14.01.2023, 18:00 ✶
Mówili mu, że nie powinien wstawać z łóżka. Upominali nawet na temat samego faktu siedzenia, bo wciąż był zbyt osłabiony, by pozwolić sobie na taki wysiłek. A mimo to był zbyt uparty. I przeokropnie znudzony brakiem jakiegokolwiek zajęcia poza znoszeniem wizyt gości, z których połowa była raczej tymi niechcianymi przy trzecim z kolei dniu.
Nie spodziewał się tego, że przejście do windy będzie go kosztowało aż tyle wysiłku. Jakimś cudem się jednak doczłapał, powoli i z przerwami, jak gdyby był jednym z tych emerytów z sąsiedniego oddziału. Jeśli w tym wieku się z nimi porównywał, było naprawdę źle. Na dodatek eliksir przeciwbólowy przestawał działać, co czuł przy każdym poruszeniu ręką. Pulsowała, przez co instynktownie zaciskał szczękę, jakby to miało uśmierzyć nieprzyjemne uczucie. Nie pomagało, ale nie miał zamiaru się cofać, prosząc któregoś z medyków lub stażystów o pomoc. Natychmiast odesłaliby go do łóżka.
Upewnił się kilkukrotnie, na które piętro powinien się udać, ignorując przy tym natarczywe spojrzenia jednej z pacjentek, której chyba nie podobało się jego towarzystwo na tak małej przestrzeni. Sam wolałby nie mieć z nią do czynienia, ale starał się ją ignorować, opierając o ścianę i modląc w duchu, by nie wysiadła razem z nim. Na szczęście tego nie zrobiła.
Przeklinał pod nosem, gdy okazało się, że poszedł w przeciwnym kierunku do tego, w którym powinien. Przez to musiał nadrobić drogi, męcząc się przy tym dwukrotnie. Aż w końcu odnalazł właściwe drzwi, przy których wisiała tabliczka z nazwiskiem: D. Longbottom.
Dowiedział się, że Danielle pomogła go ocalić, ale nie widział jej jeszcze podczas pobytu w Mungu. Szpital był ogromny, ona pracowała na zupełnie innym oddziale i pewnie nie odczuwała potrzeby odwiedzania go. On jednak chciał się z nią zobaczyć i podziękować jej. Dowiedzieć się też kilku szczegółów, które go nurtowały. Nie mógł zapytać Brenny, bo nie była zbyt wylewna w tych kwestiach. Castiel w ogóle nie pojawił się w szpitalu, sprawiając tym, że Fergus czuł nieprzyjemne ukłucie żalu. Pozostawała zatem Danielle.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien jednak wrócił do łóżka. Co miałby jej powiedzieć? A może w ogóle jej tu nie było? Nie miał pewności, czy pracowała, a jeśli nawet, to czy nie zajmowała się teraz pacjentami na oddziale. Odetchnął jednak i uniósł zdrową rękę, pukając do drzwi.
Nie spodziewał się tego, że przejście do windy będzie go kosztowało aż tyle wysiłku. Jakimś cudem się jednak doczłapał, powoli i z przerwami, jak gdyby był jednym z tych emerytów z sąsiedniego oddziału. Jeśli w tym wieku się z nimi porównywał, było naprawdę źle. Na dodatek eliksir przeciwbólowy przestawał działać, co czuł przy każdym poruszeniu ręką. Pulsowała, przez co instynktownie zaciskał szczękę, jakby to miało uśmierzyć nieprzyjemne uczucie. Nie pomagało, ale nie miał zamiaru się cofać, prosząc któregoś z medyków lub stażystów o pomoc. Natychmiast odesłaliby go do łóżka.
Upewnił się kilkukrotnie, na które piętro powinien się udać, ignorując przy tym natarczywe spojrzenia jednej z pacjentek, której chyba nie podobało się jego towarzystwo na tak małej przestrzeni. Sam wolałby nie mieć z nią do czynienia, ale starał się ją ignorować, opierając o ścianę i modląc w duchu, by nie wysiadła razem z nim. Na szczęście tego nie zrobiła.
Przeklinał pod nosem, gdy okazało się, że poszedł w przeciwnym kierunku do tego, w którym powinien. Przez to musiał nadrobić drogi, męcząc się przy tym dwukrotnie. Aż w końcu odnalazł właściwe drzwi, przy których wisiała tabliczka z nazwiskiem: D. Longbottom.
Dowiedział się, że Danielle pomogła go ocalić, ale nie widział jej jeszcze podczas pobytu w Mungu. Szpital był ogromny, ona pracowała na zupełnie innym oddziale i pewnie nie odczuwała potrzeby odwiedzania go. On jednak chciał się z nią zobaczyć i podziękować jej. Dowiedzieć się też kilku szczegółów, które go nurtowały. Nie mógł zapytać Brenny, bo nie była zbyt wylewna w tych kwestiach. Castiel w ogóle nie pojawił się w szpitalu, sprawiając tym, że Fergus czuł nieprzyjemne ukłucie żalu. Pozostawała zatem Danielle.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien jednak wrócił do łóżka. Co miałby jej powiedzieć? A może w ogóle jej tu nie było? Nie miał pewności, czy pracowała, a jeśli nawet, to czy nie zajmowała się teraz pacjentami na oddziale. Odetchnął jednak i uniósł zdrową rękę, pukając do drzwi.