Stanąłem przy granicy, na rozstajach - tam, gdzie z polnej drogi robiła się trzy ścieżki, które kilka metrów później znikały w półmroku. Czekałem na resztę, wsłuchując się w skrzypienie gałęzi poruszanych wiatrem i w ten nierówny rytm stukotu mojego własnego serca, który pojawiał się zawsze, gdy znajdowałem się za blisko miejsc, które znałem z dzieciństwa. Nie dlatego, że były szczególnie złe. A może jednak? Dzieciaki z Little Hangleton mówiły o ciałach, które podobno huśtały się w ciemnościach na suchych konarach, o duchach skazańców, o zaklęciach i o klątwach, które ponoć tu przędły własne sieci z ludzkich głosów, mamiąc wędrowców i zsyłając na nich szaleństwo. Dla mnie to miejsce miało inny ciężar. Nie mit, nie plotkę, a wspomnienie.
Znałem tę ziemię lepiej, niż bym chciał.
Ścieżkę na północ, która prowadziła do stawu, kamień, pod którym zawsze gromadziły się salamandry, dąb, który ktoś przed laty spróbował podpalić, a który mimo wszystko przetrwał, pociemniały, z bliznami. Wszystko tu było takie samo jak wtedy, tylko mniejsze, albo to ja urosłem. Dom, który mieliśmy sprawdzić, znajdował się głębiej, chociaż nie w samym Lesie Wisielców, a przynajmniej nie w tej jego oficjalnej części - leśna posiadłość, podobno przed laty należała do jakiegoś zamożnego kolekcjonera artefaktów.
Odwróciłem się w stronę drogi, nasłuchując kroków - jeszcze ich nie było. W kieszeni kurtki obracałem różdżkę między palcami, tak dla zajęcia dłoni, nie z niepokoju, ale coś w tej ciszy miało w sobie napięcie. Westchnąłem, zaciągając się powietrzem, wrzesień w Little Hangleton zawsze miał w sobie coś niepokojąco znajomego, jakby świat co roku odtwarzał ten sam, nie do końca przyjemny zapach dzieciństwa, pachniało mokrą ziemią, zbutwiałymi liśćmi i dymem z dalekich kominów w wiosce. Nie chciałem wspominać, nie chciałem wracać do tamtych dni, do tamtego domu, do krzyków i ciszy po nich, ale każde drgnienie liścia, każde pęknięcie gałęzi gdzieś w głębi lasu zdawało się przypominać, że przeszłość nie potrzebowała zaproszenia, żeby wrócić. Gdzieś w oddali zakrakała wrona, echo poniosło się pośród drzew, niechętnie przyznałem przed sobą, że to miejsce coś we mnie poruszało. Tak - tutaj wszystko się zaczęło, chociaż wolałbym, żeby nigdy nie musiało.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)