26.10.2025, 14:53 ✶
13.09.1972 późne popołudnie, Burke's Crossroads
Obracając się miała jeszcze na twarzy uspokajający uśmiech, który momentalnie przeobraził się w pewną skupienia twarz. Jej delikatna smukła dłoń, która pewnie trzymała ramie mężczyzny teraz zacisnęła się niemal wbijając paznokcie w jego ciało. Sekwencja ce-wu-en dotarła do swojego najbardziej nieprzyjemnego efektu. W jednej chwili ich ciała osunęły się w nieważką nicość gwałtownie odrywając się od fizyki świata jaki znają. Było to ostatnio znośnie wrażenie procesu. Zanim jeszcze umysł mógł zarejestrować to doświadczenie już na ciało zaczynała napierać cała materia miejsca docelowego. Całe ciało osoby na jedną krótką chwilę trafia do powoli rozprężającego się kokonu z materii =znajdującej się w nowym położeniu. Każdy twardy element - guziki, pasek, broszka... każdy takie element na jedną krótką chwilę wbijał się boleśnie w ciało dociskane sprasowaną garderobą.
Kiedy ucisk zelżał pojawiło się ostatnie znajome odczucie. Gwałtowne, wywołujące mdłości, przypomnienia o powrocie z nicości do świata materialnego. Najwyraźniejsza jest grawitacja, która uświadamia człowiekowi jego ciężar. Ceolsige zwyczajowo i dla bezpieczeństwo celowała zawsze kawałek nad podłogą. Tym razem jednak przedobrzyła i pojawili się dobre dziesięć centymetrów nad podłogą. Wrażenie brakującego stopnia chwyciło ją kiedy próbowała zachować równowagę.
Uczucie wymiotów uderzyło z przezornie niemal pustego żołądka. Nie mniej, wcześniej ustawiła w saloniku dwie duże misy... na wszelki wypadek.
Wszystko wydawało się odbywać niemal rutynowo. Trafili do jej saloniku na parterze. Dwa miękkie fotele, stolik, biblioteczka, kominek... wszystko wyglądało znajomo i normalnie. Nawet charakterystyczne wzory zacieków na dotychczas kremowych ścianach się zgadzały.
Odwróciła się w stronę aportującego się z nią mężczyzny. Uświadomiła sobie w tej chwili, ze nadal kurczowo ściska go za ramię do tego stopnia, że aż ją palce pieką. Delikatnie poluźniła uchwyt ale nie puściła. Przełknęła gulę w gardle i przybrała uprzejmy, nieco przepraszający uśmiech na zdecydowanie bledszej niż zwykle twarzy.
- Jesteśmy na miejscu. - w melodyjnym głosie natomiast, nie było śladu po trudnym doświadczeniu szybkiej podróży - Jak się czujesz? Może usiądziesz. - zaproponowała, delikatnie naciskając na jego ramię by skierować go na fotel obok stolika gdzie stały misy.