Być może można to było uznać za niepotrzebne, ale Geraldine nie zamierzała tego odpuścić. To, że znaleźli się w tym miejscu było ich wymysłem, no, może bardziej pomysłem. Tak, Benjy znał się na swojej robocie, ale nie oznaczało to wcale tego, że pozwoliliby mu być zdanemu samemu na siebie. Przyprowadzili go tutaj, byli obok, nie mogli mieć pewności, że tamta sytuacja się nie powtórzy, musieli czuwać i gwarantować wsparcie, jeśli będzie potrzebne.
Nie chodziło o to, że chciała podważać jego kompetencje, nie, wiedziała, że żadne z nich nie ma podobnego doświadczenia, był naprawdę świetnym klątwołamaczem, jednak nie oznaczało to, że zostanie tutaj pozostawiony sam sobie. Mieli poczekać, dać mu czas, żeby wszystko sprawdził, a gdy minie go zbyt wiele, gdy nie przyjdzie im się pokazać, lub się nie odezwie, że wszystko z nim w porządku, to będą mogli zareagować, wyciągnąć go stamtąd, jeśli pojawi się taka potrzeba. Całkiem proste rozwiązanie, które chyba mogło zostać uznane za kompromis. Nie będę mu wchodzić w drogę, gdy będzie dokonywał swojego rekonesansu, a oni będą wiedzieć kiedy ewentualnie mogą sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Prosty układ, zresztą miał dotyczyć tylko momentu, w którym coś pójdzie nie tak, a póki co chyba nastawiali się na lepszą wersję.
Ostatnim razem iluzja pojawiła się ledwie po tym, jak znaleźli się w ogrodzie. Tym razem mogli podejść do domu bez żadnych rewelacji. Może faktycznie wtedy udało im się przerwać jakąś pętlę? Nie miała pojęcia, pewnie się tego dowiedzą, kiedy Benjy znajdzie się w budynku. Nie wątpiła to, że po tym czymś zostały jakieś ślady, być może nawet dowiedzą się jakichś konkretów, bo trudno jej było stwierdzić z czym dokładnie mieli wtedy do czynienia.
Ambroise oczywiście się z nią zgodził, nie żeby ją to zdziwiło, znała jego podejście na temat ryzyka, kiedy było potrzebne to je podejmował, tak jak i ona, jednak nigdy nie zostawiał swoich za sobą. Działali podobnie. - W porządku. - Mieli więc swój kompromis, Benjy nie kręcił nosem na ten czas, więc chyba nie było tak źle.
Wokół panowała praktycznie grobowa cisza, przez co każdy z ich kroków był bardzo wyraźnie słyszalny. Nie wydawało się Geraldine, że ktoś poza nimi znajdował się obok. Nie wyczuwała również żadnych bestii w okolicy, jednak jej zmysły nie reagowały na wszystko, duchy znajdowały się poza zasięgiem jej radaru, a i one mogły uznać ten dworek za atrakcyjny do zamieszkania.
Szła za nimi, na samym końcu tego korowodu, w ręce trzymała różdżkę, była gotowa do ewentualnego ataku, ale nie wydawało jej się, aby coś miało na nich wyskoczyć, przezorność jednak w przypadku takich miejsc była uzasadniona.
- Nawet trochę za bardzo spokojnie. - Odezwała się na słowa Fenwicka. Nie do końca ufała takim miejscom, cisza była bowiem dość ciężka, a spokój mógł być złudny.
Cisza została przerwana, zmrużyła oczy, aby zlokalizować źródło dźwięku, był przytłumiony. Nie do końca umiała go zweryfikować przez to, że nie był wyraźny. Benjy dość szybko stwierdził, że dochodził z piwnicy. W miejscach jak to zazwyczaj coś znajdowało się, albo w piwnicy, albo na strychu, nie wiedzieć czemu. - Przez to okno raczej nie dostaniemy się do środka. - Spojrzała na te malutkie okienko, żadne z nich nie dałoby rady się przez nie przecisnąć, trzeba było znaleźć wejście.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)