• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[11/12.09.1972, noc] Nie zamykaj oczu | Charlotte, Baldwin

[11/12.09.1972, noc] Nie zamykaj oczu | Charlotte, Baldwin
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#1
27.10.2025, 09:27  ✶  
11/12 września 1972
Noc

11 września ciągle miała wrażenie, że ktoś za nią chodzi. Gdy przemierzała popalone ulice Londynu, które starano się odbudować, ciągle miała wrażenie, że czuje na plecach czyjś wzrok. Lecz gdy odwracała się, gotowa unieść pięść i przypierdolić zboczeńcowi, który gapił się na jej tyłek: za nią nie było nikogo. Przeszła na Nokturn, chcąc odwiedzić Oczko, ale to nie pomogło. Tam, odkąd związała swoje losy z Madame Fontaine, czuła się bezpieczna, lecz teraz... Teraz miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Nie miała pojęcia, kto to mógł być - czy to były głupie żarty, czy może Fontaine ją sprawdzała? A może to ktoś z jej wrogów ją obserwował? Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Chciała tylko, by to idiotyczne uczucie zniknęło, tak jak osoba, która obłapiała ją wzrokiem. Zrezygnowała więc z wizyty w Czarcim Oku, i tak miała mieć dzisiaj wolne. Zamiast do pubu udała się po prostu do domu koleżanki. Tam miała ciepły kąt, osobne pomieszczenie i mogła się przekimać. Nie mogła tam zostać co prawda na długo, ale na ten moment wystarczało. Miała swoje klucze, jej koleżanki jeszcze nie było - wzięła szybki prysznic, przebrała się w pożyczoną piżamę i zakopała pod kocami. Była zmęczona tym wszystkim, a przede wszystkim była zmęczona brakiem dachu nad głową. Sen dość szybko ją zmorzył, a ona usunęła się w marzenia - a przynajmniej tak jej się wydawało.

Scena 1



Gdy się obudziła, czuła strach. Paniczny strach, który sprawił, że nie mogła się ruszyć. Słyszała ciężkie kroki, które zdecydowanie nie należały do jej koleżanki, chudej jak patyk, trochę dziwnej ale miłej. Krok miała miękki i sprężysty, a na pewno nie posuwała nogami tak, jak to co teraz słyszała. Chciała sięgnąć po różdżkę, lecz jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Drzwi, które przecież zamknęła na sto procent, uchyliły się, a w szparze w drzwiach błysnął nóż. Jaśniał jak stado świetlików, oświetlając dziwną twarz. Półłysa glaca, szeroki rozstaw oczu, szerokie usta... Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Widziała tylko, jak on się zbliża, unosząc narzędzie. Czy to miał być jej koniec? Miała umrzeć tak młodo w nie swoim łóżku? Charlotte sparaliżował strach, co się do tej pory nie zdarzało. Chciała uciekać, chciała się szarpnąć, wezwać pomocy. Ale nie mogła, leżała jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie, jedyne co mogła robić to patrzeć na mężczyznę, który z dziwnym uśmiechem nachylał się właśnie nad jej bezwładną postacią, unosząc ostrze.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Scenariusz Sumy Przypadków: klik
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
29.10.2025, 16:51  ✶  
Życie na Nokturnie jest ciężkie. A co dopiero życie takiego nieszczęsnego panicza Malfoy’a. Cały dzień poświęcili na gromadnym sprzątaniu Necromomiconu, co samo w sobie nie brzmiało tak źle (jeśli wyjąć z równania zgubioną głowę lalki, trzy bardzo charakterne baby biorące w owym sprzątaniu udział i starego Malika, który za nic nie chciał się pozbyć wszystkich gratów i śmieci znoszonych latami do zakładu), ale … wróć. To była dłuższa historia, która zapewne kiedyś opowiedziana zostanie. Ale nie dziś.
Tak czy inaczej, gdy padł tak o suchym pysku śnił o tym co najpiękniejsze. Nie, nie o Scarlett. O tym co drugie… nie, nie o Lorraine. Trzecie? Nie, też nie o Oleandrze. Nieważne. Alkohol stał gdzieś bardzo wysoko na tej liście.

Scena 1



Siedział jak gdyby nigdy nic na schodkach przed Dans Macabre, grając w karty z jakimś bezdomnym Nokturniarzem i popijając winko z butelki. I nic ABSOLUTNIE nic humoru Baldwinowi zepsuć by nie mogło, gdyby nie fakt, że gruby, łysy typ mu potrącił butelkę. W dodatku nie przeprosił. Ani me, ani be, ani pocałuj mnie w dupę. Po prostu lazł jak to cielę dalej. A że przez niego Malfoy nie zauważył jak Nokturniarz podejrzał karty to straty oszacowano na pół butelki domowego porzeczkowego sikacza i dwanaście sykli.
Co za głupi chuj. stwierdził jakże elokwentnie. Ta zniewaga krwi wymagała, ale żeby dojść do etapu krwi to najpierw trzeba było gościa dorwać. Więc zwlókł się ze schodków, pokazał środkowy palec karcianemu koledze i lekko się chwiejąc ruszył na przygodę.
Gość skręcił w boczną uliczkę - Baldwin za nim. Wszedł do kamienicy - Baldwin zrobił tup tup tup po schodach i był na górze. Wlazł do jakiegoś mieszkania - Malfoy nawet nie pomyślał że nie wypada i wpakował się do środka.
Przygoda zakończyła się w sypialni.
Ale nie do końca tak jak Baldwin to sobie wyobrażał.

Typ jak na ostatniego creepa przystało nachylił się nad jakąś bogom ducha winną dziewczyną. Aha. Zajebiście. Najpierw niszczenie mienia (jego butelki z winem) a teraz morderstwo. No grabił sobie. W każdym innym przypadku Baldwin grzecznie by zaczekał aż jaśnie pan skończy, bo w końcu nie ma co przeszkadzać artyście przy pracy, ale… wychylił się z ciekawości, żeby tylko podejrzeć co to za ciekawy okaz leży w łóżeczku. Chwila. Moment. Czy to nie Mulciberówna?
- Oy! Pojebało?- Warknął. Różdżka znalazła się w jego ręku zanim zdążył pomyśleć. - Ale od naszej Charlie to ty się odpierdol z łaski swojej. Madame mi łeb przy dupie upierdoli!
Charlie… Charlie… z czymś mu się jeszcze kojarzyło to imię. Rzucił zaklęcie próbując transmutować nóż w pierwszą lepszą rzecz jaka mu przyszła na myśl.
No bo wiadomo, że jak Charlie to Mulciber to…

Transmutacja noża w chujoświeczkę
Rzut O 1d100 - 66
Sukces!


Nie, nigdy nie był orłem (ani innym pierzastym przyjacielem) z transmutacji, ale kto nie próbuje ten nie pije szampana.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#3
09.11.2025, 20:28  ✶  
Tego się nie spodziewała. Nie spodziewała się, że nagle zza pleców mężczyzny wychynie tleniona blond głowa Baldwina, który zacznie coś krzyczeć. Ale od naszej Charlie to ty się odpierdol z łaski swojej - to było jak miód na jej uszy. I trochę na serce. Charlotte Mulciber była osobą, która bardzo, ale to bardzo łaknęła miłości. Nie akceptacji, ale miłości i bezinteresownego zainteresowania, sympatii płynącej prosto z duszy i serca. Jej własne na moment przestało bić i zaczęło się rozpływać, gdy zaraz po tym nie padły kolejne słowa.

A więc to tak, chuju? Bo Madame ci głowę urwie? Miałaby uwierzyć, że nie czuł ani odrobiny sympatii, płynącej w jej stronę, a wszystko to przez Madame? Chuj ci w oko, Baldwinie Malfoy, bo w dupę to nie zasługujesz - tak by mu powiedziała, gdyby mogła cokolwiek powiedzieć. Zaraz jednak na jej oczach nóż zmienił się w chujoświeczkę, która była tak abstrakcyjna, tak nie na miejscu, że spowodowała gwałtowne wciągnięcie powietrza w płucach.

A potem mogła się ruszyć. Chciała przekoziołkować z łóżka, rzucić się gwałtownie, ale zamiast tego zaczęła krzyczeć. Nie krzyczała nic konkretnego, z jej gardła wydobył się po prostu czysty, pierwotny wrzask przerażonej osoby, który odbijał się od ścian nieco zbyt mocno. A mężczyzna, który jeszcze chwilę temu nachylał się nad jej łóżkiem, uśmiechnął się bez sympatii. Jego puste oczy zamigotały, a potem bezgłośne puff sprawiło, że zniknął. Teleportował się? Bez różdżki? Ale teleportacja nie zostawiała za sobą strużki dymu.
- Gdzie... Gdzie on jest? - przestała się drzeć, spadła z tego łóżka i gruchnęła o ziemię. Zabolało, to chyba nie był sen.

A potem świat zawirował.

Scena 2


Obudziła się we własnym łóżku, zlana potem. To był tylko sen, pieprzony sen. Ale dlaczego, do kurwy nędzy, przyśnił jej się akurat jakiś creep, i wyjątkowo nie miała tu na myśli Baldwina? Serce łomotało w jej piersi, pragnąc wydostać się z klatki żeber, by uciec na wolność i przestać pompować krew. Musiała złapać się na wysokości mostka, żeby upewnić się, że organ nie zamierzał wyskoczyć. Bolała ją lewa ręka, co było dziwne, bo nie pamiętała, żeby po drodze do domu się uderzyła. Spociła się, a prawa ręka piekła żywym ogniem. Odruchowo sięgnęła do szafki nocnej w poszukiwaniu maści. Dawała naprawdę mało, szczególnie w sytuacjach takich jak ta, ale na moment mogła przynieść ulgę. Pamiętała to, co mówiła jej mama - nie drap, bo zostawisz blizny. I chociaż miała gdzieś te blizny, to jednak zdążyła już się zorientować, że drapanie tylko pogarszało sprawę.
- Chore pojeby - poskarżyła się samej sobie, wcierając białą maść w srebrny rumień, który naokoło czerwienił się jak krew.
- Tak myślisz? - szept, który rozległ się z jej szafy, zmroził krew w jej żyłach. Drzwiczki skrzypnęły, ale ona nie czekała. Wyskoczyła z łóżka jak oparzona i rzuciła się do drzwi. Drzwi sypialni, potem wejściowe, które nie były zamknięte, a przeciez na pewno je zakluczała!

W niebieskiej piżamie w brązowe misie, na boso, wybiegła na ulice Nokturnu. Bez butów, bez różdżki. Wciąż słyszała za sobą kroki. Ludzie obdarzali ją dziwnymi spojrzeniami, ale nie odsuwali się. Musiała się przepychać, a za sobą słyszała cichy śmiech.
- Baldwin! Baldwin, ratuj! - przyśnił jej się poprzednio, bo musiał być blisko. A może to kolejna sztuczka jej mózgu albo daru, który w sobie miała? Siedział na schodach i pił wino prosto z butelki. - Baldwin, kurwa mać!
Doskoczyła do niego. Był jedyną osobą, którą znała w morzu ludzi, którzy patrzyli na nią dziwnie. Potrząsnęła blondynem, była przerażona.

@Baldwin Malfoy
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
28.11.2025, 08:51  ✶  
Zarechotał. O Jezu jak on zaczął rechotać jak w łapie typa pojawiła się całkiem dorodna kutasoświeczka w przepięknym pastelowo różowym odcieniu. O jakież to było piękne. Zwłaszcza kiedy ten creep spojrzał na nią zaskoczony, a świeczka zamrugała wielkimi doklejonymi oczkami, nabrała powietrza w płuca (?) i zaczęła śpiewać na całe świeczkowe gardło:

BABY SHARK DU DU DU, BABY SHARK DU DU DU

Ciężko powiedzieć czy w tym momencie świeczka śpiewała głośniej, czy głośniej darła się jednak Charlotte. A może on rechotał z tego najgłośniej, dociskając ręce do brzucha. To wszystko w sumie miało niewielkie znaczenie, bo Baldwin prawie się popłakał.

MOMMY SHARK DU DU DU, MOMMY SHARK DU DU DU

Gość nawet na niego nie spojrzał. Pochylił się jeszcze raz nad Mulciberówną, ale kiedy Baldwin uniósł różdżkę - rozpłynął się w  powietrzu, pozostawiając po sobie cuchnącą smugę dymu. Nie zastanawiał się nad tym. Wolał się upewnić czy z Charlotte wszystko w porządku. Zrobił jeden krok w jej stronę. Potem drugi. A potem potknął się o wystający kawałek deski i wyrżnął jak długi.

Świat zawirował do rytmu wciąż drącej się chujoświeczki. Cóż za zajebisty repertuar, żeby tak wziąć i umrzeć.

DADDY SHARK DU DU DU, DADDY SHARK DU DU DU
.


SCENA 2



Jeśli to był sen to Baldwin nie chciał się obudzić.
Świat był piękny, ludzie wspaniali, żyć się chciało. Zwłaszcza, kiedy tak rozwalił się na schodach przed Dans Macabre wystawiając ryj do słońca przepalającej się lampy ulicznej, a jakiś debil, chyba cygan, grał szanty na akordeonie. Czemu szanty? Na chuj się interesować.
Jak się tu znalazł? Nie wiedział. Zakładał, że się przywlókł o własnych nogach. Co tu robił? Sądząc po przyjemnym szumie w głowie i butelce w ręku - chlał. Czego więcej do szczęścia potrzeba? No tak - jakiejś dupy, stwierdziłby każdy porządny Nokturniarz i miałby rację.
I oto usłyszał - anielski głos, który darł pizdę na całą ulicę krzycząc "Baldwin, Baldwin!" Bogowie wiedli go na pokuszenie, ale nie. On był silny. A raczej w chuj po prostu spłukany.
- Ja madmoiseleeleel przep-przepraszam - czknął trzymając ręce uniesione. Jak to się mówiło w biznesie “dotykasz - płacisz”. Ta. Dobre sobie. Miał przy dupie może z dwa knuty i kapsel po piwie.- Ja siem na ussssługi żadne - znów czknięcie - nie piszę. Ja mam żonę i trójkę dzieci. Alvina, Simona i Theodora.- Bełkotał jak potłuczony.
Spróbował sięgnąć po swoją butelkę (coś tam jeszcze na dnie zostało), ale laska wpakowała mu się praktycznie na kolana. Nosz kurwa, co to za nowy wymysł marketingowy? Odruchowo zacisnął palce na jej talii, żeby się nie zjebała na ziemię.
A potem się sfokusował. Względnie. Na tyle na ile dał radę. Zamrugał. Twarz Mulciberówny przestała być kolorową plamą. No właśnie. Mulciberówny, ale nie jego Mulciberówny. Nie mniej, właśnie potrząsało nim mocne 8/10*, z twarzy i imienia całkiem mu znane. Zerknął odrobinę w dół, skorzystał z okazji i zerknął lasce w cycki, na jej jakże gustowną piżamę w brązowe misie.
- Yo Szarlotka, a ty co?- Otarł wolną ręką usta z resztek mocnego wina.- Chłopów próbujesz wyrwać na “możesz mnie tatusiu utulić” czy to jakaś nowa moda na popierdalanie przez miasto w piżamie? - Zmarszczył lekko brwi widząc jak się trzęsie.- Ej, panna, co jest?


* Z przyczyn oczywistych (m.in chęci posiadania udanego pożycia małżeńskiego) jedynym 10/10 jest pani Scarlett Mulciber. Jest to moje całkowicie dobrowolnie spisane oświadczenie, a w/w Scarlett Mulciber wcale nie trzyma mi noża na gardle.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#5
29.11.2025, 10:41  ✶  
Co on pierdolił? Jaką żonę, jakie dzieciaki? Gdyby wiedziała, że jest tak najebany, że nie potrafi nawet rozpoznać własnej znajomej, to podleciałaby do kogoś innego. A może właśnie nie znalazłaby nikogo innego? Sama nie wiedziała, tłum zlewał jej się w jedną, pulsującą masę i dość szybko się zorientowała, że nie odróżniała pojedynczych twarzy. Tylko jego twarz jaśniała na tym tle - jakby miał być rycerzem na białym koniu, chociaż zalana alkoholem i opuchnięta morda sugerowała raczej najemnika, który za odrobinę sykli rozpruje jej prześladowcę. Ale o to jej właśnie chodziło, prawda? O to, żeby pozbyć się tego, kto włamał się do jej mieszkania i ukrył w szafie.

Tylko czemu w jej głowie wciąż odbijała się echem melodia Baby shark tudu tudu?

- Ktoś mnie goni, był w mojej szafie - to, że ją złapał i praktycznie wylądowała na jego kolanach, to było nic w porównaniu z roztrzęsionym głosem. Znał ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że niełatwo było Mulciberównę wystraszyć. A teraz wyglądała na naprawdę przerażoną. Była blada, jeszcze bledsza niż zwykle, trzęsła się cała i nawet nie dała mu po głowie za zezowanie na jej cycki. Zachowywała się jak nie ona.
- Och Charlieeeeee - jakby wzmocniony magią głos otulił ich, niby lepiący dym. Kleił się do ich uszu i mózgów, powodując nieprzyjemne dreszcze.

A potem zaklęcie świsnęło obok nich i rozwaliło jeden z kamiennych schodków przy nodze Baldwina.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#6
17.12.2025, 08:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 08:39 przez Baldwin Malfoy.)  
Spojrzał na nią poważniej. Nawet jeśli stan upojenia alkoholowego sprawiał, że miał ochotę powiedzieć jej “Charlie… ale piękne masz te włosy. Mówiłaś coś i mówiłaś i w pewnym momencie pomyślałem sobie “Matko jak ona długo mówi”, ale powiedziałem sobie “patrz na nią w okolicach głowy bo inaczej zorientuje się, że jej nie słuchasz i wtedy zobaczyłem twoje włosy, naprawdę piękny Lottie”. Ale było coś w tym naturalnym przerażeniu tak wspaniale ludzkiego. Nigdy jej takiej nie widział, pobladłej ze strachu, drżącej… A szkoda. Ładnie jej było w tych emocjach. Pokręcił lekko głową słysząc o potworze z szafy. Tak, Frida też przechodziła ten etap, gdzie w szafie siedział wielki straszny potwór i zręcznie wykorzystywała to do spania z Lorr w łóżku. Potem co prawda okazało się, że w szafie rzeczywiście zalągł się bogin, ale mądry rodzic po szkodzie. Zwłaszcza, że jemu się w Necronomiconie zawsze dobrze spało. O na przykład dzisiaj - śnił o śniegu. O zimie. Śnieg przykrył cały Nokturn, wszystkie kałuże zamarzły, a on lepił z córką bałwana. Co prawda nie mieli marchewki na nos, ale za to mieli mnóstwo guzików. To był wyjątkowo miły sen.
Już miał powiedzieć, że u niego w sypialni potworów nie ma, kiedy to usłyszał.
Lepki, obrzydliwy głos, klejący się do mózgu, jakby ktoś wpakował się tam legilimencją. Nie podobało mu się to. Oj bardzo.
A potem huknęło zaklęcie i Baldwin w jednej chwili wytrzeźwiał.
Natychmiast zaczął szukać wzrokiem pośród zlewającego się w jedną masę tłumu. Przy okazji ostrożnie przesuwał dziewczynę z kolan na znak, że trzeba będzie zaraz wstać i spierdalać.

Wreszcie go zobaczył.
Ta sama paskudna morda z wypolerowaną glancą i zakolami większymi niż średnice tutejszych kanałów; z kaprawymi oczkami, żabim pyskiem i brwiami godnymi rasowego pederasty. A może tamci mieli wąsik? Nieważne. Skądś go znał, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć skąd. Problem był taki, że ten domorosły stalker zasadził się na Charlie.
Zrobił kilka rzeczy na raz - po pierwsze chwycił za różdżkę. Po drugie, podniósł się z Charlotte ze schodków. Manewrował czarownicą tak, żeby stanęła za nim. Jak umrze to umrze, ale przynajmniej nie zdechnie w piżamie.


Rzut na translokację butelki wina prosto w łeb babadooka.
Rzut O 1d100 - 15
Akcja nieudana


Nie wyszło. No oczywiście, że nie wyszło. Jak mógłby się spodziewać inaczej. Nigdy nie był mistrzem translokacji - ale widząc jak butelka przelatuje parę metrów obok planowanego celu - po raz pierwszy poczuł, że jednak mógł się bardziej w szkole starać.
Ale trudno. Jak się nie ma co się lubi to się używa zwykłej, prostej przemocy. I ową przemoc Baldwin wybrał…

Rzut na urok co by typowi oszukać zmysły - niech go atakuje stado niewidzialnych nietoperzy.
Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#7
07.01.2026, 11:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2026, 11:49 przez Charlotte Mulciber.)  
Gdy Baldwin wstał, ona prawie zleciała. Była w piżamce, była przerażona, na dodatek chyba nie miała różdżki. Czy zdążyła za nią złapać, gdy uciekała? Nie miała pojęcia. Schowała się za Baldwinem, podejrzewając, że żarty się skończyły. Nie czuła nigdzie różdżki, wiec po prostu podniosła jakiś kamień z tych ukruszonych schodków. A gdy zobaczyła, że butelka przelatuje obok głowy jej stalkera, tylko mocniej zacisnęła palce na swojej prowizorycznej broni.
- Odjeb się ode mnie! - wrzasnęła i rzuciła z całej siły kamieniem w potwora z szafy.

Rzut na AF, czy trafię kamieniem w stalkera, 3k
Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana


Najwyraźniej to mieli ze sobą wspólnego - chujowego cela. Ale Baldwin znowu uratował sytuację. Mężczyzna zaczął odganiać się od niewidzialnego czegoś, co Charlie szybko wykorzystała.
- Spierdalamy - chwyciła Malfoya za rękę i pociągnęła go w przeciwnym kierunku, niż jej dom. Musiała biec, musiała uciekać, musiała kurwa przeżyć i dowiedzieć się, czego chce ten zasrany pojeb. Musiała...

Świat zawirował.

Scena 3


Tym razem znowu była sama. Siedziała na wzgórzu i patrzyła w gwiazdy. Było tu pięknie, ciepło, a ona siedziała na kocyku i popijała wino prosto z butelki. Czemu była sama? Nie miała pojęcia. Ale nie przeszkadzało jej to za bardzo. Była tu cisza i spokój, a wszystko to, co chciało się kiedyś, nie miało znaczenia. Rozkoszowała się tym, patrząc na jedną z najjaśniejszych gwiazd. Była piękna, tak spokojna...
- Wierzę, że to ty, tato, mnie obserwujesz - powiedziała cicho, odpalając papierosa. - Pewnie nie pochwalasz tego, co robię, ale uwierz mi - wiem co robię. Zobaczysz, jeszcze będziesz ze mnie dumny.
Nie płakała. Rozmowy z nieżyjącym ojcem to był ostatnio jej chleb powszedni. Ale odpowiedzi od niego: już nie.
Charlie....
Zaskoczona drgnęła i odwróciła się. W krzewach dostrzegła męską sylwetkę z uniesioną dłonią różdżką. Charlotte wrzasnęła i zerwała się na równe nogi, ale te odmówiły posłuszeństwa. Zaplątała się w nie, w koc i wyrżnęła plecami o ziemię. A potem... Potem zaczęła toczyć się w dół, prosto na blondyna, który szedł przy wzgórzu. Z piskiem i przekleństwami na ustach, oczywiście.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#8
03.02.2026, 08:27  ✶  
Jebani magomedycy i ich jebane zalecenia. Myślał sobie pan Malfoy chodząc. Chodząc donikąd, bo na ostatniej wizycie w Mungu magomedyk po prostu kazał mu chodzić. Bo to ponoć zdrowe. Bo tak trzeba. Bo tlen jest ważny przy oddychaniu, a jak się zbuntuje i nie będzie chodzić to go wyślą do sanatorium. I będzie siedział i grał w bingo ze starymi prukwami. Jeszcze jakby w programie jego przymusowego wyjazdu były chociaż dancingi. To nie.
Więc Baldwin chodził. Laził po miastach i górach i równinach i plażach i wcale mu nie robiło różnicy po czym. Nie kwestionował też swojej wędrówki, bo kto by kwestionował taki pojebany sen. Gdzieś podczas kolejnej fazy REM przyśniły mu się smoki, no to część wędrówki odbył na smoku o kolorze słońca. A potem na niebie pojawił się wielki magomedyk i huczał ciężkim głosem,że Baldwin miał chodzić. No i smok zniknął, a Baldwinowi zostały jego własne dwie nogi.
Szkoda że nasz drogi Malfoy nie pamiętał o słynnym powiedzeniu “one apple a day, keeps magimedics away”. No szkoda.

W swojej sennej wędrówce dotarł późną nocą do stóp wzgórza. Piękna sprawa, ale tak bardzo jak nie chciał chodzić po płaskim nie chciał też wchodzić pod górkę. Z górki było spoko, ale no nie można całe życie staczać się w dół.
Ktoś jednak postanowił mu udowodnić, że się myli. Obserwował jak ów ktoś turla się wdzięcznie ze wzgórza w jego stronę. Coraz szybciej… i szybciej i… o kurwa, trochę za szybko. Już się chciał odsunąć, gdy pędzący ktoś wpadł na niego. Baldwin poleciał do tyłu jak mugolskie kręgle, łapiąc w objęcia blondwłosą laskę. Przynajmniej jej upadek zamortyzował.
Gapił się przez moment na wzgórze. Inny ktoś tam stał i na nich patrzył. O Merlinie jaki brzydal! Jego łysa glanca odbijała odbite światło księżyca. Co za obwieś. Pewnie jeszcze ją popchnął. Skąd wiedział, że ktoś jest "oną"? Otóż miał cycki, które Malfoy zobaczył gdy zzezował na dół.
- Ło! Szarlotka! Często się tu tak turlasz? - Zagadał, niewiele sobie robiąc ze swego obitego dupska.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#9
11.03.2026, 11:38  ✶  
Turlanie się ze wzgórza zdecydowanie nie było w jej tegorocznym bingo, ale hej - nie ma niespodzianki bez odrobiny zabawy. Czy jakoś tak. Szkoda, że ta zabawa była tak bolesna. Otóż bowiem turlanie się ze wzgórza w obecnej chwili wcale nie było tak fajne, jak wtedy gdy turlała się za dzieciaka po wzgórzach pełnych śniegu. Teraz miała wrażenie, że połamała coś ważnego. Coś co mogło być kością, a co mogło być równie dobrze różdżką, którą miała niedbale wetkniętą do kieszeni. Sama Charlotte obita była koncertowo: jeszcze nie widać było siniaków, lecz zadrapania na jej skórze pyszniły się czerwienią, a włosy zebrały po drodze sporo bagażu, takiego jak gałązki, liście i oczywiście błoto. Zapewne - znając jej szczęście - wytarzała się przy okazji w jakimś gównie, bo hej: czemu nie, co jeszcze gorszego mogło ją spotkać tego wieczoru?
- Baldwin! - jęknęła głucho, próbując powstrzymać wymioty. Kręciło jej się w głowie, bolał ją absolutnie każdy kawałek ciała, a on... Napatoczył się. Znowu. A może po raz pierwszy? Świadomość Charlotte lubiła płatać jej figle, szczególnie gdy świat wokół się kręcił. - Sorry. Zdawało mi się, że ktoś...
Zaczęła, próbując się podnieść. Zerknęła przez ramię i struchlała. Nie zdawało jej się - na wzgórzu faktycznie stał ktoś. Ktoś, którego zakola już dawno cofnęły się do linii dupy i teraz łysa glaca błyszczała w świetle księżyca. Ciemna sylwetka rozstała na moment rozproszona, gdy z trzymanej przez nią różdżki wystrzeliło zaklęcie. Nie trafiło: promień ognia gruchnął tuż obok Malfoya i Mulciberówny, popieląc trawę, na której stali.
- WIEJ! - Charlotte zerwała się na równe nogi, lecz zachwiała się. Nadal kręciło jej się w głowie, więc to "wiej" w jej wykonaniu nie wyglądało za dobrze. Przypominało raczej nieudolną próbę złapania równowagi, przy czym kobieta nie zrobiła nawet kroku w przód. Ba, zachwiała się niebezpiecznie w tył.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1788), Charlotte Mulciber (1835)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa