• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[kwiecień 1972] Gabinet D. Longbottom | Fergus & Danielle

[kwiecień 1972] Gabinet D. Longbottom | Fergus & Danielle
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#1
14.01.2023, 18:00  ✶  
Mówili mu, że nie powinien wstawać z łóżka. Upominali nawet na temat samego faktu siedzenia, bo wciąż był zbyt osłabiony, by pozwolić sobie na taki wysiłek. A mimo to był zbyt uparty. I przeokropnie znudzony brakiem jakiegokolwiek zajęcia poza znoszeniem wizyt gości, z których połowa była raczej tymi niechcianymi przy trzecim z kolei dniu.
Nie spodziewał się tego, że przejście do windy będzie go kosztowało aż tyle wysiłku. Jakimś cudem się jednak doczłapał, powoli i z przerwami, jak gdyby był jednym z tych emerytów z sąsiedniego oddziału. Jeśli w tym wieku się z nimi porównywał, było naprawdę źle. Na dodatek eliksir przeciwbólowy przestawał działać, co czuł przy każdym poruszeniu ręką. Pulsowała, przez co instynktownie zaciskał szczękę, jakby to miało uśmierzyć nieprzyjemne uczucie. Nie pomagało, ale nie miał zamiaru się cofać, prosząc któregoś z medyków lub stażystów o pomoc. Natychmiast odesłaliby go do łóżka.
Upewnił się kilkukrotnie, na które piętro powinien się udać, ignorując przy tym natarczywe spojrzenia jednej z pacjentek, której chyba nie podobało się jego towarzystwo na tak małej przestrzeni. Sam wolałby nie mieć z nią do czynienia, ale starał się ją ignorować, opierając o ścianę i modląc w duchu, by nie wysiadła razem z nim. Na szczęście tego nie zrobiła.
Przeklinał pod nosem, gdy okazało się, że poszedł w przeciwnym kierunku do tego, w którym powinien. Przez to musiał nadrobić drogi, męcząc się przy tym dwukrotnie. Aż w końcu odnalazł właściwe drzwi, przy których wisiała tabliczka z nazwiskiem: D. Longbottom.
Dowiedział się, że Danielle pomogła go ocalić, ale nie widział jej jeszcze podczas pobytu w Mungu. Szpital był ogromny, ona pracowała na zupełnie innym oddziale i pewnie nie odczuwała potrzeby odwiedzania go. On jednak chciał się z nią zobaczyć i podziękować jej. Dowiedzieć się też kilku szczegółów, które go nurtowały. Nie mógł zapytać Brenny, bo nie była zbyt wylewna w tych kwestiach. Castiel w ogóle nie pojawił się w szpitalu, sprawiając tym, że Fergus czuł nieprzyjemne ukłucie żalu. Pozostawała zatem Danielle.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien jednak wrócił do łóżka. Co miałby jej powiedzieć? A może w ogóle jej tu nie było? Nie miał pewności, czy pracowała, a jeśli nawet, to czy nie zajmowała się teraz pacjentami na oddziale. Odetchnął jednak i uniósł zdrową rękę, pukając do drzwi.
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#2
28.02.2023, 22:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 22:28 przez Danielle Longbottom.)  
Od tamtej felernej nocy, gdy Fergus omal nie stracił życia i tylko cud sprawił, że udało im się bezpiecznie przetransportować go do Munga, nie miała z nim żadnego kontaktu. To nie tak, że stan mężczyzny jej nie interesował, wręcz przeciwnie - zdarzało jej się zagadywać znajomych uzdrowicieli pracujących na oddziale na którym przebywał Fergus, o to jak przebiega leczenie i ile potrwa rekonwalescencja. Wszyscy zgodnie twierdzili, że Ollivander miał niebywałe szczęście, że udało mu się z tego wyjść, a leczenie choć długotrwałe, na szczęście pozwoli mu na powrót do pełnej sprawności; to według Dani było najważniejsze. Sama osobiście nie pojawiła się na sali Fergusa, wychodząc z założenia, że przede wszystkim potrzebny jest mu spokój i wystarczy, że odwiedzają go jego bliscy.
Nie spodziewała się, że mężczyzna dowie się, że brała udział w akcji ratunkowej i postanowi ją odwiedzić. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, zajęta była wypełnianiem stosem dokumentacji, za którą powinna zabrać się już dawno temu. Oczywiście nie zrobiła tego, licząc na cud, że te wypełnią się samoistnie, niestety zamiast ubywać, papierów do uzupełnienia przybywało z każdym dniem. To nie tak, że się migała od pracy, absolutnie! Znaczy... no, może trochę. Mając do wyboru bieganie na oddziale i składanie poszkodowanych a spokojną pracę przy papierach, zdecydowanie wybierała to pierwsze. Dźwięk pukania sprawił, że poderwała głowę znad biurka, wyraźnie ożywiona. Każda wymówka jest dobra, żeby odłożyć dokumentację na później.
- Zapraszam!- odezwała się na tyle głośno, by stojąca po drugiej stronie drzwi osoba bez problemu ją usłyszała.
Gabinet nie był duży, jednak sprawiał całkiem przytulne wrażenie. Pewnie byłoby jeszcze przyjemniej gdyby nie chaos, jaki tam panował; dookoła walały się pootwierane książki, niewyraźnie zapisane notatki oraz pojedyncze fiolki, niektóre puste, inne zawierające coś. Na widok znajomego Danielle podniosła się zza biurka, a jej twarz jakby automatycznie rozświetliła się w uśmiechu.
- Fergus! Wyglądasz...- urwała. Dobrze było za mocnym słowem. -... zdecydowanie lepiej niż ostatnio. Dobrze Cię widzieć. - podeszła do Ollivandera i bez większych oporów go uściskała. Gest ten był naturalny i niewymuszony. Cóż... zdarzało jej się zapominać pojęciu przestrzeni osobistej, ponadto cieszyła się, że widzi go w takim stanie. Poza tym, co może zabrzmieć nieco egoistycznie, miała poczucie solidnie odwalonej roboty; przez moment poczuła dumę z samej siebie.
- Nie powinieneś leżeć w łóżku? Wiesz, że jeżeli ktoś Cię tu nakryje, oboje wylądujemy na dywaniku? - machnięciem różdżki sprawiła, że zalegające na sofie notatki przemieściły się na biurko, tym samym dając znać Fergusowi, by usiadł sobie wygodnie i złapał oddech. - Akurat zaparzyłam czarną herbatę... może być, czy wolisz coś innego?
Celowo nie dopytywała o to, jak się czuje i co strzeliło mu do głowy, by wyciągać ręce w stronę niebezpiecznego artefaktu; domyślała się, że na te dwa pytania od powrotu przytomności odpowiadał już do znudzenia wielu osobom.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#3
03.03.2023, 13:13  ✶  
Wszystko zdawało się lepsze od leżenia w łóżku i wpatrywania się w sufit. Nie miał siły czytać, ani tym bardziej wysłuchiwać pretensji ze strony ojca, który odwiedził go tego ranka. W dodatku Garrick wdał się w dość ostrą dyskusję z Elliottem Malfoyem, narażając tym samym rodzinny interes. Fergus miał, szczerze mówiąc, głęboko w poważaniu ten sklep, ale wiedział, że cała wina spłynęłaby na niego, bo przecież gdyby nie leżał w szpitalu, ojciec nie musiałby go odwiedzać i wykłócać się z obcymi ludźmi. Zatem naprawdę… wszystko zdawało się lepsze. Nawet upierdliwa wędrówka po szpitalnych korytarzach, byle znaleźć towarzystwo kogoś życzliwego. I przy okazji podziękować.
Gdy usłyszał głos Danielle, wsunął się do środka pomieszczenia, chcąc jak najszybciej zniknąć z oczu nie tylko pacjentów, ale również ewentualnych uzdrowicieli, którzy zechcieliby go odesłać z powrotem do łóżka. Uśmiechnął się, widząc medyczkę i słysząc jej słowa, zwłaszcza tę przerwę, która świadczyła o tym, że zastanawiała się nad swoją wypowiedzią. Wiedział, że nie wyglądał najlepiej. Wciąż był blady, osłabiony, pod oczami miał okropne worki, a ręka była owinięta grubą warstwą bandaży, spod których unosił się odór ziół wykorzystanych do stworzenia eliksirów. Skrzywił się zaraz nieco, gdy w uścisku zahaczyła o ranę, ale nie miała szansy tego dostrzec. Gdy się odsunęła, na jego twarzy znów gościł lekki uśmiech.
- Uwierz mi, że bywało gorzej – przyznał całkiem szczerze, bo jak na fakt, że tak bardzo ucierpiał, nie wyglądał AŻ tak tragicznie. W gorszym stanie był chyba po ostatniej eskapadzie na Nokturn, gdzie poczęstowali go czystym spirytusem. – Ciebie też dobrze widzieć – dodał, bo przecież było tak blisko tego, że nie zobaczyłby nikogo. No chyba że zostałby duchem nawiedzającym wszystkich swoich znajomych i przyjaciół.
- Pani Bulstrode już skończyła dzisiaj dyżur, a wątpię, żeby stażyści w ogóle zauważyli – powiedział, uspokajając ją. O ile Florence Bulstrode przerażała go ze swoją sterylnością i ostrym spojrzeniem, tak na przykład Lupina mógł jakoś zagadać. Ile można leżeć w łóżku? Każdy w końcu by oszalał, a póki kręcił się po terenie szpitala, czy rzeczywiście było w tym cokolwiek złego? – Czarna herbata brzmi w porządku.
Usiadł na krześle, które mu wskazała, rozglądając się po pomieszczeniu. Nigdy nie był w prywatnym gabinecie uzdrowiciela i zwykle wyobrażał je sobie jako miniaturowe laboratoria z mnóstwem nieokreślonych specyfików i maszyn, których zastosowania nie znał. To miejsce wyglądało… zupełnie zwyczajnie. Biurko, krzesła, regały z książkami i mnóstwo papierologii. Mógłby przysiąc, że poczuł lekki zawód, ale z drugiej strony to chyba tylko jego wyobraźnia była zbyt wybujała.
- Dziękuję – odezwał się w końcu, patrząc na Danielle. Sam już nie był pewien, czy tylko za herbatę, czy za to, że go ocaliła. Może za jedno i drugie? – A jak ty się czujesz? I Brenna? – dopytał jeszcze, wiedząc, że Danielle mieszkała ze swoją kuzynką, więc na pewno zdążyła na nią już kilkukrotnie wpaść. Sam nie widział Bren od tego oficjalnego przesłuchania dla Brygady Uderzeniowej, więc nie miał okazji zapytać o jej stan. Dani z kolei wyglądała na dość żywotną, choć chyba znudzoną tym, czym zajmowała się, nim jej przeszkodził.
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#4
06.03.2023, 18:28  ✶  
Awantura i wyrzuty, jakie po całym zajściu spadły na barki biednego Fergusa wynikały przede wszystkim z troski o niego i strachu o to, co mogłoby się wydarzyć, gdyby w porę nie udzielono mu pomocy. Nie można było winić starszego Ollivandera za reakcję na widok swojego pokiereszowanego syna, który niemal otarł się o śmierć i to w dodatku tak bezsensowną i głupią.
- Mhm, widziałam. - przyznała, gdy wspomniał że zdarzało mu się wyglądać znacznie gorzej. Raz nawet miała tą przyjemność być naocznym świadkiem. - Chyba, że nie była to twoja pierwsza akcja w takim stylu? - dodała, a kącik jej ust lekko uniósł się do góry. Być może Fergus był chodzącym nieszczęściem i miał jeszcze większą od niej zdolność do pakowania się w kłopoty?
Na dobrą sprawę, wyszedł z całego zajścia najlepiej jak się dało. W najgorszym wypadku straciłby życie lub rękę - choć czy utrata ręki byłaby tak bolesna w jego wypadku? Jako Ollivander miał nieograniczony dostęp do surowców i mógłby stworzyć sobie stworzyć zaawansowaną, magiczną protezę - czy gdyby wykonana została z odpowiedniego drewna i magicznego rdzenia, nie miałaby takich samych właściwości jak różdżka?
- Skończyła? - powtórzyła po nim, a z jej ust wyrwało się ciche, acz dokładnie słyszalne odetchnięcie z ulgą. Szybko uświadomiła sobie, jak mogło wyglądać to w oczach Ollivandera. - Z-znaczy, nie zrozum mnie źle, Florence jest niesamowitą uzdrowicielką i od nikogo chyba nie nauczyłam się więcej, niż od niej. Czasem po prostu potrafi być... - zamilkła na moment w poszukiwaniu odpowiedniego słowa. -... zbyt dużą perfekcjonistką. O ile tak to można nazwać.
Danielle miała przypadłość do pakowania się w dziwne sytuacje i to często na oczach starszej Bulstrode. A to wypadła jej z rąk fiolka eliksiru, który warzyła przez dwa tygodnie, a to zapomniała o ziołach, za które była odpowiedzialna, przez co te zaschły zbyt wcześnie i nie nadawały się do użytku. Nie śmiała o to pytać jednak coś jej podpowiadało, że bardziej doświadczona uzdrowicielka ma wyrobiony pogląd na młodszą koleżankę i na pewno nie jest to pozytywne określenie. - W takim razie jesteśmy bezpieczni. - dodała już spokojniejszym głosem, lekkim machnięciem różdżki przywołując dwie filiżanki i dzbanek świeżo zaparzonej herbaty. Dzbanek samoistnie uniósł się, napełniając obie filiżanki po sam brzeg.
- Nie ma za co, polecam się. - odpowiedziała, również pozostawiając wątpliwościom, czy mówi o wyleczeniu Fergusa, czy o poczęstowaniu go herbatą. Zajęła wygodnie miejsce, dosyć niedbałym ruchem przesuwając papiery, nad którymi wcześniej ślęczała.
Chwilę zastanowiła się nad zadanym przez niego pytaniem. Była na tyle skupiona na innych, że w sumie rzadko skupiała uwagę na własnym samopoczuciu.
- Całkiem nieźle. Pomijając fakt, że więcej jestem tutaj niż w domu, ale nie narzekam, nie przeszkadza mi to. A Brenna... jest Brenną. Jest w swoim żywiole, gdy może pomagać innym. - zauważyła, lekko wzruszając ramionami. To chyba była jedna z cech rodzinnych, którą posiadał każdy Longbottom; nikogo nie oszczędzać, pomagać wszystkim. - Nie rozmawiałyśmy o tamtym felernym dniu, jeżeli o to pytasz.- dodała szybko. - Brenn przestrzega tajemnicy zawodowej, a ja nie naciskałam na nią. - wyjaśniła. Jej brew lekko drgnęła.
- Rozmawiałeś z Castielem? - zagadnęła go, a jej ton głosu był wyjątkowo swobodny jak na temat, na który zeszła. To, że Flint będzie miał problemy było niemal jasne jak słońce; tak samo jak fakt, że żywił do Fergusa silne uczucia.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#5
08.04.2023, 12:39  ✶  
- Pierwsza na pewno nie, ale z pewnością najgorsza – wyjaśnił, uśmiechając się nieco drętwo na samą myśl o swoim własnym pechu. – Raz w szkole wysadziłem sobie eliksir prosto w twarz, zostałem chodzącym bąblem.
W dodatku poparzonym bąblem, ale tego już nie dodawał. Bolało jak diabli, ale mimo to nie wiązało się z utratą krwi, a tym bardziej niemalże śmiercią. Czy ta przeklęta wróżka, na którą ostatnio wpadł po tym, jak przesadził z alkoholem, miała rację w kwestii ponuraka? Z drugiej strony… leżałby już wtedy w trumnie, więc nie do końca. Nie zmieniało to jednak faktu, że kłopoty lgnęły do Ollivandera, a przez to wpadali w nie również jego bliżsi i dalsi znajomi.
Skoro nie stracił ręki, nie zastanawiał się też nad protezą. W innym wypadku pewnie właśnie tak by było. Skoro jego ojciec i wuj byli w stanie stworzyć coś, co pomagało funkcjonować jego niewidomemu kuzynowi, dlaczego nie mogliby wyrzeźbić protezy ręki, która przy pomocy włosa jednorożca nabrałaby mocy? Gdyby jeszcze zaciągnąć do tego Potterów, może nawet wyglądałaby całkiem przyzwoicie? Dlaczego w ogóle nie wpadli na to, by wykorzystać te umiejętności w swoim biznesie?
Skinął głową na potwierdzenie, że widział, jak pani Bulstrode wychodzi na zewnątrz w płaszczu, zamiast fartuchu, co oznaczało, że nie wróci w najbliższym czasie, najprędzej dopiero jutro.
- Myślę, że to całkiem dobre określenie. Zagroziła, że mnie spetryfikuje, jeśli będę się wiercił. To mówi samo za siebie – przyznał się jej ze śmiechem. Nie przejmował się tym, że inni uzdrowiciele nieco obawiali się Florence i jej nadmiernego zaangażowania w pracę. Doskonale rozumiał ich lęk, ale mimo to nie dało się zaprzeczyć, że miała tu szacunek, na który zasłużyła. Zresztą, gdyby każdy z nich angażował się w każdą sprawę zbyt emocjonalnie, pewnie wszyscy prędko skończyliby w Lecznicy Dusz. W pracy uzdrowiciela trzeba było mieć charakter. I dlatego nadawała się do tego Bulstrode, czy Longbottom, ale niekoniecznie taki nerwowy Ollivander.
- O ile jakiś stażysta nie będzie chciał się jej podlizać, kablując na mnie, to raczej tak – dodał, z wdzięcznością przyjmując herbatę. – Powinnaś dostać naklejkę dzielny uzdrowiciel, o ile takie też macie. Widziałem te z dzielnym pacjentem dla dzieciaków. Wiesz, że Lupin nie pozwolił mi takiej wziąć?!
Złapał kubek zdrową ręką, czując na palcach przyjemne ciepło. Po wypadku z czarnomagiczną szkatułką było mu cały czas zimno, chociaż wiedział, że to minie. Pani Bulstrode dogłębnie mu wszystko wyjaśniła razem z tym drugim uzdrowicielem, którego nazwiska nie potrafił zapamiętać. Nazwali go przy okazji intrygującym przypadkiem, choć nie miał pojęcia, dlaczego.
- Brenny chyba nic nie ruszy – stwierdził, wzruszając ramionami. – Ale cieszę się, że tobie nic nie jest, choć widzę, że toniesz w papierach – dodał i kiwnął głową w kierunku kartek i teczek, które Danielle przesunęła, by zrobić miejsce na herbatę. Zaraz jednak spochmurniał, gdy padło pytanie o Castiela. Tyle ludzi przewijało się przy jego szpitalnym łóżku, z rodziną i przyjaciółmi na czele, ale Flint ani razu się nie pojawił. Pewnie miał jakieś problemy w pracy, przez które nie znalazł czasu na zajrzenie do szpitala. Nie zmieniało to jednak faktu, że Fergusowi było z tego powodu po prostu przykro.
- Nie, nie miałem okazji – bąknął tylko i podniósł kubek, by upić łyk herbaty, choć parzyła w usta.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Danielle Longbottom (1004), Fergus Ollivander (1409)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa