Nie wiem kto, nie wiem po co, ale czuję to. Od kilku pszesznic, od kilku...nastu dni. - Przesunąłem palcami po mokrych włosach, odsłaniając twarz, światło świecy drgnęło na moich policzkach, na kilkudniowym zaroście, na bliznach. - Wiem, jak to bszmi. - Skrzywiłem się lekko. - Facet wchodzi s ulicy, wygląda jak topielec, gada, sze ktoś za nim chodzi. Pewnie myśli pani, sze mam nielówno pod sufitem. Palanoik, włóczęga albo pijak. Mosze tlochę wszystkiego po tlochu, ale nie o to chodzi. - Ciągnąłem, powoli, uważnie. - Nie sądzę, szeby to był duch albo poltelgeist. - Wypowiedziałem to bez przekonania, głos mi się lekko załamał, ale szybko odzyskałem ton. Zrobiłem krok w bok, bliżej kotary prowadzącej do wnętrza lokalu. - Ale jeśli potlafi pani cokolwiek wyczuś... - Dodałem po chwili. - Cokolwiek s tamtej stlony, s tej... - Ruchem dłoni objąłem przestrzeń wokół siebie, jakbym chciał pokazać, że granica między jednym a drugim miejscem coraz bardziej się rozmywała. Zerknąłem znów w stronę drzwi, woda spływała po szybie grubymi pasmami, a za nimi coś mignęło - może cień, może nic. Klamka lekko drgnęła, przysięgam, widziałem, jak się poruszyła.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
23.10.2025, 13:43  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości..
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#5
23.10.2025, 14:36  ✶  

Wpatrywała się w przybysza uważnie. Starała się rozgryźć, co go do niej sprowadza, czego tutaj szukał. Do Outlandera raczej nie zaglądali ludzie, którzy nie mieli jakiegoś konkretnego celu. Póki co jednak niczego nie zakładała - obserwowała go jedynie, jej spojrzenie było przeszywające, potrafiła wyczuć wiele, nie chodziło tylko i wyłącznie o zmysł wzroku.

Mężczyzna nie wyglądał najlepiej, na pierwszy rzut oka mogła stwierdzić, że coś go trapi, chociaż przecież wydawał jej się być zupełnie obcy. Były jednak znaki, postawa, czy nawet słowa, słowa które padły z jego ust również to potwierdziły.

- Tutaj nikt nie ma w zwyczaju oceniać czyichś odczuć jako idiotyczne. - Spotykała się z różnymi ludźmi, pojawiali się w jej życiu i z niego znikali. Nie miała jednak nawyku w ten sposób nazywać ich problemów. Zresztą było to bardzo sukietywnym określeniem, to co dla jednych idiotyczne dla innych mogło wydawać się zupełnie inne. Zresztą, gdy wspomniał o poszukiwaniu siebie... nie zabrzmiało to głupio. Nie, przeżyła już swoje i miała świadomość, że czasem pojawiały się momenty zwątpienia, być może był to jego pierwszy raz? Wpatrywała się w niego nadal badawczo.

- Czy coś się u Ciebie zmieniło? - Skoro kiedyś było normą, teraz nie było, to być może pojawił się jakiś bodziec, który spowodował zaburzenie równowagi. Nie da się ukryć, że sporo się wydarzyło, świat był coraz bardziej niestabilnym miejscem, dotykało to każdego, nawet tych, którzy mogli się wydawać nie do ruszenia.

Odruchowo przeniosła wzrok w stronę drzwi, jakby chciała sprawdzić, czy faktycznie ktoś za nimi stoi. Z tej odległości jednak nie była w stanie niczego dostrzec, traktowała to co mówił poważnie, nie lekceważyła jego słów. Nie należała do sceptycznych osób, nie negowała odczuć innych ludzi. Wiedziała, że nie wszystko było takie jakie się mogło wydawać. Spotykała na swej drodze różne byty, duchy, czy siły których nie umiała nazwać.

- Pozwól, że sama będę wydawać osądy. - Zdawała sobie sprawę z tego, jakie podejście mogli mieć inny ludzie, szczególnie, jeśli stawał przed nimi ktoś takiego pokroju, ona jednak wydawała się być niewzruszona. Zresztą dostrzegała w nim szczerość, coś jej mówiło, że faktycznie jest zmęczony, czymś, tylko czym? Kto lub co nie dawało mu spokoju?

Odezwał się ponownie, wydawało się jej jednak, że coś się zmieniło. Zmrużyła oczy, wpatrywała się w niego jeszcze bardziej uważnie. Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości. Zdanie wypowiedziane bardzo wyraźnie rozbrzmiało się po pomieszczeniu, a przecież jeszcze kilka sekund wcześniej mówił z dość oryginalnym akcentem.

Ostatnio spotykała się z dziwnymi anomaliami, córka jej przyjaciółki podpaliła jej gabinet, a teraz ten stojący przed nią mężczyzna wydawał się mówić wbrew swojej własnej woli. Czy było to w jakiś sposób powiązane? Nie musiało być, ale mogło.

Była ostrożna nie miała pojęcia ile może potrwać ten stan, co jeszcze może się zdarzyć, nie odsuwała się jednak, tylko bacznie go obserwowała.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
23.10.2025, 16:00  ✶  
Zwykle w takich chwilach najlepiej sprawdzała się powściągliwość. Ostatnio wiele się zmieniło, zacząłem robić rzeczy, których kiedyś bym się wyparł albo zwyczajnie ich unikał, podjąłem kilka decyzji, które nie były proste, i nie do końca wiedziałem, jakie będą miały konsekwencje - nie byłem stąd, nie przywykłem do miejsc, w których można było zatrzymać na dłużej. Dotąd nie bywałem w jednym miejscu aż tak długo, nie pozwalałem sobie na stałość, a teraz… Teraz coś się zmieniło - to było trudne do wytłumaczenia. Nie byłem pewien, jak brzmiałbym bez tej maski pewności, którą tak rzadko zdejmowałem. Patrzyłem na nią i widziałem, że obserwowała mnie uważnie, próbując rozszyfrować to, co we mnie tkwi. Nie przesuwałem się, nie gestykulowałem, tylko pozwalałem, by jej spojrzenie przenikało mnie do środka, jakby chciało sprawdzić każdy zakamarek, zakręt mojego umysłu.
- Ostatnio… Podjąłem kilka decyzji. - Odezwałem się w końcu, głos miałem szorstki, chociaż opanowany. - Nie jestem stąd, ale… Nie zasiadywałem się w jednym miejscu na tak długo, jak telas… Ostatnio to miało sens, wydawało się, hmm, doble, ale telas… Telas jusz nie wiem.
Zacznijmy od tego, że mówiłem obcej osobie rzeczy, których nie powinienem jej powiedzieć, to nie było w moim stylu. Nie byłem pewien, czy kiedykolwiek wcześniej czułem się tak bezradny wobec samego siebie - nawet przed laty, bo jeszcze wtedy miałem nadzieję, że gdy wyjedziemy, wszystko się zmieni i będzie dobrze, a teraz rzeczy, które kiedyś wydawały się oczywiste, rozpadały się w dłoniach. Świat dookoła stał się niestabilny, każdy ruch wymagał uwagi, każda decyzja niosła konsekwencje, których nie potrafiłem przewidzieć, a jednak musiałem je podejmować, bo inaczej… Inaczej nic nie było możliwe.
Z początku myślałem, że to tylko zawrót głowy, zmęczenie, może ciśnienie spadające razem z deszczem - byłem przyzwyczajony do tego, że na takim zmęczeniu czasem coś mi szumiało w uszach, że świat lekko falował, jakby wszystko działo się pod wodą, ale tym razem to przyszło inaczej. Nagle poczułem, jakby ktoś od wewnątrz ścisnął mi krtań, a potem wypchnął powietrze siłą. Nie chciałem nic mówić, nie miałem zamiaru, a jednak słowa same wypłynęły, ciężkie, obce, nie moje.
- Moje rządy to prawo natury podpisane krwią tych, którzy nie znali jego wartości. - Głos, który to powiedział, brzmiał jak mój, ale zarazem nie brzmiał tak wcale - był głębszy, ostrzejszy, jakby przez chwilę mówił przeze mnie ktoś inny, ktoś, kto wiedział o rzeczach, których ja znać nie mogłem. Nie był mój, a jednak wychodził ze mnie - to naprawdę padło z moich ust, to nie był sen, nie przypadek, nie myśl wypowiedziana w głowie. Czułem, jak gardło napina się, jakby ktoś wsunął mi w nie drut, a język poruszał się sam, wypluwając słowa, których znaczenia nie znałem, chociaż mogłem się go domyślać.
Nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje, jeszcze sekundę wcześniej mówiłem do niej normalnie, spokojnie, przytomnie, a potem coś we mnie pękło - nie myśl, nie wahanie, tylko obce wrażenie rozlało się po moim ciele. Każde słowo paliło mnie od środka. Cofnąłem się o krok, potem drugi, dłonie mi drżały, czułem, że serce bije mi za szybko, zbyt gwałtownie, jakby próbowało się wyrwać z piersi.
Unikałem jej wzroku. Nie chciałem widzieć, jak na mnie patrzy, wiedziałem, jak wyglądam - jak ktoś, kto właśnie stracił rozum, ale to nie był strach z powodu jej reakcji, to był ten inny rodzaj strachu, ten czysty, zwierzęcy, który bierze się z poczucia, że coś z tobą jest nie tak, granica między tobą a czymś innym właśnie się rozmazała. Zacisnąłem powieki, próbując uspokoić oddech, w uszach mi dzwoniło, jakby ktoś w środku szeptał nadal do mnie - nie słowa, tylko dźwięki, ledwie uchwytne, szorstkie, rozrywające ciszę. To, co kiedyś wydawało mi się stabilne i logiczne, teraz wyślizgiwało się z moich rąk, a granica między moją wolą a czymś obcym stawała się niewyraźna.
Wyprostowałem się, chociaż ciało protestowało. Otworzyłem oczy, zauważyłem, że światło świec przygasło, jak gdyby ktoś przysłonił płomienie dłonią. Spojrzałem na kobietę i odsunąłem się pół kroku, odruchowo łapiąc się za gardło. Nic - żadnego bólu, żadnego uczucia drapania, ale czułem smak żelaza. Jakbym rzeczywiście przed chwilą wypowiedział coś, co zostawiło ślad - nie na języku, tylko gdzieś głębiej. W oczach migały mi ciemne plamy, cienie, które poruszały się w rytm migoczących świec. Wszystko zdawało się drgać - powietrze, zasłony, nawet podłoga pod butami. Byłem zmęczony, moje ręce drżały lekko, chociaż starałem się tego nie pokazać. Oczywiście, mogłem uciec w milczenie, ale to, co powiedziałem, nie znikło.
- Jusz nie wiem… Czy nie jestem opętany. - Mój głos wrócił do normalności, ale dźwięk tego zdania nadal dudnił mi w czaszce, jak echo z innego pomieszczenia, innego czasu. Spojrzenie skierowałem na drzwi, później na ściany, od nich zależało, czy moje słowa odbiją się echem, czy też znikną bez śladu. Nie byłem w stanie ocenić, czy to zmęczenie, desperacja, czy coś gorszego.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#7
23.10.2025, 16:55  ✶  

Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. Nawet na moment nie przestała mu się przyglądać. Naprawdę wyglądał na kogoś, kto potrzebuje pomocy. To nie tak, że prezentował się jakoś wyjątkowo źle, czasem jednak podskórnie jakoś można było wyczuć osoby, które znajdowały się na skraju. Czuła od niego delikatną desperację. Sama jego postawa, aparycja raczej świadczyła, iż jest osobą, która nie sięga po pomoc. Wyglądał jak ktoś kto jest przyzwyczajony do tego, aby nieść wszystkie problemy na swoich własnych barkach. Czuła to podskórnie, łatwo przychodziło jej odczytywanie ludzi, miała do tego dryg, a przynajmniej tak się jej wydawało. Oczywiście wszystkie te przemyślenia mogły być mylne, brała pod uwagę również taką możliwość.

To o czym wspomniał, faktycznie było sporą zmianą. Jeśli zazwyczaj żył w drodze, a teraz postanowił zatrzymać się w jednym miejscu... To dość mocno wpływało na dynamikę trybu życia. Mogło spowodować, że gubił w tym siebie, albo odnajdywał nową wersję. Mogło być różnie. Nie zmieniało to jednak faktu, że wpływało na ogólne wrażenia, przemyślenia. Takie zmiany zawsze niosły ze sobą jakiś ciężar, mniejszy lub większy. Ustabilizowanie się, nowe przyzwyczajenia nie były wcale takie łatwe jak mogły się wydawać. To, czego się od niego dowiedziała, było całkiem niezłym początkiem, wiedziała, gdzie zacząć szukać przyczyny.

- Masz prawo czuć się nieswojo. - Postanowiła się akurat tym z nim podzielić. Nie mógł mieć do siebie pretensji, to nie było niczym nietypowym. - Masz prawo nie wiedzieć, akurat to można zmienić, możesz zmienić swoją decyzję. - Nie było to coś, co musiało zostać na stałe. Jeśli miał ochotę wrócić do dawnego trybu życia, to przecież w każdej chwili mógł to zrobić, nic nie stało mu na przeszkodzie. - Ale możesz też spróbować odnaleźć nowego siebie. - Gdyby jednak zamierzał zostać. Nie zamierzała wnikać w to, co spowodowało nagłą zmianę stylu życia, po prostu wiedziała, że opcje były różne. Mógł w każdej chwili wyruszyć w drogę, jeśli faktycznie stwierdzi, że to nie jest dla niego.

Nie zdążyła jednak pociągnąć tematu dalej, bo odezwał się ponownie - tym razem jego głos brzmiał zupełnie inaczej. Coś przeszkodziło im w tej konwersacji. Obserwowała go uważnie, widziała, że się męczy, że robi to wbrew swojej woli. Philippa widziała przecież niejedno opętanie w swoim życiu, tylko czy aby na pewno to było właśnie to?

Bardziej wyglądało jej na jakiś epizod. Niby był nieświadomy, ale jednak świadomy, nie zniknął na dłużej, widziała jego oczy, wydawało jej się, że nadal był tutaj obecny, stracił jednak na moment kontrolę. Ciekawe. Słyszała o różnych przypadkach, ludzie szeptali, dzielili się tym, co widzieli, a ona zapamiętywała to, co wydawało jej się być istotne.

- Straciłeś kontrolę. - Powiedziała spokojnie, ale sam zdążył to wyłapać. - Uspokój oddech, powoli, oddychaj. - Tak, łatwo było jej mówić, ale zdawała sobie sprawę, że panika nie była wskazana, czy zupełnie niepotrzebne nerwy. Nie, żeby nie rozumiała tych mechanizmów, to było normalne, każdy by się zirytował gdyby nagle robił, czy mówił coś wbrew sobie.

- Jeśli mam być szczera, w mojej opinii to nie do końca opętanie, bardzo krótki epizod, no i poza głosem wyglądałeś jak wcześniej, nie było innych znaków. - Dzieliła się tym, co widziała. Razem z córką często zajmowały się duchami, i to nie było to, chodziło o coś zupełnie innego.

- Miałam ostatnio przypadek, też dość dziwny, chwilowy atak paniki, zakończony podpaleniem mebli. - Zaczęła tłumaczyć, na spokojnie, całkiem rzeczowo, żeby wprowadzić go w obecną sytuację. - To wyglądało dosyć podobnie, tylko tamta osoba nic nie mówiła, zamiast tego po prostu rzuciła zaklęcie, zupełnie nieświadomie. - Również trwało to krótką chwilę. Może powinny pójść w tę stronę? Może było to ze sobą powiązane, właśnie to mu sugerowała, liczyła na to, że uda jej się to sprawdzić.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
23.10.2025, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2025, 21:25 przez Benjy Fenwick.)  
„Masz prawo czuć się nieswojo.” Jasne - czułem się nieswojo od chwili, gdy tu wszedłem. Patrzyła na mnie z tą uważnością, która sprawiała, że człowiek zaczynał się czuć przejrzysty. Nie lubiłem tego uczucia - nie lubiłem, kiedy ktoś próbował mnie rozgryźć. Nie znałem jej - to było pierwsze, co przeszło mi przez myśl, kiedy zaczęła mówić w ten spokojny, wyważony sposób, jak ktoś, kto znał się na ludziach, nawet tych widzianych po raz drugi w życiu. Nie mogłem oderwać wzroku od jej twarzy, w
wpatrywała się we mnie z takim spokojem, że przez krótką chwilę miałem ochotę w to uwierzyć - w to, że wszystko będzie w porządku, może faktycznie są sposoby, by sobie poradzić.
Nie byłem stąd, to prawda - byłem znikąd, od lat w drodze, między miejscami, ludźmi, decyzjami. Wszystko, co robiłem, miało sens dopóki byłem w ruchu. Teraz ten sens się rozmył. Zazwyczaj zatrzymanie się w jednym miejscu, nawet na kilka dni, szybko zaczynało mnie dusić. Ulice, które już trochę znałem, przestawały wyglądać znajomo, a powietrze miało w sobie coś ciężkiego. Czasem wystarczyło, że ktoś na mnie spojrzał, i już czułem to szczególne napięcie, jednakże tym razem przez krótką chwilę pozwoliłem sobie pomyśleć, że tym razem było inaczej. A jednak - zbyt długo uciekałem, za długo byłem w ruchu, żeby umieć przestać, teraz, kiedy się zatrzymałem, najwyraźniej wszystko zaczynało mnie gonić. Nie mówiłem jej tego. Zresztą, po co?
Kiedy to się stało, ten moment utraty kontroli, słowa, które nie brzmiały jak moje, poczułem dziwny ciężar w klatce piersiowej, a potem to wrażenie, że ciało nie należy do mnie, jakby ktoś inny trzymał za sznurki, a ja tylko patrzyłem, z tyłu głowy, niezdolny nic zrobić. Strach nie przychodził od razu, najpierw była pustka, później paranoja, dopiero po chwili zrozumiałem, że mogłem się ruszyć, ale oddech był mi odebrany.
„Straciłeś kontrolę.” Powiedziała to tak spokojnie, jakby komentowała pogodę. „Oddychaj.” Kazała, więc oddychałem - powoli, płytko, jak ktoś, kto bał się, że każdy kolejny wdech może wywołać coś, czego nie da się zatrzymać. Nie przerywałem jej, nie miałem siły, wszystko we mnie było napięte, gotowe uciec, a jednocześnie sparaliżowane. Czułem, że serce bije mi szybciej, krew dudni w skroniach, ciało wciąż pamiętało ten moment - te słowa, które nie były moje. Zastanawiałem się, czy widziała, że prawie się trzęsłem, a moje palce kurczyły się w zamkniętych pięściach, jakby chciały zniknąć pod skórą. Nie ufałem jej, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Miała rację, ale to nie był zwykły brak kontroli - to było coś głębszego, co mnie przecięło, wdarło się i znikło, zostawiając szczelinę, przez którą sączył się chłód. Nie potrafiłem na nią patrzeć zbyt długo. Zresztą - nie miałem siły, słowa grzęzły mi w gardle, a każdy oddech był jak szarpnięcie, które próbowało przypomnieć, że jeszcze jestem w stanie oddychać. Próbowałem się uspokoić, naprawdę, to nie była moja pierwsza anomalia, nie pierwszy raz, gdy coś wymknęło mi się spod kontroli, ale… Nigdy wcześniej nie czułem się tak, jak teraz, coś przeszło przeze mnie, zostawiając po sobie ślad.
Nie rozumiałem, dlaczego mówiła o przypadkach, o innych ludziach, o podpalonych meblach, słuchałem, ale słowa przelatywały obok. Nie pasowały do tego, co czułem - to nie był atak paniki, nie było zwykłe zmęczenie. To było coś, co przyszło spoza mnie - coś, co znało słowa, jakich ja nigdy nie używałem. Zacisnąłem szczękę, próbując utrzymać spokój, który dawno mi się wymknął. Chciałem w to wierzyć - że to tylko coś z wewnątrz, pęknięcie, chwilowe zwarcie, bo jeśli nie… Próbowałem złapać się czegokolwiek znajomego - dźwięku, oddechu, rytmu serca, ale wszystko było obce. Nie znałem tej kobiety, nie wiedziałem, kim tak naprawdę była, dlaczego jeszcze mnie nie wyrzuciła. Może dlatego, że naprawdę wyglądałem jak ktoś, kto potrzebował pomocy.
- Pszeplasam… - Wyszeptałem, głos ledwo wydobył się z gardła. - Nie chciałem… Tego powiedzieś. To nie było… Zamieszone. - Wyszeptałem, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Nie chciałem - nie chciałem skrzywdzić nikogo. Nie chciałem, żeby ktokolwiek był w zasięgu tego, co się ze mną działo, myśl o tym, że mógłbym, sprawiała, iż żołądek ściskał mi się w supeł. - Mogę… Wyjść. - Wyrzuciłem z siebie po chwili, niepewnie. - Tylnym wyjściem, jeśli masz. Nie chcę lobiś ploblemu. Nie chcę tego powtaszaś. Nie chcę… - Urwałem, głos znów odmówił posłuszeństwa, a w gardle czułem pieczenie, jakby każde słowo rozcinało mnie od środka. - Nie chcę… Zlobiś ci kszywdy. - Głos mi zadrżał, gardło bolało coraz mocniej, ale nie przestawałem mówić. - Jeśli to nie opętanie… - To nie mogła mi pomóc. Wiedziałem, że nad sobą nie panuję. Czułem to w każdym mięśniu, w każdym oddechu, jakbym trzymał coś w środku z całych sił, a to coś napierało coraz bardziej. Nie wiedziałem, co to jest, ani jak długo jeszcze wytrzymam. Wystarczyło jedno drgnięcie, jedna iskra i znów mógłbym powiedzieć coś, czego nie chciałem, albo zrobić. Chciałem tylko zniknąć.
- Lepiej będzie, jak pójdę. - Dodałem cicho, prawie bezgłośnie. - Dla nas obojga.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#9
24.10.2025, 15:49  ✶  

Philippa była czujna, jednak nie widać było po niej, aby czuła się w obecności mężczyzny nieswojo. Nie bała się tego, co zobaczyła, zresztą przeżyła w swoim życiu już tyle, że rzadko kiedy odczuwała strach. Nie bała się nieznanego, wręcz przeciwnie była ciekawa tego, co faktycznie powodowało u Benjy'ego ten dziwny stan. Współczuła mu oczywiście, zdawała sobie sprawę, iż takie epizody mogły być bardzo kłopotliwe, pojawiać się znikąd, jednak nie wydawało jej się, aby było z nim tak źle jak myślał. To było coś nowego, to prawda, ale zauważyła te drobne podobieństwa, czuła, że może sobie poradzić z tym przypadkiem. Nie był stracony.

- Domyśliłam się. - To nie było takie trudne, widziała te drobne szczegóły, zmiany w jego postawie, zdenerwowanie. Zapewne nie chciałby, aby ktoś obcy to widział, ale skoro już się tu znalazł, doszło do tego przy niej, to nie ignorowała znaków. Szukał pomocy, podzielił się z nią tym, zamierzała mu ją dać. Mogłaby go zignorować, nie przejmować się jego losem, ale nie potrafiła. Kto wie, czy kiedyś jej dzieci na drugim końcu świata nie będą potrzebowały zainteresowania kogoś zupełnie obcego. To był całkiem naturalny dla niej odruch.

- Nigdzie nie wyjdziesz. - Ton jej głosu nieco się zmienił. Nie miała zamiaru go stąd wypuścić w takim stanie. - To znaczy zostań, pomogę Ci. - Nie powinna chyba, aż tak się rządzić, mimo, że była u siebie, to jednak stał przed nią zupełnie obcy człowiek - nie jej dzieci, które przywykły do tego, że Philippa należała do osób, którym trudno było odmówić.

- Jestem w stanie Ci pomóc, tylko musisz tego chcieć. - Coś czuła, że nie będzie zadowolony z zaproponowanej przez nią opcji, wyglądał na kogoś, kto nie dopuszczał do siebie nikogo, a ona miała zamiar wspomnieć mu o tym, że zamierza pozbyć się tej dziwnej dolegliwości poprzez hipnozę. To na pewno będzie wyzwaniem - samo poinformowanie go o tym, co planowała.

- Nie skrzywdzisz mnie, jestem tego pewna. - Może nie powinna być, aż tak pewna, ale nawet jakby spróbował zrobić jej krzywdę... to też by coś wymyśliła.

- Mam poczucie, że w Twoim umyśle pojawiły się pewne zmiany, zdarzały się podobne przypadki po pożarach, nie jesteś jedyny. - Warto było w końcu powiedzieć mu, co właściwie się z nim działo. Barclay wydawała się być zupełnie niewzruszona, jakby nie robiło to na niej już żadnego wrażenia. - Hipnoza pomaga, dzięki niej mogę wymazać to, co powoduje, że te uczucie wraca, ten strach, ten brak kontroli. - Pozostawało jej poczekać na jego reakcję, miała nadzieję, że jej zaufa, naprawdę chciała wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Wierzyła w karmę.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
24.10.2025, 19:33  ✶  
Woda skapująca z kaptura tworzyła małe, nieregularne plamy na podłodze, które zaraz znikały, wsiąkając w dywan na podłodze, powietrze pachniało kadzidłem i kurzem, a dźwięk deszczu uderzającego o szyby mieszał się z cichym trzaskiem świec w kącie. Właścicielka tego przybytku wyglądała na kogoś, kto nie boi się niczego - i właśnie to w niej było niepokojące. Była zbyt spokojna, za pewna, jak na kobietę, która powinna chociaż odrobinę wątpić w człowieka, który wpadł do jej sklepu w środku nocy, roztrzęsiony i przemoczony jak włóczęga, wyrzucając z siebie słowa.
- Domyśliłaś się? - Powtórzyłem po niej, głosem zbyt cichym, by zabrzmieć ironicznie, chociaż próbowałem. - Glatuluję, większość ludzi potszebuje dłuszej nisz minutę, szeby uznaś, sze coś jest ze mną nie tak.
Nie mrugnęła nawet - ta jej czujność, którą emanowała, była jak napięta struna. Nie wiedziałem, czy reagowała tak na każdego, czy tylko na mnie. Cokolwiek zobaczyła w mojej postawie, nie chciałem, żeby to widziała. Patrzyłem na nią i próbowałem ułożyć w głowie te wszystkie kawałki - jej obserwacje, współczucie, stanowczość. Tak, kiedy powiedziała, że domyśliła się, nie poczułem ulgi - poczułem, że jestem przezroczysty.
- Hipnoza? - Przerwałem jej, zanim skończyła mówić. - Nie.
Słyszałem każde słowo, lecz to nie było tylko zwykłe słuchanie, było w tym niechętne rozpoznanie naszej dynamiki, jaka sama się układała tej nocy - świadomość tego, że ktoś w kilka chwil, nie znając mnie za dobrze, z dużym prawdopodobieństwem wypunktował wszystkie moje drobne tiki - sposób w jaki przenosiłem ciężar ciała z nogi na nogę, jak dłonie mi się zaciskały, a gardło nie chciało współpracować z umysłem.
- Nie lubię, gdy ktoś miesza w mojej głowie. - Wyrzuciłem w końcu, bo milczenie zaczynało być cięższe niż słowa. Miałem ochotę natychmiast to ukrócić, nie lubiłem, gdy ktoś decydował za mnie, nawet z najlepszych pobudek, byłem człowiekiem, który pilnował granic - tak, jak inni zamykali drzwi na klucz, tak i ja potrafiłem odciąć się w moim własnym wnętrzu, zamknąć tam uczucia i przybrać maskę obojętności, może nawet ironicznego dystansu do świata. Przynajmniej do teraz - kilka dni temu coś się zmieniło i już nad tym nie panowałem. Nie chciałem, żeby bliscy wiedzieli, co się ze mną działo, a już na pewno nie chciałem, by ktoś obcy rozbierał moją psychikę na części, a jednak… Słowa kobiety nie brzmiały oschle ani sędziowsko, miały w sobie jakieś specyficzne ciepło, które ścierało część mojej pogardy dla ludzkiej litości. - To bszmi… Inwazyjnie.
To, co robiła ta kobieta, to nie była próba zgadywania - to była diagnoza, a diagnoza potrafiła być okropnie konkretna. Przeżyłem rzeczy, które nie mieściły się w zwykłych słowach, ale tym razem było gorzej niż kiedykolwiek. Ale czy aż tak źle, bym podjął decyzję o przekroczeniu moich granic? Były tam z jakiegoś powodu. Myśl o czyjejś ręce grzebiącej w moich wspomnieniach wprawiała mnie w odruch obronny, który znałem aż za dobrze. Hipnoza brzmiała jak doskonałe rozwiązanie, może nawet zbyt dobre - nóż, ostrze błyszczące połyskiem obietnicy, że może uciąć to, co boleśnie ciągnęło się za mną od kilku dni, ale to narzędzie mogło również odciąć te kawałki mnie, które wolałem zatrzymać, uczynić mnie podatnym, bezbronnym. Moje opory, potrzeba kontroli, lęk przed utratą czegokolwiek, co pozostało, kłóciły się z czymś innym - zmęczeniem i rodzajem samotnej desperacji. Byłem już wyczerpany od ciągłego patrzenia, jak to uczucie przychodzi i odbiera mi chwilę po chwili, zmęczenie robiło się cięższe niż strach przed ingerencją. Po pożarze - po tej nocy, która wcisnęła mi w pamięć zapach spalenizny i echo krzyków, być może coś się we mnie popsuło i już nie umiałem znaleźć przełącznika. Jej słowa o hipnozie brzmiały prosto, a zanim jeszcze dopowiedziałem więcej na temat moich obiekcji, zobaczyłem w jej oczach coś, co nie było ani pychą, ani chęcią władzy. Uśmiechnąłem się bezwiednie - to był krótki, gorzki uśmiech, który miał smak wymuszonego kompromisu, nie chciałem pomocy, ale jeszcze bardziej nie chciałem się całkiem zgubić, część mnie naprawdę marzyła o tym, żeby ogień wreszcie przestał wracać.
- Chcieś to jedno. Uwieszyś, sze to ma sens, to dlugie. - Odpowiedziałem, starając się zabrzmieć zdecydowanie, chociaż głos miałem chropawy, niemelodyjny, a gdy mówiłem, miałem wrażenie, że słyszę w nim czyjeś echo. Przez moment milczałem, wpatrzony w punkt za jej ramieniem - myśl o kimkolwiek zaglądającym do mojej głowy budziła we mnie coś pomiędzy gniewem a obrzydzeniem. A jednak... Jeśli miała rację, jeśli rzeczywiście można było coś z tego zdjąć, choć odrobinę ciężaru...
- Nie wiem, czy potlafię komuś tak zaufaś. - Powiedziałem w końcu. - Ale skolo jusz tu jestem i gadam od szeszy... - Wzruszyłem ramionami. - To chyba znaczy, sze goszej laczej nie bęsie, plawda? - Nie czekałem na odpowiedź - po prostu usiadłem na pobliskim krześle, pozwalając, by mokry płaszcz skleił się z oparciem. - Jeśli naplawdę sądzisz, sze wiesz, co lobisz... Zapłacę, niezalesznie od ceny, ale... Upszedzam - jeśli zaczniesz gszebaś zbyt głęboko, nam obojgu mosze nam się nie spodobaś to, co tam znajdziesz. - Deszcz za oknem wzmógł się, jakby chciał zagłuszyć moje ostatnie słowa.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4849), Pan Losu (58), Philippa Barclay (3984)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa