16.11.2025, 20:05 ✶
Gdyby Spalona noc nie była niedawną traumą, powiedzieć można by, że wybuchł pożar. Gaszenie go wymagało chyba jedynie rozmowy z płomiennowłosą Rowle. Choć uprzedzenie Millie, żeby nie zaogniała sytuacji też na pewno mogłoby pomóc. Szczególnie, że Moody miała ten talent, że umiała coś powiedzieć i zszokować ludzi swoimi słowami tak, że trudno było sformułować odpowiedź.
Icarus więc wstał. Podszedł do Mony, ujął jej zdrową dłoń. Popatrzył na nią tym swoim Prewettowym szczenięcym wzrokiem. Czule i łagodnie.
— Mo, Millie chciała mi pomóc i powróżyć mi o tym, jak się nam będzie układało. Mi i tobie. Jest moją przyjaciółką, to prawda, ale to wszystko. Kiedy ją pierwszy raz spotkałem... — musiał wziąć głęboki oddech, by przywołać to wspomnienie. Nie było to takie łatwe, szczególnie, że znajomość z Millie była dosłownie jedyną dobrą rzeczą, która wynikła z tamtego dnia. — Uratowała mnie przed syreną. Syreną, która wtedy przypominała mi... ciebie — powiedział, po czym odwrócił się do Moody. — Nie wiem, czy wtedy ci o tym mówiłem. O tym, że przypominała mi Monę i o tym, że wtedy... Nieważne zresztą.
Ta jedna informacja wystarczyła. Nie chciał opowiadać o tym, że wtedy, tamtego dnia, chciał skoczyć jeszcze przed pojawieniem się syreny.
— Jeśli syrena specjalnie przystraja się w twoje piórka, Mo, to chyba jest oznaka tego, że zawsze, nawet, gdy byliśmy rozdzieleni, moje serce należało tylko do ciebie. Nie chcę teraz tego spieprzyć. Czy to dziwne, że chciałbym znać przyszłość?
Icarus więc wstał. Podszedł do Mony, ujął jej zdrową dłoń. Popatrzył na nią tym swoim Prewettowym szczenięcym wzrokiem. Czule i łagodnie.
— Mo, Millie chciała mi pomóc i powróżyć mi o tym, jak się nam będzie układało. Mi i tobie. Jest moją przyjaciółką, to prawda, ale to wszystko. Kiedy ją pierwszy raz spotkałem... — musiał wziąć głęboki oddech, by przywołać to wspomnienie. Nie było to takie łatwe, szczególnie, że znajomość z Millie była dosłownie jedyną dobrą rzeczą, która wynikła z tamtego dnia. — Uratowała mnie przed syreną. Syreną, która wtedy przypominała mi... ciebie — powiedział, po czym odwrócił się do Moody. — Nie wiem, czy wtedy ci o tym mówiłem. O tym, że przypominała mi Monę i o tym, że wtedy... Nieważne zresztą.
Ta jedna informacja wystarczyła. Nie chciał opowiadać o tym, że wtedy, tamtego dnia, chciał skoczyć jeszcze przed pojawieniem się syreny.
— Jeśli syrena specjalnie przystraja się w twoje piórka, Mo, to chyba jest oznaka tego, że zawsze, nawet, gdy byliśmy rozdzieleni, moje serce należało tylko do ciebie. Nie chcę teraz tego spieprzyć. Czy to dziwne, że chciałbym znać przyszłość?