- Wiadomo, dla Ciebie to jest meh, bo Ty jesteś specjalny. - Pokręciła jedynie głową. Była to połowa skali, to nie mogło być zwykłe meh, przynajmniej nie dla niej. On jednak miał swoją wizję, jak zawsze. Podchodził do tego tak lekko, jakby to miało być coś bezbolesnego, a od tego mieli przecież zero, a może jedynkę, na pewno nie piątkę. Wiedziała jednak, że nic tutaj nie zdziała, Loys jak zawsze wiedział swoje.
- No, dla Ciebie to nic, wiem przecież, wiem, więc piątka to nic w Twojej skali, będę o tym pamiętać. - To nie była groźba, chociaż może trochę, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że Prue pamiętała o wszystkim.
Prychnęła, chciała udać oburzenie. - To nie są głupoty, to bardzo istotne fakty. - Przywiązywała wagę do najdrobniejszych szczegółów, bo wszystko wydawało jej się być bardzo ważne, nie mogła pozwolić, aby cokolwiek jej umykało, bo mogło to nieść ze sobą większe konsekwencje - musiała więc być czujna.
- Wiesz, że mogę Cię nauczyć wiązać ten szalik jak trzeba? To nic trudnego, wystarczy tylko słowo. - Akurat do tego mogła mu się przydać, odruchowo przeniosła wzrok na jego szalik, który oczywiście, że był aktualnie związany bardzo niedbale, nie skomentowała tego jednak.
Zamiast tego skupiła się na tej nieszczęśnej siódemce i połówce. Analizowała to krótką chwilę, zamyśliła się nieco, jednak w końcu się odezwała. Zgodziła się na to, to nie było wcale taką najgorszą opcją z możliwych. - Tak, mamy umowę. - Wydawała jej się ona całkiem sprawiedliwa, pozostawało wierzyć, że faktycznie jej dotrzyma, bo wiedziała, że nie lubił jej niepokoić, jednak takie umowy były bardzo ważne, nie mógł się z niej tak po prostu nie wywiązać, bo chodziło o traktat przyjaźni, czy coś. - Jesteśmy, to prawda. Jak nikt inny. - Uśmiechnęła się do siebie nie skupiając się zbytnio na brzmieniu tych słów, no potrafili się do siebie dopasować, dla chcącego nic trudnego, nawet nie musieli przy tym zbytnio negocjować.
Później palnęła tę gupotę, policzki zaczęły ją palić, on to zauważył, bo przecież powiedziała to na głos, trudno było nie zauważyć, udawać, że to nie padło. Zawstydziła się okropnie, bo nie powinna była pozwalać sobie na aż taką szczerość, bo byli przyjaciółmi, ale to nie oznaczało, że musiała mu mówić, że zawsze dobrze wygląda, chociaż tak było, no dla niej naprawdę zawsze dobrze wyglądał. Nie pogrążaj się Prudence. Było jednak ciężko.
- No dobrze, głupie, to było głupie, ale miłe to prawda. - Bo chciała być dla niego miła, nie umiała inaczej, naprawdę jej na nim zależało.
- Wiem, że tam bywasz, bo przecież wyłaniasz się z cienia, musisz tam bywać. - To było dla niej jasne jak słońce, cień był ich wspólnym miejscem, szkoda, że nie mogli tam znikać na dłużej, wiedziała, że bawiliby się wyśmienicie we dwójkę z dala od całego świata, bo nie potrzebowała obok siebie nikogo więcej.
- Czasem mam wrażenie, że gadam głupoty, ale wiem, że przy Tobie mogę. - Nigdy się z niej nie naśmiewał, nie wykorzystywał tego przeciwko niej, akceptował wszystko, co miała mu do powiedzenia, był jej bezpieczną przystanią, przy której nie musiała się ograniczać.
I powiedziała mu znowu, to co myślała, to było dużo, ale naprawdę nie umiała sobie wyobrazić, że nagle gdzieś by przepadł, chciała, żeby o tym wiedział, tak po prostu.
- Bez Ciebie też bym zwariowała, ale w trochę inną stronę, wolę jednak tę opcję z Tobą. - Jej myśli potrafiły być bardzo głośne, kiedy on znajdował się obok przebijał się przez nie, powodował, że znikały, chyba wolała ten jego chaos i jego zwariowanie. - Nie będzie reklamacji, przyrzekam! - Zresztą było na to trochę zbyt późno, dokładnie przecież wiedziała z jakim egzemplarzem ma do czynienia.
Udało mu się ją rozbawić, dzięki czemu znowu poczuła się lekko, mimo tego, że ta rozmowa była dość dziwna, jak na nich, taka poważna, a może jej się wydawało.
- To się nigdy nie wydarzy Wish, przecież ustaliliśmy już, że jesteś najlepszy z najlepszych, nie będę szukać nikogo innego, nigdy. - Wiedziała, że mógł zmierzać do czegoś innego, tak, czy siak nie zamierzała jednak nawet spoglądać na innych chłopaków. Nie obchodzili jej wcale i nigdy nie mieli obchodzić, pod żadnym względem, to on był tym jedynym, to on jako jedyna osoba ją widział.
- ale jak coś, to na pewno Ci powiem, chociaż nie będzie o czym, to wiesz przecież, że zawsze będziesz wiedział wszystko przed innymi. - To do niego przychodziła na samym początku z każdą pierdołą, jeśli coś by się zmieniło (a nie sądziła, że kiedykolwiek miało), to na pewno o tym też by mu powiedziała.
- Tak, to bardzo dobrze działa, więc bez sensu to zmieniać. - Mieli co do tego jasność, byli kompatybilni, ona się potykała, on ją łapał, on zapominał, ona pamiętała, idealnie się dopełniali.
Cieplej jej się zrobiło na sercu, kiedy wspomniał o tym, że nie każdy zasługuje, aby chodzić tą samą drogą co ona, bo potraktował ją jako coś wyjątkowego, a przecież wcale nie była w żaden sposób wyjątkowa, nie wyróżniała się niczym, a on traktował ją tak, jakby widział w niej coś więcej, czego sama nie umiała dostrzec. To było miłe, bardzo miłe. - Ty zasługujesz, ale to chyba wiesz, prawda? - Nie bez powodu to właśnie on znajdował się tuż obok, i to jego trzymała za rękę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)