Śnieg. Był. Wszędzie.
Walia wyglądała niesamowicie podczas Yule. Śnieg sypał tutaj przez ostatnie kilka tygodni, przez co okolica była okryta grubą warstwą białego puchu. Można było wskakiwać w zaspy i się w nich zakopywać. To był naprawdę piękny i słoneczny dzień, który skłaniał do spędzania czasu na zewnątrz. Yaxleyom zresztą nigdy nie przeszkadzała pogoda, nie istniała niewłaściwa byli tylko ludzie nieodpowiednio ubrani w stosunku do tego co działo się na zewnątrz. Spędziła na dworze prawie cały dzień, tarzając się w śniegu, lepiąc bałwany, dopóki matka nie powiedziała jej, że czas się szykować na przyjęcie gości.
Młodziutka panienka Yaxley szlajała się po wielkim domu, przeszkadzała wszystkim, którym mogła przeszkadzać, to znaczy - interesowała się tym, co robili, aby przygotować się do świętowania. Spędziła sporo czasu w kuchni, gdzie podjadała suszone mięso, które przygotował jej ojciec. Uwielbiała mięso, nie potrafiła bez niego żyć, gardziła warzywami, przez co jej matka była niepocieszona. Kto to bowiem widział, aby taka dziewczynka jadła aż tyle mięsa? Nie mogła nigdzie znaleźć James'a co trochę jej przeszkadzało, bo uwielbiała śledzić swojego starszego brata, szczególnie, że pojawiał się w domu tylko podczas przerwy świątecznej i wakacji, gdzie większość wakacji spędzał ma wyprawach z ojcem, więc nie do końca mogła nacieszyć się jego obecnością, nie lubiła tego, że był taki duży i musiał chodzić do szkoły. Został mu chyba rok, aby ją skończyć, tak naprawdę to nie wiedziała, czy rok, czy więcej bo jeszcze miała problemy z liczeniem czasu, mijał jej w domu okropnie powoli. Szczególnie kiedy przychodziła do nich guwernantka i próbowała ją uczyć tych wszystkich rzeczy, które wymagała jej matka. To było okropne, bo Gerry najchętniej spędzałaby czas ze swoim tatą. Uwielbiała chodzić z nim do lasu, wspinać się po drzewach i strzelać ze swojego malutkiego łuku, nie wiedziała po co ma się uczyć szydełkować i tańczyć, skoro chciała być jak tata.
Pojawili się goście. Bardzo dużo gości. Panienka Yaxley biegała między nimi, uciekała przed ciotkami, które chciały ją złapać za policzki, fuuuj, miała ochotę ugryźć je w rękę kiedy tylko wyciągały ją w jej stronę. Pojawiła się siostra taty, z dzieciakami, był jej kuzyn Aloysius i jego siostry, posadzili ich jak za karę przy stole dla dzieci, przecież wcale nie byli tacy mali!
Kolacja minęła szybko, dorośli zaczynali śpiewać po wypiciu jakichś dziwnych, kolorowych napoi, które robił jej tata, pierwsza gwiazdka na niebie została odhaczona, prezenty rozdane, teraz najlepsza część wieczoru!
Miał być kulig, kulig z ogniskiem! Wielkim ogniskiem, nad którym mieli piec kiełbaski po tym jak wrócą z przejażdżki. Nie mogła się tego doczekać. Gerard przygotował sanie i konie i sanki dla wszystkich! Pięknie to wyglądało, naprawdę pięknie. Chciała dosiąść się do swojego brata, który niestety dzisiaj ją ignorował, wolał towarzystwo kuzyna Lamberta, no oczywiście, gadali o tych swoich chłopackich rzeczach, przez co udawał, że jej tu nie ma. Parsknęła głośno rozczarowana, powstrzymała się przed tym, żeby nie kopnąć brata w kostkę, oburzona ruszyła do ostatnich sanek, przy których się zatrzymała. Była rozczarowana i wkurzona, ale nic nie miało jej popsuć tego wieczoru. Spojrzała na chłopaka, który kręcił się obok. Był od niej trochę starszy, ale może uda jej się go jakoś przekonać... - Jedziesz ze mną? Na ostatnich sankach najbardziej buja, nie ma fajniejsiejszego miejsca od tego! - Starała się być bardzo przekonująca.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)
Spoiler