• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
(30.09.1972) Outrunning karma | Benjy, Philippa

(30.09.1972) Outrunning karma | Benjy, Philippa
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#11
24.10.2025, 20:20  ✶  

Powinna się bać, jednak już dawno przestała miewać takie odruchy. Nie bała się martwych, nie bała się żywych, bo co mogło jej się stać? Mogła umrzeć, gdyby ktoś wyjątkowo źle jej życzył, ale śmierć przecież była tylko początkiem, kiedyś musiała nadejść, zresztą - nie wydawało jej się, aby łatwo było ją zabić. Może była zbyt pewna siebie, zbyt spokojna, ale znała swoją wartość.

Spojrzała na niego oceniająco, kiedy próbował zabrzmieć ironicznie. Czy naprawdę sądził, że może się przed nią ukryć, pod tą maską? Zdawała sobie sprawę z tego, że mógł być do odruch obronny, każdy jakieś miewał. Mógł wątpić w jej dobre intencje, w końcu pojawił się tu znikąd, zupełnie przypadkowo pokazał coś, czego nie chciał pokazać, nad czym nie panował. Co innego mu zostawało? Bronił się, tak jak potrafił, tyle, że nie było to potrzebne, ale o tym przecież też nie wiedział, chociaż może powoli zaczynał się domyślać, że trudno przed nią ukryć cokolwiek. Miała pewną intuicję, wynikającą z jej wieku, lat doświadczenia, przebywania z różnymi ludźmi, obserwowania ich zachowań. Potrafiła ich czytać, jakoś tak się złożyło.

Spodziewała się odmowy. Nawet nie drgnęła jej powieka, kiedy usłyszała nie. Nie zamierzała nalegać, to nie było w jej stylu, wcale. W końcu to nie ona miała problemy z odnalezieniem siebie, to nie ją coś nawiedzało, to nie ona traciła kontrolę.

Widać jednak to nie nie było takie stanowcze, bo mówił dalej, kontynuował, wyjaśniał, to mogło sugerować, że wcale nie odrzucił propozycji, tylko zareagował impulsywnie. Nie było w tym niczego dziwnego. Kto właściwie lubił gdy mieszało mu się w głowie? To była ostateczność, metoda, która mogła pozwolić zapomnieć - wtedy kiedy nie dało się inaczej.

- To jest inwazyjne. - Nie tylko brzmiało, nie bez powodu uważała to za ostateczność, w tym przypadku potrzebną. - Inwazyjne, ale konieczne. - Nie sugerowała tego rozwiązania bez powodu, połączyła kropki, a przynajmniej tak się jej wydawało, była praktycznie pewna, co jest przyczyną jego napadu, co powodowało, że czuł się opętany. Rozwiązanie było jedno i mu o nim opowiedziała. Rzeczowo, bo dlaczego by nie. Nie było sensu krążyć wokół tematu, nie należała do osób, które owijały w bawełnę, opowiadały bajki, kiedy zakończenie wcale nie miało być takie szczęśliwe. Wiedziała, że utrata wspomnień nie była przyjemnością, że mieszanie w głowie nie należało do sytuacji komfortowych, trzeba było darzyć hipnotyzera ogromnym zaufaniem, a tego nie mieli, tej części im brakowało, bo przecież się nie znali, nie miał chyba jednak innego wyboru, co też mogło powodować dyskomfort.

- Co właściwie możesz stracić, jeśli uwierzysz, że to ma sens? - Było to bardzo proste pytanie, przynajmniej dla niej, wiadomo, że wszystko zależało od odpowiadającego.

- To się przekonaj, może to nieco zmieni Twoje podejście. - Nie wiedział, czy może komukolwiek zaufać, cóż najwyraźniej przy okazji mogła nieco zmienić jego opinię na temat ludzi, których mógł spotkać na swojej drodze. Nie wszyscy pragnęli krzywdy innych, niektórzy - jak ona, mieli czasem dobre dni, gdy chcieli udowodnić, że można było jeszcze spotkać takich, którzy mieli moralność.

- Raczej nie, możesz gadać jeszcze więcej głupot, w miejscach, gdzie będzie więcej ludzi, uznają Cię za wariata, ale czy bycie wariatem to coś złego? - Było wiele możliwości, ale skoro mógł tego uniknąć, to może warto było spróbować jej metod. Oczywiście nic na siłę, nie nagabywała go, nie przekonywała do podjęcia decyzji, która jej wydawała się właściwa. To miał być jego wybór.

- Wiem co robię. - Powiedziała stanowczym tonem głosu. Nie sądziła, że wie, co robi. Ona wiedziała co robi i nie dało się nie zauważyć w jej postawie nawet odrobiny wątpliwości.

- Cenę ustalimy później, najpierw się tego pozbędę. - Wolała przyjmować zapłatę po wykonanej usłudze, gdyby nie daj Merlinie jednak okazało się, że nie miała racji.

- Gdybym chciała to zrobić, to byśmy o tym nie rozmawiali, nawet byś nie zauważył, że to zrobiłam. - Jeśli zależałoby jej na grzebaniu mu w głowie, to zrobiłaby to bez uprzedzenia, a przecież sama proponowała mu hipnozę, odsłoniła się.

Ruszyła się w końcu z miejsca, przystanęła przed krzesłem, na którym usiadł. Zdjęła z szyi swoje wahadełko, złapała je dwoma palcami, wprawiła je w ruch. Od razu przeszła do rzeczy. - Podążaj za nim wzrokiem. - Powiedziała cicho, bardzo spokojnym tonem. - Przestań walczyć, pozwól sobie pomóc. - Od czegoś musiała zacząć, prawda?


◉◉◉◉○ zauroczenie + przewaga - hipnoza
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
24.10.2025, 21:21  ✶  
Nie drgnęła, miała w sobie coś z kamienia - z tych, które leżą na brzegu morza i nawet największe fale nie potrafią ich ruszyć, ja za to miałem wrażenie, że wystarczy podmuch, by mnie przewrócić, i nienawidziłem tego z całego serca, jakie jeszcze mi zostało.
- „Inwazyjne, ale konieczne.” - Powtórzyłem po niej, z lekkim przekąsem. Nie wyglądała na rozbawioną - ja też nie. - Ciekawy zestaw słów, bszmi tlochę, jak diagnoza s czasów, gdy ludzie leczyli szaleństwo lobotomią. - Mogłem się śmiać, ale zamiast tego poczułem znajomy ucisk w żołądku. Może dlatego, że miała rację - moja odmowa wcale nie była tak stanowcza, jak chciałbym, bo jeśli istniała choć cień szansy, że cokolwiek z tego bólu da się wyciszyć...
- Pamięś, kontlolę, cokolwiek ze mnie jeszcze zostało. - Spojrzałem na nią z ukosa, nie zamierzała mnie przekonywać, a jednak każde jej słowo działało jak drobny nacisk, jakby dotykała miejsc, o których wolałem nie pamiętać, gdy więc powiedziała: „Wiem, co robię”, uwierzyłem jej - nie dlatego, że byłem pewien, iż miała te właściwe kwalifikacje, tylko dlatego, że mówiła to z tym rodzajem spokojnej pewności, który był bardziej przerażający niż jakiekolwiek groźby. - A wblew pozolom, to wcale nie tak mało. - Uśmiechnąłem się blado, krzywo, bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. W tym momencie zaczynałem mieć wrażenie, że ona już mnie w jakiś sposób czytała. - Zaleszy, kto definiuje „waliata”. - Nie wiedziałem, czy bardziej mnie drażnił jej ton, czy to, że miała rację. Stała tam naprzeciwko mnie z tym swoim przeklętym spokojem, jakby znała zakończenie, a ja dopiero próbowałem odgadnąć, o co w ogóle chodzi. Wciąż mówiła dalej, rzeczowo, spokojnie, jak ktoś, kto zbyt długo rozmawia z ludźmi pogubionymi we własnych głowach, słuchałem, a w środku czułem narastające napięcie, zwłaszcza na wspomnienie, że już dawno mogłaby mnie zahipnotyzować. No i ten brak ceny...
- Zazwyczaj, jak ktoś mówi takie szeszy, to kończę z długiem, któly nie ma kwoty, a to tlochę chujowo. - Westchnąłem ciężko, jak ktoś, kto już wie, że i tak przegrał. Nie powiedziałem tego z przekonaniem, raczej z rezygnacją, ona jednak uznała, że to wystarczająco dużo zgody, by przejść do następnego etapu, zatrzymała się tuż przede mną, była blisko - na tyle, że czułem zapach ziół i dymu w jej ubraniu, sięgnęła do szyi, odpięła cienki łańcuszek, a na jego końcu błysnęło to samo wahadełko, które teraz zaczynało krążyć w powietrzu, przez moment nie mogłem oderwać wzroku.
Wahadełko bujało się przed moimi oczami, z początku zbyt szybko, bym chciał za tym nadążać, potem ruch zwolnił, stał się płynny, rytmiczny, niepokojąco hipnotyczny. Nie odwróciłem spojrzenia, chociaż wszystko we mnie krzyczało, by to przerwać, mimo to, śledziłem ruch, bo w tym wahaniu ukryta była jakaś obietnica spokoju. Powierzchnia odbijała światło świecy w rytmie oddechu, deszcz za oknem uderzał o szybę coraz gęściej, jakby świat na zewnątrz przestał istnieć, a ja, mimo wszystkich obiekcji, poczułem, że gdzieś głęboko, bardzo głęboko coś zaczynało się rozluźniać - to właśnie mnie przeraziło najbardziej. Zamrugałem, raz, drugi.
- Wiesz, sze to wygląda jak scena z kiepskiego filmu? - Wymamrotałem, ale nie ruszyłem się z miejsca. - Zalaz zapytasz mnie, co widzę, a ja powiem: „Światło i mojego maltwego psa”.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#13
24.10.2025, 21:41  ✶  

Nie łatwo było ją poruszyć, to prawda. Zresztą wiedziała, że młodzi ludzie byli bardzo sceptyczni, chcieli udowodnić swoje racje, nie zawsze chętnie korzystali z doświadczenia starszych, którzy przecież swoje już przeżyli. Szkoda, bo mogli uniknąć wielu błędów, gdyby chcieli słuchać. Z drugiej strony dzięki tym błędom mogli się doskonalić, coś za coś.

- Nie porównywałabym hipnozy z lobotomią. - W końcu była dużo mniej bolesna, tak naprawdę nie pozostawiała żadnych śladów, piękna umiejętność, szkoda, że mało kto ją doceniał, a ludzie raczej się jej bali. Mogła naprawiać to, co było zepsute - nie pozostawiając żadnych śladów.

- Odzyskasz kontrolę. - Postanowiła go poprawić, bo nie zgadzała się z tym co mówił. Przecież już ją stracił, czego świadkiem była przed chwilą, naprawdę sądził, że jeszcze w ogóle może mówić o jakiekolwiek kontroli? Dobre sobie.

- Nie stracisz pamięci, mogę Ci to obiecać. - Nie zamierzała ruszać miejsc, które nie miały wpływu na to, co się z nim działo. Nie musiał jej wierzyć, ale wolała się tym z nim podzielić, chociaż to były tylko słowa, nie miał pewności, że należy do osób, które dotrzymują obietnic. Czasem jednak warto było zaufać, uwierzyć w intencje nieznajomych, tak, to był ten moment, w którym zamierzała mu to udowodnić, być może dzięki temu zmieni jego podejście, chociaż czy jeden przypadek powinien być powodem do jakichś większych zmian, mógł zostać uznany za wyjątek od reguły.

- Czy ja wiem, wariat, to wariat, niektóre przypadki da się zdefiniować tylko w jeden sposób. - Były niepodważalne, bezdyskusyjne, ale nie chciała go martwić, miał wybór i chyba podjął jedyny słuszny, mimo swoich sceptycznych słów i początkowej odmowy. Dobrze, liczyła na to, że uda jej się naprawić to, co było zepsute.

- Przynajmniej wiesz czego się spodziewać. - Skoro miał doświadczenie w podobnych praktykach, to na pewno zapłata go nie zaskoczy. Zresztą Philippa najbardziej ceniła sobie przysługi, nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebowała pomocy... no właśnie, kogo? Nie miała pojęcia, czym się zajmował, w czym ewentualnie mógłby jej się przydać, ale do tego dojdą później, o ile uda jej się to, co zamierzała zrobić.

Zaczęła poruszać wahadełkiem próbowała go wprowadzić w ten specyficzny stan, ale nie mogło pójść tak łatwo, prawda? Najwyraźniej zamierzał się opierać, być może nieświadomie, nie miała pojęcia dlaczego pierwsza próba nie zadziałała, czasem tak bywało, jednak wolała, aby nie działo się to akurat w tej sytuacji, bo trafił jej się i tak bardzo oporny przypadek, obawiała się, że zaraz wstanie i będzie negował jej umiejętności.

- Zamilcz. - Powinien się skupić, nie zamierzała pozwolić mu na rozproszenie, bo to tylko komplikowało sytuację, nie mogła dopuścić do tego, żeby wybili się z rytmu, w który i tak bardzo trudno było wejść.

Przymknęła oczy na ułamek sekundy, odetchnęła głęboko i rozpoczęła kolejną próbę. Powoli poruszała wahadełkiem przed jego oczami. - Pozwól mi zobaczyć w czym tkwi problem. - Miała nadzieję, że obejdzie się bez kolejnego komentarza mężczyzny.


◉◉◉◉○ zauroczenie + przewaga - hipnoza
Rzut PO 1d100 - 2
Akcja nieudana
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
24.10.2025, 22:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 22:13 przez Benjy Fenwick.)  
Nie byłem pewien, co bardziej mnie teraz wyprowadzało z równowagi - jej spokój, czy ta niezachwiana wiara, że wszystko dało się naprawić jednym machnięciem wahadełka. Mówiła o hipnozie jak o jakimś cudownym środku, a ja... ja po prostu wiedziałem, że niektórych rzeczy nie da się „naprawić” - można je tylko nosić i udawać, że ciężar nie boli.
- Nie polównuję. - Mruknąłem w końcu, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Ale s boku wygląda podobnie - w obu pszypadkach ktoś gszebie ci w głowie. Lóżnica jest taka, sze po lobotomii pszynajmniej wiesz, sze już cię to nie bęsie obchodziło. - Oceniłem, bo nie wyglądała na kogoś, kogo mogłyby dotknąć takie słowa. Słuchała mnie, owszem, ale w jej oczach czaiło się coś, co bardziej przypominało cierpliwość nauczycielki wobec krnąbrnego ucznia niż rzeczywistą empatię - to też odrobinę działało na moje zszargane nerwy. - Poza tym, jeśli ktoś zaczyna zdanie od „to nie jest lobotomia”, to znaczy, sze jusz sam się zastanawiał, czy tlochę nią nie jest, no, ale okej. - Nie wiem, czy próbowałem ją sprowokować, czy po prostu chciałem zobaczyć, czy w końcu straci cierpliwość, nie straciła, tylko patrzyła na mnie z tym spokojem, który graniczył z ironią.
- O, tego akulat nigdy nie wiem. - Odpowiedziałem z lekkim, zmęczonym uśmiechem. - Ale zwykle jest do dupy. - Nie wiem, czy chciałem ją przestraszyć, czy tylko usprawiedliwić siebie, czasami te rzeczy się zlewają.
Cisza, która po tym zapadła, wydawała się gęstsza niż powietrze, słychać było tylko deszcz i miarowe tykanie zegara na ścianie, patrzyłem na jej dłonie, na delikatne ruchy palców, kiedy znowu wprawiała wahadełko w ruch. Głos miała głęboki, uspokajający, nieco niższy niż wcześniej. Wydawał się odbijać echem gdzieś w mojej głowie. Wahadełko poruszało się coraz wolniej, ale czułem, że mięśnie karku wciąż mam napięte - w mojej głowie wibrowało coś nieokreślonego, coś między napięciem a gotowością do ucieczki. Zamrugałem. Powoli, bez gniewu, bez oporu, bardziej ze zdziwieniem.
- Nie jestem z tych, co milczą na zawołanie, spytaj moją byłą szonę. - Odparłem półgłosem. - Ale plóbuj dalej. - Chciałem się uśmiechnąć, naprawdę, ale coś w środku mnie zaczynało się rozluźniać - dziwnie, niebezpiecznie, jakby ktoś powoli odkręcał śrubę w mojej czaszce i spuszczał napięcie, którego nawet nie wiedziałem, że się trzymałem. Wahadełko znów ruszyło, precyzyjnie, jednostajnie, wpatrywałem się w nie, chociaż miałem wrażenie, że z każdym ruchem widzę już nie metal, tylko rozmazane refleksy, błyskające echem po wewnętrznej stronie powiek.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#15
24.10.2025, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 22:50 przez Philippa Barclay.)  

Musiała wierzyć w swoje metody. Czy było to bezpodstawne? Niektórym pewnie mogło się tak wydawać, jednak ona naprawdę wierzyła w sukces tego podejścia, jak ktokolwiek mógłby jej zaufać, gdyby sama nie była przekonana o tym, że to przyniesie sukces. Może dzisiaj nic nie szło po jej myśli, ale starała się myśleć że to była tylko próba, którą musiała przeżyć.

- Tylko z boku, i tylko wygląda podobnie, ale widzę, że znasz oba procesy. - Nie musiała więc silić się na jakieś głębsze porównania, czy tłumaczenia. Nie miała pojęcia kim był, skąd czerpał wiedzę, ale wydawało jej się, że jest dosyć mocno obyty i doświadczony, chociaż przecież nie mieli szansy rozmawiać na temat tego czym się właściwie zajmował. Mniejsza o to, to nie było w tej chwili istotne.

Westchnęła ciężko, gdy ponownie się odezwał. Lepiej byłoby, gdyby milczał. Nie podobało jej się to, w jaką stronę zmierzała ta konwersacja. - Nie łap mnie za słowa, to nie przyniesie niczego dobrego. - Postanowiła go uprzedzić, bo przecież chodziło o to, by mu pomóc. Nie mogła się rozpraszać rozmową, która niczego nie wnosiła, niczego nie zmieniała, a tylko powoli zaczynała ją irytować. Trafił się jej naprawdę trudny osobnik, ale to tylko powodowało, że jeszcze bardziej chciała osiągnąć sukces. Udowodnić mu, że wahadło naprawdę było w stanie wiele zmienić.

- Postaram się, aby tym razem nie było do dupy. - To mogła mu obiecać, patrząc na to, jak szły jej działania skończy się na tym, że wypuści go bez zapłaty, głupio byłoby jej o nią prosić po tym, jak kilka razy próbowałam wejść do głowy mężczyzny. Teraz sukces łączył się raczej z zachowaniem jej honoru.

Przewróciła oczami na komentarz o byłej żonie, nie potrzebowała słyszeć takich komentarzy, nie pomagało jej to wcale, postanowiła więc tego nie komentować. Zamiast tego ponownie zaczęła poruszać wahadełkiem, skoro jeszcze stąd nie wyszedł miała okazję się wykazać.

- Odpuść wreszcie, patrz na wahadełko, podążaj za nim wzrokiem. - Musiała próbować dalej, nie chciała wyjść na niekompetentną, nie gdy w grę wchodziła hipnoza, którą zawsze uważała za jedną ze swoich ulubionych dziedzin czarowania.


◉◉◉◉○ zauroczenie + przewaga - hipnoza
Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!


W końcu poczuła, że jej się udało. Mężczyzna zaczął podążać wzrokiem za wahadełkiem, przestał się odzywać - nareszcie. Mogła zająć się sprawą. Ulżyło jej, miała pewne obawy, że być może jej się nie uda, oczywiście bezpodstawne, ale nawet ktoś taki jak ona zaczynał wątpić, gdy musiał podjąć kilka prób. Trafił jej się ciężki przypadek, ale sobie z nim poradziła. - Oddychaj spokojnie, nie przejmuj się niczym. - Od tego zaczęła. Szybko jednak przeszła do dalszej części swojego zadania. - Zapomnij to, co wydarzyło się tamtej nocy, podczas pożarow, co powoduje strach, przez co się boisz. To się nie wydarzyło. - Nie chciała usuwać wszystkich wspomnień z tamtej nocy, tylko to, co było konieczne, aby ten dziwny stan do niego nie wracał. Gdy upewniła się, iż zrobiła co trzeba pstryknęła palcami, przestała poruszać wahadłem. Wrócił do niej. - Udało mi się. - Przynajmniej tak się jej wydawało.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
24.10.2025, 23:19  ✶  
Stałem naprzeciwko niej, obserwując każdy ruch kobiety, próbując powstrzymać się od przewracania oczami czy komentarzy, które od razu cisnęły mi się na język. Nie było łatwo, bo już sama atmosfera w pokoju napinała mnie, jak strunę, a ona wchodziła w swoją rolę z taką pewnością, że odruchowo odczuwałem naprawdę głęboki dyskomfort - nie, gadanie od rzeczy nie miało z tym nic wspólnego - wcale, a wcale. Początkowo miałem ochotę opowiedzieć coś jeszcze bardziej kąśliwego na wspomnienie różnic między hipnozą a lobotomią, ironicznie skomentować jej wiarę w te wszystkie sztuczki, ale wstrzymałem się. Była zdeterminowana, a ja… Cóż, ja byłem trudnym przypadkiem - to widać było na kilometr.
Pewność siebie emanująca od właścicielki lokalu była jedną z tych rzeczy, które trudno było mi ocenić - czy to, że wierzyła w swoje metody, było jej siłą, czy po prostu ślepym uporem kogoś, kto próbował przekonywać innych o sile, jakiej nie miał, jak to robiło wielu spirytystycznych szarlatanów. Kiedy obiecała, że „tym razem nie będzie do dupy”, kiwnąłem głową, nie komentując. Na pewno nie mogłem tego nazwać bezpodstawnym, bo widziałem, że podchodziła do wszystkiego z całym zaangażowaniem.
Nie przyszedłem tu zresztą, faktycznie, po to, by łapać każde słowo i analizować je w nieskończoność, nie? W myślach podziękowałem sobie za nagłą powściągliwość, bo reakcja werbalna byłaby raczej… Szorstka. Ach, tak, magiczne zapewnienia o jakości - znów kiwnąłem głową, mogłem prawie usłyszeć w tym drobną obietnicę, że może, być może, uda mi się nie wyjść stąd jeszcze bardziej wkurzonym i rozbitym, niż moment wcześniej, gdy wpadłem z ulicy do wnętrza lokalu.
Nie skomentowałem już jej przewrócenia oczami ani powtarzania instrukcji. Nie odezwałem się, tylko pozwoliłem jej machać tym przeklętym wahadełkiem. Cisza była w tym momencie najlepszą bronią. Pozwoliłem, by wahadełko przyciągało mój wzrok, bo wiedziałem, że muszę grać rolę „posłusznego pacjenta”, przynajmniej na chwilę. Tu, proszę, już wiedziałem, że jej sukces polegał głównie na moim zamknięciu mordy. Wcisnąłem się w fotel, pozwalając wzrokowi płynnie podążać za wahadełkiem - chociaż w głębi wiedziałem, że nie wierzę w cuda, w tym momencie uznałem, iż mogę po prostu dać się prowadzić, dla samego siebie, żeby sprawdzić, dokąd to zaprowadzi. Nie mogło być gorzej, prawda? Nie, gdy już było fatalnie. Nie było w tym, co robiliśmy, żadnej pewności, zero gwarancji, że efekt będzie inny niż zwykle, ale było coś w jej zacięciu, skupieniu, co sprawiało, że mimo sceptycyzmu sam zaczynałem się wciągać. Chciałem jej przerwać, powiedzieć, żeby zostawiła mnie w spokoju, ale nie zrobiłem tego. Słuchałem, chociaż każda kolejna próba wciągania mnie w proces wywoływała we mnie lekki opór. Spojrzałem na nią kątem oka, nie komentując nic więcej, jej determinacja była irytująco… Fascynująca. Nie wiedziałem, czy bardziej chciałem, żeby jej się udało, czy żeby wszystko legło w gruzach, a ja mógłbym wreszcie odpuścić. Patrząc na wahadełko, przez dłuższą chwilę, poczułem jednak dziwny impuls - żeby jej zaufać, w tym całym chaosie, który nazywała czymś, co nie było magiczną lobotomią.
Śledziłem wzrokiem wahadełko, aż słowa zaczęły do mnie docierać, jak zza ściany wody w wodospadzie. Wreszcie czułem, że mogę się poddać temu, co robiła, oddychałem spokojnie, tak jak mówiła. Zawahałem się, kiedy wspomniała tamtą noc, pożary, strach i… Zaskakujące, ale poczułem, że coś we mnie się uwalnia. Nie wszystko, nie całe wspomnienia, tylko te fragmenty, które mnie paraliżowały. Kiedy pstryknęła palcami i przestała poruszać wahadełkiem, spojrzałem na nią. Nie było triumfu ani euforii, tylko poczucie, że coś się zmieniło - udało się. Zamrugałem powoli, poczułem to dziwne połączenie ulgi i pustki, jakby przestrzeń, którą wypełniał lęk, nagle była pusta, chłodna, ale nieszkodliwa. No cóż, pomyślałem, jest lepiej. O dziwo.
- Dzięki… - Wyrwało mi się cicho.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Lady Omenella
Wear your ambition like
a crown - unapologetically.
wiek
53
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Spirytystka
Philipa jest szczupłą kobietą, która mierzy 170 cm wzrostu. Jej włosy są w kolorze miodowego blondu, sięgają jej za ramiona, zawsze ma je starannie uczesane. Oczy kobiety są w nienaturalnym, stalowym kolorze przez to, że od dziecka choruje na srebrzycę. Dba o swoją aparycję, zawsze nosi się elegancko. Pachnie kadzidłami, jej głos jest zachrypnięty, niski przez to, że od lat pali papierosy, warto wspomnieć, że jest to jej znak charakterystyczny - ciągle pali. Porusza się powoli, dostojnie. Na szyi zawsze ma wisiorek z wahadełkiem, które jest jednym z głównym narzędzi jej pracy, a na nosie okulary - bez których praktycznie nie widzi.

Philippa Barclay
#17
25.10.2025, 21:25  ✶  

Miała świadomość, że nieznajomi mogli sceptycznie podchodzić do jej umiejętności. Ten tutaj nie miał powodu jej ufać, nie znali się, przez jego chwilę słabości została wtajemniczona w to, co się z nim działo. Najwyraźniej nie bez powodu przekroczył próg Outlandera, nie do końca wierzyła w przypadki, wszystko miało jakąś przyczynę. Pojawił się tutaj, bo potrzebował, aby wyciągnęła do niego rękę i to zrobiła. Bez żadnego zawahania, chociaż jego aparycja mogła wzbudzać wątpliwości. Wyglądał raczej jak typ spod ciemnej gwiazdy.

To wcale nie było łatwe, mężczyzna okazał się być okropnie trudnym przypadkiem. Podjęła dwie próby, nie zamierzała się poddawać, ale wcale nie oznaczało to, że jej to nie ruszyło. Wolałaby, aby od początku wszystko układało się po jej myśli, ale to jednak nie było takie proste. Wreszcie jednak jej się udało, doprowadziła go do tego stanu. Mogła zająć się tym, co wydawało się jej powodować te dziwne myśli, wspominał o opętaniu, mógł to tak odebrać, jeśli słyszał głos, który pojawiał się znikąd mógł uznać to za taki przypadek.

To nie było jednak w tej chwili istotne, musiała doprowadzić go do porządku, spowodować, że nie będzie go to dłużej prześladowała, skoro obiecała, że to zrobi to zamierzała dokonać tego, jak najlepiej potrafiła. Nie doprowadzając do żadnych szkód, usuwając tylko to, co niepotrzebnie powodowało dyskomfort.

Gdy poczuła, że zrobiła co trzeba wybudziła go z tego stanu obojętności, podczas którego mogła wpływać na jego umysł.

- Nie ma za co. - Powiedziała jeszcze, bo przecież nie było to nic wielkiego. Poczuła satysfakcję, że jej się udało, chociaż nie dawała tego po sobie poznać, bo nie powinno jej to tak cieszyć, tyle, że przypadek był naprawdę wyjątkowo oporny, ale jak widać i z takimi potrafiła sobie poradzić.

- Upomnę się kiedyś o zapłatę, a teraz możesz już iść, przez jakiś czas może to do Ciebie wracać, ale jestem pewna, że pozbyłam się problemu, daj sobie czas. - Dodała jeszcze, musiał wiedzieć, że powrót do normalności mógł trochę potrwać, ale na pewno już niedługo ta przypadłość minie zupełnie.

Pożegnała się z nim, po czym kiedy opuścił Outlandera zamknęła drzwi na klucz, koniec pracy na dzisiaj.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4849), Pan Losu (58), Philippa Barclay (3984)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa