• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni

[Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#11
19.11.2025, 01:18  ✶  

Heather nie do końca wierzyła w słowa Brenny o tym całym wypadku, co było całkiem zabawne, bo najwyraźniej Erik przyjął jej słowa za pewnik. Nie negował niczego, co miała do powiedzenia siostra, ta lojalność była czymś niesamowitym, a może i nawet przerażającym. Niestety nigdy nie miała się dowiedzieć, jak to jest, bo Ruda nie miała rodzeństwa, nie wiedziała, z czym się to je. Niby miała Charliego..., ale ich relacja przynajmniej kiedyś zmieniała się jak w kalejdoskopie, mimo wszystko nadal uważała, że był jej najbliższy do brata niż ktokolwiek inny.

- Mam wrażenie, że cisza byłaby bardziej kojąca. - Heather nie omieszkała wtrącić swoich dwóch groszy. Miała wrażenie, że Zakon powoli zaczynał się dzielić. Ludzie mieli bardzo różne podejścia do przemocy, jedni chcieli zabijać wrogów, inni wręcz przeciwnie, póki co sama nie zadecydowała jak to jest z nią. Mogła komuś zrobić krzywdę, czy jednak byłaby w stanie żyć ze świadomością, że odebrała komuś życie. Niekoniecznie. Nie chciała podejmować takich decyzji nieprzemyślanie, wolała mieć czas, żeby to wszystko przemyśleć, a miała wrażenie, że zaczyna jej go brakować i wcale jej się to nie podobało. Na szczęście nikt nie wymagał od nich nakreślenia swojego zdania, gdyby tak było nie wiedziałaby co powiedzieć, zresztą nie miała zamiaru dzielić się tym ze starymi dziadami, którzy mieli między sobą jakiś problem, ona była nim nieskalana, młoda, czekała na nią jakaś przyszłość, kiedy tamci właściwie nie mieli nic do stracenia, bo przecież tak, czy siak niedługo mieli umrzeć, bo przecież byli starzy. Nie mogli wymagać tego, że młodzi będą w stanie szybko się określić, po wojnie miało nadejść coś, a nie chciałaby skończyć w Azkabanie przez to, że zabiła śmierciożerców, bo i oni byli ludźmi.

- Moim zdaniem oni nie zrozumieli kontekstu, nie możemy narażać przecież wszystkich, to nie jest bezpieczne, musimy dbać o tych, którzy nie będą w stanie się obronić. - Rzuciła jeszcze na komentarz Erika. Gdyby miała prosić Camerona o pomoc, nie wyobrażałaby sobie wymagać od niego tego, że zadeklaruje pełne poświęcenie. Nie wszyscy byli wojownikami, nie od wszystkich powinno się tego wymagać, co chyba nie do końca było zrozumiane dla niektórych obecnych na spotkaniu, wszystko albo nic. To nie do końca tak działało, nawet ona, która przecież była bardzo młoda zdawała sobie z tego sprawę, mogła podejmować decyzje za siebie, nie za innych, nie podobało jej się to, że dążyli ku ostracyzmowi.

- Dzięki. - Rzuciła jeszcze w stronę Longbottoma, który docenił to, że tym razem postanowiła milczeć. Nie wydawało jej się konieczne wychylanie się tym razem, już na ostatnim spotkaniu zwróciła na siebie uwagę, wolała więc nieco wtopić się w tło, choć miała opinię chyba na każdy możliwy temat.

- Nie możemy wymagać tego, że ludzie będą chcieli ryzykować wszystko. - Odparła jeszcze do swojej mentorki, nie podobało jej się takie podejście, wcale. - Czasem, dla niektórych to krok milowy wybrać stronę. - Może nie dla niej, ale wiedziała, że istnieją i takie osoby, które sporo kosztowało określenie swoich poglądów, nie można było od nich wymagać tego, że poświęcą wszystko, każdy robił, to co mógł.

- Jak dla mnie ta wojna medialna jest mocno ryzykowna, jeśli będą to robić anonimowo, to nikt za nimi nie stanie, jeśli ktoś postanowi być twarzą przedsięwzięcia to od razu znajdzie się na celowniku. - To wydawało jej się oczywiste. Mogli publikować artykuły, drukować ulotki, ale każda rewolucja potrzebowała twarzy, w tym przypadku bycie tą twarzą mogło okazać się bardzo szybką drogą do trumny.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
19.11.2025, 23:03  ✶  
Wszedł do posiadłości jako ostatni z racji tego, że Brenna weszła do środka jako pierwsza, a on sam wpuścił przed siebie rudowłosą Heather.

— Również rozumiem ich frustrację, zwłaszcza teraz — skomentował, dość sugestywnie zerkając na budynek Warowni. — Chociaż muszę przyznać, że martwi mnie myśl, że moglibyśmy utracić wyższość moralną nad Śmierciożercami tylko po to, aby dopiąć swego. Zazwyczaj to jest jeden z aspektów, który decyduje o tym, która grupa w konflikcie jest tą dobrą. Orientacyjnie mówiąc. Nie mówiąc już o tym, że nagięcie pewnych... standardów w tej kwestii mogłoby złamać co poniektóre osoby.

Zwłaszcza, gdyby nagle zbiegło się to w czasie z wycieknięciem na zewnątrz informacji o tym, że Zakon w ogóle funkcjonuje, pomyślał markotnie Longbottom. Jak by zareagowali, gdyby gazety podkoloryzowałyby rzeczyiwstość i zaczęły pisać, że w gruncie rzeczy nie różnią tak mocno od zwolenników Czarnego Pana? Pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie tę myśl. Nie no, do aż takiej eskalacji to raczej w szeregach Zakonu nie dojdzie. Na pewno nie dojdzie.

— Ech, a myślałem, że mówię dość konkretnie — mruknął do Heather z miną zbitego wilkołaka psa. — Jak zwykle, próbujesz coś przekazać coś własnymi słowami, a koniec końców wychodzi jak... wychodzi.

Źle mu było z tym, że jego monolog został zinterpretowany tak negatywnie. Czy naprawdę aż tak dziwne było to, że chciałby nie dopuścić do strat w ludziach, jeśli można było ich jakoś uniknąć? Z drugiej strony, może faktycznie myślał zbyt idealistycznie. Ostatnie wydarzenia już pokazały, że miał zbyt pozytywne podejście co do przyszłości Zakonu czy nawet kwestii bezpieczeństwa rodziny. Mimowolnie zerknął na Brennę. Przejęcie od niej nadmiaru czarnych myśli mogłoby mu w tym wypadku nawet wyjść na dobre.

— Nie sądzę, żeby chodziło o kwestie korzystania z czarnej magii czy sięgania po zakazane przez Ministerstwo Magii zaklęcia. Przynajmniej nie stricte. Bardziej o to jak daleko powinniśmy być w stanie się posunąć, żeby osiągnąć własne cele, chociażby pod względem moralnym. Bądź co bądź, człowiek nie potrzebuje różdżki, żeby kogoś zabić — zauważył, wzdychając ciężko na własne słowa. — Mam złe przeczucia co do tego. Póki temat pozostaje w świecie teorii to jakoś przez to przebrniemy, ale jeśli wyjdzie z tego jakiś... burdel... to podejrzewam, że każdy będzie miał opinię na ten temat.

Uśmiechnął się niewesoło. Co prawda to prawda, wystarczyło parę spokojniejszy miesięcy od jego wywiadu dotyczącego Beltane, a teraz zbierali tego plony w formie zrujnowanej Warowni. Czy żałował, że wówczas tak bezpośrednio uderzył w Śmierrciożerców? Nieszczególnie. Ktoś musiał wówczas skierować uwagę społeczności czarodziejów na to, jak śmiało poczynią sobie to zgrupowanie czarnoksiężników. A skoro już był świadkiem tych zdarzeń i brał bezpośredni udział w obronie Polany Ognisk, to równie dobrze mógł to wykorzystać na swoją korzyść. Wiedział, że w pewnym momencie go to dogoni. Po prostu nie spodziewał się, że odwet dotknie jego rodzinnego domu.

— Zależy z jakich środków planuje skorzystać — rzucił, gdy przeszli do tematu wojny medialnej ze zwolennikami konserwatywnych idei. — Nie musi od razu obwołać się z różnicy naczelnym przeciwnikiem Śmierciożerców. Jeśli uda mu się nakierować co bardziej kluczowe osoby z mediów czy polityki w odpowiednim kierunku, to jego własna twarz może zniknąć w zgiełku. Zwłaszcza jeśli wywiążę się z tego jakaś faktyczna dyskusja, gdzie każdy domorosły celebryta czy działacz polityczny będzie chciał dorzucić parę knutów od siebie. — Wzruszył lekko ramionami. — Najgłośniejsze i najbardziej kontrowersyjne głosy siłą rzeczy wybiją się przed szereg. Nie będzie miało większego znaczenia, kto zaczął. Lub kto ich do tego namówił.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
19.11.2025, 23:15  ✶  
- Wiem - odparła Brenna, na moment opierając dłoń na ramieniu Heather. - I mam nadzieję, że inni też rozumieją, że walczyć można na różne sposoby.
Liczyła, że doszło tu do pewnego niezrozumienia, bo nie, nie mogła sobie wyobrazić, że nagle wymagają od medyka, by ruszył na pierwszą linię. To mogło skończyć się tylko w jeden sposób, a mianowicie tak, że nie będą mieli medyków. Niektórych prosiła, by zaryzykowali dla nich wszystko: by narażali życie każdego dnia. Ale potrzebowali zasobów, a nie każdy wytwórca był przy okazji wojownikiem.
– Nie mam na to odpowiedzi, Erik – westchnęła, gdy wspomniał o tym, jak daleko mają się posunąć i że wyjdzie z tego burdel. Bo nie wątpiła, że miał z tym rację. Czarna magia spaczała duszę. Zabicie kogoś, obojętnie w jaki sposób, nie będzie mile widziane w Ministerstwie. Skoro mieli rekrutować nie tylko osoby na sto procent pewne, wyjście na jaw istnienia Zakonu było kwestią czasu, a to oznaczało podwójne kłopoty. – Chciałabym ci powiedzieć, że nie będziemy robić czegoś takiego, ale jesteśmy na wojnie. Mogę jedynie obiecać, że zrobię, co tylko w mojej mocy, aby tego uniknąć. I że na pewno nie będę wymagała najwyższego poświęcenia od ludzi, którzy nie są na to gotowi.
To Voldemort stosował takie metody. Przynależność do Zakonu była dobrowolna. Tak, gdyby ktoś odmówił wykonania rozkazu, w sytuacji, gdy mogło to kosztować ich zbyt wiele, kolejny zapewne już nigdy by nie przyszedł, ale miał prawo odmówić: i każdy z osób je wydających powinien zastanowić się, jakie będą rozkazy jego wykonania. Musiała zorientować się, jak dokładnie wyglądała tu sytuacja.
- Myślę, że Jonathan doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka, Heath. Może czasem wydawać się beztroski, ale to człowiek, który wie wiele o innych ludziach. Na razie nie wiem jeszcze, co dokładnie planuje, nie ma więc po co tego dokładnie omawiać. Prasę i całe to... budowanie otoczki... na pewno rozumie dużo lepiej ode mnie.
Próbowała zachowywać spokój. Szukać rozwiązań. Układać sobie w głowie, co zrobić dalej. Jej jasność myśli była jednak wciąż zaćmiona, a w umyśle raz po raz odtwarzała się ta scena: płonące drzwi Warowni. Jej różdżka, zaklęcie, które miało ugasić ogień, a zamiast tego go przywołało. Udawała, że wszystko jest w porządku, choć nie było - głównie dlatego, że zamierzała jutro iść do specjalisty i...
I wtedy się okaże. Co i ile musi im powiedzieć. O tym, że ma pewne problemy z ogniem, już wspomniała na zebraniu, nie chciała wdawać się w więcej szczegółów. Nie tutaj. Nie, gdy oboje zdawali się tak przygnębieni i niepewni, i nie potrzebowali, aby dołożyła im na ramiona większy ciężar.
- Ja na razie... myślę, że rozpaczliwie potrzebuje sposobu na kontaktowanie się ze sobą. Ja i Heather znamy fale... i na Lammas wygrałam też takie lusterko - powiedziała, wyciągając z kieszeni jedno z lusterek dwukierunkowych. - Dałam drugie Dorze, ale potrzebujemy tego bezwzględnie więcej. Byłoby dobrze, gdybym mogła kontaktować się z tobą, Erik, z Jonathanem, skoro został wybrany, żebyśmy mogli szybko się porozumiewać... a idealnie gdyby któreś z nas mogło kontaktować się też z Albusem, ale zwykłe lusterka nie mają do tego dostatecznie dużego zasięgu. Któreś z was brało udział w tamtej loterii?
To przynajmniej było coś, co była w stanie ogarnąć myślami w tej chwili, gdy co rusz dotykały ją omamy, i gdy po Spalonej Nocy próbowała jakoś poskładać siebie i to, co ją otaczało.
- Jest coś jeszcze, co chcecie omówić, poza tym?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#14
24.11.2025, 10:07  ✶  

Wood uważała, że Erik ma rację. Nie powinni zniżać się do tego poziomu, nie powinni sięgać po podobne narzędzia, bo przecież wtedy będą tacy sami jak ich przeciwnicy. - Zgadzam się, nie wyobrażam sobie, że nagle mielibyśmy zacząć zabijać ludzi. - Nazywała rzeczy po imieniu, bo przecież o tym rozmawiali na dzisiejszym spotkaniu. Powinni ich wyłapywać, zamykać, a nie zabijać i nie miała zamiaru zmienić zdania, chyba, że chodziło o obronę własną, to było co innego.

- Do niektórych chyba trzeba mówić łopatologicznie. - Skoro nie byli w stanie zrozumieć prostego przekazu, Ruda nie zamierzała się szczypać, mówiła wprost to, o czym myślała. Nie podobało jej się to w jaki sposób przebiegła tamta rozmowa.

Odetchnęła głośno na słowa Brenny. Nie do końca wiedziała, co mieli na myśli, czy naprawdę sądzili, że rzemieślnicy, czy medycy rzucą się do walki? Przecież to było dla nich samobójstwo, straciliby cennych ludzi, którzy mogli pomóc im w inny sposób. - Nie wiem, nie wyobrażam sobie tego, to droga do autodestrukcji. - Przynajmniej jej zdaniem, na szczęście podczas tej rozmowy nie musiała gryźć się w język, Longbottomowie wiedzieli do czego zmierza i mieli podejście podobne do tego jej, rozumieli, że każdy miał swoje miejsce, swoją fukncję podczas tej wojny. - To byłaby rzeź. - i nie, nie zamierzała zmienić zdania.

- Możemy zorganizować szkolenie z fal, jeśli ktoś będzie chciał się ich nauczyć, nie ma lepszego sposobu komunikacji od nich. - Widziała przecież, jak to ułatwiło jej i Brennie utrzymywanie kontaktu podczas akcji. Nie sądziła jednak, że każdy będzie w stanie to opanować. Lusterka, te też miały sens, tylko ile będą w stanie ich zorganizować?

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
24.11.2025, 22:56  ✶  
— Tak. W razie czego też mam jeden zestaw lusterek u siebie. Nie miałem tylko okazji sprawdzić, jak się sprawuje w praktyce, więc nie wiem w jakim jest stanie po tym wszystkim — uprzedził siostrę, krzywiąc się lekko. Wprawdzie zwierciadło nie powinno się zepsuć po kilku tygodniach nieużytkowania, ale kto wie, czy pożar w Warowni jakoś nie wpłynął na jego działanie? Westchnął cicho. Wszystko wskazywało na to, że niedługo będzie okazja przekonać się, czy powinien pożegnać się z tą pamiątką. — Dobry pomysł z tym bezpośrednim kontaktem do Albusa. Jeśli znowu padnie komunikacji, jak przy Spalonej to wysłanie nawet częściowo zrozumiałego komunikatu będzie na wagę złota. O ile będzie w stanie jakoś zareagować.

Pokręcił powoli głową, pozwalając, aby Heather przemówiła jako pierwsza. Prawdę mówiąc nie miał już zbyt wiele do przekazania Brennie, a ciągłe dzielenie się tymi samymi troskami oznaczałoby ciągłe rozgrzebywanie tych samych tematów. A po tym ciężkim, pełnym emocji dniu chyba każde z nich zasłużyło na chwilę odpoczynku. Zwłaszcza Brenna, która przyjęła nieoczekiwany awans.

— Możemy przetestować to szkolenie na mnie — rzucił z nutą niepewności w głosie. — Wprawdzie podczas pierwszych treningów, kiedy rekrutowałem się do departamentu, to okazało się, że nie mam jakiegoś wielkiego talentu, ale od tamtej pory minęło sporo czasu. Może tym razem pójdzie łatwiej, jak będę miał do pomocy takie dwie cudowne nauczycielki.

Przekrzywił głowę, aby zaraz wlepić ciekawskie spojrzenie w Heather.

— Mam nawet coś na wymianę, żeby nieco osłodzić tę umowę — rzucił takim tonem, jakby właśnie zdradzał jej wielką tajemnicę. — Mogę... Dać się kontakt do pewnego klątwołamacza. Dalej mieszkacie w Londynie, nie? — Zerknął na dziewczynę, przywołując jednocześnie do siebie za pomocą różdżki ołówek i skrawek pergaminu. — Nie wiem, czy już pozbyliście się ewentualnych problemów po Spalonej, ale ten facet, Benjy, odwala całkiem niezłą robotę. Jakiś czas temu zabezpieczał klubokawiarnię Nory na Pokątnej. — Zerknął na siostrę i rudowłosą brygadzistkę, aby po chwili przekazać Rudej kartę z kontaktem do mężczyzny. — Nie żebym jakoś specjalnie go reklamował, ale skoro operuje na terenie Londynu, to może do czegoś ci się przyda. Albo twojemu... Narzeczonemu? Mężowi?

Zmarszczył czoło. O tej parze krążyło w prasie tyle plotek, że przy natłoku wszystkich innych informacji z kraju, Erik nie do końca orientował się w tym statusie quo. Pamiętał, że Lupin zjawił się najpierw na wiosennym balu, potem buszował gdzieś na Polanie Ognisk, a koniec końców wylądował nawet na ognisku Brenny. Niektórzy to mają farta. Niby konflikt, niby wojna, a życie toczy się dalej, pomyślał przelotnie. Wood to dopiero była w czepku urodzona.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
24.11.2025, 23:22  ✶  
Nie miała zamiaru oczekiwać, że medyk czy rzemieślnik będzie walczył i zabijał. Nie miała zamiaru też oczekiwać, że zrobią to Heather, Dora albo Erik. Nie chciała używać czarnej magii: ale jednocześnie wiedziała, że znalazła się w momencie, w którym pragnęła, aby śmierciożercy zapłacili za swoje zbrodnie. W którym wiedziała, że Voldemorta nie powstrzymają ściany Azkabanu. I że jeśli chciała wsadzić śmierciożercę to więzienia to nie dlatego, że traktowała to jako bardziej litościwe. Nie było takim.
Czy tym razem, gdyby natknęła się na wykrwawiającego się śmierciożercę, znów nie pozwoliłaby mu umrzeć? Były dni, gdy wydawało się jej, że nie, i takie, gdy mogłaby przysiąc, że tak: patrzyłaby jak uchodzi z niego życie i nie czuła niczego.
Nie było łatwych dróg. Już nie. Na każdej przyjdzie im za coś zapłacić.
– Nie chcę, żebyś sięgała po czarną magię. I nie chcę, żebyś musiała kogoś krzywdzić – powiedziała w końcu, posyłając Heather uśmiech. Przynajmniej to mogła powiedzieć z całą pewnością. – Zresztą, to nie tak, że możemy przygotować tu jakieś wytyczne, których wszyscy mają się trzymać. W tej chwili istotniejsze jest zorganizowanie naszych działań. Zbadanie sytuacji w Ministerstwie, ogarniecie popiołów po Spalonej… i przygotowanie się, bo to przecież nie jest koniec. Erik, jeśli masz zamiar uczyć się fal, może dasz jedno z tych lusterek Norze? Moje ma dość słaby zasięg, ale było nieocenione podczas Spalonej. Ewentualnie jeżeli to z falami nie wyjdzie… to mogłaby wziąć je Heather albo ja.
A w ten sposób pocztą pantoflową, mogłaby przekazać informację Brennie albo Erikowi od nich nawzajem. Niezależnie od tego, jakiej jakości było lusterko… na pewno mogli jakoś je wykorzystać.
– W razie czego Thomas też na pewno pomoże, chociaż teraz ma masę zleceń. Wyjął… to coś… co siedziało tu w ścianach – dorzuciła, przenosząc spojrzenie z powrotem na spękaną ścianę.
I wzdrygnęła się mimowolnie, bo przez ułamek sekundy…
…zdawało się jej, że coś tam jest.
Omamy.
Cholerne omamy.
Odetchnęła, raz, drugi, trzeci. Nie mogła wziąć się w garść na tyle, by faktycznie rozsądnie porozmawiać z Heather i Erikiem – a naprawdę chciałaby móc powiedzieć coś na tyle rozsądnego, by ich jakoś podnieść na duchu.
– Wpakowałeś się, braciszku – stwierdziła więc zamiast tego i poklepała Longbottoma po ręku. – Chodźmy stąd. Myślę, że wszystkim nam dobrze zrobi filiżanka herbaty.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2484), Erik Longbottom (2039), Heather Wood (1628), Pan Losu (63)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa